Prawie Alojzy
fot. alberto bobbera / UNSPLASH.COM

Witam serdecznie! Nazywam się Alojzy Ziółek, jestem jezuitą. Znamy się mało, więc może powiem parę słów o sobie. Urodziłem się w Radomiu, w 1963 roku, w czerwcu. Znaczy, w połowie czerwca, właściwie to w drugiej połowie czerwca, dokładnie 21 czerwca.

Tak mogło być. Niewiele brakowało. Kiedy bowiem szykowałem się do przyjścia na świat, mama, wypytywana o to, jakie imię nosić będzie jej trzecie dziecko, odpowiadała, że będzie miało takie imię, jakie sobie przyniesie. W języku katolickiej rodziny oznaczało to, że otrzyma imię patrona lub patronki dnia swoich urodzin. Zanim wrócimy do odległego 1963 roku, wyjaśnię co młodszym, że w owych czasach nie tylko nie znało się płci dziecka przed urodzeniem i nie ustalało się jej wedle uznania po urodzeniu, ale też proces nadawania imienia był o wiele prostszy i nie wiązał się z koniecznością przeglądania rankingów imion czy konsultacji z psychoduchowym coachem. Rodzice wybierali dziecku jakiegoś świętego za patrona, a ojciec musiał jeszcze pójść do urzędu (i w miarę możliwości z niego wrócić!), aby pod wybranym właśnie imieniem dziecko oficjalnie zapisać. Nieświadom tych procedur spokojnie czekałem na swój dzień. Gdy nadszedł i całe moje cztery kilo z okładem ukazało się oczom mamy, ta czułym i doświadczonym spojrzeniem upewniła się, czy niczego mi nie brakuje, a następnie zajrzała w kalendarz, by się dowiedzieć, ja

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się