Przez nich świeci światło

Przez nich świeci światło

Oferta specjalna -25%

Po co światu mnich?

0 opinie
||
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Kiedy 8-letni Wiktor przeczytał kilka rozdziałów książki o Janie Pawle II, strasznie się zdenerwował. Papież od urodzenia był bardzo grzeczny, słuchał rodziców, nie bił się z kolegami, w szkole miał same piątki, lubił się modlić i z nikim się nie kłócił. – To ja nigdy nie będę święty – zawyrokował i rzucił książkę w kąt.

Hanna Sołtysiak rozpoczyna katechezę o świętości, opowiadając dzieciom historyjkę, którą przeczytała w jednej z książek ks. Kazimierza Wójtowicza. Oto ona:

Pewnego dnia mała dziewczynka wchodzi do kościoła. Uważnie rozgląda się po świątyni, a jej wzrok biegnie ku kolorowym witrażom przedstawiającym postaci świętych. Słońce przebija przez witraże, wydobywając z nich pełnię kolorów i ukazując je w całej doskonałości.

Kiedy kilka tygodni później katecheta pyta dzieci na lekcji religii, kto to jest święty, dziewczynka przypomina sobie scenę z kościoła i śmiało odpowiada: Święty to jest ktoś, przez kogo świeci światło.

Banał i nuda

Konspekt katechezy dla dzieci z przedszkola:

Temat: I my chcemy być święci, jak siostra Marta.

Cel katechezy: „Uświadomienie dzieciom, że każde z nich może być święte. Zachęcanie do podążania jej śladami w drodze do nieba”.

Katecheza rozpoczyna się modlitwą i wspólnym odśpiewaniem piosenki „Taki mały, taki duży może świętym być”. Pośrodku sali, na stole stoi obraz siostry Marty, która w maju 2008 roku we Lwowie została beatyfikowana. Nauczyciel, zgodnie z zaleceniami konspektu ma tak pokierować dziećmi, by stwierdziły, że świętym może być każdy człowiek.

Konspekt: „Opowiadając, bardzo krótko, życiorys s. Marty, (nauczyciel) wyjaśnia, że szła do nieba zwykłymi krokami i była dziewczynką, jak wszystkie inne, ale bardzo starała się kochać Boga i ludzi. Najważniejsze dobre cechy s. Marty, szczególnie z dzieciństwa, katecheta ma wypisane na wcześniej przygotowanych »stopach«, wyciętych z bloku technicznego i układa je teraz wzdłuż sali, jako kroki jej życia, prowadzące do świętości w niebie. Oto przykładowe cechy:

1. Kochała Matkę Bożą, która ją uzdrowiła, gdy miała dwa lata.
2. Długo modliła się pod figurką św. Jana Nepomucena.
3. Była dobrą uczennicą.
4. Zawsze słuchała rodziców.  
5. Była chętna do każdej pracy.  
6. Niezwykle pogodna.  
7. Serdeczna dla wszystkich.  
8. Chętnie chodziła na katechezę – 11 kilometrów pieszo.  
9. Korzystała z rad katechety, który stał się jej kierownikiem duchowym.
10. Często uczestniczyła we Mszy świętej.
11. Postanowiła oddać swe życie Bogu, jako siostra miłosierdzia.
12. Pomogła koleżance zrealizować powołanie.
13. W zgromadzeniu ofiarnie służyła chorym, dbając o ich zbawienie.
14. Oddała swe życie za ojca rodziny.

Po ułożeniu stóp katecheta zaprasza wszystkie dzieci w wędrówkę do nieba śladami s. Marty”.

Ewa Miklas, katechetka z kilkunastoletnim stażem pracy, łapie się za głowę: – Proszę mi pokazać dziecko, które zawsze słucha rodziców, chętnie chodzi na religię i na mszę świętą, chwyta się każdej pracy, a do tego zrozumie, co to znaczy oddać życie za ojca rodziny – mówi, przeglądając konspekt. – Skoro chcemy dziecku powiedzieć, że siostra Marta była zwyczajną dziewczynką, to może należałoby obok zalet pokazać też jej słabości, z którymi walczyła, bo w przeciwnym razie tworzymy fałszywy obraz bezgrzesznego świętego. I z takim przesłaniem dziecko pójdzie w życie – mówi pani Ewa.

Hanna Sołtysiak do gotowych konspektów też podchodzi z dużym dystansem. – Nie chcę, żeby to zabrzmiało zarozumiale, ale staram się do nich nie zaglądać. Wiem, jaki materiał muszę z uczniami zrealizować, mam świadomość, że treść trzeba dostosować do ich wieku i do problemów, którymi żyją. Konspekty wolę zrobić sobie sama – tłumaczy.

A ja robię dziury w spodniach

W księgarniach z książkami religijnymi nie brakuje tytułów, które mają pomóc dzieciom w poznaniu postaci świętych i błogosławionych. Wśród tych najbardziej popularnych jest w ostatnich latach Jan Paweł II. Autorzy prześcigają się w pomysłach przedstawienia Sługi Bożego, który przecież nie tak dawno był wśród nas, nauczał i przemawiał. Starsze dzieci mają jeszcze w pamięci telewizyjne relacje z ostatnich dni życia Jana Pawła II czy z jego pogrzebu. Wydawcy nie szczędzą pieniędzy, by książki były kolorowe, bogato ilustrowane, wydane na dobrym papierze, co ma zagwarantować, że czytelnik wybierze właśnie ten konkretny tytuł.

W maju w czasie I Komunii religijne książki dla dzieci sprzedają się jak świeże bułeczki. Wiktor dostał w prezencie aż cztery – wszystkie o Janie Pawle II. – Kilka dni po uroczystości zabrał się do czytania jednej z nich. Przeczytał kilka rozdziałów i zdenerwowany przyszedł do mnie z pretensjami: „Ten Jan Paweł II to już od urodzenia był święty. Słuchał rodziców, nie bił się z kolegami, w szkole miał same piątki, lubił się modlić i z nikim się nie kłócił. To ja nigdy nie będę święty, bo ja się kłócę, biję, ciągle mam dziury na spodniach i czasami nie chce mi się mówić pacierza” – zawyrokował. Mimo moich tłumaczeń książkę rzucił w kąt i już dalej nie chciał jej czytać – opowiada mama Wiktora. „Niechęć” do Jana Pawła II przeszła z chwilą, gdy wspólnie zaczęli czytać inną podarowaną w prezencie książkę o podróżach papieża. Dołączona do książki mapa zawisła w pokoju na ścianie, a Wiktor każdego dnia przyczepiał do mapy zrobionego własnoręcznie z białej plasteliny papieża, zaznaczając w ten sposób kolejny etap jego pielgrzymki. Opisane barwnie i zabawnie, pełne przygód i anegdot podróże sprawiły, że Jana Pawła II znów dało się lubić. Stał się zwyczajnym człowiekiem, który latał samolotami, spotykał się z ludźmi, tańczył i śpiewał z dziećmi, jeździł na nartach, opowiadał o ciastkach, a nawet kichał podczas przemówienia. Serce Wiktora podbiła znana fotografia Ojca Świętego, który w połach swego czerwonego płaszcza chowa małe dziecko. Z tą chwilą świętość przestała być już taka groźna. – Do tematu powróciliśmy dopiero w listopadzie z okazji dnia Wszystkich Świętych – mówi mama Wiktora. – Opowiadałam dzieciom np. o św. Pawle, który przecież strasznie prześladował uczniów Jezusa, a jednak nawrócił się i jest świętym. Rozmawialiśmy o Matce Teresie z Kalkuty, o jej pracy z trędowatymi, oglądaliśmy jej zdjęcia. A podczas wizyty na cmentarzu starałam się dzieciom powiedzieć, że z pewnością także tu, na tym cmentarzu pochowano wielu wspaniałych ludzi, którzy za życia robili dużo dobrego i byli świętymi, choć o tym wiedzą tylko ich najbliżsi – opowiada mama Wiktora.

Ocenzurować błogosławionego

Wyobrażenia o świętych – zarówno wśród dzieci, jak i młodzieży – są takie, jak obrazki, które ich przedstawiają – kiczowate, banalne, cukierkowe i mdłe. Święty ma zazwyczaj złożone ręce, oczy wzniesione ku niebu, czystą długą sukienkę, niewinny wyraz twarzy i aureolę nad głową. – I jak na podstawie takiego wizerunku mówić uczniom, że to ma być ich idol? – zastanawia się Hanna Sołtysiak.

Jeden z dominikanów wspominał niedawno podczas niedzielnej mszy dla studentów portret bł. Karoliny Kózkówny, który zobaczył kiedyś w jednym z kościołów. „Patrzyłem z ubolewaniem na to dzieło i pomyślałem sobie: To jest najlepszy przykład na to, jak można świętemu spaprać życie” – powiedział.

Hanna Sołtysiak niejednokrotnie podczas katechezy przekonała się, że uczniowie nie znają świętych – zwłaszcza tych polskich. O ile słyszeli o św. Franciszku czy św. Janie, to na pytanie, kim był św. Maksymilian Kolbe, rzadko potrafią odpowiedzieć. – Kiedy opowiadałam im o jego męczeńskiej śmierci w Oświęcimiu, robili zdziwione miny, bo święty, to dla nich ktoś nie z tej planety, jakiś dziwoląg, a nie ktoś, kto realnie żył – wcale nie tak dawno – i był gotowy swoje życie poświęcić, by uratować drugiego człowieka – tłumaczy pani Hania. – Męczennik to w ich rozumieniu osoba smutna, która odmawiała sobie wszystkiego, a nie ktoś, kto oddał życie, stając w obronie wiary – dodaje.

Przedstawiając gimnazjalistom postać św. Augustyna, mówi im, że żył jak rozpustnik: korzystał z usług prostytutek, miał nieślubne dziecko, trwonił pieniądze, gdzie popadło. Są zaskoczeni i lekko poruszeni. – Opowiadam o jego matce – św. Monice, która przez wiele lat modliła się o jego nawrócenie. I wymodliła. Chcę im na przykładzie św. Augustyna pokazać, że każdy – nawet wielki grzesznik – ma szansę stać się dobrym, przyzwoitym człowiekiem. Że świętość jest dla każdego, nawet dla tego, który mocno z Panem Bogiem zadarł. I że im bliżej człowiek jest Pana Boga, tym więcej pokus na niego spada, tym bardziej musi się zmagać z różnymi trudnościami – tłumaczy. – Byli zaskoczeni, gdy rozmawialiśmy o tym, że papież Jan Paweł II często chodził do spowiedzi. Papież, a po co? – pytali. Trudno im zrozumieć, że święty to nie jest ktoś, kto nie ma grzechów – dodaje pani Hania.

Ale w Kościele jest pokusa, by „fałszować” wizerunki błogosławionych czy świętych. Kiedy w 1990 roku przygotowywano na uroczystość beatyfikacyjną portret Pier Giorgio Frassatiego, którego papież Jan Paweł II zaliczył do grona błogosławionych twórca obrazu korzystał z rodzinnej fotografii. Na zdjęciu Giorgio – młody, promienny, silny stoi na jednym z ośnieżonych, alpejskich szczytów. Ubrany w górskie, wysokie buty, w ręku trzyma czekan. W ustach ma fajkę. – Znałem to zdjęcie, dlatego gdy zobaczyłem, że na obrazie Frassati nie ma fajki w ustach, aż zaniemówiłem. „Ocenzurowali błogosławionego” – pomyślałem. Ci, którzy to zrobili nie docenili ludzi. Uznali, że fajka może być rysą na kryształowym obliczu kandydata na ołtarze. Co to za błogosławiony, który używa uciech tego świata? – mówi ks. Paweł wieloletni duszpasterz.

Jednym z elementów przygotowania się do sakramentu bierzmowania jest wybranie sobie imienia. Katecheci proszą, by młodzi wybrali kogoś, kto jest im bliski, kto może być dla nich jakimś wzorem, kto im imponuje. – A oni przychodzą z propozycjami imion świętych japońskich czy koreańskich, bo są oryginalne i fajnie brzmią – mówi pani Hania.

– Kiedy zaproponowałam pewnemu uczniowi, który bardzo lubił majsterkować i potrafił rzeźbić piękne przedmioty z drewna, by jako patrona wybrał sobie św. Józefa, to powiedział mi, że takie imię to straszny obciach – przypomina pani Ewa.

Skazany na świętość

Ks. prof. Jan Szpet, znany w Polsce autor podręczników do nauki religii, nie ma wątpliwości, że świętych trzeba pokazywać jako normalnych ludzi, a nie chodzące ideały. – Młody człowiek, słysząc o św. Dominiku, Franciszku czy Maksymilianie Kolbe, musi poczuć, że to byli ludzie z krwi i kości, że mieli swoje słabości, swoje wady, bo przecież każdy człowiek ma coś na sumieniu. Dlatego w mówieniu o świętości musimy unikać wąskiego przekazu i budowania obrazu człowieka, który od urodzenia jest „skazany” na świętość – mówi ksiądz profesor. – W ten sposób nie zachęcimy nikogo do świętości, przeciwnie. Możemy sprawić, że dziecko czy dorastający człowiek będzie rozumiał świętość jako coś nieosiągalnego, oderwanego o rzeczywistości, nierealnego – tłumaczy.

Pisząc podręczniki, stara się zawsze, by święty, którego uczniowie mają poznać, był związany z tematami, o których mówią na innych lekcjach – np. na historii czy języku polskim. – Wówczas łatwiej ukazać taką postać na tle konkretnych wydarzeń, wytłumaczyć, że świętość to solidność w wykonywaniu zadań, codziennej pracy, a nie jednorazowe heroiczne działanie – mówi ks. Szpet.

Ks. Paweł, który przez kilka lat przygotowywał dzieci do I Komunii świętej, miał swój sposób na opowiadanie im o świętości. – Starałem się wymyślić opowieść, bajkę, w której mówiłem o przygodach tego świętego, o jego zmaganiach z życiem, z grzechami. To wszystko musiało być bardzo plastyczne, żywe. Czasami prosiłem o pomoc studentów, którzy wcielali się w różne role i robiliśmy mały teatr. Kiedyś posadziłem przed kościołem chłopaka przebranego za żebraka, który wołał „Synu Dawida, ulituj się nade mną”. W czasie kazania chłopak wszedł do kościoła i rozmawialiśmy z dziećmi o niewidomym Bartymeuszu, którego Jezus uzdrowił. Dzieci natychmiast chwytają umowność, wchodzą w zaproponowaną im konwencję, wczuwają się – mówi ks. Paweł. Rozmowę z dziećmi tak starał się poprowadzić, by dzieciaki same wyciągały wnioski, by dzieliły się tym, co zrozumiały, co zapamiętały.

Małym dzieciom łatwiej przyjąć prawdę o świętości niż młodzieży – mówi Hanna Sołtysiak. – Maluchy nie są jeszcze tak dotknięte złem, nie kombinują. Potrafią się zachwycić opowieścią o drugim człowieku. Starsi są bardziej cwani, doświadczeni przez życie. Mają niejednokrotnie poczucie, że nie można być frajerem. I żeby osiągnąć sukces, trzeba rozpychać się łokciami, nie bacząc na to, kogo po drodze zniszczymy. „Świętość to nie dla nas” – mówią mi czasami. Dlaczego? Bo świętość nie jest na topie.

Grzesznik z Biblii

Pani Ewa przypomina sobie, jak kilka lat temu jej uczniowie zachwycali się postacią Jana Pawła II – śledzili w telewizji ostatnie dni jego życia, płakali, gdy umarł, szli pod pomnik, żeby chwycić się za ręce i zaśpiewać Barkę. Z dumą zakładali koszulki z napisem JP II. Bo tak robili wszyscy. Bo to było OK. Jednak teraz, gdy minęło kilka lat, jego słów pamiętać nie chcą. Słowa te bowiem są wymagające, prowokują do wysiłku, a po co się wysilać?

Trzy lata temu rozmawiała z uczniami na katechezie o bł. Matce Teresie z Kalkuty. Przyniosła filmy i kilka wywiadów telewizyjnych. Mogli ją zobaczyć – kobietę, która niedawno żyła, ciężko pracowała, przemawiała do polityków, spotkała się z Janem Pawłem II. Jej pomarszczoną twarz, spracowane ręce, skromny habit, zgarbione plecy. Skorzystała też z okazji i zaprosiła na lekcję jedną z Sióstr Misjonarek Miłości, która znała Matkę Teresę, pracowała z nią, rozmawiała z nią. – Byli zasłuchani i zafascynowani. Nagle poczuli, że świętość to jest coś na wyciagnięcie ręki. Jedna z uczennic powiedziała mi: „Też bym chciała zrobić tyle dobrego dla ludzi, ale ja nie umiałabym zrezygnować z normalnego życia, nie miałabym siły, by aż tak poświęcić się innym” – wspomina pani Ewa. – Te słowa mnie ucieszyły i dały impuls do rozmowy o tym, że świętym można być, mając męża czy żonę, zakładając rodzinę, wychowując dzieci. I kolejną lekcję poświęciliśmy małżeństwu Marii i Alojzego Quattrocchich, beatyfikowanych przez Jana Pawła II w 2001 roku. To do nich przemówiło. Bardziej niż jakaś opowieść o średniowiecznym świętym, który się biczował, umartwiał i stale się modlił – mówi pani Ewa.

Ks. Jan Szpet: – Świętość to trudny temat, mało dzisiaj popularny. Dlatego trzeba szukać prostych sposobów, by dotrzeć z tym do dzieci i młodzieży, bo jeśli teraz nie będziemy z nimi o tym rozmawiać, to kiedy?

Pani Ewa: – Nie możemy do nich mówić językiem hagiograficznych dzieł religijnych, musimy unikać tej maniery, że o świętych trzeba mówić dużymi literami i najlepiej na kolanach.

Pani Hania: – Moja katechetka powiedział mi wiele lat temu, że Biblia pełna jest świętych grzeszników. Zapamiętałam to zdanie i często powtarzam je teraz moim uczniom.

Przez nich świeci światło
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...