Tak się zaczęło
Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
Wyczyść

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.

Be Reszit — „Na początku”

Już pierwsze słowa Księgi Rodzaju dostarczają materiału do przemyśleń. W języku hebrajskim „początek” to hatchala. Słowo to wiąże się z czasownikiem lehatchil — zaczynać. Wbrew pozorom jednak nie zostało ono użyte w opisie stworzenia świata, gdzie zamiast niego występuje reszit. Dlaczego?

W języku hebrajskim większość słów ma rdzeń złożony z trzech liter. W przypadku reszit tworzą go resz, alef, szin, co oznacza, że pochodzi ono od słowa rosz — czyli „głowa”. Cóż ma głowa do początku? — mógłby ktoś zapytać.

Spróbujmy wymienić kilka innych wyrazów o tym samym rdzeniu, co reszit. Przede wszystkim będzie to przymiotnik riszon, czyli „pierwszy”. Jom riszon, czyli „dzień pierwszy”, oznacza niedzielę. „I nastał wieczór i poranek pierwszego dnia” (Rdz 1,5) — co oznacza, że akt stworzenia świata rozpoczęty został w niedzielę.

Rosz pina — dosłownie — „głowa kąta (węgła, narożnika domu)” to po polsku „kamień węgielny”. Określenie to pojawi się później w Księdze Psalmów: „Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym” (Ps 118,22), oraz u Izajasza: „Oto Ja kładę na Syjonie kamień dobrany, węgielny” (Iz 28,16) po to, aby w nowym znaczeniu powrócić na kartach Nowego Testamentu (Mt 21,42; Ef 2,20, 1 P 2,6).

Reszit to nie tylko początek, ale również początek wszelkich początków, początek stanowiący fundament wszystkiego, co nastąpiło później.

Bara — „stworzył”

Następne słowo: bara — „stworzył” również wymaga zinterpretowania. Pochodzi ono od bezokolicznika liwroa, który w słownikach jest na ogół tłumaczony jako „tworzyć”, stanowi to jednak duże uproszczenie. Zazwyczaj bowiem w języku hebrajskim „stworzyć” to lizor, jednak w opisie stworzenia świata słowo to celowo nie zostało użyte. Dokładna analiza tekstu Biblii pozwala zauważyć, że czasownik liwroa występuje w nim tylko kilkakrotnie — i co bardzo istotne — za każdym razem w odniesieniu do Boga. Ilekroć Stary Testament mówi o ludziach, że stworzyli — dom, posąg, cokolwiek, używa słowa lizor, gdy zaś wspomina o stworzeniu czegoś — świata, gwiazd czy człowieka — przez Boga — wówczas pojawia się liwroa. Stąd wniosek, że boski akt stworzenia jest jakościowo różny od jakiejkolwiek działalności ludzkiej.

Elohim — „Bóg”

Elohim to jedno z kilku starotestamentowych określeń Boga. Od pozostałych — Adonai (Pan) oraz Jahwe — różni się tym, że występuje tylko w liczbie mnogiej, podobnie jak w języku polskim rzeczowniki takie jak skrzypce, drzwi lub gacie. Z pozoru jest to niezrozumiałe — oto religia żydowska, konsekwentnie monoteistyczna, której credo stanowi wezwanie Szema Israel, Jahwe Elohim, Jahwe ehad — „Słuchaj Izraelu, Bóg jest jeden” — ta właśnie religia imię Boga wyraża w liczbie mnogiej. W dodatku w tekście Starego Testamentu znajdziemy wiele sytuacji, gdy Bóg mówi o sobie „my” — „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz” (Rdz 1,26). O co tu chodzi?

Pokolenia teologów łamały sobie głowy nad tą zagadką. Powstała nawet sekta (mormoni), która utrzymuje, że Elohim to określenie dwóch różnych, niezależnych od siebie bóstw o imionach Adonai i Jahwe, jednak w rzeczywistości wyjaśnienie jest proste. Owe wypowiedzi Boga, w których mówi On o sobie per „my”, to przykład pluralis maiestatis, czyli konwencja mająca podkreślić dostojeństwo mówcy.

Co innego, gdy chodzi o imię Elohim. W języku hebrajskim występuje więcej słów nieposiadających liczby pojedynczej — i w każdym wypadku są to określenia pojęć niepoliczalnych, na przykład maim — woda. Wszak może istnieć jedna, dwie, trzy szklanki wody — ale woda jako taka jest tylko jedna. Czyżby tu właśnie doszukać się można było najprostszego wyjaśnienia dogmatu o Trójcy Świętej?

Et ha szamaim we et ha arec — „niebo i ziemię”

Et to jedno z tak zwanych milot jahas, czyli kilku słówek pełniących w języku hebrajskim taką rolę, jaką w języku polskim odgrywa odmiana przez przypadki. Umieszczenie go przed rzeczownikiem, z grubsza rzecz biorąc, odpowiada polskiemu dopełniaczowi.

Pozwolę sobie tutaj uniknąć wykładu na temat struktury języka hebrajskiego i ograniczyć się do stwierdzenia, które po raz pierwszy zapisał blisko dwa tysiące lat temu Akiwa, jeden z wielkich żydowskich rabinów. Gdyby et zostało usunięte ze zdania, to możliwa byłaby interpretacja, że niebo i ziemia to również istoty boskie. Każde, najmniejsze nawet słówko w Biblii ma swój sens i znaczenie i usunięcie go może radykalnie zmienić sens całości.

Szamaim — niebo

Szamaim, czyli „niebo”, jest jednym z słówek niemających liczby pojedynczej. Wywodzi się od wspomnianego już wyrazu maim — woda. Szamaim bowiem brzmi bardzo podobnie do szam maim — „tam [jest] woda”, co stanowi ślad naiwnej kosmogonii starożytnych Hebrajczyków, którzy wyobrażali sobie, że ponad głowami, wysoko, znajduje się przezroczysta kopuła, ponad którą rozpościera się ocean. Przez otwory w tej kopule pada na ziemię deszcz.

We et ha arec — i ziemię

Arec oznacza Ziemię, ale nie tylko, również kraj, państwo. We współczesnym, nowożytnym języku hebrajskim Arcot ha brit to Stany Zjednoczone. Użyte samodzielnie Arec może też oznaczać Ziemię Świętą, Palestynę, podobnie jak to czasami dzieje się w języku polskim, gdy pisząc „kraj”, mamy na myśli nie jakiś kraj, jeden z wielu, które istnieją na świecie, ale ten konkretny — Polskę.

Be Reszit a współczesna nauka

Od początku rewolucji naukowej ludzie zastanawiali się, jak pogodzić biblijny opis stworzenia świata z danymi doświadczalnymi wskazującymi na to, że jest on dużo starszy, niż wynikałoby z dosłownie interpretowanego przekazu starotestamentowego. Nie sposób streścić tutaj całej historii konfliktu pomiędzy nauką a wiarą. Obecnie dominuje opinia, że biblijny autor, pisząc: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”, chciał przez to powiedzieć, że „Bóg stworzył niebo i ziemię”, natomiast ustalenie szczegółów technicznych aktu stworzenia jest zadaniem dla naukowców.

Myliłby się jednak ten, kto uważałby, że stanowi to pogląd przyjęty powszechnie. Na świecie do dziś w środowiskach ortodoksyjnych żydów lub fundamentalistycznie nastawionych protestantów zza Oceanu można spotkać ludzi traktujących opis stworzenia dosłownie, którzy na argumenty naukowe odpowiadają: „Skoro Bóg jest wszechmogący, to znaczy, że nie tylko jest w stanie stworzyć świat w sześć dni, ale również jest w stanie precyzyjnie zatrzeć za sobą wszelkie ślady dzieła stworzenia, na przykład umieszczając we Wszechświecie promieniowanie resztkowe, którego istnienie wprowadzi w błąd fizyków, sprawiając, że zaczną wierzyć w teorie mówiące o wielkim wybuchu, który podobno miał miejsce około dziesięciu miliardów lat temu”.

Całkiem niedawno rada nadzorująca szkoły publiczne w stanie Kansas nakazała uczyć dzieci o biblijnym opisie stworzenia świata jako teorii konkurencyjnej w stosunku do ogólnie przyjętej teorii naukowej. Wywołało to falę drwin, rozmaitym zaś tytanom intelektu z prasy dało okazję pisania ironicznych komentarzy wyśmiewających ludzi religijnych, a mieszkańców Kansas przedstawiających jako ograniczonych troglodytów — do momentu kiedy dobiegła końca kadencja rady nadzorczej szkół. W Ameryce stanowiska kuratorów oraz wizytatorów szkół publicznych są obsadzane drogą wyborów, więc gdy doszło do ponownego wybierania zarządu szkół, przeciwnicy nauczania teorii ewolucji padli ofiarą selekcji naturalnej.

Oczywiście, fundamentalistycznemu stanowisku nie można odmówić logiki i konsekwencji, ale polemizować z nim nie sposób. Nie jest to zresztą moim zamiarem. Myślę bowiem, że w dzisiejszych czasach bardzo łatwo wpaść w pułapkę polegającą na ślepej wierze w to, iż nauka dostarczyła już (a w każdym razie wkrótce dostarczy) odpowiedzi na każde pytanie. Tymczasem sprawy wyglądają tak, że fizycy mimo swoich ogromnych i naprawdę niekwestionowanych sukcesów nadal nie są w stanie rozstrzygnąć, co właściwie na początku świata wybuchło i dlaczego, oraz „co było przedtem”. Indagowani zaś o to, udzielają na ogół wyjaśnień, że „przedtem” nic nie było, w szczególności nie istniał nawet czas, więc stawianie pytań, „co było przed Wielkim Wybuchem”, jest nielogiczne. W tym więc sensie nauka niewiele posunęła się naprzód od chwili, gdy po raz pierwszy zapisano: BeReszit Bara Elohim.

Zastanówmy się jednak, czy pomiędzy dwiema zarysowanymi interpretacjami opisu stworzenia — skrajnie dosłowną oraz optującą za rozdzieleniem nauki od religii — nie da się znaleźć interpretacji pośredniej. Są na świecie teologowie, którzy próbują iść tą właśnie drogą. Czyż — powiadają — „oddzielił Bóg światłość od ciemności” nie jest aluzją do wydarzenia, które — jeżeli wierzyć uczonym — miało miejsce po Wielkim Wybuchu, kiedy to w rozszerzającym się Wszechświecie wypełniające go elektrony i protony zaczęły się łączyć, tworząc elektrycznie obojętne atomy wodoru — dzięki czemu możliwe się stało swobodne rozchodzenie fal elektromagnetyczych — w tym światła?

Dla statystycznego czytelnika niemającego zbyt wielkiej wiedzy o współczesnej fizyce są to oczywiście interpretacje wyglądające na lekko naciągane, ale można wskazać inne, równie intrygujące fragmenty pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju.

Współcześni bibliści zgodni są co do tego, że Pięcioksiąg Mojżesza stanowi kompilację kilku starszych opowieści. Analizując styl poszczególnych fragmentów, wyodrębniono z niego partie zapisane przez trzech różnych autorów (lub być może trzy środowiska autorów), których nazwano Jahwistą, Elohistą i autorem kapłańskim. Nazwy wzięły się stąd, że pierwszy autor częściej używał boskiego imienia Jahwe, drugi Elohim, podczas gdy trzeci poświęcał sporo miejsca szczegółowym przepisom na temat organizacji kultu.

Nawet w polskim przekładzie Pięcioksięgu można zauważyć, że musiał on mieć przynajmniej dwóch autorów — oto bowiem w opisie stworzenia świata czytamy, że

stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz boży go stworzył; stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,27),

po czym kilkanaście linijek dalej następuje ponowny opis stworzenia człowieka, różniący się nieco od poprzedniego, opisujący najpierw stworzenie Adama, a później Ewy.

Pierwszy opis stworzenia człowieka jest dziełem Jahwisty, drugi zaś Elohisty. Później w nieznanych nam bliżej okolicznościach oba opisy zostały połączone, dając obecny pierwszy rozdział Księgi Rodzaju.

Historia stworzenia świata w 6 dni jest dziełem Elohisty. Nie wiemy, jak wyobrażał je sobie Jahwista, gdyż jego opis usunięty z tekstu opowieści przez redaktorów Księgi Rodzaju nie zachował się do naszych czasów.

Zachowany niewielki fragment Jahwistycznego opowiadania o stworzeniu świata sprawiał wiele kłopotów egzegetom (Rdz 2,4–6). Jego pierwsza część mówi, że pierwotnie ziemia była pustynią pozbawioną życia i wody. Tłumacze Biblii Tysiąclecia uznali, że w zdaniu tym brak jest logicznego związku między wierszem 4 (mówiącym, że na Ziemi nic nie rosło) a wierszem 6 (woda nawadniała glebę), toteż zdecydowali się tekst poprawić, aby przywrócić mu pierwotny sens (co zresztą zostało rzetelnie odnotowane w przypisach). W efekcie, powołując się na podobieństwo pomiędzy hebrajskim słowem ed oraz sumeryjskim id (źródło, ale również kanał nawadniający), zagadkowy fragment został przetłumaczony jako

Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa nie wzrosła — bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby (Rdz 2,4–6).

Można jednak powyższy fragment przetłumaczyć inaczej, opierając się na tym, że ed oznacza również „chmura” lub „mgła”. Tą wersję wybrali tłumacze Brytyjskiego Towarzystwa Biblijnego, otrzymując niezwykle interesujący przekład, który pozwolę sobie zacytować:

W dniu, w którym Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, a jeszcze nie było żadnego krzewu polnego na ziemi ani nie wyrosło żadne ziele polne, bo Pan Bóg nie spuścił deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał rolę, a tylko mgła wydobywała się z ziemi i zwilżała całą powierzchnię gleby… (Rdz 2,4–6, w Biblii wydanej nakładem Brytyjskiego Towarzystwa Biblijnego).

Czyż taki opis nie przypomina tego, co na temat początków Ziemi mówi współczesna wiedza? Czyż naukowcy nie twierdzą, że miliardy lat temu kula ziemska była bryłą lawy, na którą w miarę jej stygnięcia zaczęły opadać deszcze z kondensującej się pary, dając początek praoceanom, gdzie później powstać miały pierwsze formy życia? A po upływie następnych miliardów lat

ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia (Rdz 2,7).

Hebrajskie słowo adam — człowiek — wiąże się z adamah (ziemia, gleba). Według Biblii wszyscy pochodzimy od Adama, pierwszego człowieka, toteż wyrażenie ben ha Adam znaczące w sensie dosłownym „syn Adama” w sensie ogólnym oznacza człowieka jako istotę ludzką. Biorąc pod uwagę, że adam jest zarówno określeniem człowieka, jak i imieniem własnym, ben ha adam może oznaczać nie tylko homo sapiens, ale i „Syn Człowieka” — przywodzi to na myśl nowotestamentowe „Syn Człowieczy”.

Wtedy stał się człowiek istotą żywą (Rdz 2,7).

I tak się zaczęło.

Tak się zaczęło
Tomasz Włodek

urodzony w 1965 r. – pracownik naukowy, przebywa w USA, publikował w miesięczniku „W drodze” oraz w polskiej prasie wydawanej poza granicami kraju. Autor cyklu felietonów pt....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze