Chodzi aż o życie
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 opinie
Wyczyść

Jakiś czas temu oznajmiłem współbraciom, że jadę na wakacje… do Radomia. „No tak! ale dlaczego do Radomia?” – pytali zdumieni. Uśmiechałem się, przekonując, że Radom to piękne miasto. Prawdziwym powodem były jednak III Mistrzostwa Polski Duchowieństwa w Szachach, które odbywały się w lipcu w gościnnym seminarium radomskim. Zjechało się nas dziesięciu z różnych stron Polski. Każdy z jakąś szachową kategorią. Wszystko odbyło się jak na prawdziwych turniejach: godzina na partię dla zawodnika pod czujnym okiem sędziego klasy państwowej.

Bezkonkurencyjny okazał się ks. Zbigniew Wądrzyk z Gdańska, który zdobył 100% punktów. Piszącemu te słowa udało się – przy odrobinie szczęścia w ostatniej rundzie – zostać wicemistrzem. Przed turniejem martwiłem się, że a nuż przegram z dominikaninem, czym naraziłbym się srodze jezuickiej braci. Nic się jednak takiego nie zdarzyło, bo żaden dominikanin szachista w Radomiu się nie pojawił. Lokalne media (radio, telewizja i prasa) prawie każdego dnia informowały o turnieju, co jest zrozumiałe z racji tzw. sezonu ogórkowego. A panowie w koloratkach nad szachownicami fanno – jak mawiają Włosi – la notizia. Pewna szacowna rozgłośnia ogłosiła, że mistrzostwa księży w szachach służą integracji środowiska duchownych. No cóż! Niektórzy do wszystkiego muszą dorobić wzniosłą ideę.

Tymczasem w grze w szachy najbardziej interesująca jest właśnie gra w szachy, tak jak w grze w brydża chodzi przede wszystkim o brydża. Chociaż ponoć Janusz Korwin Mikke tłumaczył zawodową wyższość mężczyzn nad kobietami tym, że w czasie studiów dziewczyny zakuwają, a chłopcy grają w brydża. Zakuwanie zaś ogranicza, a brydż rozwija intelekt. Pamiętając o tym spostrzeżeniu, starałem się podczas moich studiów w Rzymie przynajmniej raz w miesiącu porządnie policytować w jakimś zacnym gronie. Okazało się, że teologia dogmatyczna konweniuje z grą w brydża.

Chociaż w szachach chodzi przede wszystkim o szachy, to niewątpliwie ta królewska gra może być uznana za metaforę życia duchowego. Nie brakuje obrazów przedstawiających człowieka lub anioła grających w szachy ze złym duchem. W Mistrzu i Małgorzacie Bułhakowa szatan Woland rozgrywa partię, za którą – jak zauważa przytomnie Małgorzata – każde pismo szachowe dałoby wiele, aby móc ją wydrukować. W szachach, tak jak w życiu duchowym, potrzeba strategii i techniki. Trzeba stawiać sobie właściwe dalekosiężne cele i dobierać odpowiednie środki, aby móc je zrealizować. Święty Ignacy z Loyoli w swych Ćwiczeniach duchownych najpierw określa cel życia człowieka, a potem stwierdza, że „człowiek powinien w takim stopniu używać stworzeń, w jakim go wspomagają w zmierzaniu do jego celu, a w takim stopniu powinien się ich pozbywać, w jakim mu w dążeniu do celu przeszkadzają”. Analogicznie jest w szachach: pionków i figur trzeba używać tyle, o ile… Niekiedy – tak jak w życiu duchowym – warto coś poświęcić, aby osiągnąć w dalszej perspektywie większe dobro. Takie poświęcenie w początkowej fazie gry nazywa się gambitem.

Żadna postmodernistyczna spontaniczność w poszukiwaniu wyimaginowanej (subiektywnej) prawdy o rzeczywistości nie doprowadzi nas do dobrych rezultatów. Modny bełkot, że każdy ma swoją wewnętrzną prawdę, okazuje się zgubny. Trzeba przestrzegać oczywistych reguł i słuchać sędziego. Zdarza się, że gracze nie znają reguł (np. że dotknięta figura idzie), a potem mają pretensje. Podobnie bywa w życiu duchowym: ktoś popełnia duże błędy, bo uważa, że nikogo nie musi słuchać, a potem się dziwi, że wszystko mu się rozsypało. „A miałem wygraną” – smuci się rozczarowany szachista. „A tak dobrze szło” – wzdycha człowiek, któremu życie się wymyka, pozostawiając smak goryczy. Stare zaś powiedzonko szachowe uczy: „Kiedy ktoś twierdzi, że miał wygraną, nie zaprzeczaj; rzeczywiście – miał…”.

Zarówno w szachach, jak i w życiu trzeba być konsekwentnym pielgrzymem. Beztroskie bowiem spacerowanie po czarno–białych polach może drogo kosztować. W szachach chodzi tylko o szachy, ale przecież w życiu chodzi aż o życie.

Chodzi aż o życie
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze