Pozdrowienia z identyczności
fot. mikita yo ZWdoH / UNSPLASH.COM

Pozdrowienia z identyczności

Oferta specjalna -25%

Twarze i imiona

0 votes
Wyczyść

Nie tak łatwo być w podróży. Znaleźć się gdzieś indziej. Ponieważ gdzie indziej staje się coraz bardziej podobne do tutaj. Nawet, gdy się odjedzie, odleci tysiące kilometrów i przestawi zegarek o pół doby, można poczuć, że „tam” także zadomowiła się odmiana naszego „tutaj”. Dotarła przed nami i nijak nie pozwala się ominąć.

Naturalnie podobieństwa, uporczywie towarzyszące w drodze jak cień przyszyty do stóp Piotrusia Pana, stanowią utrapienie tylko dla tych, którzy podróżują, aby odjechać od samych siebie i wszystkiego, co znają. A takich jest niewielu. Od powojennego umasowienia podróży większość właścicieli walizek udaje się w drogę nie w celu oswajania świata, tylko załatwiania spraw i uklepywania podobieństw. Aktualne zadanie globalnego przemysłu przewoźników polega na skutecznej i możliwie szybkiej likwidacji różnic. Czas ich odkrywania, celebrowania i pielęgnowania przeminął wraz z XX wiekiem. Jako ludzkość jesteśmy teraz na drodze do uniwersalizacji świata, podziw zaś dla innego ustawiamy w gablocie politycznej poprawności. Zachwyt nad odmiennościami kulturowymi pozostawiamy antropologom oraz tak zwanym świadomym podróżnikom, którzy – wbrew często najlepszym intencjom – przyczyniają się do „egzotyzowania” świata i przemieniania unikatowych zjawisk w rezerwaty wymagające ochrony przed ich entuzjazmem i ciekawością. Miliardy podróżujących (do samolotu w ciągu roku wsiada około połowa populacji homo sapiens) odczuwają ulgę, gdy zaraz po przylocie rozpoznają takie same elementy rzeczywistości i punkty zaczepienia, które w odległym położeniu pozwolą wykluczyć zaskoczenie i z satysfakcją stwierdzić, że wszystko jest w porządku. Kiedyś ten błogi stan można było osiągnąć jedynie ogromnym wysiłkiem, na przykład przewożąc statkiem, koleją i powozem z londyńskiej rezydencji w Chelsea zestaw porcelany oraz słoików malinowej konfitury, by w tropikalnym upale odtworzyć herbaciany rytuał five o’clocka. Dziś wchodzi się po prostu do amerykańskich kawiarni na rogu i recytuje z pamięci: „Duża bezkofeinowa latte na mleku sojowym”.

Zadziwiająca jest ta radość z lądowania w identyczności, jak z oglądania siebie w lustrze. Zadziwiająca, ponieważ podważa sens podróżowania. Jeśli sprawy na świecie będą toczyć się z grubsza tym samym torem co dotychczas, upodobnieniu ulegną kolejne obszary. Dotyczy to przede wszystkim miast, w których cywilizacja konsumpcyjna realizuje jeden wzorzec pod różnymi szerokościami geograficznymi.

W takich okolicznościach wyzwaniem staje się nie tyle stawianie czoła odmiennościom, ile unikanie podobieństw, celowe przymykanie oczu na doskonale nam znane lokale, usługi, zachowania, stroje i smaki, które zostały i tu pieczołowicie zaimplikowane.

Całkowita powtarzalność świata jest możliwa. Jest jedną z realnych wersji naszej przyszłości. Tym bardziej że mamy talent do naśladowania. W przeciwieństwie do wielu gatunków zwierząt szybko wykształcamy umiejętność powtarzania cudzych zachowań. „Zmian nie da się powstrzymać” – mawiamy, tłumacząc sobie samym, jak naiwnie byłoby chcieć ocalić dżunglę amazońską przed przemysłowym wykorzystaniem, a hinduskie świątynie przed demonami konsumpcjonizmu. I rzeczywiście – zmiana, jej pragnienie, dążenie do niej nawet za cenę utraty ciekawszej i cenniejszej pierwotności, jest siłą nie do zahamowania. Kłopot w tym, że współczesne procesy są tylko imitacją zmian. W istocie są niezmianą, synchronicznym hamowaniem wielu procesów kulturowych w różnych rejonach świata. Nowe style życia są jedynie tą samą, ćwiczoną od początku podbojów Nowego Świata lekcją potulnego powielania. Są redukcją unikalności i związanego z nią ryzyka na rzecz błogiego zanurzenia się w zbiorowej tożsamości, w której nigdy nie zostaniemy dostrzeżeni, zawsze zaś otaczać nas będzie kokon dobrze znanych replik.

Czy podróżując dziś, można się przyczynić do procesu odwrotnego – wesprzeć różnicowanie świata? Czy można jechać pod prąd? Są wśród doświadczonych podróżników i tacy, którzy – zdawszy sobie sprawę ze swej roli zadeptywaczy świata – poświęcili się ascezie i nie ruszają się z miejsca o krok. Być może, pozostając u siebie i umacniając tutejszość, postępują mądrzej.

Wiele zaawansowanych rozwiązań technologicznych zmierza ku powstrzymaniu naszych podróży. Gdy świat zostanie wystarczająco ujednolicony i skomunikowany, by błyskawicznie transportować usługi, towary i finanse, konieczność naszego przemieszczania się zniknie. Potrzeba bycia w drodze pozostanie jak ból fantomowy po usunięciu niegdyś potrzebnego organu. Śpieszmy się podróżować, póki mamy dokąd.

Pozdrowienia z identyczności
Paulina Wilk

urodzona 17 września 1980 r. w Warszawie – pisarka, dziennikarka, reportażystka i publicystka. Studiowała w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Wsp...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze