Spór o kapłaństwo kobiet

Spór o kapłaństwo kobiet

Z teologicznego punktu widzenia nie wystarczy stwierdzić prostego faktu, że Chrystus nie powołał kobiet na konkretne urzędy, ale należy pokazać, dlaczego tak czynił, jaka treść zbawcza kryje się za Jego praktyką.

Jan Paweł II w liście apostolskim Ordinatio sacerdotalis z 1994 roku napisał, że mimo niezmiennej tradycji i stanowczo głoszonej nauki Magisterium Kościoła o święceniach zarezerwowanych tylko dla mężczyzn, niektórzy katolicy uważają, iż podlega ona dyskusji. Tymczasem — czytamy w liście — aby „usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22,32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” (nr 4).

Stanowcza wypowiedź Jana Pawła II przez wielu katolików została zinterpretowana jako nauczanie najwyższej rangi, raz na zawsze zamykające sprawę. Na przykład kard. Joachim Meisner, arcybiskup Kolonii, stwierdził, że nauka zawarta w Ordinatio sacerdotalis jest nieomylną doktryną ogłoszoną ex cathedra, a więc należy do prawd objawionych — nie ma już wyższej rangi nauczania Kościoła. Pogląd wyrażony przez kardynała szybko spotkał się z krytyką wielu teologów, specjalistów od bardzo skomplikowanych — i przyznajmy, raczej niezrozumiałych dla zwykłych wiernych i duchownych — spraw dotyczących rangi i zobowiązującego charakteru wypowiedzi Magisterium Kościoła. Ostatecznie — jak zobaczymy w dalszej części tego artykułu — nawet Kongregacja Nauki Wiary, po namyśle, nie zgodziła się z wykładnią kard. Meisnera.

List Ordinatio sacerdotalis nie zakończył trwającego od lat 60. XX wieku wewnątrzkatolickiego sporu na temat święceń kapłańskich kobiet, ale skierował go na nowe tory. O ile do tego czasu dyskusja toczyła się głównie wokół argumentacji biblijno–teologicznej, o tyle teraz skupiła się przede wszystkim na problemie rangi dogmatycznej nauczania Magisterium Kościoła o święceniach zarezerwowanych wyłącznie dla mężczyzn. Jednocześnie list Jana Pawła II ujawnił pewnego rodzaju wyczerpanie argumentacji teologicznej i biblijnej, i to po obu stronach sporu.

Krótki zarys sporu teologiczno–biblijnego

Wewnątrzkatolicka debata na temat święceń kobiet ze szczególną mocą wybuchła w latach 70. XX wieku i wiązała się m.in. z uwrażliwieniem II Soboru Watykańskiego na kwestię kobiet, z rozwojem ruchu kobiet, z wprowadzeniem ordynacji kobiet w protestantyzmie czy z dopuszczeniem kobiet do święceń kapłańskich w Kościele anglikańskim, który — jak wierzy — zachował ważną sukcesję apostolską (warunek konieczny sakramentu kapłaństwa w katolicyzmie i prawosławiu). Decyzja Kościoła anglikańskiego spowodowała, że papież Paweł VI przesłał w 1975 roku list do Donalda Coggana, ówczesnego zwierzchnika tego Kościoła, formułując trzy zasadnicze — i powtarzane w późniejszych dokumentach Watykanu — racje przeciw takim święceniom: przykład Chrystusa, nieprzerwana tradycja Kościoła i nauczanie Magisterium. Równolegle Kongregacja Nauki Wiary (dalej: KNW) zleciła Papieskiej Komisji Biblijnej (17 wybitnych biblistów) przebadanie problemu od strony danych zawartych w Piśmie Świętym. Raport końcowy Komisji zaskoczył chyba wszystkich zainteresowanych.

Komisja — po pierwsze — jednogłośnie przyjęła, że Nowy Testament nie rozwiązuje sprawy święceń kobiet. Po drugie, głosami 12 z 17 jej członków stwierdziła, że same dane Pisma Świętego nie wystarczą, aby wykluczyć możliwość wyświęcania kobiet. Wreszcie zaś stosunkiem głosów 12 do 5 przyjęła, że dopuszczenie kobiet do święceń kapłańskich nie byłoby pogwałceniem zbawczego planu Jezusa Chrystusa.

Trudno sobie wyobrazić entuzjazm, z jakim wyniki prac watykańskich biblistów zostały przyjęte przez zwolenników wyświęcania kobiet. Euforia trwała jednak krótko, bo jedynie do momentu wydania przez KNW deklaracji Inter insigniores (1976). Dokument ten, któremu towarzyszył osobny komentarz KNW opublikowany na łamach „L’Osservatore Romano”, nie pozostawił żadnych złudzeń, stwierdzając, że Kościół „nie jest upoważniony, by dopuścić kobiety do święceń kapłańskich” (Wprowadzenie).

Deklaracja wywołała istny potop publikacji na temat święceń kobiet. Spór rozgorzał na dobre. Ostatecznie musiał interweniować Jan Paweł II, publikując Ordinatio sacerdotalis. List ten, zawierający — zacytowaną na wstępie — formułę wskazującą na wagę dotychczasowego nauczania Kościoła, odwołuje się do trzech biblijno–teologicznych racji sformułowanych przez Pawła VI w liście do arcybiskupa Coggana: „Poświadczony przez Pismo Święte przykład Chrystusa, który wybrał swoich apostołów wyłącznie spośród mężczyzn; stała praktyka Kościoła, który naśladuje Chrystusa, wybierając tylko mężczyzn; wreszcie żywe Magisterium Kościoła, konsekwentnie głoszące, że wykluczenie kobiet z kapłaństwa jest zgodne z zamysłem Boga wobec swego Kościoła”.

Kogo Jezus wybrał

Tradycyjna doktryna o święceniach tylko dla mężczyzn opiera się przede wszystkim na argumencie „z przykładu Jezusa”. Tymczasem zwolennicy zmiany tradycyjnego nauczania w argumencie tym widzą kilka zasadniczych problemów i słabości.

Twierdzą więc, że postępowanie Jezusa było uwarunkowane ówczesną sytuacją religijno–kulturową. W czasach, gdy społeczeństwo palestyńskie rządziło się zasadami patriarchalnymi, wybór kobiet, które nie odgrywały żadnej znaczącej roli w oficjalnym judaizmie, do grona dwunastu apostołów byłby niezrozumiały dla ówczesnych Żydów. W tym miejscu jednak zwolennicy tradycyjnej doktryny, a i KNW, wykazują, że Jezus wielokrotnie łamał dyskryminujące kobiety obyczaje swoich czasów. Tym samym nie widać racji, z powodu których nie miałby skorzystać ze stosowanej przez siebie „zasady łamania” dyskryminujących obyczajów, gdyby zamierzał włączyć kobiety do grona Dwunastu.

Z kolei, zdaniem krytyków tradycyjnej doktryny, argument „z przykładu Jezusa” zakłada, że w przypadku niektórych sakramentów normatywne dla Kościoła są konkretne czynności Jezusa. W tym kontekście rodzi się jednak pytanie o kryterium rozstrzygania, które z nich mają taki charakter: co decyduje o tym, że przy wyborze dwunastu apostołów sakramentalnie istotna i wiążąca jest płeć, ale już nie np. tożsamość etniczna, rasa, wiek czy inne cechy?

Oficjalny komentarz KNW do Inter insigniores jako przykład istotnej więzi między postępowaniem Jezusa a sakramentalną praktyką Kościoła wymienia konieczność stosowania chleba i wina podczas eucharystii, bo taka na pewno była intencja samego Jezusa. Problem jednak w tym — podkreślają krytycy — że sama KNW w 1974 roku zawiesiła tę normatywność w przypadku księży alkoholików, którzy do konsekracji mogą stosować moszcz winny. Jeśli zatem w przypadku, gdy sposób działania Jezusa i Jego intencje są oczywiste, a ich relacja do obecnej praktyki sakramentalnej jasna, Kościół może zawiesić normatywność czynności i intencji Jezusa, to dlaczego w analogiczny sposób nie mógłby postąpić w przypadku święceń kapłańskich, gdy rzeczywista intencja Jezusa i relacja Jego zachowania do sakramentalnej praktyki nie są tak jasne i oczywiste?

Kogo wyświęcił Jezus

W oczach krytyków tradycyjnej doktryny argument „z przykładu Jezusa” nie wytrzymuje próby przede wszystkim w świetle tego, że — chociaż jest oczywiste, iż Jezus do grona Dwunastu wybrał tylko mężczyzn — to jednak równie oczywiste jest, że… nigdy nikogo nie wyświęcił na księdza.

Bibliści twierdzą, że w czasach Nowego Testamentu nie było jeszcze prezbiterów jako grupy tych, którzy sakramentalnie są przeznaczeni do kierowania wspólnotą wierzących, głoszą jej słowo Boże i zajmują się szafarstwem sakramentów, szczególnie eucharystii. Tego rodzaju prezbiterat zaczął się kształtować dopiero pod koniec I wieku. Bibliści podkreślają, że występujące w pierwotnym Kościele funkcje, które później będą związane z wyświęconymi księżmi, nie ograniczały się do Dwunastu, a niektóre wręcz nie były przez nich spełniane. Nie ma np. jasnych świadectw choćby tego, że któryś z Dwunastu przewodniczył eucharystii, gdy tymczasem wiele wskazuje na to, że przewodniczyli jej tzw. prorocy, przy czym wśród proroków były również kobiety.

Jedyną grupą związaną z historycznym Jezusem, do której na pewno nie należały kobiety, był krąg Dwunastu. Niemniej — podkreślają krytycy — ta ich funkcja, która w planie zbawienia w wyłączny sposób przypisana była im jako mężczyznom, nie może przechodzić na nikogo innego w Kościele — misja bycia dwunastoma „patriarchami” Nowego Testamentu, czyli fundamentem odnowionego Izraela (por. Mt 19,28; Łk 22,30). Wszystkie inne możliwe funkcje apostolskie Dwunastu już nie wiążą się istotnie z faktem, że byli oni mężczyznami. KNW w komentarzu do Inter insigniores pisze: „Nie jest to przekonujący argument”.

Kto może reprezentować Chrystusa

Komentarz KNW stwierdza, że w ewangeliach symbolika Dwunastu jako „patriarchów” odnowionego Izraela, na którą nacisk kładą zwolennicy zmiany tradycyjnej doktryny, ma niewielkie znaczenie. W Mt 19,28 i Łk 22,30 Jezusowi chodzi o coś innego: „Dwunastu miało przede wszystkim głosić Dobrą Nowinę”, a funkcja ta może przechodzić na konkretnych członków Kościoła. Dwunastu zatem reprezentuje Jezusa i Jego dzieło, nie zaś dwanaście pokoleń Izraela. Taki pogląd KNW spotkał się z krytyką.

Zdaniem KNW — konkludowała Elizabeth Schüssler Fiorenza — „kobiety są wykluczone z kręgu męskich apostołów nie dlatego, że są niezdolne reprezentować Izraela, utworzonego na fundamencie patriarchów, ale dlatego, że nie pasują do tego, by reprezentować Chrystusa i Jego dzieła. Teza ta jest próbą ustanowienia biblijnej podstawy dla twierdzenia o »naturalnym podobieństwie« (…). W świetle tej tezy okazuje się, że decydujący argument watykańskiej deklaracji, uzasadniający brak kobiet w gronie Dwunastu, opiera się nie na historycznych danych, ale na teologicznym rozumowaniu”.

Według Inter insigniores biskupi i księża pełnią swój urząd in persona Christi, stając się obrazem Chrystusa, szczególnie podczas konsekracji eucharystycznej. Ponieważ — jak czytamy w deklaracji — „cała ekonomia sakramentalna opiera się na znakach naturalnych, (…) nie byłoby tego podobieństwa naturalnego, które powinno zachodzić między Chrystusem i Jego kapłanem, gdyby nie był on mężczyzną” (nr 5). Tymczasem krytycy stwierdzają w tym kontekście, że przyjmować, iż „podobieństwo naturalne” ogranicza się do faktu bycia mężczyzną, w istocie rzeczy osłabia radykalność chrztu i głębię chrzcielnej przemiany. Św. Paweł pisze przecież: „Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety…” (Ga 3,28).

Co z nieprzerwaną tradycją

Kolejnym zasadniczym argumentem za święceniami tylko dla mężczyzn jest „nieprzerwana tradycja Kościoła”, który przez wieki nie dopuszczał kobiet do kapłaństwa. To w zasadzie przyznają wszyscy krytycy, ale też zwracają oni uwagę na fakt, że współcześnie ta nieprzerwana tradycja zaczyna się rwać.

Krytycy tradycyjnej doktryny o święceniach tylko dla mężczyzn często powołują się na zasadę sformułowaną przez Avery’ego Dullesa, bez zastrzeżeń przyjmującego tę doktrynę: „Żadna doktrynalna decyzja z przeszłości bezpośrednio nie odpowiada na pytanie, które nie było postawione w tamtym czasie”. Właśnie tak ma się mieć sprawa z pytaniem o możliwość święceń kobiet: dotychczasowe nauczanie na ten temat nie jest odpowiedzią na pytanie wyrosłe współcześnie, w radykalnie zmienionym kontekście kulturowym. Katolickie Towarzystwo Teologiczne Ameryki, największa na świecie organizacja teologów katolickich, w raporcie Tradycja i święcenia kobiet (1997), dokumencie wyważonym i ostrożnym, stawiającym problemy, a nie udzielającym odpowiedzi, cytuje kard. Josepha Ratzingera z czasów, gdy był jeszcze „zwykłym” teologiem: „Nie wszystko, co istnieje w Kościele, musi z tej racji być uprawnioną tradycją. Innymi słowy, nie każda tradycja, która powstaje w Kościele, jest prawdziwą celebracją i uobecnieniem tajemnicy Chrystusa. Tradycja może być zniekształcona, tak jak i uprawniona. W konsekwencji, nie należy traktować tradycji tylko afirmatywnie, ale również krytycznie”.

Autorzy raportu wyciągnęli z tego taki wniosek: samej starożytności jakiejś tradycji nie można uważać za jedyne kryterium jej autorytatywności. Starożytność domaga się szacunku, ale również krytycznego podejścia.

W takim też duchu raport podchodzi do sposobu, w jaki deklaracja Inter insigniores powołuje się na pisma Ojców Kościoła i teologów średniowiecza. „Studia historyczne tej tradycji — czytamy w raporcie — pokazują, że chociaż istnieją [w niej] pewne odniesienia do faktu, iż Jezus na Dwunastu wybrał tylko mężczyzn, to jednak nie da się zakwestionować, że stały argument za wykluczeniem kobiet z kapłaństwa opierał się na przekonaniu, iż nie były one odpowiednimi podmiotami do takiej posługi z uwagi na niższość ich płci i/lub ich status podporządkowania w porządku społecznym”.

Autorzy raportu ostatecznie dochodzą do wniosku: „Przekonanie, że kobiety są z natury gorsze od mężczyzn i że z boskiego zamysłu mają być podporządkowane mężczyznom w porządku społecznym, odgrywało w ciągu dziejów Kościoła główną rolę w uzasadnieniu wiary, iż kobiety nie powinny być wyświęcane do kapłaństwa. W takiej mierze, w jakiej przeszłe nauczanie o tym, że kobiety nie mogą być wyświęcane, opierało się na tych przekonaniach, które nie pochodzą z objawienia Bożego, nauczanie to jest otwarte na ponowne poważne teologiczne studia”.

Spór o rangę dogmatyczną

W 1996 roku KNW — celem odpowiedzi na pytania o rangę dogmatyczną listu Jana Pawła II Ordinatio sacerdotalis — opublikowała Odpowiedź na wątpliwości, podkreślając, że Papież „w formalnej deklaracji” stwierdził „jednoznacznie to, co powinno być uznawane zawsze, wszędzie i przez wszystkich wiernych, ponieważ należy do depozytu wiary”. Tym samym nauczanie Kościoła o odsunięciu kobiet od święceń kapłańskich zostało uznane za objawione, wszak — jak stwierdził Francis Sullivan SI, wybitny znawca rzeczy — „powiedzieć, że coś »należy do depozytu wiary«, oznacza, że jest to prawda objawiona przez Boga”.

Odpowiedź KNW nie rozwiała jednak wszystkich wątpliwości. Wielu kwestionowało podstawy, na których opierał się pogląd KNW. Krytykę taką wyrażali nie tylko teologowie przeciwni tradycyjnej doktrynie, ale i wielu tych, którzy ją akceptują, twierdząc, że nie spełnia ona wszystkich wymogów doktryny należącej do depozytu wiary. Np. zdaniem A. Dullesa, dziś kardynała, praktycznie nie da się ustalić — co w tym wypadku jest warunkiem koniecznym — czy wszyscy biskupi podzielają przekonanie, że kobiety nie mogą być wyświęcane. Co więcej, Dulles twierdzi, że po publikacji watykańskich dokumentów na temat kapłaństwa kobiet wytworzyła się szczególna sytuacja odgórnego nacisku na biskupów, krępująca swobodę ich wypowiedzi: „Czy biskupi rzeczywiście są w stanie swobodnie wyrazić przeciwne poglądy w sytuacji tak silnego nacisku na to, by potwierdzili nauczanie Papieża?”.

Ponadto wielu teologów podkreślało, że prawo kanoniczne bardzo jasno stwierdza, iż „tylko wtedy należy uznać jakąś naukę [Magisterium] za nieomylnie określoną, gdy to zostało wyraźnie stwierdzone (podkr. — J. M.)” (kan. 749, par. 3). Tymczasem nauczaniu Jana Pawła II takiej wyraźności w istocie brak.

Trzy poziomy nauczania Kościoła

Te i inne krytyczne głosy nie pozostały bez echa w Watykanie. Niecałe dwa lata od publikacji Odpowiedzi na wątpliwości KNW wydała kolejny dokument, w którym znalazło się miejsce dla zagadnienia święceń kobiet: Wyjaśnienie doktrynalne dotyczące końcowej części formuły „Wyznania wiary”. Dokument ten jest komentarzem do listu apostolskiego Jana Pawła II Ad tuendam fidem z 1998 roku. Papież mówi w nim o trzech poziomach nauczania Kościoła, z których każdy domaga się innego stopnia posłuszeństwa wiary: nauczanie objawione, definitywne i autentyczne.

Na najwyższym poziomie znajdują się prawdy objawione przez Boga, czyli należące do depozytu wiary. Niżej znajduje się nauczanie definitywne, które nie jest głoszone jako objawione, niemniej ściśle wiąże się z objawieniem, strzeże depozytu wiary i wiernie go objaśnia. O nauczaniu autentycznym, który nas tu nie interesuje, powiedzmy tylko tyle, że domaga się religijnego posłuszeństwa woli i rozumu, a wypowiedź mu przeciwna może — ale nie musi — być uznana za błędną.

Między poziomami objawionym i definitywnym zachodzi istotna różnica. Otóż, jak stwierdza KNW, uparte odrzucanie lub negowanie nauczania objawionego jest herezją i wyklucza z Kościoła, kto zaś odrzuca nauczanie definitywne, nie jest w pełnej komunii z Kościołem, ale nie jest z niego wykluczony!

W świetle wcześniejszych dokumentów KNW na temat święceń kobiet, szczególnie Odpowiedzi na wątpliwości (1996), wydawałoby się, że w oczach KNW nauczanie Magisterium na ten temat powinno być nauczaniem objawionym, należącym do depozytu wiary. Tymczasem jednak KNW w komentarzu do Ad tuendam fidem zaliczyła je nie do prawd objawionych, ale do prawd definitywnych, chociaż — co ważne — dodała: „Nic nie stoi na przeszkodzie, aby — jak pokazuje poprzedni przykład [chodzi o dojrzewanie Kościoła do sformułowania dogmatu o nieomylności Biskupa Rzymu w 1870 roku — J. M.] w przyszłości świadomość Kościoła mogła pogłębić się aż do zdefiniowania tej doktryny w taki sposób, by została przyjęta jako prawda objawiona w sposób Boski”. Tym samym — jak wiele na to wskazuje — KNW wycofała się ze swojego wcześniejszego twierdzenia, że nauczanie Ordinatio sacerdotalis należy do depozytu wiary! „Wielu teologów utrzymuje — pisał w tym kontekście Dulles — że zarezerwowanie kapłaństwa służebnego dla mężczyzn jest prawdą wiary, nauczaną przez Pismo Święte czytane w świetle tradycji katolickiej. Tymczasem komentarz [KNW] przyjmuje bardzo umiarkowaną linię, przypisując tę doktrynę do drugiego poziomu nauczania, tak że jej odrzucenie nie jest herezją”.

Omylne nauczanie nieomylne

Problem z ustaleniem właściwej rangi nauczania Ordinatio sacerdotalis wiąże się przede wszystkim z faktem, że mamy tu do czynienia z nową formą nauczania Magisterium. Tego zdania są tak wybitni znawcy rzeczy, jak Hermann J. Pottmeyer, Ladislas Orsy, Richard R. Gaillardetz, Jean Chiron, Bernard Sesboüé czy Norbert Lüdecke, których nie sposób posądzić o odrzucanie tradycyjnej doktryny o święceniach zarezerwowanych tylko dla mężczyzn.

Pottmeyer, niemiecki jezuita i członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej, teologicznego ramienia KNW, określa tę nową formę nauczania jako „omylne nauczanie nieomylne”. Innymi słowy — Jan Paweł II aktem, który sam z siebie nie jest nieomylny, stwierdził istnienie nieomylnej zgody wszystkich katolickich biskupów całego świata co do doktryny o święceniach zarezerwowanych tylko dla mężczyzn.

„Omylne nauczanie nieomylne” — uważa Pottmeyer — rodzi poważne problemy. Charakterystyczne jest, że Jan Paweł II, przygotowując list Ordinatio sacerdotalis, nie konsultował jego treści wyraźnie z całym światowym episkopatem. Papież przed opublikowaniem tego dokumentu jedynie zaprosił przewodniczących konferencji episkopatów na krótkie konsultacyjne spotkanie. Na dodatek — zauważa Pottmeyer — „niektórzy z nich, jak się twierdzi, przestrzegli przed zarządzaniem ostatecznego zamknięcia dyskusji wokół święceń kobiet”. Zresztą niemiecki teolog, podobnie jak Dulles, zauważa, że obecna sytuacja, charakteryzująca się swoistym „odgórnym” naciskiem, nie sprzyja swobodnemu wyrażaniu stanowiska przez biskupów co do sprawy święceń.

Pottmeyer stawia kilka fundamentalnych pytań pod adresem dotychczasowego nauczania Magisterium o święceniach tylko dla mężczyzn, zauważając, że nowa forma nauczania, tak jak ujmuje ją KNW, może obrócić się kiedyś przeciwko samej sobie.

Kongregacja Nauki Wiary — podkreśla Pottmeyer — widzi możliwość, że w przyszłości Kościół dojrzeje do tego, by prawdę z drugiego poziomu nauczania, pozostającą tylko w logicznym czy historycznym związku z objawieniem, ogłosić jako objawioną. Rodzi się jednak pytanie, czy nie jest możliwy również odwrotny kierunek dojrzewania świadomości Kościoła — że rozwój naszej wiedzy doprowadzi do odmiennej interpretacji tego związku. Jako przykład takiej interpretacji Pottmeyer podaje nauczanie Piusa XII o monogenizmie, pochodzeniu ludzkości od jednej pary, od Adama i Ewy. Zdaniem tego papieża doktryna ta logicznie wiązała się z objawioną nauką o grzechu pierworodnym i dlatego była definiowana jako nieomylna. Tymczasem Katechizm Kościoła Katolickiego nie wspomina już o niej. Pottmeyer pyta, czy coś podobnego nie mogłoby się wydarzyć w odniesieniu do nauczania o kapłaństwie kobiet: „Papieskie stwierdzenie konsensu kolegium biskupów samo w sobie jest omylne, dlatego nie można wykluczyć takiej możliwości. Czy zatem nie byłoby roztropne zapytać biskupów, czy wciąż uważają to kontrowersyjne nauczanie za koniecznie powiązane z prawdą objawienia?”.

Słowo o istocie sporu

Obrońcy tradycyjnej doktryny Kościoła o święceniach zarezerwowanych tylko dla mężczyzn często twierdzą, że domaganie się czy postulowanie rewizji tej doktryny jest elementem składowym kryzysu współczesnej kultury, która upodobała sobie w relatywizmie etycznym. Przejawem tego kryzysu jest m.in. nierespektowanie i odrzucanie fundamentalnej — dla właściwego rozumienia i dobra osoby ludzkiej — różnicy płci, która w Kościele uzasadnia zdatność tylko mężczyzny do kapłaństwa służebnego.

Sądzę, że zarzutu tego nie sposób kierować pod adresem wszystkich zwolenniczek i zwolenników rewizji tradycyjnej doktryny. Można się z nimi nie zgadzać, ale nie można twierdzić, że ich racje w nieunikniony sposób wyrastają z relatywizmu etycznego czy są pozbawione biblijnej, historycznej, teologicznej czy antropologicznej wagi. Rewizjoniści zwykle nie odrzucają różnicy płci, proponują jedynie nowe na nią spojrzenie, spojrzenie z punktu widzenia antropologii „partnerskiej”, zasadniczo odmiennej od antropologii „dualistycznej” czy „komplementarnej”, z której wyrasta tradycyjna doktryna. Z punktu widzenia antropologii „partnerskiej”, wspierającej się na wynikach badań biblijnych, historycznych i teologicznych, różnica płci nie może być barierą dla darów łaski czy powołań udzielanych Kościołowi przez Ducha Świętego.

Wraz z tym stwierdzeniem stajemy — jak się zdaje — przed kluczowym motywem współczesnej krytyki tradycyjnej doktryny. Dlaczego kobiecość, dlaczego płeć żeńska ma być przeszkodą dla Ducha Świętego obdarowującego swoimi darami łaski czy powołaniami, jeśli odrzucamy, jak uczyniło współcześnie Magisterium Kościoła, tezę, że kobieta z natury i zamysłu Boga jest istotą gorszą od mężczyzny? Innymi słowy, jaka prawda zbawcza — prawda dla naszego zbawienia — kryje się za wykluczeniem kobiet z kapłaństwa służebnego, powołania, którym Duch Święty obdarza Kościół? Co zbawczego zyskujemy w związku tym, że Duch Święty ma omijać z powołaniem kapłańskim kobiety?

Wciąż stoimy przed koniecznością wyjaśnienia, na czym polegała wola Chrystusa związana z niedopuszczeniem kobiet do urzędu kościelnego, skoro nie decydowały o tym względy historyczno–kulturowe. Z teologicznego punktu widzenia nie wystarczy stwierdzić prostego faktu, że Chrystus nie powołał kobiet na konkretne urzędy, ale należy pokazać, dlaczego tak czynił, jaka treść zbawcza kryje się za Jego praktyką. Problemy te wciąż czekają na opracowanie i pogłębienie. Tylko w taki sposób będzie można dać przekonującą odpowiedź na zasadnicze pytanie, dlaczego wykluczenie kobiet ze święceń nie jest ich dyskryminacją.

Jak do tej pory ani Magisterium Kościoła, ani teologia nie odpowiedziały zadowalająco na te pytania. Zdaniem wielu krytyków tradycyjnej doktryny, dzieje się tak z tej przyczyny, że taka zadowalająca odpowiedź nie istnieje. W ich oczach wraz z odrzuceniem tezy o naturalnej — i wynikającej z woli Boga — niższości kobiety wobec mężczyzny, tezy w istocie rzeczy dyskryminującej kobiety, pozostaje przyjąć, że płeć (kobieca) nie może być przeszkodą dla Ducha Świętego obdarowującego Kościół powołaniem kapłańskim. Ostatecznie chodzi tu i o współczesne znaczenie urzędu kapłańskiego, i o wizję Kościoła, jakiego pragnie dziś dla świata Duch Święty, Kościoła, w którego dziejach wszystkie zasadnicze decyzje co do praktycznie wszystkich wymiarów życia kościelnego były i są z istoty rzeczy podejmowane przez osoby, które przyjęły święcenia kapłańskie.

Hermann Pottmeyer, uwzględniając problemy i pytania, które wciąż pozostają bez odpowiedzi w odniesieniu do współczesnego nauczania Magisterium Kościoła na temat święceń zarezerwowanych wyłącznie dla mężczyzn, pisał: „Biorąc to pod uwagę, w pełni usprawiedliwione jest stwierdzenie Papieża, że nie ma żadnej władzy, by zmieniać tradycję ze swojej własnej inicjatywy. Domaganie się takiej władzy byłoby papizmem w najbardziej skrajnym wydaniu. Właściwym forum dla podjęcia decyzji w tego rodzaju materii jest sobór”. Nie wiem, czy w kwestii święceń kobiet sobór byłby jedynym możliwym rozwiązaniem. Nie bardzo też rozumiem, dlaczego papizmem miałoby być np. zamknięcie sprawy i sporu przez papieża w nauczaniu ex cathedra, w najwyższym stopniu angażującym jego autorytet nauczycielski.

Bez względu jednak na to, jak w przyszłości zakończy się dyskusja na temat święceń kobiet i kto ją zakończy, nie można dziś żyć z przeświadczeniem, jakby w tej sprawie w nauczaniu Magisterium Kościoła wszystko zostało raz na zawsze rozstrzygnięte czy było do końca jasne i klarowne (co nie znaczy, że katolik może zachowywać się tak, jakby Magisterium niczego ważnego i zobowiązującego na ten temat nie nauczało). To przede wszystkim dlatego wokół pytania o święcenia kapłańskie kobiet wciąż toczy się w Kościele (uprawniona) debata.

Spór o kapłaństwo kobiet
Józef Majewski

urodzony w ur. 1960 r. – dr teologii, redaktor miesięcznika „Więź”, wykładowca teologii dogmatycznej, publikował w „Studiach i Dokumentach Ekumenicznych”, „Znaku”, „Tygodniku Powszechnym”.Żonaty, dwoje dzieci. Mieszka w G...