Tylko kochaj
fot. great cocktails / UNSPLASH.COM

Pamiętam jednego z braci duszpasterzy, który się zastanawiał, czy warto robić spotkanie dla pięciu osób, i moje zdziwienie, że przecież chodzi o każdego człowieka z osobna, a nie o grupę, choćby nie wiem jak wielką.

Mimo że nigdy nie byłem duszpasterzem akademickim (zajmowałem się między innymi młodzieżą szkół średnich), to z racji pełnionej nie tak dawno funkcji prowincjała, czyli tego, który widział braci w działaniu w szerszej skali, mogę spróbować coś powiedzieć na temat duszpasterstw akademickich. Właściwie mógłbym powtórzyć mniej więcej to samo, co napisał mój młodszy współbrat ojciec Janusz Pyda, co w sumie dobrze świadczy o dominikańskim współmyśleniu między pokoleniami na ten temat. Moją wypowiedź można potraktować jako przedłużenie (czasem uzupełnienie) tego, o czym pisał ojciec Janusz.

Życiodajny kryzys

Pytanie o każde duszpasterstwo, a więc także o to akademickie, musi być rozpatrywane w kontekście całego Kościoła i jego misji. Myślę, że jakąś tajemnicą Kościoła jest to, że każdy czas jest dla niego dobry i w każdym czasie jest w kryzysie. Bywają to życiodajne kryzysy, dające wzrost, pozwalające pokonać trudności i pogłębiające Kościół, a czasem prowadzące do śmierci tego, co przestało dawać życie w jego praktyce czy nauczaniu. Kościół jest znakiem obecności Boga w świecie i ma o tej obecności po prostu świadczyć „w porę i nie w porę” (por. 2 Tm 4,2). Jest on w każdym historycznym czasie uprzywilejowanym miejscem obecności Boga, a zarazem jest naznaczony zarówno św

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się