Obecność złorzeczeń w Psałterzu

Obecność złorzeczeń w Psałterzu

Oferta specjalna -25%

Apokalipsa czytana dzisiaj

1 opinie
Wyczyść

Złorzeczące fragmenty w psalmach wymagają chrześcijańskiego odczytania, byśmy nie byli jak żydzi, którzy nie rozpoznali w Jezusie Mesjasza, bo ulegli zgorszeniu Krzyża. W ramach reformy soborowej pominięto je, aby ułatwić wiernym świadome uczestnictwo w Liturgii godzin i nie zniechęcić ich tekstami trudnymi współcześnie do przyjęcia.

Fragmenty Psałterza, które zostały uznane za złorzeczenia i jako takie pominięte w Liturgii godzin, stanowią w sumie około 5% księgi. Mówimy zatem o niedużej grupie tekstów, której znaczenia nie należy wyolbrzymiać. Jednak wiele fragmentów zachowanych w liturgii posiada podobne zabarwienie do odrzuconych tekstów, stąd potrzeba wskazówek dla ich chrześcijańskiej interpretacji pozostaje aktualna.

W Biblii

Teksty złorzeczące są dwojakiego rodzaju. Albo chodzi o modlitwy, w których przeklina się wroga i domaga się, by spotkały go najgorsze nieszczęścia 1. Albo też odniesienie do jednego czy większej liczby nieprzyjaciół jest dalsze i zwracamy się do Boga, jako Tego, który będąc bezstronny, wymierza bezwzględną sprawiedliwość 2.

W brzmieniu literalnym teksty złorzeczące są jasne: chodzi o przeklinanie wroga i przyzywanie Bożego gniewu. Czy wyczerpuje to ich biblijne znaczenie? Sądzimy, że nie.

Pierwszym pytaniem, które się pojawia w związku z tymi psalmami, jest sama ich obecność w Psałterzu. Księga ta stanowi wybór spośród wielu tekstów należących do spuścizny Izraela, zasadniczo pochodzących z czasów po wygnaniu. Ten gatunek literacki jest oczywiście znany również wśród sąsiadów Izraela, starannie zostały przebadane analogiczne teksty babilońskie. Istnieje zgodność co do tego, że mamy do czynienia z jedną z najstarszych warstw w historycznym przekroju przez ten typ literatury. Zachowanie tych tekstów w Psałterzu, który jako całość datuje się na czasy dość późne, stanowi więc zagadkę. Starano się ją rozwiązać za pomocą dwóch głównych hipotez.

Początkowo myślano, że psalmy te przechowały się z uwagi na ich znaczenie kultyczne. Podobnie jak ich babilońskie odpowiedniki, świadczyłyby one o tym, że w czasach ustalania zawartości zbioru psalmów żywa jeszcze była praktyka egzorcyzmu, a w każdym razie była ona na tyle ważna, że znalazło się dla niej miejsce w zbiorze tekstów epoki drugiej Świątyni. Odpowiedź ta jest jednak problematyczna, ponieważ nie znaleziono innych biblijnych potwierdzeń istnienia tego rodzaju praktyk egzorcyzmów kultycznych.

Bardziej prawdopodobne wydaje się więc, że obecność tych psalmów świadczy o tym, iż w czasach powstawania Psałterza rozumiano je inaczej, niż na to wskazuje ich dosłowny sens. Dzięki „głębokiemu odczytaniu” (franc. relecture — przyp. tłum.) złorzeczenia mogły być włączone w księgę modlitw kultycznych. Izrael, przyjmując owe teksty, które, choć należą do starego gatunku, wcale nie muszą pochodzić z najodleglejszej epoki twórczości literackiej, rozumie je przez pryzmat wielowiekowego doświadczenia Przymierza z Panem. W świetle zamysłu zbawienia, wciąż rozpamiętywanego, który legł u podstaw tożsamości Ludu Bożego, doświadczenia wygnania, komentowanego przez słowa proroków, medytacji mądrościowych nad przeznaczeniem sprawiedliwych i grzeszników, stopniowo coraz klarowniej objawiał się sens istotnych elementów tak pisanego, jak i ustnego religijnego dziedzictwa.

