Prawa i dary

Prawa i dary

Funkcjonuje dziś opinia, że Kościół odmawia kobietom ich „praw”, kiedy mówi, iż „Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” (Ordinatio sacerdotalis). Nie trzeba daleko szukać, by natknąć się na podobną retorykę: „Zakaz kapłaństwa kobiet opiera się na starożytnej koncepcji niższości kobiet. Jednak wszyscy zostaliśmy stworzeni na obraz Boży i mamy te same prawa, a fakt, że Jezus był mężczyzną, tego nie neguje. Jest to, razem z faktem, że wszyscy apostołowie byli mężczyznami, jedyna rzecz, na której Kościół opiera wyłączne kapłaństwo mężczyzn. Jednak w czasach, w których Jezus kroczył po ziemi, byłoby dla Niego rzeczą nie do pomyślenia, by wybrać kobiety do służby kapłańskiej. Nie dlatego, że kobiety nie były do tego zdolne, ale dlatego, że nie zostałyby zaakceptowane”.

Pierwszy kłopot polega na tym, że święcenia, jak wszystkie sakramenty, nie są „prawem”, ale darem. Nikt nie ma „prawa” do chrztu, eucharystii, a już najmniej do kapłaństwa. Próba mówienia o „prawach” w odniesieniu do sakramentów jest jak grożenie Niebu sądem za darmowy dar zbawienia. Gdyby Bóg dał nam to, na co sobie zasłużyliśmy, ściśle przestrzegając prawa, to wszyscy bylibyśmy potępieni. Chrystus przyszedł, by nas od tego zbawić, nie by nam dać to, na co sobie zasłużyliśmy.

Jednak, czy nie jesteśmy wszyscy „równi” w tym sensie, że Bóg „nie ma względu na osoby”? Tak. I Paweł wiedział lepiej niż ktokolwiek w starożytności, że kobiety i mężczyźni byli „równi” w Chrystusie w tym, że mieli jednakową godność przed Bogiem. W końcu to on powiedział: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28). Paweł nie widział nic gorszego w godności kobiety. Ale – tak jak i inni apostołowie – widział coś, co powstrzymywało go od wyświęcania kobiet.

„Tak” mówi współczesny krytyk. „Miał klapki na oczach. Podobnie jak Jezus, był pod presją własnej kultury, by nie robić czegoś, czego starożytni by nie zaakceptowali. Teraz czasy się zmieniły. Teraz wiemy, że kobiety są kompetentne, by pełnić posługę duszpasterską i głosić kazania, a więc powinny zostać księżmi”.

To powszechne zastrzeżenie opiera się na wielu błędnych wyobrażeniach dotyczących tego, czym jest sakrament kapłaństwa i co czynili Jezus i apostołowie. Po pierwsze, mówienie, że Jezus martwił się tym, co „wszyscy by pomyśleli”, jest ahistoryczne. Jezus uczynił i powiedział wiele szokujących rzeczy. Przeraził swoich słuchaczy, mówiąc: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6,53). Doprowadził swoich pobratymców Żydów do tego, że byli gotowi Go zlinczować, głosił bowiem: „Zanim Abraham stał się, Ja jestem” (J 8,58). Dotykał trędowatych, jadł z prostytutkami i pogardliwie wyrażał się o panujących w Jerozolimie. Rzucał wyzwanie popularnym poglądom na tysiące sposobów. Rzeczywiście, Jego przesłanie (i apostołów) było tak pojednawcze w stosunku do Jemu współczesnych, że zaserwowali Mu ukrzyżowanie i powitali Jego uczniów kamienowaniem, biciem i próbami zamachów na ich życie. Konkluzja jest następująca: gdyby Jezus chciał kobiet–księży, to wyświęciłby je, nie zwracając uwagi na powszechną opinię. Teza, że „Jezus był sparaliżowany i/lub zaślepiony przez swoją kulturę”, nie trzyma się kupy. I to podwójnie, a to z tego względu, że cywilizacja grecko–rzymska miała mnóstwo kobiet kapłanek. Dajmy sobie spokój z tym ahistorycznym odwoływaniem się do Jezusa, który obawia się kogokolwiek obrazić.

Podobnie odwoływanie się do duszpasterskich i retorycznych kompetencji kobiet zupełnie mija się z celem. Kościół ma w swojej tradycji w bród przeoryszy, teologów, doktorów Kościoła i nauczycieli w spódnicach i habitach. Rzecz dotyczy nie pasterzy i kaznodziejów, ale urzędu kapłańskiego. Każdy może oddać się pracy duszpasterskiej, nauczycielskiej, administracyjnej czy głoszeniu słowa Bożego. Jednak nie to jest istotą kapłaństwa. Istotą urzędu kapłańskiego jest celebrowanie ofiary Chrystusa w czasie mszy.

Powyższe argumenty nie odnoszą się do tematu, bo tym tematem jest natura sakramentu. Czym jest sakrament? Jest to rzecz, która nie tylko czyni to, co symbolizuje, ale symbolizuje to, co czyni. W chrzcie oczywistym symbolem oczyszczenia, zanurzenia i nowego życia jest woda, nie wino. Wino, mimo wszystkich swoich godnych podziwu cech, nie jest właściwą „materią” dla sakramentu chrztu. Podobnie w eucharystii wino – krew i zmiażdżony owoc – jest oczywistym symbolem oznaczającym krew Chrystusa, który został zmiażdżony za nasze niegodziwości. Podobnie jak krew Chrystusa, wino pobudza, upaja i przypomina nam o ostrym smaku śmierci i nowego życia. Tutaj znowu woda, mimo że jest dobrą materią dla chrztu i w najmniejszym stopniu nie jest „gorsza” od wina, stanowi jednak złą materię dla sakramentu eucharystii. Mówiąc krótko, pewne rzeczy są naturalnymi wizerunkami. Nie jest to kwestia „równości”, ale dopasowania.

Chrystus zaś jest, jak sam uczy, Oblubieńcem Kościoła–Oblubienicy w wielkiej eschatologicznej uczcie weselnej Królestwa (Mt 25,1–13). Płeć w nauczaniu Chrystusa ma realne znaczenie i nie jest tylko wybrykiem natury. I On to musi wiedzieć, gdyż zaprojektował istotę ludzką i uczynił uczestnikiem tajemnicy męskości i kobiecości. I tak każda msza jest lokalną „ucztą weselną Baranka”, w której mamy dostęp do samoofiarującej się miłości tego Kosmicznego Oblubieńca dla Jego Oblubienicy.

To z powrotem prowadzi nas do kwestii symboli. Podobnie jak w wypadku wody chrztu i wina Eucharystii, nie oznacza to bowiem, że mężczyzna jest ważniejszy od kobiety, będąc „materią” kapłaństwa. Oznacza to, że mężczyzna jest symbolem, który pasuje do Oblubieńca, a kobieta nie. Ksiądz jest w tajemnicy mszy alter Christus dla Oblubienicy. On znaczy. Jego zadaniem nie jest przede wszystkim „administrowanie”, głoszenie kazań lub bycie duszpasterzem.

Święcenia kapłańskie nie są więc prawem. Są darem. Są sakramentem, który czyni to, co symbolizuje, i symbolizuje to, co czyni, jak wszystkie sakramenty. Symbole wobec tego mają znaczenie (szczególnie te, które Chrystus sam ustanowił) i Kościół nie ma żadnej władzy, by zmienić takie symbole u ich podstaw. Chrystus i apostołowie wyjawili, co powinno być „materią” święceń kapłańskich, tak jak wyjawili, co powinno być materią chrztu i eucharystii. Kościół jest tylko temu posłuszny. To dlatego Papież mówi, że „Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne”.

Nie jest to w rękach Kościoła. Spór toczy się z Chrystusem, nie z Papieżem.

przeł. Jan J. Franczak

Prawa i dary
Mark P. Shea

urodzony 5 sierpnia 1958 r. w Everett, Waszyngton – amerykański katolicki pisarz i rekolekcjonista, prowadzi programy telewizyjne i radiowe, redaktor portalu Catholic Exchange, współpracownik Instytutu św. Katarzyny ze Sienny w Kolorado....