fot. fot. luke-braswell/unsplash

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Co więcej, początkowe wrażenie było na tyle negatywne, że byłem zdecydowany, aby wracać, ale ponieważ nie za bardzo wiedziałem, kogo miałbym poinformować o mojej rezygnacji, postanowiłem, że jeszcze się trochę rozejrzę. W zeszłym miesiącu minęło 38 lat, odkąd się rozglądam…

Pierwszy dzień mojego jezuickiego życia był rezultatem tego, co nastąpiło trzy miesiące wcześniej. Rozmawiając z byłą siostrą zakonną – którą po jej wystąpieniu z zakonu wciąż darzyłem wielkim zaufaniem – zwierzyłem się, że chciałbym zostać księdzem, ale zakonnym. Nie wiedziałem jednak, na jaki zakon się zdecydować, bo nie znałem bliżej żadnego. Ona jednak znała dobrze mnie i dlatego wysłuchawszy moich zwierzeń, delikatnie, ale skutecznie (jak to kobieta) zasugerowała: „Wojtek, na ile cię znam, to wydaje mi się, że byłbyś dobrym jezuitą”. Ponieważ ufałem Ewie, zgodziłem się pojechać z nią do Krakowa, gdzie była umówiona ze swoim ojcem duchownym, jezuitą. Nieżyjący już o. Wojciech Kubacki porozmawiał ze mną, a na koniec rozmowy wręczył mi Pisma wybrane św. Ignacego, które zabrałem ze sobą do Radomia, z należnym szacunkiem odkładając je najpierw na półkę w pociągu, a potem w domu. Bo przecież był mundial w Hiszpanii i nie było czasu na nic poza piłką. Coś jednak trzeba

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się