Sztuka portretowania

Sztuka portretowania

Oferta specjalna -25%

Hewel. Wszystko jest ulotne oprócz Boga

1 opinie
Wyczyść

Nic tak nie przyciąga ludzkiego oka, jak wizerunek twarzy. Nic nie ciekawi nas bardziej niż opowieść o drugim człowieku. Uważne oglądanie portretów malarskich i rysunkowych może niekiedy pomóc w percepcji portretów literackich. Otóż – bywa, że portret rysunkowy, szkicowy, złożony z siatki poplątanych, drgających, pozornie chaotycznych kresek, wyłania nagle z siebie taką prawdę o człowieku, jest tak wierny i „podobny”, jak rzadko bywa konterfekt staranny, malarski, realistyczny do najdrobniejszego szczegółu: kosmyka na czole, włosków brwi czy piegów na policzkach. Szkic bowiem, nanoszony lekką ręką, rysowany wprost z ruchu, żywą, poszukującą, giętką i wielokrotną kreską, ma w sobie siłę spontaniczności, żywiołowość, świeżość natchnienia, błysk natychmiastowej reakcji. Dlatego szkic na ogół łatwiej chwyta podobieństwo, trafniej oddaje prawdziwą, wewnętrzną naturę modela. O ileż trudniej o to w wystudiowanym, gładkim, statycznym wizerunku malarskim, wymagającym od osoby portretowanej wielu godzin sztywnego pozowania.

O tym myślałam, kończąc uważną lekturę Albumu spotkań z ks. Janem Twardowskim autorstwa profesora Andrzeja Sulikowskiego (Gaudium, Lublin 2008). Ta gruba książka bowiem składa się z esejów, tekstów przemówień, notatek wyjętych z raptularza, z zebranych artykułów i wspomnień. Pisana jest często zdaniami prostymi, a nawet – niepełnymi, zdyszanymi, pozbawionymi czasowników, jakby autor – kreśląc je w autobusie, w pociągu, na ławce w parku – spieszył się z natychmiastowym zanotowaniem wrażeń, faktów i myśli. Ta metoda – czy: styl? – z początku nieco czytelnikowi przeszkadza, wkrótce jednak zaczyna ukazywać swoją skuteczność.

Mamy bowiem w Albumie do czynienia właśnie ze znakomitym portretem szkicowym – wielostronnym, złożonym, migotliwym, trafnym i niesłychanie „podobnym”, bardzo wiernym. Łatwo to potwierdzić, gdy się poznało księdza Jana – a miałam ten zaszczyt. Tak, został doskonale sportretowany na kartach tej książki. Portrecista jest utalentowany, a w dodatku – znał dobrze swojego modela, znał go przez trzydzieści pięć lat.

Na początku lat 70. ks. Jan Twardowski odbył spotkanie autorskie w Krakowie. Zafascynowany jego osobą młody słuchacz, Andrzej Sulikowski wielokrotnie potem odwiedzał księdza w warszawskim klasztorze wizytek. Przez tych trzydzieści pięć lat powstawały zapiski, notatki, dokumentacja rozmów i spotkań z wielkim księdzempoetą. Jego wielkość rozpoznał i zrozumiał Andrzej Sulikowski jako jeden z pierwszych. Owocem tego dogłębnego zrozumienia stała się znakomita książka Serce czyste. Świat poetycki ks. Jana Twardowskiego (wyd. Gaudium, Lublin 2001). A w zamieszczonej w Albumie mowie na jubileusz osiemdziesięciolecia ks. Jana (Poezja, dobroć, przyroda) Andrzej Sulikowski powie trafnie o „charakterystycznej, niepowtarzalnej osobistości w polskiej literaturze współczesnej – autora skromnego, tworzącego poza wszelkimi szkołami i modami literackimi, podejmującego stale, w różnych wariantach, kilka wielkich, niełatwych tematów lirycznych. (…) Wiersze i proza ks. Jana (…) czytane bywają osobliwie: nie tylko jako dzieła sztuki pisarskiej, lecz jako teksty sięgające głębiej i skuteczniej niż wrażenia estetyczne – do duszy odbiorcy, do ukrytej przestrzeni »człowieka wewnętrznego«. (…) Rezultaty oddziaływania tej funkcji na odbiorców zdumiewają księdzapoetę: niektórzy czytelnicy pragną się ochrzcić i otrzymać pierwszy sakrament właśnie z rąk autora; inni pragną pojednania z Bogiem i po wielu latach starają się zrobić rachunek sumienia, szukają spowiednika i rozgrzeszenia; inni jeszcze rozszerzają swą nawykową (…) religijność tradycyjną i zaczynają rozumieć, że Bóg odrzuca rutynę i formuły, oczyszcza i ożywia każde serce, pragnące skruchy oraz przebaczenia. (…) Wedle oświadczeń samego poety głównym celem pisarstwa winno być zaprzyjaźnienie się autora z czytelnikiem, pozyskanie ludzkiego serca (nie dla siebie samego, dla swej próżności, lecz dla Boga)”.

