fot. fot. milada-vigerova/unsplash

Przebaczyć sobie

Przeciętnie dwa, trzy razy w roku dotyka mnie smutna konieczność wizyty interwencyjnej w szkołach z powodu samobójczej śmierci ucznia, przy czym dotyczy to tylko szkół w rejonie, czyli w kilku dzielnicach, a poradni psychologiczno- -pedagogicznych w moim mieście jest pięć. Nie mówię w tym miejscu o próbach samobójczych, tylko o tzw. samobójstwach udanych (cóż za paradoksalne określenie!), czyli tych, które zakończyły się śmiercią.

Czy mogłam…?

Każda taka śmierć rodzi mnóstwo pytań w głowach najbliższego otoczenia: rodziców, rodzeństwa, przyjaciół, nauczycieli, znajomych. Czy były wcześniejsze sygnały? Czy coś przegapiliśmy? Czy można było coś zrobić? Jak mogliśmy nie zauważyć? Dlaczego on/ona to zrobił/a? Czy jestem złym rodzicem? (siostrą, bratem, przyjacielem, nauczycielem…).

Pojawia się też mnóstwo trudnych uczuć: przerażenie, lęk, poczucie krzywdy (jak mógł mi to zrobić?), poczucie nieodwracalnej straty, poczucie winy (gdybym coś zrobił wcześniej), złość – na siebie, na świat, na los, na Boga, na tego, który odszedł, bo przecież było tyle innych rozwiązań, na współmałżonka, bo ciągle zajęty, nic nie rozumiał, a przecież mu/jej mówiłam, na nauczycieli, innych, żal, szok, poczucie bezsensu i kompletnego ogłupienia, zaskoczenie i bunt.

Z tym wszystkim przychodzi się zmierzyć najbliższym, którzy zostali w żałobie – po utracie syna czy córki, ale też tym, którzy byli obok, i teraz, pełni lęku, zastanawiają się, co robić, jak się zachowywać, by i im się taka tragedia nie przytrafiła.

Nie mam dla nich gotowych porad, mądrych pouczeń, zawsze działających rozwiązań. Raczej garść refleksji wynikających z wielu rozmów, obserwacji i lektury fachowych pozycji.

Przede wszystkim warto wierzyć i pamiętać, że śmierć jest zawsze tajemnicą. Decyzja o niej też. W bardzo wielu wypadkach nigdy się nie dowiemy, co tak naprawdę było jej podstawą. Najczęściej zresztą jest to splot wielu okoliczności, czynników i wydarzeń. I nie jesteśmy w stanie dociec ze stuprocentową pewnością, mimo zostawionego listu pożegnalnego czy ustaleń oficjalnego śledztwa, co ostatecznie przelało czarę goryczy i doprowadziło do tragicznego finału. Nie ma więc sensu, choć wiem, jak trudno to zaakceptować, zadręczanie się tymi samymi pytaniami o to, dlaczego nasze dziecko to zrobiło i czy mogliśmy coś zrobić lepiej. Ono swoją tajemnicę zabrało ze sobą. Bo od początku było niezależnym stworzeniem, z własną tożsamością, intymnością i przestrzenią, z prawem do uczuć, wątpliwości i decyzji. Nigdy nie było naszą własnością. A my? Pewnie nieraz zawaliliśmy, jak każdy. Nie zauważyliśmy. Przeszliśmy obok. Zostawiliśmy pytania bez odpowiedzi albo nie zadaliśmy odpowiednich pytań w odpowiednim czasie. Zlekceważyliśmy zmianę nastroju. Poganiani tempem współczesnego świata, ciągle w pośpiechu, zajmowaliśmy się codziennym, pr

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się