„Chrześcijaństwo nadziei”, „Droga nadziei”, „Msza w kolorach tęczy”, „Babilon”, „Fronda”

„Chrześcijaństwo nadziei”, „Droga nadziei”, „Msza w kolorach tęczy”, „Babilon”, „Fronda”

Wacław Hryniewicz OMI Chrześcijaństwo nadziei Znak, Kraków 2002, s. 429.

Chrześcijaństwo jutra

Czy nauka Mistrza z Nazaretu ma jeszcze coś do przekazania, czy stała się jedynie skansenem nakazów i zakazów?

Wacław Hryniewicz OMI w książce Chrześcijaństwo nadziei próbuje wskazać wyzwania stojące przed wierzącymi XXI wieku. Książka lubelskiego teologa jest zbiorem szkiców, których myślą przewodnią jest ponowne odkrycie dziedzictwa chrześcijaństwa. Największym wyzwaniem dla współczesnego człowieka jest pośpiech i utrata sensu życia. Rozwój komunikacji i techniki przyczyniły się do lepszego poznania odmiennych poglądów oraz systemów wierzeń. W obliczu wielości religii wierzący staje się niejednokrotnie człowiekiem skłonnym do opartego na własnych potrzebach synkretyzmu religijnego lub obojętności na sprawy duchowe. Hryniewicz podkreśla, że chrześcijaństwo jest religią, która nadaje życiu właściwy sens (smak, woń).

Chrześcijaństwo nadziei jest summą Hryniewicza. Książka obejmuje wszelkie tematy poruszane niestrudzenie przez tego teologa. Kolejny raz otrzymujemy wyznanie nadziei o powszechności zbawienia, prawosławnej duchowości, sprzeciw wobec nadużywania w języku religijnym terminów kojarzących się z cierpieniem, strachem i bólem. Hryniewicz proponuje zmianę optyki i akcentowanie „pozytywnych” sformułowań. Zwraca uwagę niesamowita wrażliwość autora na pytania ludzi niewierzących, a także pokrzywdzonych tryumfalistycznym stylem Kościoła. Chrześcijaństwo przyszłości miałoby za zadanie obudzić większą wrażliwość na ludzi poszukujących, a także powrócić do charyzmatu służby, nie władzy. Uczniowie Mistrza z Nazaretu powinni cechować się większym ekumenizmem, optymizmem wiary, troską ekologiczną, a także powrotem do śmiałości wypowiedzi Ojców Kościoła.

Z książki bije żar wyznania. Tę płomienność słów i myśli można albo przyjąć, albo zanegować. Hryniewicz bowiem nie stara się niczego dowieść, daleki jest od nawracania, udowadniania. Wbrew przyjętej formie analizy wiary w czasach współczesnych i podjęciu stojących przed nią wyznań czytelnik otrzymuje świadectwo życia duchowego. (MC)

François Xavier Nguyen van Thuan, Droga nadziei. Świadczyć z radością o przynależności do Chrystusa, Księgarnia św. Jacka, Apostolicum, Ząbki 2002, s. 236

Ewangelia z więzienia

Droga nadziei jest książką, która powstawała na przestrzeni 13 lat, które biskup François Xavier Nguyen van Thuan spędził w wietnamskim więzieniu. Na resztkach papieru spisywał swoje przemyślenia. Pobyt w celi pomaga oddzielić to, co jest ważne, od tego, co pozostaje bzdurną mową bezpiecznych salonów. Zapiski van Thuana pozbawione są abstrakcyjnych dowodów, filozoficznych popisów, głębokiej erudycji. Liczy się zapis życia: jak przez nie przejść i jak go nie stracić. Krótkie sentencje Wietnamczyka stają się zatem przewodnikiem dla każdego, kto staje w obliczu zniewolenia, zarówno fizycznego, jak i duchowego. I nie jestem pewien, czy społeczeństwo konsumpcyjne nie jest podobne do bambusowej celi.

Myśli van Thuana są dla tych, którzy chcą wyruszyć w drogę. Jest to ścieżka, którą schodzi się w głąb siebie. Droga nadziei przypomina listy więzienne św. Pawła: ich autorem jest człowiek zewnętrznie pozbawiony praw, lecz wewnętrznie wolny i pocieszający innych. Tematy poruszane przez biskupa z Azji należą do podstawowych, można je odnaleźć niemal w każdej książce z zakresu duchowości: cierpienie, modlitwa, miłość, rachunek sumienia, Kościół, ubóstwo. Czy czytelnik otrzymuje zatem standardowy pakiet problemów człowieka wierzącego? Tak, bo innych problemów nie ma. Nie, ponieważ zapiski te nie powstały w zaciszu domu rekolekcyjnego, ale w smrodzie więzienia. Otrzymujemy 1001 myśli. Niektóre z nich są po prostu powtórzeniem słów Ewangelii. W zdecydowanej większości otrzymujemy jednak zapiski oryginalne łączące w sobie życie Ewangelią ze stylem myślenia człowieka Wschodu.

Nie sposób przeczytać Drogi nadziei w kilka dni. Nie sposób skomentować wszystkich myśli. Nie sposób zachwycić się wszystkimi sentencjami od razu, natychmiast. Jest to książka, po którą należy sięgać od czasu do czasu. Przeczytać kilka myśli, aby nabrać sił przed wyruszeniem w swoją własną podróż. Co pisze F. X. Nguyen van Thuan? „Czujesz się wypalony, trudno jest ci się dłużej skoncentrować, brakuje ci odwagi. Wystarczy, że kochasz Boga”. (MC)

Wacław Oszajca, Msza w kolorach tęczy. Myśli nie za bardzo teologiczne, Wydawnictwo RHETOS, Warszawa 2003, s. 122

Dźwięk dzwonów

Wacław Oszajca rozpoczyna swą książkę o mszy św. cytatem z popularnego serialu: „Usłyszałam dzwon i wtedy zrozumiałam, co chciałam zrobić”. Kiedy do uszu bohaterki Na dobre i na złe doszło bicie dzwonu, zaniechała myśli o aborcji. Dźwięk dzwonów – jak pisze jezuita – budzi ludzkie sumienie. Autor chce opowiadać o trudnej do ogarnięcia rzeczywistości mszy św. prostym językiem, unikając nudnego teologicznego wykładu.

Najpierw mamy więc rozprawę o dzwonach, dzwonkach i kołatkach. Widać, że myśl o tym wciąż do niego powraca, podobnie zresztą jak inne, dotyczące np. kolorów liturgicznych szat.

Poprzednia książka była zaproszeniem do medytacji, przeplatanym obszernymi cytatami z Pisma Świętego, w tej akcenty rozkładają się inaczej. „Chcąc usłyszeć żywe słowo (…), nie wystarczy znać Biblię. Trzeba do tej biblijnej wiedzy dołączyć wiedzę o dzisiejszym świecie” – podkreśla autor. Przy omawianiu Najświętszej Ofiary pojawia się więc temat ofiarności strażaków w dniu 11 września 2001 roku, w rozdziale My, Kościół, jesteśmy mszą przywołana zostaje wojna w Iraku. Obok cytatów z Dzienniczka siostry Faustyny znajdujemy wyimki z wierszy Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej.

Atutem Mszy w kolorach tęczy jest jej wymiar praktyczny. Oszajca daje wskazówki dotyczące zachowania się na mszy św. Napomina np. czytelnika, by nie pochylał głowy podczas konsekracji i podniesienia: „Skąd się w nas bierze takie nielogiczne zachowanie? Nielogiczne, bo skoro ktoś staje przed nami twarzą w twarz, to naturalnie my też powinniśmy tak przed nim stanąć. Nie skąpmy naszym oczom radości”.

Tym z kolei, którzy mają wątpliwości, czy są godni przystąpić do stołu Pańskiego, jezuita przypomina słowa Jezusa: „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”. „Wszyscy! – podkreśla. – (…) Z tego oczywiście nie wynika, że zawsze powinniśmy wyciągać rękę po ten Pokarm. Przecież bywa i tak, że właściwiej, pobożniej będzie pozostać w miejscu, gdyż nasz sposób myślenia, mówienia i postępowania daleko, zbyt daleko, odbiega od Chrystusowego stylu (…). Myślę jednak, że aż tak źle między nami i Chrystusem dzieje się bardzo rzadko”. (PJ)

Jaromír Nohavica, Babilon, 2003, producenci: Jaromír Nohavica i Vít Sázavský

Nowy Nohavíca

Po trzech latach od wydania ostatniej płyty pojawił się jesienią ubiegłego roku nowy album Jaromíra Nohavicy – jednej z najbardziej charakterystycznych postaci czeskiej sceny muzycznej. Babilon to czternaście nowych piosenek – może poza utworem tytułowym i Pochodem Eskimosów znanych z koncertów.

Najnowsza płyta nie zaskakuje, choć zaskoczyła, albo raczej wystraszyła, mnie okładka (czarna, „górnicza” twarz autora jest lekko przerażająca, ale za to prawdziwie „ostrawska”). Nohavica nie musi zaskakiwać; wystarczy, że pisze i śpiewa „z radości i szczęścia, że już znowu mogę”. Poza niezbędną każdemu twórcy umiejętnością opisywania stanów i uczuć autor ma jeszcze inny dar – niesamowitą zdolność przyciągania i skupiania wokół siebie ludzi. Przypomina w tym trochę charyzmatycznego prezydenta Václava Havla – obaj trzymają się pewnych zasad w raczej pozbawionym zasad świecie polityki i show–biznesu.

Na stronach internetowych poświęconych muzyce czescy słuchacze dyskutowali, która z piosenek znajdujących się na płycie jest najlepsza. Naprawdę trudno wybrać jedną. W Babilonie znajdziemy miłosne wyznania, czasami gorzkoironiczne (Gradobicie), pełne smutku i nostalgii rozmyślania (Długa cienka struna, Zapusty, Przewieź mnie, przyjacielu), osobisty komentarz na temat otaczającego świata (Babilon, Wielka woda) oraz specyficzny czarny, ostrawski humor (Milionerzy, Ostrawo, Pochód Eskimosów). Wszystkie te utwory tworzą charakterystyczny dla Nohavicy kolaż smutno– –śmiesznych tekstów, który stanowi jasny i wyraźny głos człowieka wciąż poszukującego. Nawet kiedy wydaje się nam, że czeski bard stoi twardo na ziemi, ironicznie komentując rzeczywistość, jego utwory ciągle dotykają tajemnicy.

Podobnie jak na poprzednich płytach, pozostaje Nohavica i tutaj bliski swoim korzeniom – jakby wciąż zataczał śląsko– –morawski krąg. Odbija się to nie tylko w tematyce, ale także w języku – doskonały pod tym względem jest utwór Milionerzy.

Babilon – pod względem muzycznym bardzo różniący się od poprzedniej płyty (Rok diabła) – jest z pewnością jednym z najlepszych albumów autora. (BP)

Jest się o co modlić

Tematem zimowego numeru „Frondy” jest aborcja. Nie dla wszystkich ludzki płód jest istotą ludzką. Niektórzy lekarze i grupy feministyczne starają się określić, od którego dnia od zapłodnienia można człowieka nazwać człowiekiem. Kolejne przesuwanie tygodni wcale nie rozwiązuje sprawy. Kim bowiem był człowiek, zanim stał się istotą ludzką? Zbiorem komórek? Jednak przecież zbiorem komórek człowieka. Ci, którzy zrozumieli swoje czyny, teraz starają się powstrzymać tych, którzy nie dostrzegają niczego złego w zawodzie abortera.

Aborcja jest nie tylko zbrodnią dokonywaną na nienarodzonym dziecku, ale również zbrodnią wymierzoną w kobietę. Badania wskazują na liczne komplikacje zdrowotne po dokonanym przerwaniu ciąży. Często uszkadza się narządy rodne kobiety, wzrasta też niebezpieczeństwo zachorowania na raka. Ciało nie zapomina. Kobiety doświadczają syndromu postaborcyjnego (Post Abortion Syndrom, w skrócie PAS). Depresja, smutek, niezdolność do normalnej aktywności, obniżone poczucie własnej wartości. Poczucie, że wewnątrz coś umarło, że duchowo jest się martwym. PAS nie jest jednak tylko problemem jednej osoby. Aborcja wpływa na relację z pozostałymi dziećmi, które mają w sobie syndrom ocaleńca (dlaczego ja przeżyłem? dlaczego zginęła moja siostra, mój brat?), chore poczucie winy. Z przeprowadzonych badań wynika, że dzieci, które nie wiedziały o tym, że ich matka wcześniej poddała się aborcji, podświadomie to czuły. Kobiety próbują zapomnieć o tym, co się stało. Ucieczką najczęściej jest alkoholizm, narkotyki, seksoholizm. Nienarodzone dziecko się śni, matka ma poczucie jego obecności. Niezbędne są cztery kroki do przezwyciężenia PAS. Pierwszym jest przyznanie się do tego, co się uczyniło. Kolejnym – pojednanie z dzieckiem. Następnym etapem jest prośba o przebaczenie tych, którzy mogli cieszyć się z dziecka, oraz przebaczenie tym, którzy dopuścili się wobec kobiety zła. Ostatni krok to wybaczenie samej sobie, ponowne przyjęcie swego macierzyństwa.

Aborcja nie dotyczy tylko jednostek, ale również całych państw. W krajach komunistycznych, np. w Chińskiej Republice Ludowej, rząd kontroluje przyrost naturalny. Wydawane są zezwolenia na urodzenie dziecka. Niepoprawnym politycznie małżonkom dzieci są odbierane.

Nie sposób przejść obojętnie obok tego numeru „Frondy”. Jak pisze Sonia Szostakiewicz: „Obecnie każdego roku, jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, wykonuje się około 53 milionów aborcji. Jest się o co modlić”. (MC)

„Chrześcijaństwo nadziei”, „Droga nadziei”, „Msza w kolorach tęczy”, „Babilon”, „Fronda”
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz.  Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....

„Chrześcijaństwo nadziei”, „Droga nadziei”, „Msza w kolorach tęczy”, „Babilon”, „Fronda”
Paulina Jeske-Choińska

polonistka, redaktorka, prowadzi projekty wydawnicze....

„Chrześcijaństwo nadziei”, „Droga nadziei”, „Msza w kolorach tęczy”, „Babilon”, „Fronda”
BP

inżynier ochrony środowiska, dziennikarz. Projektant instalacji chłodniczych. W wolnych chwilach uprawia sztuki walki i skacze na spadochronie. Regularnie spotyka się z lekarzami i pacjentami szpitali, w których leżał. Przekonuje ich, że z każdej sytuacji jest wyjście....