Album spotkań jest dopełnieniem wieloletniej pracy literackobadawczej, jest spojrzeniem na niezwykłego człowieka i twórcę z osobistego, ludzkiego punktu widzenia.

„Wspomnienia te mają charakter na poły dokumentalny, na poły, by tak rzec, apokryficzny – pisze autor. – Uzupełniam mniej znane wycinki biografii, nawiązując do rozmów z ks. Janem, do wspólnego oglądania zdjęć i dokumentów. Zwykle po takim spotkaniu powstawał rękopis, drobna cząstka planowanego Albumu spotkań”.

Ciepło zrozumienia przepełnia kartki tych wspomnień, wyłania się z tła najróżniejszych zapisków jak zagruntowane płótno spod warstw farby. Portrecista ukazuje nam żywą, plastyczną sylwetkę błogosławionego człowieka, którego przecież jeszcze dobrze pamiętamy, choć pędzący czas oddala nas od niego coraz bardziej. 18 stycznia minęły trzy lata od śmierci księdza Twardowskiego. Już trzy lata! Jeszcze kilka upłynie – i pamięć już będzie mniej wierna, wspomnienia mniej żywe. Jak to dobrze, że ktoś mądry i oddany utrwalił treść rozmów, sens zwierzeń, żarty i zwyczaje księdza Jana, wygląd jego pokoju i ogrodu, zawartość biblioteczki, a nawet szafy z odzieżą, udokumentował tysiące faktów, obrazów i dźwięków. („Z daleka, przez uchylone okna, ks. Jan słyszał wiele, całą symfonię czerwcową: ćwierkanie wróbli pod okapem dachu, brzęczenie pszczół wokół lipy i kwietników, jako tło – szum mechaniczny Powiśla, Karowej, Krakowskiego. Poniżej szmery rozmów, trzaśnięcia drzwi i mocne, wielostrunne, zgodnie wibrujące pieśni chóru, cokolwiek oddalonego. We wszystkim równoczesność tajemniczej Chwały Bożej”).

Przy wspólnym oglądaniu fotografii rodzinnych Andrzej Sulikowski zauważył i zanotował, że ksiądz Jan „w losie ludzkim zawsze dostrzegał miłość i nadzwyczajne, codzienne działanie Opatrzności”. Pozwalał, „aby rzeczy biegły same, niech świat się toczy, bo toczyć się powinien, niech się wydarzenia dzieją, skoro i tak muszą się zdarzyć. Nasza zapobiegliwość przeważnie okazuje się daremna wobec powszechnego, potężnego biegu rzeczy, wprawionych w ruch przez siłę wyższą, czyli Opatrzność. Większość starań można z całą pewnością złożyć na Pana”.

Niepostrzeżenie w opowieść o księdzu Janie wplatają się myśli, stwierdzenia, sformułowania, nieudokumentowane w jego dziele ani w zachowanych wywiadach czy wypowiedziach prasowych.

„Wystarczy zatem wciąż na nowo dziękować i podziwiać. Niczego, poza tym, dla siebie samego. Może we wszystkich religiach, gdy się oprze wiarę na zaufaniu, zbyteczne są prośby, a sensowne – jedynie słowa podzięki?” – czy to zanotowane na bieżąco myśli księdza Jana, czy refleksje samego autora? „Umieć nazwać kwiaty z najbliższego otoczenia, zwracać się po imieniu do wszystkich roślin w zasięgu wzroku” – kto to mówi? Ksiądzpoeta czy autor wspomnień? A to: czyje? – „W każdym stuleciu pojawiają się »przyjaciele Boga«, z którymi rozmawia On serdecznie i nawet poufale, nie bez poczucia humoru, właściwego tej niepojętej Osobowości” .

W pewnym momencie lektury zaczynamy rozumieć, że mamy do czynienia z niezwykłym zapisem duchowej bliskości, wymiany myśli i poglądów tak ścisłej, że trudno je rozgraniczyć. Krótko mówiąc – pojmujemy, że ofiarowano nam wyjątkowy dokument, niezbity dowód na istnienie czegoś tak cennego i rzadkiego, jak prawdziwa, głęboka przyjaźń człowieka z człowiekiem.

Sztuka portretowania
Małgorzata Musierowicz

urodzona 9 stycznia 1945 r. w Poznaniu – z domu Barańczak, siostra Stanisława Barańczaka, absolwentka PWSSP w Poznaniu, najbardziej znana jako autorka serii Jeżycjada....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze