Roman Bielecki OP
fot. Fot. Adam Ciereszko

Drodzy Czytelnicy,

gdy ponad dwadzieścia lat temu podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes o tytuł najlepszego filmu rywalizowały Biały Krzysztofa Kieślowskiego i Pulp Fiction Quentina Tarantino, mówiono o końcu pewnej epoki, bo oto obok filozofa kamery stanął człowiek, który filmowego rzemiosła uczył się, pracując w wypożyczalni kaset wideo. Werdykt jury był mocno dyskutowany, ponieważ ostatecznie to Amerykanin został wyróżniony Złotą Palmą.

Dziś takie zestawienia nikogo nie dziwią. W internetowych kanałach z równym powodzeniem występują obok siebie profesor i kilkunastoletni bloger. A to, co na temat ekonomii czy polityki ma do powiedzenia modowa gwiazda, budzi takie samo zainteresowanie, jak zdanie niejednego eksperta w danej dziedzinie.

Można na taki stan rzeczy narzekać i mówić, że nie ma już żadnych świętości i żadnych autorytetów, albo tłumaczyć, że liczba wyświetleń i polubień jeszcze o niczym nie świadczy.

A może to tylko dowód na to, że dziś sami sobie tworzymy autorytety na naszą miarę, uciekając od rzeczy wymagających i niewygodnych? Bo ci, których oglądamy, utwierdzają nas w poczuciu świętego spokoju.

Czy w takim razie w świecie celebrytów i idoli jest jeszcze miejsce dla autorytetów? A jeśli tak, to kto miałby odgrywać taką rolę? Jak odróżniać kaznodziejów od kuglarzy? O to pytamy w najnowszym wydaniu miesięcznika „W drodze”.

Drodzy Czytelnicy,
Roman Bielecki OP

urodzony w 1977 r. – dominikanin, absolwent prawa KUL i teologii PAT, kaznodzieja i rekolekcjonista, od 2010 redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, Prowincjalny Promotor Środków Społecznego Przekazu, autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich, publicysta, aut...