Takiemu czytaniu odpowiadają dwa wymiary tekstów złorzeczących: stylizowane ukazanie sytuacji wrogości oraz historyczny wydźwięk nawoływań o Bożą sprawiedliwość.

Bo rzeczywiście w psalmach przeklinających osobistych wrogów zawsze mamy do czynienia z dużym poziomem uogólnienia lub stylizacji. W większości przypadków mielibyśmy problem z naszkicowaniem dokładnego portretu nieprzyjaciela, ujrzeniem go w działaniu, które legło u podstaw napisania psalmu. Podobnie kary, których życzy sobie Psalmista, nie są ani czymś oryginalnym, ani konkretnie „personalnym”. Są one raczej wzięte z tradycyjnej listy nieszczęść spadających na tego, kto został odłączony od Przymierza. Wszystko to jest wystarczająco ogólne, by psalm dało się zrozumieć bez odnoszenia go do ściśle określonego nieprzyjaciela 3.

Z drugiej strony ten sam wymiar Przymierza odnajdujemy w nawoływaniach do Bożego gniewu. Wyczerpujące listy wrogów, odwołania do wydarzeń historycznych, w których w sposób zasadniczy objawiła się Boża sprawiedliwość, barwny język opowiadań o interwencjach Boga w bieg wydarzeń — wszystko to umieszcza te teksty w konkretnej historii 4. Ona właśnie jest właściwym kontekstem dla ich głębokiego odczytania; jej znajomość jest warunkiem zrównoważonego podejścia do ich treści.

Można zatem stwierdzić, że w zamyśle tych, którzy teksty te przechowali, można było (niewątpliwie nawet należało) je rozumieć, przyjmując te dwa założenia: nie wiązać ich konkretnie z żadną osobą: modląc się ich słowami, zbliżać się do Pana, który zawarł Przymierze z Izraelem i który w sposób tajemniczy łączy najczulsze miłosierdzie z najbardziej bezstronną sprawiedliwością w owej niewzruszonej wierności sobie samemu, będącej najlepszym gwarantem Przymierza.

Czy w takim razie poszerzenie przykazania miłości o miłość nieprzyjaciół 5 oznaczać będzie zerwanie z językiem złorzeczeń? Można by tak sądzić. Rzeczywiście, raniące są dla naszych uszu tak bardzo pozbawione oznak czułości przekleństwa Chrystusa (wypowiedziane na przykład przeciw niepokutującym miastom czy uczonym w Piśmie i faryzeuszom) albo wołania męczenników w Apokalipsie 6. Z pewnością złożymy to na karb mentalności Bliskiego Wschodu. A jednak w ten sposób ujawnia się obecność pewnej rzeczywistości, która nie znika, ale się wypełnia. Wymóg zdemaskowania sił wrogich Królestwu i ostatecznego zwycięstwa Bożej sprawiedliwości stanowi integralną część ekonomii Nowego Prawa.

To jeszcze nie wszystko. Widzieliśmy już, że Stary Testament nie tylko zostaje potwierdzony przez Nowy, ale także pomaga w przyjęciu owej nowości. Psalmy, a szczególnie niektóre spośród nich, jak Ps 68, 108 czy 109, zawierające części złorzeczące, odegrały decydującą rolę w zrozumieniu wydarzenia Paschy Chrystusa 7 przez pierwsze pokolenie chrześcijan. W dziejach Mesjasza umierającego pośród przekleństw ludu, który jednocześnie przeklina sam siebie, w obrazie śmierci człowieka odłączonego od Przymierza i wykluczonego ze społeczności, w zwycięstwie zmartwychwstania, które ostatecznie upokarza wroga, ewangeliści rozpoznają wypełnienie się najmocniejszych okrzyków zawartych w Psałterzu. W ten sposób, w powiązaniu z eschatologicznym sądem nad siłami zła i grzechu, teksty te nabierają wymowy profetycznej. Chrystologiczna lektura psalmów, w szczególności zaś psalmów złorzeczących, będzie czytaniem „w kluczu profetycznym”.

W tradycji

Chrześcijański sposób modlitwy psalmami idzie w ślad za ich rozumieniem profetycznym, które znajdujemy w Nowym Testamencie.

Zwyczaj chrześcijańskiej modlitwy psalmami uświęciła pobożność Kościoła Męczenników. Teksty naświetlające wydarzenie Paschy Chrystusa rzucają jednocześnie światło na zmagania rodzącego się Kościoła. Psalmy mówią o zmaganiach, które przeżywał Chrystus. Stają się uprzywilejowanym sposobem zwracania się do Niego jako do Tego, który w walce odniósł zwycięstwo. Modlić się to przedłużać Jego modlitwę, zapoczątkowaną na ziemi i kontynuowaną we wstawienniczej modlitwie świętych, której szczególnymi świadkami są męczennicy czasów Szczepana. De Christo (o Chrystusie), ad Christum (do Chrystusa), per Christum (przez pośrednictwo Chrystusa): te wymiary mieści chrześcijańska modlitwa, posługując się psalmami jako wołaniem Kościoła do Chrystusa i wołaniem Chrystusa do Ojca.

Ten sposób odczytywania Księgi Psalmów jako wołania Chrystusa i Kościoła odziedziczyli Ojcowie Kościoła oraz mnisi pustyni, następcy męczenników. Na tej prorockiej interpretacji opiera się katecheza zawarta w licznych całościowych komentarzach Psałterza, powstałych w okresie od III do V wieku. Ktokolwiek się od niej oddalał, czynił siebie heretykiem.

Istnieje jednak wiele niuansów w stosowaniu tego sposobu czytania. Można poszukiwać wypełnienia się proroctw Psałterza w wydarzeniach historycznych: wtedy nieprzyjaciółmi, o których mowa w psalmach, są heretycy lub wrogowie Kościoła. Jeśli skupimy się na moralnej sferze zmagań życia chrześcijańskiego, nieprzyjaciel znajduje się w sercu i przybiera postać licznych zakorzenionych w nim namiętności. Z punktu widzenia sprawiedliwości eschatologicznej, nieprzyjaciel, kimkolwiek by był, ponosi w tym świetle ostateczną porażkę.

Godzien odnotowania jest fakt, że ze względu na szczególną trudność interpretacyjną, złorzeczenia stają się obszarem precyzyjnie dookreślającym „osoby dramatu”, do których należy je odnieść. Intuicja pomoże odróżnić to, co odnosi się do Kościoła, do Chrystusa jako Boga lub jako człowieka, a wreszcie — gdy sobór efeski (431) wykluczy to ostatnie rozróżnienie, uznając jedność osobową w Chrystusie — do Chrystusa jako Głowy Kościoła lub do jego członków.

Pośród wszystkich komentarzy szczególną pozycję zajmują Enarrationes in Psalmos św. Augustyna. Zbiegają się tu wszystkie drogi profetycznej egzegezy psalmów, a zwłaszcza psalmów złorzeczących. Są one uporządkowane i zhierarchizowane wokół głównej osi, stanowiącej o oryginalności myśli Augustyna: jest nią nierozerwalna więź Chrystusa i Kościoła, więź Głowy i Ciała. Tak jak jego poprzednicy, Augustyn odróżnia to, co przynależy do poszczególnych podmiotów, czyni to jednak w tym celu, by natychmiast podkreślić jedność wołania wyrażanego słowami psalmu.

Klucza do takiego podejścia należy szukać w Augustynowym postrzeganiu Paschy Chrystusa. Dla niego krzyż to nie tylko miejsce wypełnienia się par excellence proroctw Psałterza. Jest on także miejscem narodzin Kościoła, miejscem, w którym proroctwa psalmów stają się modlitwą Kościoła, a dokonuje się to dzięki Chrystusowi, który wypowiadając je na krzyżu, modli się za Kościół. Centralne miejsce krzyża w życiu moralnym chrześcijanina i w historii Kościoła sprawia, że w nim łączy się cała modlitwa Kościoła. W tym właśnie sensie chrześcijanin może podejmować Chrystusową modlitwę psalmami złorzeczącymi. Wyrażają one wtedy, przy całej swojej chropowatości, wielką głębię i gwałtowność, z jaką człowiek woła o Bożą sprawiedliwość. A w ten sposób łączą się substancjalnie z modlitwą Chrystusa na krzyżu, który w tym miejscu nie cofa się przed zaślubieniem najmocniejszych ludzkich słów w imieniu Kościoła rodzącego się w Jego odkupieńczym cierpieniu i zwycięstwie. W jedności Ciała Chrystusowego Słowo, nowy Adam, i Kościół, nowa Ewa, wołają już jednym głosem. Można powiedzieć, że dzięki temu złorzeczenia Starego Przymierza w sposób proroczy stają się figurą głębi modlitwy Kościoła: Kościoła, który wciąż rodzi się z modlitwy swego Oblubieńca, Ten bowiem jednoczy się ze swoim ludem do tego stopnia, że przyjmuje za swoje jego najcięższe słowa, przemieniając je w misterium miłości. Tym sposobem Augustyn przekracza pozorną sprzeczność stojącą pomiędzy złorzeczeniami i Nowym Prawem. Odczytuje teksty złorzeczące w świetle miłości: najpierw miłości Chrystusa do Kościoła, a następnie miłości Kościoła wobec swego boskiego Oblubieńca, który zechciał przyłączyć się do swojego ludu w jego najgwałtowniejszych wołaniach, oraz wobec każdego człowieka odwołującego się do Bożej sprawiedliwości, ku któremu prowadzi go Chrystus. Trzeba być chrześcijaninem, należeć do Chrystusa i do Kościoła, aby odpowiednio modlić się złorzeczeniami.

Ze skarbca Augustynowego rozumienia modlitwy psalmami czerpie w pierwszym rzędzie tradycja monastyczna Zachodu. W Enarrationes (jakikolwiek był sposób używania psalmów, który posłużył Augustynowi za punkt wyjścia do komentarza) znajduje ona teoretyczne poparcie własnej praktyki psalmodycznej, i to na całe wieki. Wspomnijmy, że tekst ten był odczytywany podczas jutrzni Wielkiego Postu w latach świetności Cluny, zaś do niedawna używano go jako podstawowego wprowadzenia do Psałterza w nowicjatach monastycznych.

Także dla komentatorów Augustyn stanowi podstawowy autorytet. Wyjaśnienie problemu złorzeczeń da nam wyważona odpowiedź wskazująca na ich sens prorocki. Naukę Augustyna można zreasumować jako „argument profetyczny”. Sprowadza się ona do następujących słów:

Złorzeczenia nie są modlitwami (to znaczy: nie należy ich używać w sensie dosłownym jako formuły dla chrześcijańskiej modlitwy), ale proroctwami (czyli: Duch Święty doprowadza do ostatecznego zwycięstwa nad wszelkimi formami wrogości wobec Boga — i taka jest chrześcijańska treść modlitwy tymi tekstami).

Wskażmy teraz, opierając się na naszych lekturach, kilku autorów kierujących się takim rozumieniem. Jest ono czymś normalnym u Kasjodora i Bedy. Także w przekładzie interlinearnym sporządzonym przez Notkera le Bčgue dla Psałterza z Reichenau jest ono (choć dyskretnie) obecne. Św. Tomasz wymienia argument profetyczny jako pierwsze spośród rozwiązań kwestii złorzeczeń w tekście, który zwięźle zbiera całe dziedzictwo tradycji patrystycznej. Tego sposobu rozumienia nie podważają autorzy reformacji — tak właśnie Luter pojmuje na przykład Psalm 108. Kajetan stwierdza, iż można na nim oprzeć całkiem satysfakcjonujące rozwiązanie. Nad inne przedkłada je także pewien protestancki teolog z początku XVII wieku. Za własne przyjmuje je Dom Calmet, zaś Dilucidatio Cartiera, dzieło wielokrotnie wznawiane w ubiegłym stuleciu, w ogóle nie proponuje innych rozwiązań. Argument jest więc wystarczający, a rozwiązanie klasyczne. Jednak ma on pewne wstępne założenia, a mianowicie rozumienie i praktykę modlitewną, właściwe, by ująć to jak najkrócej, dla psalmodii monastycznej. Tam, gdzie takie odniesienie zawodzi, istnieje niebezpieczeństwo, że argument ten będzie się wydawał sztuczny. I tak się właśnie stało.

Obiekcje współczesności

Moc przedstawionego rozwiązania podważają rezultaty postępu myśli krytycznej i egzegetycznej. Zakwestionowanie Dawidowego autorstwa Psałterza oraz nowy sposób rozumienia rzeczywistości proroctwa i natchnienia pozbawiły argument profetyczny części jego podstaw. W literaturze duchowej nadal uważa się go za tradycyjny kierunek, ale w połowie XIX wieku we wprowadzeniach do Psałterza zaczynają się też pojawiać próby rozwiązania problemu złorzeczeń na gruncie wyłącznie biblijnym. Z drugiej zaś strony rozwój tak zwanej „duchowości subiektywnej” przyczynia się do powtórnego odkrycia doświadczenia modlitwy indywidualnej, która jest miejscem narodzin wielu psalmów. Od tego czasu traktowanie złorzeczeń jako proroctwa będzie uważane za zapomnienie o ich pierwotnym sensie, uciekanie od ich starotestamentalnej twardości. Ten rodzaj „akrobacji” dający się tolerować u Ojców, jest nie do przyjęcia dla współczesnej świadomości, wziąwszy pod uwagę ewolucję, która zaszła w pojmowaniu człowieka i historii. Tak więc — przyjmijmy raz na zawsze: właściwą dla tych tekstów brutalność należy zamknąć w kontekście Starego Testamentu, natomiast chrześcijanin kierujący się Nowym Przymierzem nie może ich traktować jako swojej modlitwy. I gdyby ktoś się sprzeciwiał, przypominając, że całe pokolenia chrześcijan jednak je śpiewały, odpowiemy mu na przykład, że postęp cywilizacyjny przyniósł lepsze rozumienie godności osoby, zaś wyjście poza teologię nazbyt skoncentrowaną na sprawiedliwości ukazało w pełnym świetle prymat miłosierdzia w dziele zbawienia.

Dążenie do dokonania wyboru z Księgi Psalmów jest rezultatem opisanych wyżej wątpliwości, harmonizujących z wrażliwością wielu osób słabo zaznajomionych ze Starym Testamentem. Zauważmy jednak, że ta tendencja napotka w trakcie obrad z czasu II Soboru Watykańskiego inny prąd, wywodzący się z odnowy studiów patrystycznych i stopniowego ponownego odkrywania egzegezy Ojców Kościoła. I właśnie wokół tych dwóch tendencji rozegra się debata na temat wyznaczenia granic podejmowanego aggiornamento w liturgii. Ostatecznie górę wezmą względy duszpasterskie, co objawi się w zrezygnowaniu w modlitwie publicznej z fragmentów złorzeczących; proces dochodzenia do tego stanu rzeczy przedstawiliśmy powyżej. Prąd „tradycyjny” jednak także odegra pewną rolę w nauczaniu zawartym we Wprowadzeniu do Liturgii Godzin, które prorocką interpretację Psałterza stawia na pierwszym miejscu.

Kontrast między tymi dwiema tendencjami, z których jedna, wrażliwa na tradycję traktuje modlitwę psalmami jako część liturgii, a druga, zwąc się bardziej biblijną, w pojmowaniu modlitwy wychodzi od poziomu subiektywności, ukazuje wyzwanie, które w niewielkim tylko stopniu zostało podjęte przez reformę liturgiczną. Chodzi o przedstawienie w języku dostosowanym do poziomu świadomości i duchowości naszych czasów wyników egzegezy, która świadomie kontynuując tradycję interpretacyjną, przyjmuje jedność następujących po sobie tekstów. W tym sensie rozwiązanie polegające na pominięciu złorzeczeń świadczy o braku stosownej katechezy, zdolnej przedstawić ich prorockie znaczenie w sposób możliwy do przyjęcia dla współczesnej świadomości.

Na poprzednich stronach staraliśmy się opowiedzieć jak, poczynając od Starego Przymierza, odczytywano modlitwy złorzeczące w sposób prorocki i na tej podstawie włączono je do Psałterza, a także jak w świetle objawienia Chrystusa zostały one przyjęte przez pokolenie apostolskie. Chrześcijanie pierwszych wieków będą kontynuowali lekturę złorzeczeń, wyrażając za ich pomocą modlitwę Kościoła pielgrzymującego przez historię pośród rozmaitych sił wrogich Królestwu. Św. Augustyn, słysząc w psalmach jednocześnie głos Chrystusa i głos Kościoła, poprowadzi modlitwę eklezjalną do jej źródła: do modlitwy Chrystusa na krzyżu. Kontemplacja w kluczu prorockim Chrystusa i Kościoła, w cierpieniu stanowiących jedno, prowadzi więc do umieszczenia in Persona Christi eklezjalnej modlitwy złorzeczeniami, czyli do zjednoczenia z osobą modlącego się Chrystusa.

Uzasadnione jest zatem stwierdzenie, że owa prorocka modlitwa, modlitwa Męczenników i Ojców, daleka jest od zerwania z pierwotnym sensem psalmów, który na nowo odkryła współczesna egzegeza, a wręcz przeciwnie, jest doskonałą kontynuacją tej interpretacji, która zadecydowała o umieszczeniu ich w Psałterzu i zgodnie z którą rozumieli je pierwsi chrześcijanie.

Proponując teraz kilka konkretnych wskazówek odnoszących się do modlitwy, pragniemy przełożyć na język dostosowany do współczesnej mentalności i modlitewnych zwyczajów przedstawioną wyżej prorocką interpretację tekstów złorzeczących.

Modlitwa złorzeczeniami dzisiaj

Powtórzmy jasno za Wstępem do Liturgii Godzin (88, nr 131): celem tekstów złorzeczących nie jest w żadnym wypadku zachęcanie chrześcijan do przeklinania kogokolwiek. Modlitwa złorzeczeniami nie oznacza złorzeczenia osobie wroga; mówi o tym cała tradycja. Jeśli kogoś się tu przeklina, to samo zło i Złego, ale nigdy brata. Jeżeli wyraża się nienawiść, to dotyczy ona wszystkich sił przeciwnych rozszerzaniu się Królestwa — we mnie, w moim bracie, w Kościele, w świecie — nie jest to jednak nienawiść do danej osoby czy grupy osób.

Przy tych założeniach możemy przystąpić do wyodrębnienia różnych stopni czy też poziomów chrześcijańskiej modlitwy złorzeczeniami. Zauważymy, że w istocie są one odzwierciedleniem etapów odczytywania ich w Kościele.

Jeśli chodzi o pierwszy poziom, warto przypomnieć rozróżnienie, tak silnie podkreślane w ostatnio powstałych pracach, na medytację psalmodyczną i modlitwę w znaczeniu dosłownym, rozumianą przede wszystkim jako dialog. Pierwsza kontempluje Boga „w trzeciej osobie”: to „On”, Ten, który działa. Druga zwraca się do Niego: „Ty”. W tym ujęciu pierwszy sposób włączenia złorzeczeń w modlitwę, do której ma prowadzić psalmodia, będzie medytacją typu sapiencjalnego.

Nie będzie to więc skupianie się na nich samych, ale umieszczenie ich w podwójnym kontekście – w kontekście całej Biblii jako przesłania Przymierza, a zarazem w kontekście naszej modlitwy jako wyrazu miłości, więzi z Bogiem. I to właśnie ten kontekst powinien rzucać światło na sposób ich odczytania, a nie odwrotnie. „Miłość cierpliwa jest, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko znosi” (1 Kor 13,7). Wersety, których nie potrafię podczas ich czytania natychmiast uczynić moimi, mogę potraktować jako etap ku doskonałemu objawieniu się miłości, mogę je przyjąć jako zwiastuna wymiaru, co do którego pokorniejsze i prawdziwsze będzie uznanie, że częściowo mi się wymyka, niż od razu stwierdzać, że jestem stanowczo „ponad”. Krok po kroku mój własny postęp w znajomości Biblii oraz światło, które przynosi rok liturgiczny, zestawiając te wersety z konkretnymi wydarzeniami historii zbawienia, doprowadzą mnie po cierpliwych ścieżkach psalmodii do nowego na nie spojrzenia. Powiedzmy też, że pomimo dużej wartości komentarzy egzegetycznych czy rozmaitych „wprowadzeń”, to przede wszystkim sama praktyka psalmodii objawi mi je naprawdę, przy mojej podwójnej uległości Kościołowi i Duchowi Świętemu, od których przecież otrzymałem je do modlitwy.

Opierając się na takim przyswojeniu tekstów „przez sympatię”, modlitwa złorzeczeniami nabierze stopniowo — i to już drugi poziom — wszystkich wymiarów chrześcijańskiej miłości, które dla lepszego zobrazowania ujmijmy za świętym Pawłem jako głębokość, wysokość, długość i szerokość.

Złorzeczenia to przede wszystkim zaproszenie do zejścia w głąb, w głębokości „ja”, które się modli. Psychoanaliza na nowo zwróciła uwagę na wszystkie siły, świadome bądź ukryte, wpływające na nasz stosunek do bliźnich i do Boga. Podkreślono pozytywną rolę złorzeczeń jako przestrzeni dla uwalniającego wyrażenia porywów nienawiści i śmierci i zintegrowania ich z chrześcijańską modlitwą. W ten sposób modlitwa, daleka od uciekania w bezkonfliktowy świat zwodniczego angelizmu, obejmuje całego człowieka, poddając go oczyszczającej sile odkupienia. Kto przyznaje w swojej modlitwie miejsce temu wymiarowi, dla tego możliwe staje się otwarcie na głębię ludzkiego serca pełnego dramatycznych sprzeczności. Otwiera się tu droga do przyjęcia historii wraz z najbardziej mrocznymi, najbardziej barbarzyńskimi momentami dziejów ludzkości, bez przymusu, ale z uznaniem naszej solidarności z Adamem — grzesznikiem i zabójcą wszystkich czasów.

Z całą pewnością w tej wędrówce w głąb nie jesteśmy sami. A nawet tylko wtedy możemy ją podjąć, kiedy poprzedza nas Chrystus. Z wysokości swego miłosierdzia Chrystus przyłącza się do człowieka, by towarzyszyć mu w zstępowaniu do głębin serca zranionego grzechem. W najniższym punkcie tej drogi możemy spotkać Jego — w Jego uniżeniu — i pozwolić, by podniósł nas wraz z sobą na wyżyny swojej boskiej chwały. Jedynie sprawiedliwe spojrzenie Chrystusa potrafi w prawdzie zdemaskować siły wrogie Królestwu — we mnie samym, w człowieku, w Kościele. Każdy chrześcijanin powołany jest do tego, by w wierze zaślubić to odkrywanie przez Chrystusa sił zła, a to oznacza wezwanie, aby w psalmach, zgodnie z całą tradycją modlącego się Kościoła, nieustannie kontemplować mękę Chrystusa i Jego krzyż — bolesny i chwalebny.

I tak w czasie, w tajemniczej długości trwania Kościoła, chrześcijanin kontempluje przedłużenie ofiary krzyżowej. Modlitwa w proroczy sposób towarzyszy wypełnianiu się Paschy Pana, pośród walk, które toczymy na poziomie życia moralnego, w powolnym postępie Królestwa. Rolą proroka jest przede wszystkim mówić w imieniu innego. Na przestrzeni swych dziejów Kościół, modląc się, nie przestaje mówić w imieniu Chrystusa. Nazywa po imieniu zło, jednocześnie świętując ostatecznie odniesione nad nim zwycięstwo. Z zuchwałością wkłada złorzeczenia w usta Chrystusa, który z wysokości swego krzyża proroczo panuje nad całą historią ludzkości. W tym pełnym gwałtowności wołaniu o sprawiedliwość i objawieniu Bożego gniewu w historii Oblubienica rozpoznaje nieodłączną część Jego eschatologicznego pragnienia, by miłość została zrealizowana w całej pełni, co okaże się w paruzji, przyjściu Pana, który jest sędzią żywych i umarłych.

I wreszcie w tej modlitwie, ożywianej przez Ducha Świętego, serce czuje się zaproszone do otwarcia się na miłość uniwersalną. W bezmiarze, w szerokościach miłości chrześcijanin uczy się w Bogu składać każdy rodzaj wrogości, każdego nieprzyjaciela, by dotrzeć do prawdziwej twarzy brata, ukrytej jeszcze pod maską wroga. „Doskonała nienawiść” obnaża wrogość, wzbudzając brata. Podobnie miłość Kościoła, świadoma swojego pośrednictwa, zbiera w sobie każde ludzkie wołanie, wszystkie modlitwy, które wskutek niedostatecznego objawienia nie mogą być wyrażone w odpowiedniejszej formie. W ustach Kościoła krzyk ten staje się modlitwą skierowaną ku swemu prawdziwemu ostatecznemu celowi.

Prorockie odczytanie zawartych w Psałterzu złorzeczeń, którym karmiła się cała interpretacyjna tradycja Kościoła, zachowuje, naszym zdaniem, swoją ważność. Należy je oczywiście dobrze zrozumieć. Nie możemy już traktować ich jako jasnych proroctw dotyczących przyszłych wydarzeń, czy to historycznych, czy eschatologicznych. Takie podejście to niewielka i zarazem faktycznie najbardziej przedawniona część egzegezy Ojców. Sedno prorockiego rozumienia Psałterza tkwi gdzie indziej: w skupieniu całego tekstu Pisma Świętego na jego głównym punkcie hermeneutycznym, którym jest krzyż Chrystusa, tajemnica miłości. Modlitwa Kościoła, rodząca się pod natchnieniem Ducha Świętego, który jest osobową miłością, polega na proroczym podjęciu Słowa Bożego w liturgii. A liturgia jest także zapowiedzią. Profetyczna modlitwa psalmami złorzeczącymi scala człowieka, jego historię, jego modlitwę. Prowadzony przez Słowo, odczytywane jako wypełnione w Synu Bożym, Kościół dzięki modlitwie dostępuje zjednoczenia (łaciński czasownik personare, od którego pochodzi słowo persona: osoba) z Chrystusem i przyczynia się do tego, że Jego modlitwa rozbrzmiewa poprzez wszystkie wieki historii. Modlić się złorzeczeniami in persona Christi to nie znaczy łagodzić ich ostrość poprzez pobożne rozważanie miłości Chrystusa. Przeciwnie, oznacza to uznanie całej ich prawdziwości razem z Chrystusem i pójście w ślad za Nim, który w Misterium Paschalnym daje im wypełnienie, a także z Kościołem przyjmującym je w swojej tajemnicy miłości i modlitwy. W takim ujęciu, zamiast jawić się jako trudność dla współczesnego człowieka, złorzeczenia winny raczej być rozpoznane jako szansa dla człowieka wszystkich czasów.

tłum. siostra Teresa od Krzyża OP

Tekst był wydrukowany w „Revue Thomiste” XCI 1991.

1 Jak w następujących wersetach: Ps 5,11; 20,9–13; 54,16; 57,7–10; 58,12–16; 108,6–15.
2 Jak w tekstach: Ps 53,7; 78,6.12; 139,12.
3 Tak jest w przypadku Ps 4,4–8; 39,15–16; 62,10–12. Ale nie: 136,7–9.
4 Jak w następujących fragmentach: Ps 34,3ab; 58,6–9; 68,23– –29; 82,15–16; 109,6; 139,10–12.
5 Mt 5,44; Łk 6,27–28.
6 Mt 11,20–24 i 23; Ap 6,10.
7 Zob. Mt 27,34 i teksty paralelne; Mt 22,41–46 i teksty paralelne; Dz 1,19–21; Łk 24,44.

Obecność złorzeczeń w Psałterzu
Xavier Perrin OSB

urodzony w 1958 r. – francuski benedyktyn, studiował najpierw literaturę francuską w Rennes, a następnie historię sztuki na Sorbonie, w zakonie studiował teologię najpierw w Solesmes, następnie we Fryburgu w Szwajcarii, a na końcu w Monachium....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze