Słuchajcie cymbałów

Słuchajcie cymbałów

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Przechodziłem kiedyś przez stary rynek pewnego miasta, otoczony czworobokiem wiekowych kamienic i wybrukowany granitową kostką. W rogu zauważyłem tłumek ludzi, a pośrodku niego ktoś stał na podwyższeniu i głośno przemawiał. Podszedłszy bliżej, zobaczyłem niewielką mównicę ozdobioną flagą z napisem: „Kościół Niezachwianej Wiary”, na której stał mężczyzna z Biblią w ręku i z pasją wykrzykiwał:

– Ludzie, przyłączcie się do Kościoła Niezachwianej Wiary! Kościół Niezachwianej Wiary da wam solidną wiedzę o Bogu! Da wam wiedzę tak solidną, że nie będzie już miejsca na wątpliwości! Wiara nasza jest niezachwiana, ponieważ oparta jest na solidnej wiedzy o Bogu! Oparta jest na wiedzy, która nie dopuszcza wątpliwości!

– Słuchajcie cymbałów, ludziska!

To ostatnie wezwanie przyszło z zupełnie innej strony: oto na rynek weszła malownicza postać z cymbałami pod pachą. Był to wędrowny muzyk, który wyglądał, jakby się urwał z epoki dzieci kwiatów: długie włosy i broda, kaftan haftowany w kwiatki, w butach zielone sznurowadła. Tylko instrument miał co najmniej nietypowy. Rozstawił swe cymbały, wyjął zza pazuchy dwa młoteczki i zagrał. Metaliczne tony wypełniły ulicę. Kilka osób z tłumku otaczającego kaznodzieję odwróciło głowy. Muzyk tymczasem zaczął śpiewnie zawodzić, stukając dla akompaniamentu w swój instrument:

– Słuchajcie cymbałów, ludziska! Słuchajcie cymbałów! Tylko u nas! Kto chce dostać numer telefonu do Pana Boga? Słuchajcie cymbałów, ludziska!

Kaznodzieja przerwał swą przemowę i spojrzał gniewnie na muzykanta, większość skupionych wokół niego ludzi również odwróciła głowy. Muzykant natomiast kontynuował zawodzenie.

– Wiedza, oto czego nam trzeba! Żadnych wątpliwości, nic na wiarę! Trzeba nam solidnej wiedzy, która daje pewność! Nadzieja dla głupich! Chcemy pewności! Jak będziemy pewni, czego od nas chce Pan Bóg, będziemy posłuszni! Tak będą trwały: wiedza, pewność, posłuszeństwo, te trzy! Słuchajcie cymbałów, ludziska! Słuchajcie cymbałów!

Kaznodzieja robił wrażenie, jakby owo zawodzenie wziął do siebie. Poczerwieniał na twarzy i wykrzyknął:

– Błaźnie bezbożny, jak śmiesz przeszkadzać mi w głoszeniu słowa Bożego? Jak śmiesz mnie tak ośmieszać?
– Słuchajcie cymbałów, ludziska!
– Już ja cię nauczę respektu dla słowa Bożego!

W tym momencie kaznodzieja wyciągnął spod swojej mównicy sporą balolę, zgrabnym łukiem zeskoczył na bruk i ruszył w kierunku muzykanta. Ten najwyraźniej nie miał zamiaru biernie czekać na taką konfrontację, przestał grać, równie zgrabnym łukiem przeskoczył swój instrument i niczym mistrz tajemnej sztuki walki czekał w pozycji obronnej na swego adwersarza. Adwersarz zbliżał się powoli, zataczał przy tym koła swoją balolą niczym samuraj mieczem. Muzyk również zmieniał pozycję, robiąc na ugiętych nogach kroki w tył i w bok i zataczając koła rękami. Zanosiło się na niezłe widowisko. Nagle kaznodzieja tak się zamachnął, jakby balola miała zaraz wylądować na głowie muzyka, ten jednak wykonał błyskawiczną gwiazdę i znalazł się na czas w innym miejscu. Kaznodzieja walnął balolą o bruk z takim rozpędem, że sam przekoziołkował. Muzyk tymczasem złożył swój instrument i spokojnie odszedł, krzyknąwszy jeszcze na odchodnym:

– Słuchajcie cymbałów, ludziska!

Kiedy z cymbałami pod pachą przechodził obok mnie, rzuciłem mu dyskretne pytanie:

– Powiedz mi, wędrowcze, czy jesteś może mistrzem tajemnej sztuki walki wędrującym po kraju, aby wypełnić sekretną misję?

Muzyk obrócił się w moją stronę i odparł z uśmiechem:

– Ja miałbym być mistrzem tajemnej sztuki walki? Skądże! Jestem Szuszwolem ze Swarzyndza. Wędruję po kraju, stukając przy różnych okazjach w cymbały.

To powiedziawszy, zniknął za rogiem wąskiej uliczki i tyle go widziałem”.

Słuchajcie cymbałów
Włodzimierz Fenrych

urodzony 10 maja 1955 r. w Poznaniu – absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w „Czasie Kultury”, „Spotkaniach” i „Tygodniku Powszechnym”. Autor cyklu felietonów pt....