Polak czy Europejczyk?!

Polak czy Europejczyk?!

Niedawno uczestniczyłem w spotkaniu prowincjałów jezuitów z Europy. Dyskutowaliśmy o zadaniach, które wynikają z jednej strony z potrzeby większej solidarności w obliczu różnych braków wśród europejskich jezuitów, a z drugiej z oczywistego faktu (bez względu na to, co sądzimy o biurokratach z Unii Europejskiej) jednoczenia się Europy. Dyskusja pokazała, że mamy w Europie problem z określeniem znaczenia często skądinąd używanego przymiotnika „europejski” (np. Kościół europejski, jezuita europejski, formacja europejska). Mamy też problem z twórczym zintegrowaniem tego, co nasze, swojskie, z tym, co inne, a niekiedy obce.

W Polsce można się spotkać z dwiema skrajnymi, ale równie niemądrymi postawami. Jedni z definicji nie lubią Niemca, Żyda, Francuza itd. Są przekonani, że ci z UE tylko czyhają, aby nas oszukać i zniewolić (co do oszukiwania to ostatnio przybyło im trochę argumentów). Drudzy z kosmopolitycznym, a zarazem pełnym kompleksów zacięciem wyrażają się dość pogardliwie o nas, Polakach. Z jakichś powodów lubią kalać własne gniazdo. Jest to szczególnie smutne, kiedy robią to ludzie pióra w zagranicznych pismach, które prawdopodobnie nieźle płacą za właściwie napisany tekst. Z jednej strony mamy obrońców narodowych tradycji, którzy naród postrzegają jak oblężoną twierdzę. Z drugiej zaś część lewicowej i laickiej inteligencji, która nie znosi hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna”, gdyż upatruje w nim przedsionek szowinistycznego nacjonalizmu, a nawet faszyzmu.

Życie tymczasem to sztuka przeżywania napięć. Musimy się uczyć efektywnego i efektownego przeżywania napięcia między umiłowaniem tego, co ojczyste, a otwartością na to, co nienasze. Nauczycielem może tu być Jan Paweł II. W swoim nauczaniu i postawie ten największy rodak uczy nas, jak być obywatelem świata otwartym na różne kultury i narody, a jednocześnie zachować wierność swoim korzeniom. Ojciec Święty pokazuje nam, że otwartość na świat wcale nie musi stać w sprzeczności z upodobaniem w tym, co prowincjonalne. Przeciwnie, te dwa wymiary warunkują siebie nawzajem. O tym, że Papież jest obywatelem świata w najlepszym tego słowa znaczeniu, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak ten międzykontynentalny pielgrzym niejednokrotnie dał wyraz przywiązania do Ojczyzny i do swych małych ojczyzn. Wystarczy przypomnieć słynne spotkanie w Wadowicach: „Mówi się, że wszędzie dobrze, a najlepiej w domu. Wiele lat minęło, gdy wyszedłem z Wadowic. Zawsze jednak wracam do tego miejsca”.

W minionym miesiącu z okazji 11 listopada zastanawialiśmy się, co dziś właściwie znaczy patriotyzm. Niewątpliwie mamy problem z tym słowem. Przestało być modne. Trąci myszką. Choć z drugiej strony czasem zazdrościmy Amerykanom, że potrafią na każdym kroku afiszować się z amerykańską flagą. U nas natomiast niektórzy mieli trudności, by kupić „biało– –czerwoną”. Może dzieje się tak, ponieważ zabrakło nam zewnętrznego wroga, w opozycji do którego moglibyśmy określać się jako Polacy. Pozostają nam jedynie wzruszenia ze sportowych boisk, kiedy dokładnie wiadomo, po której stronie grają nasi. Może jest tak, że przestaliśmy wierzyć w szczytne, patriotyczne hasła i gesty, tak bardzo nadużywane przez skompromitowane tzw. elity polityczne.

Polacy zawsze byli lepsi w narodowej martyrologii i powstańczej bohaterszczyźnie niż w konsekwentnym budowaniu zdrowego państwa w czasie pokoju. Co więcej, patriotyzm rzadko w naszej historii oznaczał bycie lojalnym, uczciwym wobec państwa. Wręcz przeciwnie, postawy patriotyczne wiązały się często z oporem wobec państwowych struktur. Tymczasem dzisiaj trzeba zrozumieć, że patriotyzm oznacza m.in. uczciwą pracę. Tak przeżywany patriotyzm jest niezbędny nie tylko do budowania dobrobytu naszego własnego kraju, ale również stanowi warunek owocnego wejścia w europejskie i światowe struktury ekonomiczno–społeczne.

Dla mnie szczególnym czasem uświadamiania sobie przywiązania do tego, co polskie, jest Boże Narodzenie. To w bożonarodzeniowych zwyczajach, wigilijnym stole, wspólnym kolędowaniu, białym opłatku tkwią nasze korzenie. Kiedy studiowałem w Rzymie, tęsknota za Polską największa była właśnie w grudniu. Pojąłem wówczas, że nigdy nie chciałbym na stałe zamieszkać poza Polską. Owszem, na jakiś czas, by poznać inny język i kulturę, ale zawsze w odniesieniu do Ojczyzny, do której – wiadomo – kiedyś się powróci. Dla mnie wieczór wigilijny Bożego Narodzenia nigdy nie będzie europejski. Albo jest polski, albo go w ogóle nie ma. Nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, aby go kiedyś miało nie być.

Polak czy Europejczyk?!
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....