Miejcie odwagę żyć dla miłości

Miejcie odwagę żyć dla miłości

Lednica, 4 czerwca

Dziś pragnę Wam powiedzieć: Podnieście głowy i zobaczcie cel waszej drogi. Jeśli idziecie z Chrystusem, jeśli przewodzi Wam Duch Święty, to nie może być innego celu, jak dom Ojca, który jest w Niebie. Tego celu nie można stracić z oczu. Tu już nie chodzi tylko o przyszłe tysiąclecie. Nie chodzi o ten czas, który przemija. Tu chodzi o wieczność.

Podnieście głowy. Nie lękajcie się patrzeć w wieczność. Tam czeka Ojciec, Bóg, który jest miłością. Dla tej miłości warto żyć. Miejcie odwagę żyć dla miłości. Miejcie odwagę! Niech wszelki lęk znajdzie ukojenie u Tego, do którego wołamy Abba Ojcze!

Tegoroczna pielgrzymka stanowi ziszczenie poprzednich wizyt Ojca Świętego, zwłaszcza pielgrzymek w wolnej Polsce. Przy czym ziszczenie — nie znaczy domknięcie, ale ukazanie horyzontu. Motyw przewodni tej wizyty: Osiem Błogosławieństw — to ukazanie najtrudniejszego zawołania chrześcijańskiego, to wołanie: podnieście głowy, nie dajcie się zminimalizować, spójrzcie, co jeszcze was czeka, i czego jeszcze możecie dokonać.

Maciej Zięba OP
KAI, 5.06

Gdańsk, 5 czerwca

Składam dzięki Opatrzności Bożej, że po raz siódmy mogę spotkać się z moimi rodakami jako pielgrzym i przeżyć radość odwiedzin mojej drogiej Ojczyzny. Sercem ogarniam wszystkich i każdego z osobna, całą polską ziemię, i wszystkich jej mieszkańców. Przyjmijcie ode mnie pozdrowienie miłości i pokoju. Pozdrowienie waszego rodaka, który przybywa z potrzeby serca i przynosi błogosławieństwo od Boga, który „jest miłością” (1 J 4,8. 16).

Moja pielgrzymka do Ojczyzny jest jakby przedłużeniem poprzedniej z roku 1997. Zaczynam ją u wybrzeży Bałtyku, w Gdańsku, gdzie dokonały się wielkie dzieła i doniosłe wydarzenia historii naszego Narodu.

Zwracając się ku przyszłości Kościół potwierdza równocześnie swoją tożsamość ukształtowaną w ciągu dwóch tysięcy lat przez współpracę swoich córek i synów z Duchem Świętym. Ta tożsamość nabiera szczególnego wyrazu w życiu świętych świadków tajemnicy Bożej miłości. Beatyfikacje, jakie będą miały miejsce podczas tej pielgrzymki w Warszawie i Toruniu oraz kanonizacja w Starym Sączu ukażą wielkość i piękno świętości życia i moc działania Boga w człowieku. Przybywam do was w przeddzień Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Przychodzę jako pielgrzym do synów i córek mojej Ojczyzny ze słowami wiary, nadziei i miłości. U schyłku kończącego się tysiąclecia, a zarazem na progu nowych czasów, które nadchodzą, pragnę wraz z moimi rodakami rozważyć wielką tajemnicę Bożej miłości i uwielbić Boga, który „jest miłością”.

Od początku wizyty papież stawia przed Polakami trudne wyzwanie: powołanie do doskonałości na miarę Boga.

Ewa K. Czaczkowska
„Rzeczpospolita”, 7.06

Ojciec Święty mówi: Bóg jest miłością! I to będzie bolało. Bo musi boleć, gdy uświadomimy sobie własną zdradę tej Miłości, która jest przecież, w sposób niepojęty dla ludzi, absolutna. Jest nie za coś, a nawet nie w nagrodę — ale jest właśnie dlatego, że jest — że On jest.

Tomasz Wełnicki
KAI, 5.06

Transmisję powitania Ojca Świętego w TVP1 obejrzało 8 mln 375 tys. Polaków (23%) — podał 6 czerwca Ośrodek Badania Opinii Publicznej.

Wśród widzów było 5 mln 34 tys. kobiet i 3 mln 341 tys. mężczyzn. 7 mln 358 tys. osób to widzowie powyżej 15 roku życia. Spośród wszystkich oglądających telewizję w tym czasie aż 87% osób oglądało powitanie Ojca Świętego.

Transmisja Mszy św. w Sopocie przyciągnęła przed odbiorniki TV 6 mln 98 tys. Polaków (17%). Wśród nich było 3 mln 723 tys. kobiet i 2 mln 375 tys. mężczyzn. Spośród wszystkich oglądających telewizję w tym czasie 69% osób oglądało transmisję Mszy św.

KAI, 6.06

Sopot, 5 czerwca

„Przyszło nowe”, przyszło do tej ziemi, a Wojciech miał w tym zasadniczy udział. Zasiew Jego krwi przynosi wciąż nowe duchowe owoce. Jest on tym ewangelicznym ziarnem, które wpadło w ziemię i obumarło, i przyniosło plon wieloraki. Dla tych wszystkich krajów i narodów, z którymi było związane jego posłannictwo. Dla Czech, dla Węgier, dla Polski Piastowskiej, a także dla Pomorza, Gdańska, dla ludów zamieszkujących tę ziemię. Po tysiącu lat, które dzielą nas od jego śmierci nad Bałtykiem, uświadamiamy sobie jeszcze pełniej, że ta właśnie krew męczeńska, przelana na tych ziemiach dziesięć wieków temu, przyczyniła się w zasadniczej mierze do ewangelizacji, do wiary, do nowego życia.

Dotykamy w tym miejscu tajemnicy człowieka stworzonego na podobieństwo Boga, to znaczy zdolnego do miłowania i przyjmowania daru miłości. To pierwotne powołanie człowieka zostało przez Stwórcę wpisane w ludzką naturę i sprawia, że każdy człowiek szuka miłości, choć czasem czyni to, wybierając zło grzechu, które stwarza pozory dobra. Szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może uczynić go szczęśliwym. Często jednak szuka człowiek tego szczęścia po omacku. Szuka go w przyjemnościach, dobrach materialnych i w tym, co jest ziemskie i przemijające. „Otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5). Zawsze bowiem, gdy człowiek oddala się od Boga, doznaje w konsekwencji wielkiego rozczarowania, któremu towarzyszy lęk. A jest tak dlatego, że w wyniku oddalania się od Boga człowiek zostaje sam i zaczyna odczuwać bolesną samotność, czuje się zagubiony. Lecz z tego lęku wyłania się w końcu poszukiwanie Stwórcy, gdyż nic nie potrafi zaspokoić owego głodu Boga tkwiącego w człowieku.

„Toczycie tę samą walkę, jaką u mnie widzieliście” (Flp 1,30) — dodaje Apostoł Narodów, a jest to walka z naszymi grzechami osobistymi, a zwłaszcza z grzechami przeciw miłości, które mogą przybrać niejednokrotnie niepokojące rozmiary w życiu społecznym. Człowiek nigdy nie zazna szczęścia kosztem drugiego człowieka, niszcząc jego wolność, depcząc jego godność i hołdując egoizmowi. Naszym szczęściem jest człowiek dany nam i zadany przez Boga, a przez niego tym szczęściem jest sam Bóg [przez człowieka]. Każdy bowiem „kto miłuje narodził się z Boga i zna Boga, bo Bóg jest miłością” (por. 1 J 4,7–8).

„Solidarność” otworzyła bramy wolności w krajach zniewolonych systemem totalitarnym, zburzyła mur berliński i przyczyniła się do zjednoczenia Europy rozdzielonej od czasów drugiej wojny światowej [na dwa bloki]. Nie wolno nam tego nigdy zatrzeć w naszej pamięci. To wydarzenie należy do naszego dziedzictwa narodowego. Słyszałem wtedy w Gdańsku od was: „nie ma wolności bez solidarności”. Dzisiaj trzeba powiedzieć: „nie ma solidarności bez miłości”. Więcej, nie ma szczęścia, nie ma przyszłości człowieka i narodu bez miłości, tej miłości, która przebacza, choć nie zapomina, jest wrażliwa na niedolę innych, nie szuka swego, ale pragnie dobra dla drugich; miłości, która służy, zapomina o sobie i gotowa jest do wspaniałomyślnego dawania. Jesteśmy zatem wezwani do budowania przyszłości opartej na miłości Boga i bliźniego. Do budowania „cywilizacji miłości”. Dzisiaj potrzeba światu i Polsce ludzi mocnych sercem, którzy w pokorze służą i miłują, błogosławią, a nie złorzeczą i błogosławieństwem ziemię zdobywają. Przyszłości nie da się zbudować bez odniesienia do źródła wszelkiej miłości, jakim jest Bóg, który „tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

(Papież) zwraca uwagę, że najważniejszym problemem po dziesięciu latach życia w wolnej Polsce jest konieczność odbudowy solidarności społecznej. Jest to jednak przede wszystkim solidarność z ubogimi, a nie solidarność ubogich przeciwko władzy.

Paweł Śpiewak
„Wprost”, 20.06

Papieskie zawołanie z hipodromu (…) przypomniało mi wezwanie Jana Pawła II sprzed dwóch lat we Wrocławiu, iż dzisiaj nie wystarcza tolerancja, ani nawet akceptacja, potrzebne jest współdziałanie — solidarne współdziałanie wszystkich grup społecznych. Nawet skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Takie współdziałanie jest trudne bez uznania własnych słabości, własnych błędów.

Leon Knabit OSB
„Tygodnik Powszechny”, 13.06

Pelplin, 6 czerwca

Dom zbudowany na skale. Budowla życia. Jak ją wznosić, aby nie runęła pod naporem żywiołów tego świata? Jak budować ten dom, aby z „przybytku doczesnego zamieszkania” stał się „mieszkaniem od Boga, domem nie ręką ludzką uczynionym, lecz wiecznie trwałym w niebie” [jak pisze św. Paweł do Koryntian]? Dziś słyszymy odpowiedź na te zasadnicze pytania wiary: u podstaw chrześcijańskiego budowania leży słuchanie i wypełnianie słowa Chrystusa. A mówiąc „słowo Chrystusa”, mamy na myśli nie tylko Jego nauczanie, przypowieści i obietnice, ale również Jego czyny, znaki i cuda. Nade wszystko zaś Jego śmierć, zmartwychwstanie [śmierć, krzyż, zmartwychwstanie] i zesłanie Ducha Świętego. Więcej jeszcze: mamy na myśli samego Syna Bożego, odwieczne Słowo Ojca, w tajemnicy Wcielenia.

„Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”.

Jeżeli na progu trzeciego tysiąclecia pytamy o kształt czasów, które nadchodzą, to równocześnie nie możemy uniknąć pytania o fundament, jaki kładziemy pod tę budowlę, jaką podejmą następne pokolenia. Trzeba, aby nasze pokolenie było roztropnym budowniczym przyszłości. A roztropny budowniczy to ten, który słucha słów Chrystusa i wypełnia je.

Dziś na nas spoczywa odpowiedzialność za to, aby zostały przekazane przyszłym pokoleniom nie jako martwa litera, ale jako żywe źródło poznania prawdy o Bogu i o człowieku — źródło prawdziwej mądrości. (…) Dziś z tą samą nadzieją proszę was: wchodźcie w nowe tysiąclecie z księgą Ewangelii! Niech nie zabraknie jej w żadnym polskim domu! Czytajcie i medytujcie! Pozwólcie, by Chrystus mówił! „Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: «Nie zatwardzajcie serc waszych…».” (Ps 95[94],7–8)

Mówię o tym dlatego, że istnieje pokusa, aby interpretować Pismo Święte w oderwaniu od wielowiekowej Tradycji wiary Kościoła, stosując klucze właściwe dla współczesnej literatury czy publicystyki. Rodzi to niebezpieczeństwo uproszczeń, zafałszowania objawionej prawdy, a nawet naginania jej do potrzeb z góry przyjętej, indywidualnej filozofii życia czy też ideologii.

Nie chodzi, mówił Papież, o interpretację Biblii, jaką może dać współczesna kultura, ale o interpretację wszczepioną w Tradycję Kościoła. Papież otwiera się na każdego człowieka, ale zarazem jest świadomy swej chrześcijańskiej tożsamości. Sam mówił przecież niegdyś: dla was jestem Papieżem, z wami chrześcijaninem. Nie można szukać takiej atrakcyjności orędzia ewangelicznego, które byłoby oderwane od początków chrześcijańskiej tożsamości. By być kimś, trzeba być sobą.

ks. Waldemar Chrostowski
KAI, 6.06

Ojciec Święty ciągle przypomina, co to jest tradycja w Kościele. To jest żywa wiara, która w różnych czasach próbuje znaleźć trochę inny wyraz, a stróżem poprawności tego wyrazu jest Kościół.

bp Bronisław Dembowski
„Życie”, 7.06

Elbląg, 6 czerwca

Chrystus, który nas miłuje, ukazuje nam swe Serce jako źródło życia i świętości, jako źródło naszego odkupienia. (…)

Jezus jest źródłem; z Niego bierze początek życie Boże w człowieku. Trzeba tylko przybliżyć się do Niego, trwać w Nim, by mieć [udział w tym życiu]. A czymże jest to życie, jak nie początkiem świętości człowieka! Świętości, która jest w Bogu i którą człowiek może osiągnąć przy pomocy łaski. Wszyscy pragniemy pić z Boskiego Serca, które jest źródłem życia i świętości.

Nie zostaliśmy tylko wezwani do kontemplowania tajemnicy miłości Chrystusa, ale do uczestniczenia w niej. Chrystus mówi: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15). Stawia w ten sposób przed nami ogromne wezwanie, a zarazem warunek: chcesz Mnie miłować, zachowuj moje nakazy, przestrzegaj świętego prawa Bożego, chodź ścieżkami, które [Bóg ci wskazuje, które Ja ci wskazałem przykładem Mojego życia].

Licheń, 7 czerwca

Jako pielgrzym staję dzisiaj w Licheńskim Sanktuarium i pozdrawiam Maryję słowami świętej Elżbiety: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła”. Z zapisu Łukasza ewangelisty dowiadujemy się, że dom Elżbiety napełnił się radością. Dzięki światłu udzielonemu z wysoka pojmuje ona wielkość Maryi, która jest „pełna łaski”, a przez to „błogosławiona między niewiastami” (Łk 1,28), gdyż nosi w swoim łonie Jezusa — Zbawiciela świata. Ta scena nawiedzenia staje się nam w szczególny sposób bliska tu, w tym miejscu, które Maryja bardzo umiłowała. Każde sanktuarium jest bowiem w jakimś sensie domem Elżbiety, który nawiedza Matka Syna Bożego, by być blisko swego umiłowanego ludu. (…) Patrzę z podziwem na tę ogromną budowlę, która [w swoim rozmachu architektonicznym] jest wyrazem wiary i miłości do Maryi i Jej Syna.

Dzisiejszy poranek w Licheniu stanowi jednak lekcję pokory. Oczywiście z czysto estetycznego punktu widzenia nie sposób obronić ani tutejszej „Golgoty” i „dróżek”, ani budującej się świątyni. Biskup Dembowski (na terenie jego diecezji leży sanktuarium) mówi wprost: „choć samo sanktuarium jest pewnym dziwem, jako fundacja ludzi ubogich odzwierciedla poczucie godności tych ludzi. Oni czują się dowartościowani, mogąc wystawić tak okazałą świątynię.” (…) Chodzi jednak o coś więcej niż pieniądze — właśnie o ludzką energię, nadzieję i modlitwę, którą widać tu w niezwykłym skondensowaniu. I o przemiany jakie się tu dokonują: nawrócenia, spowiedzi po wielu latach przerwy (…) czy choćby decyzje o rzuceniu nałogów.

Michał Okoński
„Tygodnik Powszechny”, 20.06

Bydgoszcz, 7 czerwca

„Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was (…) z mego powodu” (Mt 5,11).

Chrystus nie obiecuje łatwego życia tym, którzy Go naśladują. Zapowiada raczej, że idąc za Ewangelią, będą musieli stać się znakiem sprzeciwu. Jeżeli On sam cierpiał prześladowanie, to stanie się ono udziałem również Jego uczniów: „Miejcie się na baczności przed ludźmi! — zapowiada. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować” (Mt 10,17).

Jako chrześcijanie jesteśmy więc wezwani do dawania świadectwa Chrystusowi. Niekiedy wymaga to od człowieka wielkiej ofiary, którą trzeba składać codziennie, a czasem jest tak, że przez całe życie. To niezłomne trwanie przy Chrystusie i Jego Ewangelii, owa gotowość ponoszenia „cierpień dla sprawiedliwości” jest niejednokrotnie aktem heroizmu i może przybrać formy prawdziwego męczeństwa, dokonującego się w życiu człowieka każdego dnia i każdej chwili, kropla po kropli, aż do całkowitego „wykonało się”.

Człowiek wierzący „cierpi dla sprawiedliwości”, gdy w zamian za swoją wierność Bogu doświadcza upokorzeń, obrzucany jest obelgami, wyśmiewany w swoim środowisku, doznaje niezrozumienia nieraz nawet od najbliższych. Gdy naraża się na sprzeciw, niepopularność i inne przykre konsekwencje. Zawsze jednak gotowy do złożenia każdej ofiary, bo „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5,29). Obok męczeństwa publicznego, które dokonuje się zewnętrznie, na oczach wielu, jakże często ma miejsce męczeństwo ukryte w tajnikach ludzkiego wnętrza; męczeństwo ciała i męczeństwo ducha. Męczeństwo naszego powołania i posłannictwa. Męczeństwo walki z sobą i przezwyciężania samego siebie.

Męczeństwo jest [zawsze wielką i radykalną] próbą dla człowieka. Najwyższą próbą człowieczeństwa, próbą godności człowieka w obliczu samego Boga. Tak, to jest wielka próba człowieka rozgrywająca się na oczach samego Boga, ale i zapominającego o Bogu świata. W tej próbie człowiek odnosi zwycięstwo, wsparty Jego mocą i staje się wymownym świadkiem tej mocy.

Czyż nie stoi przed taką próbą matka, która podejmuje decyzję, by złożyć z siebie ofiarę, by ratować życie swego dziecka? Jak wiele było i jest takich bohaterskich matek w naszym społeczeństwie. Dziękujemy im za przykład miłości, która nie cofa się przed największą ofiarą. Czyż nie stoi przed taką próbą człowiek wierzący, który broni prawa do wolności religijnej i wolności sumienia? Myślę tu o tych wszystkich braciach i siostrach, którzy w czasie prześladowań Kościoła dawali świadectwo wierności Bogu. Wystarczy przypomnieć niedawną historię Polski [i innych krajów oraz prześladowań] i trudności, jakim poddawany był wówczas Kościół w Polsce i wierzący w Boga. Była to wielka próba sumień ludzkich, prawdziwe męczeństwo wiary, która domagała się wyznania przed ludźmi. Był to czas doświadczenia niejednokrotnie bardzo bolesnego. [I dlatego za szczególną powinność naszego pokolenia w Kościele uważam zebranie wszystkich świadectw o tych, którzy dali życie za Chrystusa. Nasz wiek, nasze stulecie ma swe szczególne martyrologium jeszcze nie w pełni spisane. Trzeba go zbadać, trzeba go stwierdzić, trzeba go spisać. Tak jak spisały martyrologia pierwsze wieki Kościoła, i to jest do dzisiaj naszą siłą, tamto świadectwo męczenników pierwszych stuleci. Proszę wszystkie Episkopaty, ażeby do tej sprawy przywiązały należytą uwagę. Nasz wiek, wiek XX, ma swoją wielką martyrologię w wielu krajach, w wielu rejonach ziemi. Trzeba ażebyśmy przechodząc do trzeciego tysiąclecia spełnili obowiązek, powinność wobec tych, którzy dali wielkie świadectwo Chrystusowi w naszym stuleciu.]

Uderza głębokie przekonanie Papieża, że chrześcijanie nie muszą się obawiać współczesnych wyzwań, o ile tylko będą gotowi bolesne doświadczenia uczynić okazją do dawania świadectwa, tak jak ks. Popiełuszko.

bp Tadeusz Pieronek
„Gazeta Wyborcza”, 8.06

Ojciec Święty mówił, że spisanie żywotów pierwszych męczenników było przez wieki wielką siłą chrześcijaństwa. Analogicznie może się stać z cierpieniami męczenników XX wieku. Zarazem zadadzą one kłam tym, którzy chrześcijaństwo chcą obciążać za nieszczęścia i zbrodnie, jak i tym, którzy w chrześcijaństwie widzą upadającą potęgę.

Grzegorz Górny
„Życie”, 18.06

Ojciec Święty, podkreślając tak różne przykłady męczeństwa, wyraźnie boi się o pamięć historyczną Polaków.

Maciej Zięba OP
wywiad dla Radia „Plus”, 7.06

Dzisiaj potrzeba nam cierpliwości w znoszeniu cierpienia, choroby, poszanowania dla godności. Tego właśnie uczą dzisiaj szczególni świadkowie wiary, ludzie wyniesieni na ołtarze jako męczennicy.

kard. Christoph Schönborn
KAI, 7.06

Toruń, 7 czerwca

Uniwersytet

Prawda o Bożej miłości rzuca światło również na nasze poszukiwanie prawdy, na pracę nad rozwojem nauki, nad całą naszą kulturą. Nasze poszukiwania i nasza praca potrzebują idei wiodącej, fundamentalnej wartości, która by nadała sens i połączyła w jeden nurt badania uczonych, refleksje historyków, twórczość artystów i rozwijające się w zawrotnym tempie odkrycia techników. Czy istnieje jakaś inna idea, inna wartość lub inne światło, które byłoby w stanie nadać sens wielorakim poszukiwaniom i działaniom ludzi nauki i kultury, nie ograniczając równocześnie ich twórczej wolności? Otóż miłość jest tą siłą, która nie narzuca się człowiekowi od zewnątrz, lecz rodzi się w jego wnętrzu, w jego sercu, jako jego najbardziej wewnętrzna własność. Idzie tylko o to, by człowiek pozwolił się jej narodzić i by umiał nasycić nią swoją wrażliwość, swoje myślenie w laboratorium, w sali seminaryjnej i wykładowej, a także przy warsztacie [wielorakiej sztuki].

Ludziom nauki oraz ludziom kultury powierzona została szczególna odpowiedzialność za prawdę — dążenie do niej, jej obrona i życie według niej. Znamy dobrze trudności związane z ludzkim poszukiwaniem prawdy, z których dzisiaj na czoło wysuwają się: sceptycyzm, agnostycyzm, relatywizm i nihilizm. Dzisiaj nierzadko usiłuje się nam wmówić, iż skończył się bezpowrotnie czas pewności poznania prawdy oraz że jesteśmy nieodwołalnie skazani na totalny brak sensu, na prowizoryczność poznania, ciągłą zmienność i względność. W tej sytuacji jawi się nagląca konieczność potwierdzenia podstawowego zaufania do ludzkiego rozumu i jego zdolności do poznania prawdy — także tej absolutnej i ostatecznej. Człowiek jest zdolny do wypracowania sobie jednolitej i organicznej koncepcji poznania.

Poszukiwanie prawdy dokonuje się nie tylko w indywidualnym zmaganiu w bibliotece czy w laboratorium, ale ma także wymiar wspólnotowy. „Człowiek udoskonala się bowiem nie tylko przez zdobywanie abstrakcyjnej wiedzy o prawdzie, ale także przez żywą relację z drugim człowiekiem, która wyraża się przez dar z siebie i przez wierność. W tej wierności, która uzdalnia do złożenia siebie w darze, człowiek znajduje pełnię pewności i bezpieczeństwa. Zarazem jednak poznanie oparte na wierze, którego podstawą jest zaufanie między osobami, nie jest pozbawione odniesienia do prawdy: wierząc, człowiek zawierza prawdzie, którą ukazuje mu druga osoba” (Fides et ratio, 32). Jest to z pewnością doświadczenie bliskie każdemu z was tu obecnych. Do prawdy dochodzi się także dzięki innym, w dialogu z innymi i dla innych. Poszukiwanie prawdy i dzielenie się nią z innymi jest ważną posługą społeczną, do jakiej w szczególny sposób są wezwani ludzie nauki.

Postęp ten jest zarazem źródłem fascynacji jak i lęku. Człowiek coraz częściej lęka się wytworów własnego rozumu i własnej wolności. Czuje się zagrożony. Dlatego tak ważne jest dzisiaj przypomnienie sobie tej podstawowej prawdy, że świat jest darem Boga Stwórcy, który jest Miłością, a człowiek–stworzenie jest powołany do tego, aby był roztropnym i odpowiedzialnym gospodarzem w świecie natury, a nie jego bezmyślnym niszczycielem. Trzeba sobie ciągle na nowo przypominać, iż rozum jest darem Boga [św. Tomasz powiedział: największym darem Boga jest rozum], znakiem Bożego podobieństwa, jakie każdy człowiek w sobie nosi. Dlatego tak ważna jest ciągła pamięć o tym, iż autentyczna wolność badań naukowych nie może abstrahować od kryterium prawdy i dobra. Troska o sumienie moralne i o poczucie odpowiedzialności za człowieka ze strony ludzi nauki urastają dziś do rangi podstawowych imperatywów. To właśnie na tym poziomie decydują się zarówno losy nauki współczesnej, jak i w pewnym sensie losy całej ludzkości. Trzeba pamiętać wreszcie o potrzebie nieustającej wdzięczności za ten dar, jakim dla człowieka jest drugi człowiek — ten, dzięki któremu, z którym i dla którego włącza się w wielką przygodę poszukiwania prawdy.

Wsparcie wiary rozumem jest wyjątkowo ważne, gdyż w świecie silne są dzisiaj tendencje do irracjonalizmu, czego przejawem jest chociażby rozwój sekt. (…) Nauka daje człowiekowi moc. Bez nauki niemożliwy jest jakikolwiek postęp, ważne jest jednak, by właściwie tę naukę wykorzystać, by nie obracała się przeciw człowiekowi.

prof. Zygmunt Kubiak
KAI, 15.06

Papież przypomniał w Toruniu parę rzeczy nie nowych, ale fundamentalnych. Między powołaniem Kościoła i powołaniem istnieje więź, bo — jak to ujął — Kościół jest w swej istocie „diakonią prawdy.” A diakonia we wczesnym chrześcijaństwie to było rozdawnictwo: rozdawnictwo dóbr najbardziej ludziom potrzebnych (…). Ale najważniejsze z nich są dobra duchowe, a nade wszystko prawda. (…) Prawda jest wartością samoistną, ale nie jedyną.

prof. Bogusław Wolniewicz
„Życie”, 16.06

Są dwa punkty, które wyznaczyły strukturę przemówienia Ojca Świętego. Oba można sprowadzić do poziomu banału, ale jak się im bliżej przyjrzeć, zawierają szczególny dynamizm i niełatwe dla nas wyzwanie. Pierwszy: skoro człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga, który jest miłością, nie może odnaleźć siebie inaczej niż poprzez miłość, to wszelkie działania (także działalność naukowa) znajdują swój sens ostateczny w perspektywie miłości. Drugi: należy wiarę przybliżyć do rozumu, a rozum do wiary.

ks. prof. Andrzej Szostek
„Tygodnik Powszechny”, 20.06

Nabożeństwo czerwcowe

„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,9). (…) Chrystus wie, że największym szczęściem [człowieka] jest takie zjednoczenie z Bogiem, które czyni człowieka synem Bożym. Pośród różnych dróg prowadzących do pełni szczęścia, wskazuje i tę, która prowadzi poprzez czynienie pokoju i dzielenie się nim z innymi. Ludzie pokoju godni są imienia synów Bożych. Jezus takich ludzi nazywa szczęśliwymi.

Drodzy Bracia i Siostry, bez wewnętrznej odnowy i bez pokonania zła i grzechu w sercu, a zwłaszcza bez miłości człowiek nie zdobędzie wewnętrznego pokoju. Pokój może przetrwać tylko wówczas, gdy jest zakorzeniony w wyższych wartościach, oparty na normach moralnych i otwarty na Boga. Nie może się natomiast ostać, jeśli został wzniesiony na grząskim gruncie religijnej obojętności i płytkiego pragmatyzmu. Rodzi się on w sercu ludzkim i w życiu społeczeństwa z ładu moralnego, porządku etycznego, zachowania Bożych przykazań.

„To wielka łaska od Boga, że doczekałam tej chwili jako jedyna z sześciorga rodzeństwa” — mówiła wzruszona do łez najmłodsza siostra ks. Frelichowskiego. Dodała, że o beatyfikacji brata zamęczonego w 1945 r. przez nazistów w Dachau rozmawiała swego czasu z Prymasem Tysiąclecia, kard. Stefanem Wyszyńskim. „Prymas powiedział mi wtedy, że pewnie niedługo doczekamy się jego beatyfikacji. A ja sobie pomyślałam: co też ten kardynał mówi. Przecież proces beatyfikacyjny tak długo trwa” — wspomina 73–letnia pani Jaczkowska. W uroczystościach beatyfikacyjnych wziął też udział 80–letni Stanisław Bieńka. „Pracowałem w obozowej kostnicy. Kiedy Stefan umarł, pomyślałem, żeby zabezpieczyć cząsteczki jego palców, bo byłem przekonany, że to święty człowiek i że to są przyszłe relikwie. (…) Jedną cząstkę kości ukryłem w odlewie gipsowym maski, a drugą zabezpieczyłem w kawałku gipsu i zakopałem to na obozowej plantacji, gdzie sadziliśmy kapustę i ziemniaki” — wspomina Bieńka, który rozmawiał z ks. Frelichowskim na kilka godzin przed jego śmiercią. „Ty wrócisz, a Bóg chce inaczej w stosunku do mnie. To były jego ostatnie słowa”.

KAI, 7.06

Ełk, 8 czerwca

Już na progu swego domu składa Zacheusz takie oświadczenie: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” (Łk 19,8). Na przykładzie Zacheusza widzimy, jak Chrystus rozjaśnia mroki ludzkiego sumienia. W Jego świetle poszerzają się horyzonty ludzkiej egzystencji, zaczyna się dostrzegać świat ludzi i ich potrzeby. Rodzi się poczucie więzi z drugim człowiekiem, świadomość społecznego wymiaru człowieka i w konsekwencji poczucie sprawiedliwości. „Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda”, poucza święty Paweł (Ef 5,9). Zwrot ku drugiemu człowiekowi, ku bliźnim, stanowi jeden z głównych owoców szczerego nawrócenia. Człowiek wychodzi ze swojego egoistycznego „bycia dla siebie” i zwraca się ku innym, czuje potrzebę „bycia dla innych”, bycia dla współbraci. Takie rozszerzenie serca w spotkaniu z Chrystusem daje rękojmię zbawienia, jak to ukazuje dalsza część rozmowy z Zacheuszem: „Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu (…). Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło»” (Łk 19,9–10).

Tak jak niegdyś przed Zacheuszem, tak i w tej chwili staje Chrystus przed człowiekiem naszego wieku. Każdemu z osobna zdaje się przedkładać swoją propozycję: „dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19,5).

Drodzy Bracia i Siostry, ważne jest to „dziś”. To „dziś” oznacza bowiem przynaglenie. Są sprawy w życiu tak doniosłe i tak pilne, że nie cierpią zwłoki i nie wolno ich odkładać na jutro. One muszą być podjęte już dziś. Woła Psalmista: „Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: «Nie zatwardzajcie serc waszych»” (Ps 95,7–8). „Krzyk biednych” (Hi 34,28) całego świata podnosi się nieustannie z tej ziemi i dociera do Boga. Jest to krzyk dzieci, kobiet, starców, uchodźców, skrzywdzonych, ofiar wojen, bezrobotnych. Biedni są także wśród nas: ludzie bezdomni, żebracy, ludzie głodni, wzgardzeni, zapomniani przez najbliższych i przez społeczeństwo, poniżeni i upokorzeni, ofiary różnych nałogów. Wielu z nich próbuje nawet ukryć swoją ludzką biedę, ale trzeba umieć ich dostrzec. Są także ludzie cierpiący w szpitalach, dzieci osierocone albo opuszczone przez rodziców, czy młodzież przeżywająca trudności i problemy swego wieku.

Chrystusowe „dziś” winno więc zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. „Krzyk i wołanie biednych” domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wezwani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych miejscach bowiem cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności.

Nie zatwardzajmy serc, gdy słyszymy „krzyk biednych”. Starajmy się usłyszeć to wołanie. Starajmy się tak postępować i tak żyć, by nikomu w naszej Ojczyźnie nie brakło dachu nad głową i chleba na stole, by nikt nie czuł się samotny, pozostawiony bez opieki. Z tym apelem zwracam się do wszystkich moich rodaków.

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3).

Spotkanie Zacheusza z Jezusem ukazuje, że również człowiek bogaty może stać się uczestnikiem Chrystusowego błogosławieństwa dla ubogich duchem.

Ten jest ubogi duchem, kto gotów ze swego bogactwa szczodrze świadczyć potrzebującym. Widać wówczas, że nie jest przywiązany do tych bogactw. Widać, że dobrze rozumie ich zasadniczą celowość. Dobra materialne są bowiem po to, ażeby służyć drugim, zwłaszcza będącym w potrzebie. Kościół godzi się na osobiste posiadanie tych dóbr, o ile są używane dla takiego celu.

„Błogosławieni ubodzy w duchu”. Jest to wołanie Chrystusa, które dzisiaj winien usłyszeć każdy chrześcijanin, każdy człowiek wierzący. Bardzo potrzeba ludzi ubogich duchem, czyli otwartych na przyjęcie prawdy i łaski, na wielkie sprawy Boże; ludzi o wielkim sercu, którzy nie zachwycili się blaskami bogactw tego świata i nie pozwalają, aby one zawładnęły ich sercami. Oni są prawdziwie mocni, bo napełnieni bogactwem łaski Bożej. Żyją w świadomości, że są obdarowywani przez Boga nieustannie i bez końca.

Oto ludzie ubodzy w duchu, sami nie posiadając srebra ani złota, dzięki Chrystusowi mają moc większą niż ta, którą mogą dać wszystkie bogactwa świata. Zaprawdę, szczęśliwi są ci ludzie i błogosławieni, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Rzecznik Watykanu stwierdził, że pielgrzymka ta ma duże znaczenie w zakresie misji jaką Kościół ma do wypełnienia na Wschodzie. Przypomniał, że Jan Paweł II już od wielu lat wzywa, aby Europa mogła oddychać swymi dwoma płucami: wschodnim i zachodnim, i to wciąż jest jego wielką troską. Jeżeli więc Ojciec Święty znalazł się na wschodnim krańcu Polski, to jest całkowicie naturalne, że stara się zwrócić szczególną uwagę na wymiar budowania jedności między Wschodem a Zachodem — twierdzi Navarro–Valls. Podkreślił on także znaczenie wspólnej historii Polski i Litwy oraz części ziem ruskich, gdyż przed wiekami stanowiło ono ważny element jedności europejskiej.

KAI, 8.06

Papież jest niezwykle podziwiany i kochany przez wszystkich Litwinów. Wierzę, że ten rodzaj uwagi, jaką przykłada do narodu litewskiego, rzeczywiście płynie z serca. (…) Pomimo tego, że czasem jest słaby, wychodzi do ludzi i jest dla nich żywą religią. To jest to, co robi wrażenie i sprawia, że ludzie zaczynają wierzyć.

Valdas Adamkus
KAI, 8.06

 Dzień odpoczynku

Wolny dzień pielgrzymki papież Jan Paweł II rozpoczął od złożenia prywatnej wizyty prostym rolnikom — rodzinie Bożeny i Stanisława Milewskich ze wsi Leszczewo, położonej 8 kilometrów od klasztoru wigierskiego. Przez ponad 15 minut rozmawiał z nimi o problemach rolnictwa na tych terenach, wyrażając swą solidarność z mieszkańcami wsi. (…) Od kilkunastu lat codziennie modlą się za Papieża. W 1987 r., Stanisław Milewski we własnym ogródku tuż przez domem zbudował kapliczkę w kształcie groty z Lourdes wraz z figurą Maryi, która objawiła się w tym sanktuarium. Zapytany co nim wówczas kierowało, odpowiedział z prostotą: „Widziałem jak te kamienie bezładnie walają się po polu, to postanowiłem poskładać je na chwałę Bożą”.

KAI, 9.06

Wizyta u rodziny Milewskich jest wyrazem solidarności Jana Pawła II z całą grupą społeczną w trudnym momencie transformacji gospodarczej.

Joaquin Navarro–Valls
KAI, 9.06

Wizytą nie rozstrzygnął żadnego problemu tej konkretnej rodziny, ale okazując jej zainteresowanie, okazał solidarność i miłość, której chce nas nauczyć. A za jej pośrednictwem i innym rodzinom, które są w potrzebie.

Ewa K. Czaczkowska
„Rzeczpospolita”, 10.06

Siedlce, 10 czerwca

„Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno” (J 17,11).

Te słowa wypowiedział Chrystus w przededniu swojej męki i śmierci. Są one poniekąd Jego testamentem. Od dwóch tysięcy lat Kościół idzie przez dzieje z tym testamentem, z tą modlitwą o jedność. Są jednak pewne okresy dziejów, w których ta modlitwa staje się szczególnie aktualna. Żyjemy w takim właśnie okresie. O ile pierwsze tysiąclecie dziejów Kościoła zasadniczo naznaczone było jednością, to od początku drugiego tysiąclecia przyszły podziały — naprzód na Wschodzie, później na Zachodzie. Od prawie dziesięciu wieków chrześcijaństwo żyje podzielone.

Męczennicy z Pratulina bronili Kościoła, który jest winnicą Pana. Oni tej winnicy pozostali wierni aż do końca i nie ulegli naciskom ówczesnego świata, który ich za to znienawidził.

Tak jak Chrystus, który za nich w ofierze [oddał samego siebie], by byli uświęceni w prawdzie — tak też oni za wierność prawdzie Chrystusowej i w obronie jedności Kościoła złożyli swoje życie. Ci prości ludzie, ojcowie rodzin, w krytycznym momencie woleli ponieść śmierć, aniżeli ulec naciskom niezgodnym z ich sumieniem.

[Dziękujemy, dziękujemy im za to niezwykłe świadectwo], które winno stać się dziedzictwem całego Kościoła w Polsce na zbliżające się trzecie tysiąclecie. Oni dali swój wielki wkład w budowę jedności. Chrystusowe wołanie do Boga Ojca „zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno” wypełnili do końca poprzez wielkoduszną ofiarę z własnego życia. Swoją śmiercią potwierdzili oddanie Chrystusowi w Kościele katolickim tradycji wschodniej.

Dzisiaj może bardziej niż w innym czasie trzeba autentycznego świadectwa wiary ukazanego życiem świeckich uczniów Chrystusa — niewiast i mężczyzn, młodych i starszych. Potrzeba zdecydowanego świadectwa wierności Kościołowi i odpowiedzialności za Kościół, który przez dwadzieścia wieków niesie wszystkim ludom i narodom zbawienie i głosi niezmienną naukę Ewangelii. Ludzkość stoi w obliczu rozmaitych trudności, problemów i gwałtownych zmian, przeżywa niejednokrotnie dramatyczne wstrząsy i rozdarcia. W tym świecie wielu ludzi, zwłaszcza młodych, doświadcza zagubienia i zranienia, niektórzy padają ofiarą sekt i religijnych wypaczeń czy też manipulowania prawdą. Inni ulegają różnym formom zniewolenia. Upowszechniają się postawy egoizmu, niesprawiedliwości i braku wrażliwości na potrzeby innych ludzi.

Wobec tych i wielu innych wyzwań współczesności staje Kościół. Chce skutecznie nieść ludziom pomoc i dlatego potrzebuje zaangażowania wiernych świeckich, którzy pod kierunkiem swoich pasterzy będą czynnie uczestniczyć w Jego zbawczej misji.

Nowa ewangelizacja potrzebuje prawdziwych świadków wiary. Ludzi zakorzenionych w krzyżu Chrystusa i gotowych dla niego ponosić ofiary. Prawdziwe bowiem świadectwo o życiodajnej mocy krzyża daje ten, kto w jego imię pokonuje w sobie grzech, egoizm i wszelkie zło, i pragnie naśladować miłość Chrystusa do końca.

Trzeba, aby tak jak w przeszłości, krzyż był nadal obecny w naszym życiu jako wyraźny drogowskaz w działaniu i światło rozjaśniające całe nasze życie. Niech krzyż, który swoimi ramionami łączy niebo z ziemią i ludzi między sobą, rozrasta się na naszej ziemi w wielkie drzewo przynoszące owoce zbawienia. Niech rodzi nowych i odważnych głosicieli [i wyznawców kochających Kościół] i za niego odpowiedzialnych, prawdziwych heroldów wiary, nowych ludzi plemię, które rozpali pochodnię wiary i wniesie ją płonącą w progi trzeciego tysiąclecia.

Usłyszeliśmy, jak wielką wartością jest pokój — ten między narodami i ten między ludźmi — ale usłyszeliśmy też, jak wielki sens ma gotowość do męczeństwa. Świat, do którego zmierzamy, nie będzie wolny od zła: od wojen i nienawiści, od biedy i poniżenia. By mieć odwagę zapobiegać tym zagrożeniom, trzeba znać wartość pokoju i dialogu, ale też trzeba pielęgnować odwagę aż po zdolność do ofiary.

Adam Michnik
„Gazeta Wyborcza”, 19–20.06

Drohiczyn, 10 czerwca

Droga Kościoła nie jest drogą łatwą. „Możemy przyrównać ją do krzyżowej drogi Chrystusa. Nie trwa ona jednak kilka godzin, trwa wieki” — napisał teolog prawosławny Paweł Evdokimov. Tam, gdzie wzmagają się podziały pośród uczniów Chrystusa, ranione jest Jego Mistyczne Ciało. Pojawiają się kolejne „stacje bolesne” na dziejowej drodze Kościoła. A przecież Chrystus założył jeden jedyny Kościół i pragnie, aby takim był zawsze. Musimy więc wszyscy, stojąc u bram nowego okresu dziejów, uczynić rachunek sumienia z odpowiedzialności za istniejące podziały. Musimy przyznać się do popełnionych win i wybaczyć je sobie nawzajem. Otrzymaliśmy wszakże nowe przykazanie, przykazanie miłości wzajemnej, które ma swe źródło w miłości Chrystusa. (…)

Miłość powinna nakłaniać nas do wspólnego przemyślenia przeszłości, by zdecydowanie i odważnie iść drogą ku jedności.

Miłość jest jedyną siłą, która otwiera serca na słowa Jezusa i na łaskę Odkupienia. Jest jedyną siłą zdolną do tego, by nas skłonić do dzielenia się po bratersku tym wszystkim, czym jesteśmy i co mamy z woli Chrystusa. Ona jest potężnym bodźcem do dialogu, w którym słuchamy siebie i poznajemy siebie wzajemnie.

Miłość otwiera na drugiego człowieka, stając się tym samym podstawą ludzkich relacji. Uzdalnia do przekraczania bariery własnych słabości i uprzedzeń. Oczyszcza pamięć, uczy nowych dróg, otwiera perspektywę prawdziwego pojednania, którego istotnym owocem jest wspólne dawanie świadectwa Ewangelii, tak bardzo potrzebnego współczesnemu światu.

W przeddzień trzeciego tysiąclecia trzeba nam przyspieszyć kroku ku doskonałemu i braterskiemu pojednaniu, abyśmy w przyszłym milenium mogli — ramię przy ramieniu — świadczyć o zbawieniu wobec świata, który czeka na ten znak jedności.

Zwracam się dziś do sióstr i braci wszystkich Kościołów — otwórzmy się na jednającą miłość Boga. Otwórzmy drzwi naszych umysłów i serc, Kościołów i Wspólnot. Bóg naszej wiary, Ten, którego przyzywamy jako naszego Ojca, to „Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba” (por. Mk 12,26); to Bóg Mojżesza, a nade wszystko Bóg i Ojciec naszego wspólnego Pana — Jezusa Chrystusa, w którym stał się On „Bogiem z nami” (por. Mt 1,23; por. Rz 15,6).

Złóżmy naszemu Ojcu, Ojcu wszystkich chrześcijan nasz dar szczerej woli pojednania. Niech to będzie też dar konkretnych czynów. Odpowiedzmy Bogu, „który jest miłością”, naszą ludzką miłością, która patrzy na drugich z życzliwością i okazuje szczere pragnienie współpracy wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, i pozwala docenić to, co jest dobre i co zasługuje na pochwałę i naśladowanie.

Prawdziwej przemiany serca może dokonać tylko modlitwa. Ona bowiem ma moc łączenia wszystkich ochrzczonych w braterstwie dzieci Bożych. Modlitwa oczyszcza z tego wszystkiego, co oddziela od Boga i od ludzi. Chroni przed pokusą małoduszności i toruje drogę łasce Bożej do serca człowieka.

[Proszę więc wszystkich tu zgromadzonych o żarliwą modlitwę, o pełną współpracę naszych Kościołów]. Postęp na drodze do jedności wymaga naszego wysiłku, wzajemnej życzliwości, otwarcia i autentycznego przeżywania braterstwa w Chrystusie.

Po słowach, jakie usłyszeliśmy z ust Jana Pawła II, spodziewam się, że będzie to przede wszystkim plon miłości. Cała jego pielgrzymka do Polski przebiega pod tym hasłem, a nic nie może zastąpić miłości w relacjach ekumenicznych. (…) Sądzę, że atmosfera jakiej doznaliśmy tu, kiedy niemal wszyscy zwierzchnicy różnych Kościołów obecnych na ziemi polskiej stali razem we wspólnej modlitwie, zaowocuje konkretnymi inicjatywami i w konsekwencji ożywieniem dialogu ekumenicznego w naszym kraju.

abp Sawa
KAI, 10.06

[W polskich środowiskach prawosławnych] biskupa Rzymu postrzega się coraz głębiej, również w kontekście zwykłej codzienności, w której nie grają świąteczne fanfary. Papież–Polak daje każdemu z nas — bez względu na wyznawaną wiarę — przekonujące argumenty do życia w Chrystusie na przekór istniejącym podziałom, często tylko historycznym…

Sokrat Janowicz
„Gazeta w Białymstoku”, 11.06

Jan Paweł II jest człowiekiem, któremu bardzo zależy na przyspieszeniu dialogu ekumenicznego i na pewno spotkanie w Drohiczynie da temu dowody.

bp Jan Szarek
KAI, 10.06

Już dziś można powiedzieć, że modlitwa ekumeniczna w Drohiczynie stanie się kolejnym, po wizycie papieskiej w Rumunii, krokiem na drodze do pojednania między prawosławiem a katolicyzmem, chociaż być może na razie tylko w wymiarze polskim. (…) Na drodze do niej [jedności] na pewno nie braknie jeszcze trudnych momentów. Ale zdaje się, że modlitwa ekumeniczna w Drohiczynie to powolne ziszczanie się marzeń Jana Pawła II o chrześcijańskiej jedności.

Ewa K. Czaczkowska
„Rzeczpospolita”, 11.06

Stąd [z porównania ekumenizmu do drogi krzyżowej Chrystusa — przyp. red.] wynika konieczność ekumenicznego rachunku sumienia. (…) Jest to jakby krok dalej w papieskim przesłaniu do Polaków, zawartym w kolejnych pielgrzymkach. Dwa lata temu we Wrocławiu Papież mówił, że chrześcijanin nie może zadowolić się tolerancją. Potrzeba czegoś więcej: akceptacji i wspólnego świadectwa. By jednak tego dokonać, potrzebny jest wysiłek stanięcia w prawdzie.

Artur Sporniak
„Tygodnik Powszechny”, 20.06

Warszawa, 11 czerwca

Parlament

Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez wszystkich obywateli i winna przejawiać się we wszystkich sektorach życia społecznego. W szczególny jednak sposób ta troska o dobro wspólne jest wymagana w dziedzinie polityki. Mam tu na myśli tych, którzy oddają się całkowicie działalności politycznej, jak i poszczególnych obywateli. Wykonywanie władzy politycznej czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu.

Wyzwania stojące przed demokratycznym państwem domagają się solidarnej współpracy wszystkich ludzi dobrej woli — niezależnie od opcji politycznej czy światopoglądu [wszystkich], którzy pragną razem tworzyć wspólne dobro Ojczyzny. Szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad etycznych. Także państwa pluralistyczne nie mogą rezygnować z norm etycznych w życiu publicznym.

Dzieląc radość z pozytywnych przemian dokonujących się w Polsce na naszych oczach, winniśmy sobie również uświadomić, że w wolnym społeczeństwie muszą istnieć wartości zabezpieczające najwyższe dobro całego człowieka. Wszelkie przemiany ekonomiczne mają służyć kształtowaniu świata bardziej ludzkiego i sprawiedliwego. [Pragnąłbym] życzyć polskim politykom i wszystkim osobom zaangażowanym w życiu publicznym, by nie szczędzili sił w budowaniu takiego państwa, które otacza szczególną troską rodzinę, życie ludzkie, wychowanie młodego pokolenia, respektuje prawo do pracy, widzi istotne sprawy całego narodu i jest wrażliwe na potrzeby konkretnego człowieka, szczególnie ubogiego i słabego.

Dlatego Kościół przestrzega przed redukowaniem wizji zjednoczonej Europy wyłącznie do jej aspektów ekonomicznych, politycznych i przed bezkrytycznym stosunkiem do konsumpcyjnego modelu życia. Nową jedność Europy, jeżeli chcemy, by była ona trwała, winniśmy budować na tych duchowych wartościach, które ją kiedyś [ukształtowały], z uwzględnieniem bogactwa i różnorodności kultur i tradycji poszczególnych narodów. Ma to być bowiem wielka Europejska Wspólnota Ducha. Również w tym miejscu ponawiam mój apel, skierowany do Starego Kontynentu: „Europo, otwórz drzwi Chrystusowi!”

Polska ma pełne prawo, aby uczestniczyć w ogólnym procesie postępu i rozwoju świata, zwłaszcza Europy. Integracja Polski z Unią Europejską jest od samego początku wspierana przez Stolicę Apostolską. Doświadczenie dziejowe, jakie posiada Naród polski, jego bogactwo duchowe i kulturowe mogą skutecznie przyczynić się do ogólnego dobra całej rodziny ludzkiej, zwłaszcza do umocnienia pokoju i bezpieczeństwa w Europie.

Przypadająca w tym roku sześćdziesiąta rocznica wybuchu drugiej wojny światowej i dziesiąta rocznica wydarzeń, o których wspominaliśmy, winna stać się okazją dla wszystkich Polaków do refleksji nad darem wolności „danej” i jednocześnie „zadanej”. Wolności wymagającej nieustannego wysiłku w jej umacnianiu i odpowiedzialnym przeżywaniu. Niech wspaniałe świadectwa miłości Ojczyzny, bezinteresowności i heroizmu, jakich mamy wiele w naszej historii, będą wyzwaniem do zbiorowego poświęcenia wielkim narodowym celom, gdyż „najwspanialszym wypełnieniem wolności jest miłość, która urzeczywistnia się w oddaniu i służbie” (Redemptor hominis, 21).

Ja z tej okazji muszę podziękować bardzo władzom miejskim i władzom państwowym, że udało im się zdjąć te krzyże z Oświęcimu poza obozem. (…) Mam prośbę do Pana Papieża, aby ten ostatni krzyż… również go z tego obozu zdjąć. To jest dla nas, gdy ja przychodzę do Oświęcimu, miejsce, gdzie ja muszę zrobić rachunek sumienia, aby wiedzieć, co tutaj było. Tu się robi tę ostatnią modlitwę przed śmiercią. (…) Dlatego prosiłbym, żeby Papież dał wezwanie do swoich ludzi, żeby również i tego krzyża… żeby go wyprowadzili z obozu.

Menachem Pinchas Joskowicz
KAI, 11.06

Rabin Joskowicz nie reprezentuje gmin żydowskich w Polsce. Jego dzisiejsza wypowiedź skierowana do Jana Pawła II miała skandaliczną formę, która nie znajduje żadnego usprawiedliwienia. (…)

O sprawie wielkiego krzyża na żwirowisku w Auschwitz, którego obecność dla wielu Żydów jest trudna do zaakceptowania, należy mówić w sposób, który nie obraża niczyich uczuć.

Doceniamy ostatnie działania polskiego rządu w sprawie żwirowiska. Naszym wspólnym celem jest stworzenie sytuacji, w której będą mogły być uczczone wszystkie ofiary obozu. Jesteśmy wdzięczni Janowi Pawłowi II za jego poprzednie wypowiedzi, które umożliwiły przezwyciężenie dawniejszych kontrowersji związanych z terenem obozu Auschwitz, który jest symbolem najtragiczniejszych wydarzeń naszego stulecia.

Prezydium Zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich

Papież nie stawia Unii żadnych warunków, ale wyznacza zadanie Polakom. To my mamy w przestrzeni europejskiej realizować naszą tradycję, wykorzystywać nasze dziejowe doświadczenie, rozwijać naszą kulturę. W ten sposób wypełnimy zadanie, które przed nami stawia odzyskana wolność.

Zdzisław Najder
„Życie”, 18.06

Papież przypomniał nam, że te wszystkie spory polityczne służą tylko wtedy człowiekowi i wtedy tylko mają sens, jeżeli respektują świat wartości.

Maciej Płażyński
KAI, 11.06

Dla słowiańskiego ducha — skłonnego do biadolenia, zerkania na tych, którym się wiedzie lepiej — nauka była jasna: ludzie, popatrzcie na to, co wam się udało i jakie stoją przed wami perspektywy. Papież kazał nam wprowadzić do serc rzadko tu obecne uczucie dumy.

Piotr Pacewicz
„Gazeta Wyborcza”, 19–20.06

Społeczeństwo zarzuca politykom (…) korupcję, dbanie wyłącznie o własne interesy, prywatę, podwójną moralność, zapominanie o ideałach. (…) być może najbardziej potrzebują dziś mocnych słów otrzeźwienia, prawdziwej katechezy. Takie słowa z ust papieża nie padły. Może rezerwuje je na prywatne rozmowy w cztery oczy?

Zuzanna Dąbrowska
„Trybuna”, 12.06

Papież nie przestrzega przed demokracją, Europą, pluralizmem. Papież mówi: w demokratycznej i pluralistycznej Europie bądźcie katolicką wspólnotą kultywującą swoje narodowe i historyczne korzenie.

Adam Michnik
„Gazeta Wyborcza”, 19–20.06

W wystąpieniu przed polskim parlamentem (…) Ojciec Święty rozwinął wątek „miłości, która nie szuka swego”, mówiąc zgromadzonym politykom o obowiązku pracy na rzecz dobra wspólnego. Był w tym przemówieniu dyskretny ton ubolewania — chyba, jak wynika z późniejszych wypowiedzi polityków, niezbyt dobrze przez nich zauważony — że pamięć o moralnych przesłaniach „Solidarności” w zbyt małym stopniu oddziałuje na jakość polskiego życia zbiorowego, na styl uprawiania polityki i działalności publicznej.

Wiesława Lewandowska
„Życie”, 19–20.06

 Umschlagplatz

Żydzi wywożeni z Umschlagplatzu na zagładę byli bardzo samotni. Towarzyszył im tylko płacz dzieci, starców i wewnętrzna rozpacz. To, że przyszli tu dziś Polacy pozwala mieć nadzieję, iż to osamotnienie zostało przełamane.

Jerzy Kichler, Przewodniczący Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP
KAI, 11.06

Dziękujemy z całego serca za modlitwę, nazwaną „modlitwą za naród żydowski”. Podkreśla ona, jakże lapidarnie i celnie, wspólne korzenie judaizmu i chrześcijaństwa, ukazując jednocześnie to, co najbliższe i najważniejsze — konieczność zgłębienia Bożej prawdy i Bożej miłości. (…) Dziękujemy za pamięć o naszych męczennikach, dziękujemy za wspomożenie w budowaniu przyszłych pokoleń, niech dobry Bóg ześle Jego Świątobliwości wiele błogosławieństw, aby dzieła, które zamierzył polski Papież spełniły się.

Członkowie Zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich RP
KAI, 16.06

Bazylianie

Posługa jedności potrzebuje modlitwy, która przemienia światłem i prawdą nasze życie, czyniąc z nas ikonę Chrystusa. Dlatego jednym z największych zadań wszystkich wspólnot zakonnych jest szczera i nieustanna modlitwa. Chrześcijanie, którzy dążą do jedności, muszą przede wszystkim skierować oczy ku niebu i błagać Boga, by wciąż na nowo rozbudzał wolę zjednoczenia za natchnieniem Ducha Świętego. Jedność można osiągnąć tylko z pomocą łaski Bożej.

Zachowujcie gorliwie waszą tradycję jako szczególne dziedzictwo duchowe. Stanowi ona siłę waszego życia i postępowania. Pamiętajcie o wielkim świadectwie wierności Chrystusowi, Kościołowi i Następcy świętego Piotra, jakie złożyli wasi współbracia. Woleli oni raczej stracić swoje życie niż odłączyć się od Stolicy Apostolskiej. Cierpienia i męczeństwo tych ludzi są dla waszego Kościoła niewyczerpanym źródłem łaski na czasy obecne i na te, które nadchodzą. Musicie tego wielkiego dziedzictwa wiary, modlitwy i świadectwa strzec w waszych sercach, aby przekazać je następnym pokoleniom.

Odpowiedzialność za Kościół jest nie tylko zadaniem Papieża, biskupów, kapłanów i zakonników. Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, za który jesteśmy odpowiedzialni wszyscy bez wyjątku.

Episkopat

U progu trzeciego tysiąclecia stają przed Kościołem w Polsce nowe historyczne wyzwania. W dwudziesty pierwszy wiek Polska wchodzi jako kraj wolny i suwerenny. Wolność ta, jeżeli nie ma zostać zmarnowana, wymaga ludzi świadomych nie tylko swoich praw, ale i obowiązków: ofiarnych, ożywionych miłością Ojczyzny i duchem służby, którzy solidarnie pragną budować dobro wspólne i zagospodarować wszystkie przestrzenie wolności w wymiarze osobistym, rodzinnym i społecznym. Wolność wymaga też — jak to już nieraz podkreślałem — ustawicznego odniesienia do prawdy Ewangelii oraz do trwałych i wypróbowanych norm moralnych, które pozwalają odróżnić dobro od zła. Jest to szczególnie ważne właśnie dzisiaj, w dobie reform, jakie Polska przeżywa.

Istotą apostolatu wszystkich członków Kościoła jest szerzenie prawdy o miłości Boga. Czyńcie wszystko, by ta prawda była głoszona, przyjmowana i realizowana w życiu pasterzy i wiernych świeckich. Kazanie na Górze jest programem dla całego Kościoła. Wspólnota Nowego Przymierza urzeczywistnia się, gdy opiera się na prawie miłości wpisanym w każde ludzkie serce (por. Jr 31,31–33; Hbr 10,16–17). Ewangeliczne błogosławieństwa stanowią niejako konkretyzację tego prawa, a zarazem dają gwarancję prawdziwego i trwałego szczęścia wynikającego z czystości i pokoju serca, które są owocami pojednania z Bogiem i ludźmi.

Wielki Jubileusz Roku 2000 kieruje w sposób szczególny naszą myśl i serce ku młodzieży, która w nowym tysiącleciu będzie kształtować oblicze Kościoła i Ojczyzny. Zaufanie do młodych nie zawodzi, bo są oni szczególnie otwarci na autentyzm Ewangelii. Doświadczyłem tego wielokrotnie w czasie moich apostolskich podróży. Dziękuję z serca tym wszystkim, którzy poświęcają czas i zdolności, aby przekazać młodemu pokoleniu wielkie dziedzictwo kultury, tradycji i religijności polskiej, którzy troszczą się o przygotowanie młodzieży do pięknej miłości, małżeństwa i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Aby młodzież mogła spełnić pokładane w niej nadzieje, trzeba uczyć ją czerpać siłę z bezpośredniego kontaktu z Bogiem w liturgii i w sakramentach świętych, w Piśmie świętym, w życiu i apostolstwie Kościoła. Młodzież też, zwłaszcza dzisiaj, potrzebuje nadziei. Trzeba wykorzystać wszystkie okazje do harmonijnego współdziałania rodziny, Kościoła, szkoły, samorządów i państwa, aby oddalić od młodych te zagrożenia, jakie niesie ze sobą współczesna cywilizacja konsumpcyjna. Polecam również waszej szczególnej trosce najmniejszą, ale i zarazem podstawową wspólnotę życia i miłości (por. Gaudium et spes, 48), jaką jest rodzina. Bez zdrowych i silnych rodzin społeczeństwo i naród upada. Tymczasem trwałość i jedność rodziny są dziś poważnie zagrożone. Trzeba przeciwdziałać temu zagrożeniu, tworząc we współpracy ze wszystkimi ludźmi dobrej woli klimat przychylny umacnianiu rodziny. Cieszę się, że także w Polsce powstają ruchy prorodzinne, które upowszechniają nowy, chrześcijański styl postępowania, ukazując, że tam, gdzie jest prawdziwa miłość i klimat wiary, jest także miejsce na nowe życie.

(…) Bądźcie na wzór samego Chrystusa „jako ci, co usługują, bądźcie dobrymi pasterzami, znającymi swe owce i przez nie znanymi; prawdziwymi ojcami, wyróżniającymi się duchem miłości i troski względem wszystkich” (Christus Dominus, 16). Niech za sprawą waszej ofiarnej i pełnej poświęcenia posługi Kościół w Polsce troszczy się o „braci najmniejszych” (por. Mt 10,42), o ubogich, chorych, pokrzywdzonych, cierpiących i pozbawionych nadziei. Niech służy wszystkim ogromem zbawczych darów, jakie od Chrystusa otrzymał dla dobra każdego człowieka. Biskup, jak głosi temat najbliższego Zwyczajnego Zgromadzenia Synodu Biskupów, ma służyć Ewangelii Chrystusa, aby nieść nadzieję światu.

Sandomierz, 12 czerwca

Dziś rano przed opuszczeniem Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie Ojciec Święty potknął się przypadkowo i lekko się skaleczył po prawej stronie czoła. Na skaleczenie został nałożony opatrunek. Nie stwierdzono zmian parametrów biologicznych, w szczególności ciśnienia i pracy serca. Badania neurologiczne również nie wykazały zmian.

Komunikat Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej
KAI, 12.06

Człowiek rzeczywiście szuka Boga; szuka Go swoim umysłem, swoim sercem i całą swoją istotą. Mówi święty Augustyn: „Niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Bogu” (por. Wyznania I, 1, CSEL 33,1). Ten niepokój, to niepokój twórczy. Człowiek szuka Boga, ponieważ w Nim, tylko w Nim może znaleźć swoje spełnienie — spełnienie swoich dążeń do prawdy, dobra i piękna. „Nie szukałbyś mnie, gdybyś mnie [już wcześniej nie znalazł]” — tak mówi o Bogu Blaise Pascal (Myśli, rozdz. II, nr 737). Znaczy to, że Bóg sam uczestniczy w tym szukaniu, że chce, aby człowiek Go szukał i stwarza w człowieku potrzebne warunki, ażeby mógł Go znaleźć. Sam się zresztą do człowieka zbliża, sam mu o Sobie mówi, pozwala mu poznać Siebie. Pismo Święte jest wielkim zapisem na temat tego szukania i znajdowania Boga. Ukazuje też wiele wspaniałych postaci szukających Boga i znajdujących Go. Uczy zarazem, jak człowiek winien zbliżać się do Boga, jakie warunki winien spełnić, ażeby tego Boga spotkać, poznać Go i z Nim się zjednoczyć. Jednym z tych warunków jest czystość serca. Czym ona jest? Dotykamy w tym miejscu samej istoty człowieka, który dzięki łasce odkupienia przez Chrystusa odzyskał harmonię serca utraconą w raju przez grzech. Mieć serce czyste to być nowym człowiekiem, przywróconym przez odkupieńczą miłość Chrystusa do życia w komunii z Bogiem i z całym stworzeniem — tej komunii, która jest jego pierwotnym przeznaczeniem.

Czystość [serca] jest przede wszystkim darem Boga. Chrystus, dając się człowiekowi w sakramentach Kościoła, zamieszkuje w sercu człowieka i rozjaśnia [to serce] „blaskiem Prawdy”. Tylko ta Prawda, którą jest Jezus Chrystus zdolna jest oświecić rozum, oczyścić serce i ukształtować ludzką wolność. Bez zrozumienia i przyjęcia Prawdy gaśnie wiara. Człowiek traci widzenie sensu spraw i wydarzeń, a jego serce szuka nasycenia tam, gdzie go znaleźć nie może. Dlatego czystość serca to przede wszystkim czystość wiary.

Czystość serca bowiem przysposabia do widzenia Boga twarzą w twarz w wymiarach wiecznej szczęśliwości. Dzieje się tak dlatego, że już w życiu doczesnym ludzie czystego serca potrafią dostrzegać w całym stworzeniu to, co jest [Boże, co jest] od Boga. Potrafią niejako odsłaniać Boską wartość, Boski wymiar, Boskie piękno wszystkiego, co stworzone.

Błogosławieństwo z Kazania na Górze wskazuje nam niejako na całe bogactwo i całe piękno stworzenia i wzywa nas, abyśmy umieli odkrywać we wszystkim to, co od Boga pochodzi, i to, co do Boga prowadzi. W konsekwencji człowiek cielesny i zmysłowy musi ustępować, musi robić miejsce w nas samych dla człowieka duchowego, uduchowionego. Jest to proces głęboki. Łączy się z wewnętrznym wysiłkiem. Wysiłek ten jednak, wsparty łaską Bożą, przynosi wspaniałe owoce.

[W ten sposób] czystość serca jest [każdemu] człowiekowi zadana. Musi on stale podejmować trud opierania się siłom zła, tym działającym z zewnątrz i tym z wewnątrz — [siłom], które chcą go od Boga oderwać. I tak w sercu ludzkim rozgrywa się nieustanna walka o prawdę i szczęście. Aby zwyciężyć w tej walce, człowiek musi się zwrócić ku Chrystusowi. Może zwyciężyć tylko umocniony Jego mocą, mocą Jego Krzyża i Jego zmartwychwstania. (…)

Drodzy Bracia i Siostry, to orędzie o czystości serca dziś staje się bardzo aktualne. Cywilizacja śmierci chce zniszczyć czystość serca. Jedną z metod tego działania jest celowe podważanie wartości tej postawy człowieka, którą określamy cnotą czystości. Jest to zjawisko szczególnie groźne, gdy celem ataku stają się wrażliwe sumienia dzieci i młodzieży. Cywilizacja, która w ten sposób rani lub nawet zabija prawidłową relację człowieka do człowieka, jest cywilizacją śmierci, bo człowiek nie może żyć bez prawdziwej miłości. Mówię te słowa do wszystkich obecnych na tej Eucharystycznej Ofierze, ale w szczególny sposób kieruję je do licznie zgromadzonej tu młodzieży, do żołnierzy służby zasadniczej i do harcerzy. Głoście światu „dobrą nowinę” o czystości serca i przekazujcie mu swoim przykładem życia orędzie cywilizacji miłości. Wiem, jak bardzo jesteście wrażliwi na prawdę i piękno. Dziś cywilizacja śmierci proponuje wam między innymi tak zwaną „wolną miłość”. Dochodzi w tym wypaczeniu miłości do profanacji jednej z najbardziej drogich i świętych wartości, bo rozwiązłość nie jest ani miłością, ani wolnością. „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża, co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12,2) — napomina nas św. Paweł. Nie lękajcie się żyć wbrew obiegowym opiniom i sprzecznym z Bożym prawem propozycjom. Odwaga wiary wiele kosztuje, ale wy nie możecie przegrać miłości! Nie dajcie się zniewolić! Nie dajcie się uwieść ułudom szczęścia, za które musielibyście zapłacić zbyt wielką cenę, cenę nieuleczalnych często zranień lub nawet złamanego życia [własnego i cudzego]!

Zwracam się również do naszych polskich rodzin — do was, ojcowie i matki. Trzeba, aby rodzina stanęła zdecydowanie w obronie czystości swoich progów domowych, w obronie godności każdej osoby. Strzeżcie wasze rodziny przed pornografią, która dzisiaj pod różnymi postaciami wdziera się w świadomość człowieka, zwłaszcza dzieci i młodzieży. Brońcie czystości obyczajów w waszych ogniskach domowych i społeczeństwie. Wychowanie do czystości jest jednym z wielkich zadań ewangelizacyjnych, jakie stoją obecnie przed nami. Im czystsza będzie rodzina, tym zdrowszy będzie naród. A chcemy pozostać narodem godnym swego imienia [i godnym] chrześcijańskiego powołania. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).

Papieskie wołanie niczego nie zmieni, bo za mało się wykorzystuje jego słowa w życiu. (…) Nasza wiara ma charakter bardzo emocjonalny. Dużo tu płaczu, wzruszeń; pamiętamy jego twarz, uśmiech, żarty, natomiast zapominamy, co nam chciał powiedzieć. (…) Niejednokrotnie cytuję swoim pacjentom Biblię czy encykliki, a oni tego w ogóle nie znają! (…) Powitamy Papieża, pomachamy mu chorągiewkami, nawet oddamy za niego życie — jestem tego pewien — ale w trzy tygodnie później wróci normalna rzeczywistość daleka od jego nauczania. (…) Model Papieża to model idealny, optymalny, który musi być podawany, by wiedzieć, do czego dążyć. (…) Jan Paweł II mówi odgórnie, podaje heroiczny wzór, ale ja patrzę z perspektywy gabinetów, do których przychodzą skrzywdzeni ludzie.

Lew Starowicz
KAI,12.06

Stąd, ze Starego Rynku Środy Wielkopolskiej, wzywamy całą polską młodzież: podarujcie naszemu Ojcu Świętemu siłę waszej młodości, czyste, bijące miłością serca. Jasnym umysłem, wolnym od pustoszącej siły alkoholu i narkotyków, pokierujemy naszymi uczuciami tak, by nie być sprawcą cierpienia bliźniego. (…) Od pierwszych chwil pobytu w kraju nad Wisłą (…) wzywasz do miłości, przekonujesz nas o jej potędze uzdrawiania, mówisz o uniwersalnej mocy miłości, pomocnej w przezwyciężaniu każdego wyzwania w naszym życiu. Na drogę do Rzymu, na następne dni Piotrowej posługi, zabierz Ojcze Święty naszą jedność z Tobą, wierność składanym przyrzeczeniom i bezgraniczną ufność w Twoją, pasterską, ojcowską opiekę.

Deklaracja Czystości
KAI, 9.06

Zapytany, dlaczego młodzież tak chętnie słucha Papieża, choć głosi on trudne prawdy, wręcz sprzeczne z tym, czym „faszeruje” odbiorców kultura masowa, Kotański podkreślił, że za Papieżem stoi autorytet Namiestnika Chrystusa. Dla młodych ludzi najważniejsze jest jednak, że nie ma żadnego rozdźwięku między słowami a czynami Ojca Świętego. Oni wyczuwają jego autentyzm. Idzie on wbrew nurtowi, jest jak skała. To bardzo ważne dla dorastających, którzy są zagubieni. Dla nich Jan Paweł II jest zastępczym ojcem, gdyż ojcowie są nieobecni w ich życiu — fizycznie lub psychicznie. Zapewnia im poczucie bezpieczeństwa, wskazuje na hierarchię wartości, a jednocześnie — stawia wysokie wymagania. Kocha młodzież i jej ufa.

KAI, 12.06

W Sandomierzu Jan Paweł II dał młodym program na życie: przekonywał, nawiązując do kazania na górze o błogosławionych ludziach czystego serca, że tylko tacy ludzie, czyli czystego wnętrza, umysłu ukształtowanego na wierze, nie przegrają życia, miłości….

Ewa K. Czaczkowska
„Rzeczpospolita”, 15.06

Te słowa są święte! Chciałbym je słyszeć kilka lat temu, kiedy byłem młody i próbowałem szczęścia na własną rękę! (…) On trafia w samo sedno! (…) Sam pochodzę z rozbitej rodziny i jako młody człowiek pakowałem się w różne rzeczy, szukając szczęścia na własną rękę. To zaowocowało wieloma ranami na moim sercu. Jednak teraz doświadczam wielkiego wyzwolenia życiem w czystości. Od 11 lat trwam w czystości z moją żoną, bez antykoncepcji, nawet obecnie spodziewamy się piątego dziecka. I właśnie to egzorcyzmuje moje pragnienia i mnie leczy. Pan Bóg naprawdę wszystko świetnie wymyślił! Dopiero życie w czystości daje prawdziwe szczęście!

Robert „Litza” Friedrich
KAI, 12.06

Zamość, 12 czerwca

Wydaje się, że to, co najbardziej zagraża stworzeniu i człowiekowi, to brak poszanowania dla praw natury i zanik poczucia wartości życia.

Prawo, które zostało przez Boga wpisane w naturę i które można odczytać za pomocą rozumu, skłania do poszanowania zamysłu Stwórcy — zamysłu, który ma na celu dobro człowieka. To prawo wyznacza pewien wewnętrzny porządek, który człowiek zastaje i który powinien zachować. Wszelkie działanie, które sprzeciwia się temu porządkowi, nieuchronnie uderza w samego człowieka. Tak też dzieje się, gdy zanika poczucie wartości życia jako takiego, a w szczególności życia ludzkiego. Jak można skutecznie stawać w obronie przyrody, jeśli usprawiedliwiane są działania bezpośrednio godzące w samo serce stworzenia, jakim jest istnienie człowieka? Czy można przeciwstawiać się niszczeniu świata, jeśli w imię dobrobytu i wygody dopuszcza się zagładę nie narodzonych, prowokowaną śmierć starych i chorych, a w imię postępu prowadzone są niedopuszczalne zabiegi i manipulacje już u początków życia ludzkiego? Gdy dobro nauki albo interesy ekonomiczne biorą górę nad dobrem osoby, a nawet całych społeczności, wówczas zniszczenia powodowane w środowisku są znakiem prawdziwej pogardy dla człowieka.

Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych pokoleń. Jeśli kochacie tę ojczystą ziemię, niech to wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi! Zwracam się w szczególny sposób do tych, którym powierzona została odpowiedzialność za ten kraj i za jego rozwój, aby nie zapominali o obowiązku chronienia go przed ekologicznym zniszczeniem! Niech tworzą programy ochrony środowiska i czuwają nad ich skutecznym wprowadzaniem w życie.

Tym razem jego słowa nie były tak mocne, jak dwa lata temu w Kaliszu, gdy powtórzył, że cywilizacja, która odrzuca bezbronnych, zasługuje na miano barbarzyńskiej, ale wówczas decydował się kształt polskiej ustawy o planowaniu rodziny i dopuszczalności przerywania ciąży. Jan Paweł II przypomniał wczoraj, że stanowisko Kościoła w kwestii życia nie narodzonych wynika z przekonania o świętości życia jako daru Boga, który jest jego obrazem i dlatego tylko Bóg jest Panem życia człowieka.

Ewa K. Czaczkowska
„Rzeczpospolita”, 15.06

Mamy specjalistów od chrześcijańskiego dosmucania zdarzeń, którzy nawet w momentach radosnych dopatrzą się czegoś pesymistycznego, i którzy wszędzie tropiliby działalność szatana i mówili, że świat zmierza w stronę gorszego. (…) Jest to bardzo ważne dla ekologii ducha. Ważne — zwłaszcza dziś, kiedy współistnieją różne ruchy ekologiczne, niekiedy ze sobą skłócone. Jakże często można spotkać ekologów, którzy propagują radykalizm w wersji bliskiej fanatyzmu. Wtedy, żeby bronić jednego drzewka, gotowi są niszczyć człowieka. Ojciec Święty ukazuje tę wielką ekologię ludzką, gdzie troska o godność człowieka, prawa człowieka, idzie w parze z troską o świat stworzenia i z odniesienia do boskiego Stwórcy czerpie swoją głębię i swój sens.

abp Józef Życiński
KAI, 12.06

Warszawa, 13 czerwca

Plac Piłsudskiego

Dziękuję Opatrzności Bożej, że dane mi jest ponownie stanąć na tym miejscu, na którym przed dwudziestu laty, w pamiętną wigilię Zesłania Ducha Świętego, w sposób szczególny przeżywaliśmy tajemnicę Wieczernika. Wraz z Prymasem Tysiąclecia, Kardynałem Stefanem Wyszyńskim, z biskupami i licznie zgromadzonym Ludem Bożym stolicy zanosiliśmy wtedy gorące wołanie o dar Ducha Świętego. W tamtych trudnych czasach przyzywaliśmy Jego mocy, aby rozlała się w sercach ludzi i obudziła w nich nadzieję. Było to wołanie płynące z wiary, że Bóg działa i mocą Ducha Świętego odnawia i uświęca wszystko. Było to błaganie o odnowę oblicza ziemi. Tej ziemi [Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi. Tej ziemi]. Jakże dziś nie dziękować Bogu w Trójcy Jedynemu za to wszystko, co na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat odczytujemy jako Jego odpowiedź na tamto [nasze] wołanie!

Czyż nie jest odpowiedzią Boga to, co w tym czasie dokonało się w Europie i w świecie, poczynając od naszej ojczyzny? Na naszych oczach następowały przemiany systemów politycznych, społecznych i gospodarczych, dzięki którym poszczególne osoby i narody na nowo ujrzały blask swojej godności. Prawda i sprawiedliwość odzyskują swoją wartość, stając się palącym wyzwaniem dla wszystkich, którzy doceniają dar swej wolności. Za to dziękujemy Bogu, patrząc z nadzieją w przyszłość.

Nade wszystko jednak oddajemy Mu chwałę, za wszystko, co to dwudziestolecie wniosło w życie Kościoła. Jednoczymy się zatem w dziękczynieniu z Kościołami tradycji zachodniej i wschodniej pośród ludów nam bliskich, które wyszły z katakumb i otwarcie pełnią swą misję.

Tylko bowiem nadzieja płynąca z wiary w zmartwychwstanie może nas pobudzić do dawania w codziennym życiu godnej odpowiedzi na niezmierzoną miłość Boga. Jedynie z tą nadzieją możemy iść do tych, „którzy się źle mają” (Mt 9,12) i być apostołami Bożej, uzdrawiającej miłości. Jeżeli przed dwudziestu laty mówiłem, że „Polska stała się w naszych czasach ziemią szczególnie odpowiedzialnego świadectwa” (Homilia na Placu Zwycięstwa, 2 VI 1979), to dziś trzeba dodać, że musi to być świadectwo czynnego miłosierdzia, zbudowane na wierze w zmartwychwstanie. Tylko takie świadectwo jest znakiem nadziei dla współczesnego człowieka, zwłaszcza dla młodego pokolenia; a jeśli dla niektórych jest ono również „znakiem sprzeciwu”, to niech ten sprzeciw nigdy nas nie odwiedzie od wierności Chrystusowi ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu.

 Być może wierni słuchający po dwudziestu latach tych samych słów: „Niech zstąpi Duch Twój…”, myślą: oto słowo ciałem się stało. Tak było, lecz nie był to cud, lecz praca dla wolności. Wolności, której by nie było bez „Solidarności”. Cudem nie będzie również tak potrzebna dzisiaj przemiana, która pozwoli większości zobaczyć ograniczenia naszej wolności — tymi wartościami, o których mówił Papież dwadzieścia lat później. Potrzebujemy dziś pracy nad naszym duchem narodowym, który bardziej jest dziś narodowym niż duchem.

Czesław Bielecki
„Wprost”, 20.06

Na Plac Piłsudskiego napływa coraz więcej ludzi. Z chorągiewkami w rękach, transparentami, z uśmiechem na twarzy, zmierzają do swoich sektorów. Na trawie w jednym z sektorów siedzi młode małżeństwo z maleńką dziewczynką. „Skończyła jej się właśnie ospa, w samą porę, tak bardzo chcieliśmy, żeby z nami przyszła” — oznajmia mężczyzna. Jego żona wyjaśnia: „Potrzebujemy umocnienia, nasza rodzina rozpada się, wierzę, że przez Papieża Duch Święty działa jakoś szczególnie, że uratujemy nasze małżeństwo”.

„Dlaczego tu jestem? — zastanawia się kobieta w średnim wieku. — Przed tygodniem zmarła moja mama, wczoraj był pogrzeb. Co innego, niż modlitwa mi pozostało?” — zwierza się ze łzami w oczach. Stojąca obok dziewczyna dodaje: „Nie wiem dlaczego, ale łzy same cisną się do oczu, gdy widzę Ojca Świętego. To niesamowity człowiek, ma w sobie coś niezwykłego”.

KAI, 13.06

Te słowa wypowiedziane zostały „do nas”, ale zarazem wciąż jeszcze i „za nas”. Przed kilkunastu laty Papież mówił „za nas”, bo mieliśmy zakneblowane usta, teraz wypowiada „za nas” słowa, których nie nawykliśmy jeszcze używać. Nie umiemy mówić o miłości Boga do nas i naszej do Niego. Papież zachęca: — Nie lękajcie się, nie wstydźcie się.

Wiesława Lewandowska
„Życie”, 19–20.06

Katedra praska

„Trwali oni… w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2,42). Pierwsza chrześcijańska wspólnota, którą Łukasz przedstawił w Dziejach Apostolskich jako przykład dla nas, umacniała się Eucharystią. Wielkie znaczenie dla Kościoła i jego poszczególnych członków ma sprawowanie Eucharystii.

Dlatego Kościół tak wielką wagę przywiązuje do uczestniczenia w Eucharystii, zwłaszcza w dzień Pański, to jest w niedzielę, w którym obchodzimy pamiątkę zmartwychwstania Chrystusa. W Kościele w Polsce zawsze żywa była cześć dla Eucharystii i wielkie przywiązanie wiernych do niedzielnego uczestnictwa we Mszy świętej. Na progu trzeciego tysiąclecia proszę wszystkich moich Rodaków: zachowajcie tę dobrą tradycję. Szanujcie Boże przykazanie o świętowaniu dnia Pańskiego. Niech ten dzień będzie naprawdę pierwszym ze wszystkich dni i pierwszym ze wszystkich świąt. Dawajcie wyraz waszej miłości do Chrystusa i do braci, biorąc udział w niedzielnej Uczcie Nowego Przymierza — w Eucharystii.

Zwracam się tu w sposób szczególny do rodziców, aby podtrzymywali i pielęgnowali piękny chrześcijański zwyczaj uczestniczenia we Mszy świętej wspólnie ze swoimi dziećmi. Niech żywe będzie w sercach dzieci i młodzieży poczucie tego obowiązku. Niech łaska miłości, którą otrzymujemy przyjmując Chleb Eucharystyczny, umacnia więzi rodzinne. Niech stanie się źródłem apostolskiego dynamizmu rodziny chrześcijańskiej.

Zwracam się również do was, drodzy Bracia w kapłaństwie: rozpalajcie w sercach ludzkich cześć i miłość do Eucharystii. Ukazujcie, jak wielkim dobrem całego Kościoła jest ten Sakrament Ciała i Krwi Pańskiej — sakrament miłości i jedności. Trwajcie jednomyślnie na modlitwie w waszych wspólnotach diecezjalnych i zakonnych. Trwajcie w łamaniu chleba, postępujcie w życiu eucharystycznym i rozwijajcie się duchowo w klimacie Eucharystii.

Łowicz, 14 czerwca

„Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani”. (…) Przypominając te słowa, myślę zwłaszcza o was, drodzy rodzice. Bóg obdarzył was szczególnym powołaniem. By zachować życie ludzkie na ziemi, powołał do istnienia społeczność rodzinną. To wy jesteście pierwszymi stróżami i opiekunami życia jeszcze nie narodzonego, ale już poczętego. Przyjmujcie dar życia jako największą łaskę Boga, jako Jego błogosławieństwo dla rodziny, dla narodu i Kościoła. Tu, z tego miejsca, wołam do wszystkich ojców i matek mojej Ojczyzny i całego świata, do wszystkich ludzi bez wyjątku: każdy człowiek poczęty w łonie matki ma prawo do życia! Jeszcze raz powtarzam to, co wielokrotnie już mówiłem: „życie ludzkie jest święte. Nikt w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego zniszczenia niewinnej istoty ludzkiej. Bóg jest absolutnym Panem życia człowieka, ukształtowanego na Jego obraz i podobieństwo (por. Rdz 1,26–28). Życie ludzkie ma zatem charakter święty i nienaruszalny, w którym odzwierciedla się nienaruszalność samego Stwórcy” (por. Evangelium vitae, 53). Bóg chroni życie zdecydowanym zakazem wypowiedzianym na Synaju „Nie będziesz zabijał” (Wj 20,13). Dochowajcie wierności temu przykazaniu, Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia powiedział: „Pragniemy być narodem żywych, a nie umarłych”.

Rodzina jest powołana również do wychowania swoich dzieci. Pierwszym miejscem, gdzie rozpoczyna się proces wychowawczy młodego człowieka jest dom rodzinny. Każde dziecko ma naturalne i niezbywalne prawo do posiadania własnej rodziny: rodziców i rodzeństwa, wśród których rozpoznaje, że jest osobą potrzebującą uczucia miłości i że tym uczuciem może [obdarzyć sam innych]. Zawsze niech będzie dla was przykładem Święta Rodzina Nazaretańska, w której wzrastał Chrystus przy Matce Maryi i przy opiekunie Józefie. Ponieważ rodzice dają życie swoim dzieciom, dlatego przysługuje im prawo do tego, by byli uznani za pierwszych i głównych ich wychowawców. Oni też mają obowiązek stworzenia takiej atmosfery rodzinnej, przepojonej miłością i szacunkiem dla Boga i ludzi, która by sprzyjała osobistemu i społecznemu wychowaniu dzieci. Jakże wielką rolę ma tu do spełnienia matka. Dzięki szczególnie głębokiej więzi, jaka łączy ją z dzieckiem, może skutecznie zbliżać je do Chrystusa i do Kościoła. Zawsze jednak oczekuje na pomoc swego męża — ojca rodziny.

Drodzy rodzice, dobrze wiecie, że nie jest łatwo w dzisiejszych czasach stworzyć chrześcijańskie warunki potrzebne do wychowania dzieci. Musicie czynić wszystko, aby Bóg był obecny i czczony w waszych rodzinach. Nie zapominajcie o wspólnej codziennej modlitwie, zwłaszcza wieczornej; o świętowaniu niedzieli i uczestniczeniu we Mszy świętej niedzielnej. Jesteście dla swoich dzieci pierwszymi nauczycielami modlitwy i cnót chrześcijańskich i nikt was w tym nie może zastąpić. Zachowujcie religijne zwyczaje i pielęgnujcie tradycję chrześcijańską, uczcie [wasze] dzieci szacunku dla każdego człowieka. Niech waszym największym pragnieniem będzie wychowanie młodego pokolenia w łączności z Chrystusem i Kościołem. Tylko w ten sposób dochowacie [wzoru, dochowacie] wierności waszemu powołaniu rodzicielskiemu i potrzebom duchowym waszych dzieci.

Drodzy chłopcy i dziewczęta, uczniowie szkół podstawowych i szkół średnich z diecezji łowickiej i z diecezji sąsiednich, a także z innych stron Polski. Dobrze, że jesteście dzisiaj tu obecni. Bardzo się cieszę z tego spotkania. To, co przed chwilą słyszeliście, dotyczy w szczególny sposób was i waszego wychowania. Chcę was zapewnić: Papież bardzo [miłuje młodych] i zależy mu bardzo na waszej przyszłości. [Wszystkim nam zależy na waszej przyszłości, abyście dobrze przygotowali się do zadań, które na was oczekują.]

Nie lękajcie się wejść na drogę waszego powołania, nie lękajcie się szukać prawdy o sobie i otaczającym was świecie. Tak bardzo bym chciał, abyście wszyscy mieli w waszych domach atmosferę prawdziwej miłości. Bóg dał wam rodziców i za ten wielki dar winniście Panu Bogu często dziękować. Szanujcie i [miłujcie] waszych rodziców. Oni was zrodzili i wychowują. [Oni są dla was zastępcami Boga Stwórcy i Ojca. Są też, powinni być], dla was najbliższymi przyjaciółmi, u których winniście szukać pomocy i rady w waszych życiowych problemach. W tej chwili myślę z bólem i wielką troską o tych waszych rówieśnikach, którzy nie mają domu rodzinnego i pozbawieni są miłości i ciepła rodziców. Powiedzcie im, że Papież o nich pamięta w swoich modlitwach i bardzo ich kocha.

Młodość poszukuje wzorów i przykładów. Z pomocą przychodzi wam sam Jezus Chrystus, który poświęcił całe swoje życie dla dobra innych. Ku Niemu kierujcie wzrok. Niech będzie obecny w waszych myślach, podczas waszych zabaw i w waszych rozmowach. Z Nim winniście zawsze żyć w [szczególnej] przyjaźni. Pan Jezus chce wam pomóc. Chce być dla was podporą i umacniać w młodzieńczej walce o zdobywanie takich cnót, jak: wiara, miłość, uczciwość, szlachetność, czystość i wielkoduszność. Gdy będzie wam trudno, gdy będziecie w życiu przeżywać jakieś niepowodzenie czy zawód, niech myśl wasza biegnie ku Chrystusowi, który was miłuje, [który jest wiernym towarzyszem] i który pomaga przetrwać każdą trudność. Wiedzcie, że nie jesteście samotni. Towarzyszy wam Ktoś, kto was nigdy nie zawiedzie. Chrystus rozumie najtajniejsze pragnienia waszego serca. On czeka na waszą miłość i na wasze świadectwo.

Od dawna w Polsce zachwiana była harmonia między głównymi środowiskami wychowawczymi — rodziną, Kościołem i państwem, czyli szkołą. Papież daje sprawdzoną receptę na dobre wychowanie. Wszystkie te środowiska są powołane do harmonijnej współpracy…

bp Tadeusz Pieronek
„Gazeta Wyborcza”, 15.06

(…) nastąpiło pewne odwrócenie proporcji: wyraźnie dominuje młodzież i ludzie poniżej czterdziestki. Młodzież towarzyszy Ojcu Świętemu we wszystkich uroczystościach, a szczególnym miejscem spotkania był wczoraj Łowicz. (…) Młodzież niełatwo przecież obdarza zaufaniem, trudno stać się dla niej wzorem, autorytetem. Tak liczna ich obecność na spotkaniach z Ojcem Świętym świadczy o tym, że postawy nonszalancji, kultu nowoczesności, konsumizmu są w istocie często pozorne, że w głębi duszy szukają odpowiedzi na najważniejsze pytania, których nie daje im świat, szukają wartości, których nie znajdują gdzie indziej.

Ewa K. Czaczkowska
„Rzeczpospolita”, 15.06

Ja natomiast myślę, że Jan Paweł II przybywa do Polski ze specjalną misją. To są wielkie rekolekcje, jakich Polska dziś z pewnością potrzebuje. Te rekolekcje są najpiękniejszym prezentem, jaki Jan Paweł II mógł ofiarować swej ojczyźnie. Nieraz doświadczyłem już dowodów niezwykłej intuicji obecnego Ojca Świętego. Jestem przekonany, że to co wam, Polakom teraz powie, będzie z pewnością mieć charakter bardzo ważnego przesłania. Cierpienie jest elementem niezwykłego świadectwa tego Papieża, myślę że może przemówić także w ten sposób. [Zapowiedzianą pielgrzymkę Papieża do Armenii kard. Lustiger nazwał wielkim profetycznym wydarzeniem.] Jest to gest ponad wszystkie gesty. Niezwykłe jest to, że ten cierpiący człowiek gotów jest podjąć podróż wymagającą wielkiego wysiłku, po to, aby odwiedzić swego ciężko chorego przyjaciela. Takich gestów nie zna historia, może to zrobić tylko Jan Paweł II.

kard. J. M. Lustiger
KAI, 15.06

Sosnowiec, 14 czerwca

Podejmując wezwanie wieków, nie możemy zapominać o tej Bożej perspektywie współstwarzania, która nadaje wszelkim ludzkim wysiłkom właściwy sens i [właściwą] godność. Bez niej praca łatwo może być pozbawiona swego wymiaru podmiotowego. Wówczas przestaje być ważny człowiek, który ją wykonuje, a liczy się jedynie jej wartość materialna. Człowiek nie jest już traktowany jako sprawca i twórca, ale jako narzędzie produkcji.

Wydaje się, że w okresie koniecznych przemian gospodarczych w naszym kraju, można dostrzec symptomy takiego zagrożenia. Mówiłem o nich przed dwoma laty w Legnicy. Pojawiają się one wszędzie tam, gdzie w imię praw rynku zapomina się o prawach człowieka. Jest tak na przykład, gdy rachunek ekonomiczny usprawiedliwia pozbawienie pracy kogoś, kto wraz z nią traci wszelkie perspektywy na utrzymanie siebie i rodziny. Dzieje się tak również, gdy dla zwiększenia produkcji odmawia się pracownikowi prawa do odpoczynku, do troski o rodzinę, do wolności w podejmowaniu decyzji o kształcie własnej codzienności. Jest tak zawsze, gdy wartość pracy jest określana nie poprzez wysiłek człowieka, ale poprzez cenę produktu — co powoduje, że wynagrodzenie nie odpowiada trudowi.

Trzeba jednak dodać, że nie dotyczy to tylko pracodawców, ale również pracowników. Także ten, kto podejmuje pracę, może ulegać pokusie traktowania jej w sposób przedmiotowy, jedynie jako źródło materialnego wzbogacenia. Praca może zdominować życie człowieka do tego stopnia, że przestanie on dostrzegać potrzebę troski o zdrowie, o rozwój własnej osobowości, o szczęście najbliższych czy w końcu o swe odniesienie do Boga.

Jan Paweł II streścił w swoim sosnowieckim przemówieniu swoje trzy społeczne encykliki, dostosowując je do polskiego życia. Papież przypomina, że człowiek jest ważniejszy od praw ekonomicznych. Ojciec Święty nikogo nie oskarża, apeluje jednak do polityków, ekonomistów i pracodawców, aby stosowali się do personalistycznej koncepcji człowieka, którego dobro powinno być zawsze w centrum ludzkiej działalności. (…) Interesujący jest także w homilii apel skierowany do samych pracowników, aby nie podporządkowywali wszystkich dziedzin swojego życia pracy.

Maciej Zięba
KAI, 14.06

Gdy Papież mówił o pracy, słyszałem socjaldemokratę. Gdy mówił o pokoju — słyszałem pacyfistę. Jak to nazwać, jak określić tę postawę? Konserwatyzm otwarty? Katolicyzm integralny? Nie wiem. Wiem natomiast, że twarde

słowa Papieża o ludziach biednych, bezrobotnych, odtrąconych — są wyzwaniem dla wszystkich, którzy Papieża słuchali i oklaskiwali.

Adam Michnik
„Gazeta Wyborcza”, 19–20.06

Mówi to dlatego, że nic nie potrafiliśmy zrobić, a to, co zrobiliśmy, zostało wykonane gorzej niż to robili komuniści. Oni […] jeśli nawet tylko mówili, że dają, to i tak było to lepsze niż dzisiejsze mówienie, że niczego nie będziemy dawać, że biedny sam sobie musi wszystko zdobyć. My natomiast możemy ofiarować mu co najwyżej wędkę, a nie rybę. Tymczasem Papież przypomina, że Chrystus kazał apostołom rozdawać biednym ludziom ryby, a nie wędki.

Paweł Hertz
„Życie”, 15.06

Kraków, 15 czerwca

Od wieczornych godzin wczorajszego dnia, poniedziałku 14 czerwca, Ojciec Święty ma nieco podwyższoną temperaturę, prawdopodobnie na tle wirusowym. Z tego powodu poradzono mu, aby odwołał wszystkie zajęcia przewidziane na dzisiejszy dzień wtorek 15 czerwca. Ojciec Święty spędzi dzisiejszy dzień w swojej rezydencji w arcybiskupstwie krakowskim.

dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej dr Joaquin Navarro–Valls
KAI, 15.06

Liturgia dzisiejszej uroczystości ukazuje nam niejako najgłębsze korzenie tego, czym jest Kościół krakowski od tysiąca lat na polskiej ziemi. Jest jedynym i niepowtarzalnym urzeczywistnieniem przedwiecznego zamierzenia Ojca, który przez Jezusa Chrystusa w mocy Ducha Świętego napełniał tę wspólnotę Ludu Bożego wielorakim błogosławieństwem duchowym.

W tym samym duchu teraz, gdy dziękujemy za minioną świetność tego Kościoła, winniśmy jednocześnie patrzeć na dziś i na jutro. Trzeba, abyśmy postawili sobie pytanie: Co nasze pokolenie zrobiło z tym wielkim dziedzictwem? Czy Lud Boży tego Kościoła nadal żyje tradycją apostołów, misją proroków i krwią męczenników?

Trzeba, abyśmy na te pytania dali odpowiedź. Trzeba według niej układać przyszłość, aby się nie okazało, że skarb wiary, nadziei i miłości, który nasi ojcowie ustrzegli w zmaganiach i nam przekazali, to pokolenie zatraci uśpione, już nie jak w „Weselu” Wyspiańskiego, snem wolności, ale wolnością samą. Spoczywa na nas wielka odpowiedzialność — za rozwój wiary, za zbawienie współczesnego człowieka i za losy Kościoła w nowym tysiącleciu.

Dlatego za świętym Pawłem proszę was, bracia i siostry: zdrowe zasady miejcie za wzorzec w wierze i miłości w Chrystusie Jezusie. Dobrego depozytu strzeżcie z pomocą Ducha Świętego, który w was mieszka (por. 2 Tm 1,13–14). Wnieście go w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa z dumą i pokorą świadków. Przekażcie przyszłym pokoleniom orędzie Bożego miłosierdzia, które upodobało sobie to miasto, aby objawić się światu. U końca dwudziestego wieku świat zdaje się potrzebować tego orędzia bardziej niż kiedykolwiek. Nieście je w nowe czasy jako zaczyn nadziei i rękojmię zbawienia.

 Trudno powiedzieć, żebym dobrze spał tej nocy — powiedział KAI, kard. Macharski, zapytany o to, co czuł, kiedy otrzymał wiadomość o chorobie Jana Pawła II, która uniemożliwiła mu sprawowanie Mszy św. na Błoniach. Tym niemniej — dodał — gdy człowiek ufa miłosierdziu Bożemu, to wie, że nawet to, co w oczach ludzi mogłoby być nieudane, z punktu widzenia Boga jest udane. Mimo wszystko przyczynia ludziom dobra, przyczynia uśmiechu i pogody, a wyraźnie to widzieliśmy dzisiaj podczas Mszy św. na Błoniach.

KAI, 15.06

„Wszyscy czuliśmy, że Ojciec Święty jest wśród nas, a nieobecność fizyczną zrekompensowała jego obecność duchowa” — powiedział KAI, 15 czerwca po Mszy św. na Błoniach krakowskich Prymas Polski, kard. Józef Glemp.

Dla Ks. Prymasa dzisiejsza liturgia była przeżyciem wspólnoty Kościoła, która wykracza poza wymiar fizyczny. Uroczystość ta nasunęła mu pewne analogie z milenijną peregrynacją po Polsce obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej. Kiedy obraz został aresztowany w Sosnowcu, dalej wędrowały same ramy, ale przecież ludzie czuli obecność Matki Boskiej. W dzisiejszym doświadczeniu Ks. Prymas dostrzegł lekcję pokory, bo musieliśmy uznać słabość Ojca Świętego, który jest „wielkim pośrednikiem” między nami a Bogiem, bo przybliża nam Boga. Z drugiej strony było to też świadectwo ogromnej cierpliwości, wytrwałości i wiary, bo „mimo deszczu, błota pod nogami, ludzie szli na Błonia nawet wówczas, kiedy dowiedzieli się, że Ojca Świętego nie będzie”.

Prymas Polski, pozostając pod wrażeniem takiej postawy, powiedział: „To jest właśnie Kościół, który nie wyraża się w emocji, ale w głębokiej obecności Boga w życiu ludzi”. Zdaniem kard. Glempa dalszy program pielgrzymki będzie nadal realizowany, choć obecnie trudno powiedzieć w jakiej to będzie formie.

KAI, 15.06

Moim zdaniem, najbardziej intensywnym i znaczącym momentem podróży była Msza św. na Błoniach, którą nazywam „spotkaniem z nieobecnym Papieżem…”. Polacy mogli dzięki niemu przeżyć oczyszczenie i rozłąkę. Oczyszczenie od pewnego rodzaju sentymentalizmu, który jest trochę naszą chorobą narodową. Tymczasem nie; wszyscy widzieli w Papieżu postać dobrego i silnego ojca. Więź ta oparła się rozłące w przeciwieństwie do tego, z czym mamy do czynienia w przypadku gwiazd estrady.

Jan Andrzej Kłoczowski OP
KAI, 18.06

Opatrzność podarowała nam cierpiącego Papieża. Kraków przeżywa szczególne, bo duchowe spotkanie z Ojcem Świętym, a duchowa więź nie potrzebuje nawet fizycznej obecności.

ks. Witold Kawecki
„Gazeta Krakowska”, 16.06

Gliwice, 15 czerwca

Świadomość, że Bóg nas miłuje, winna przynaglać do miłości ludzi, wszystkich ludzi bez wyjątku i bez żadnego podziału na przyjaciół czy wrogów. Miłość do człowieka to pragnienie prawdziwego dobra dla każdego. To troska także o to, by zabezpieczyć to dobro i odsunąć wszelkie formy zła i niesprawiedliwości.

Stary Sącz, 16 czerwca

„Święci nie przemijają. Święci żyją świętymi i pragną świętości”. (…) Jeżeli dziś mówimy o świętości, o jej pragnieniu i zdobywaniu, to trzeba pytać, w jaki sposób tworzyć właśnie takie środowiska, które sprzyjałyby dążeniu do niej. Co zrobić, aby dom rodzinny, szkoła, zakład pracy, biuro, wioski i miasta, w końcu cały kraj stawały się mieszkaniem ludzi świętych, którzy oddziaływują dobrocią, wiernością nauce Chrystusa, świadectwem codziennego życia, sprawiając duchowy wzrost każdego człowieka? Święta Kinga i wszyscy święci i błogosławieni XIII wieku dają odpowiedź: potrzeba świadectwa. Potrzeba odwagi, aby nie stawiać pod korcem światła swej wiary. Potrzeba wreszcie, aby w sercach ludzi wierzących zagościło to pragnienie świętości, które kształtuje nie tylko prywatne życie, ale wpływa na kształt całych społeczności.

Bracia i siostry, nie lękajcie się chcieć świętości! Nie lękajcie się być świętymi! Uczyńcie kończący się wiek i nowe tysiąclecie erą ludzi świętych!

Święta Kinga uczy, że zarówno małżeństwo, jak i dziewictwo przeżywane w jedności z Chrystusem może stać się drogą świętości. Ona staje dziś na straży tych wartości. Przypomina, że w żadnych okolicznościach wartość małżeństwa, tego nierozerwalnego związku miłości dwojga osób, nie może być poddawana w wątpliwość. Jakiekolwiek rodziłyby się trudności, nie można rezygnować z obrony tej pierwotnej miłości, która zjednoczyła dwoje ludzi i której Bóg nieustannie błogosławi. Małżeństwo jest drogą świętości, nawet wtedy, gdy staje się drogą krzyżową.

Święta Kinga (…) bardzo ceniła czystość i dziewictwo, słusznie upatrując w tym stanie niezwykły dar, dzięki któremu człowiek w sposób szczególny doświadcza własnej wolności. Tę zaś wewnętrzną wolność może uczynić miejscem spotkania z Chrystusem i z człowiekiem na drogach świętości. U stóp tego klasztoru, wraz ze świętą Kingą proszę szczególnie was, ludzie młodzi: brońcie tej swojej wewnętrznej wolności! Niech fałszywy wstyd nie odwodzi was od pielęgnowania czystości! A młodzieńcy i dziewczęta, których Chrystus wzywa do zachowania dziewictwa na całe życie, niech wiedzą, że jest to uprzywilejowany stan, przez który najwyraźniej przejawia się działanie mocy Ducha Świętego.

A gdy dziś pytamy, jak uczyć się świętości i jak ją realizować, święta Kinga zdaje się odpowiadać: trzeba troszczyć się o sprawy Pana na tym świecie. Ona daje świadectwo, że wypełnianie tego zadania polega na nieustannym staraniu o zachowanie harmonii pomiędzy wyznawaną wiarą a własnym życiem. Dzisiejszy świat potrzebuje świętości chrześcijan, którzy w zwyczajnych warunkach życia rodzinnego i zawodowego podejmują swoje codzienne obowiązki; którzy pragnąc spełniać wolę Stwórcy i na co dzień służyć ludziom, dają odpowiedź na Jego przedwieczną miłość. Dotyczy to również takich dziedzin życia, jak polityka, działalność gospodarcza, społeczna i prawodawcza (por. Christifideles laici, 42).

[A teraz jeszcze powtórka z geografii. Jesteśmy tu, w Starym Sączu, skąd wyruszamy ku Dzwonkówce, Wielkiej Raczy, na Prehybę; Dzwonkówce, Wielkiej Radziejowej, na Prehybę, dochodzimy do Wielkiej Raczy. Wracamy na Prehybę i schodzimy albo zjeżdżamy na nartach, na nartach…[Oklaski]Prehyby do Szlachtowej i do Krościenka. W Krościenku, na Kopiej Górce jest Centrum Oazy. W Krościenku przekraczamy Dunajec, który płynie razem z Popradem w kierunku Sącza Nowego i Starego i jesteśmy w Sączu z powrotem. A kiedy na Dunajcu jest wysoka woda, to można w pięć, sześć godzin przepłynąć od Nowego Targu do Nowego Sącza. To tyle tej powtórki z geografii.]

Licy się, ze [Papież] jest z nami. Jak będzie zdrowsy, to se jesce pocyto.

KAI, 17.06

Najbardziej wstrząsnęło mną wezwanie Papieża do świętości osobistej, skierowane do nas w Starym Sączu. Papież doskonale zdaje sobie sprawę, że bez zbliżenia osoby do Chrystusa i do wartości moralnych oraz bez pracy nad własnym charakterem, wszystko inne się rozmyje, a życie człowieka nie będzie sensowne. W moim odczuciu jest to jedno z najważniejszych przypomnień Ojca Świętego.

Leon Knabit OSB
KAI, 17.06

Śmigłowiec wiozący Jana Pawła II ze Starego Sącza do Wadowic, o godz. 17.14 dwukrotnie zatoczył koło nad wsią i „domem wiary” w Jamnej. „Przeżyliśmy nalot. To był szok. Jestem szczęśliwy i dumny” — powiedział ojciec Góra chwilę po papieskim błogosławieństwie.

KAI,16.06

Wadowice, 16 czerwca

Przed rozpoczęciem modlitwy Sub tuum praesidium Papież powiedział:

[Obiecujemy] Jeżeli dobrze pamiętam, to ten dom znajduje się przy ulicy Mickiewicza. [brawa] Ta ulica prowadzi w kierunku Choczni. Przy niej znajduje się gimnazjum. [brawa] Gimnazjum imieniem Marcina Wadowity, którego byłem uczniem przez osiem lat. Na tyle szkoły podstawowej powszechnej tu w tym budynku, w którym jest również Zarząd Miasta, Magistrat. Potem przeszedłem do gimnazjum, a z gimnazjum chodziło się do „Sokoła” na gimnastykę. Chodziło się także do „Sokoła” na przedstawienia. Wspominam Mieczysława Kotlarczyka, wielkiego twórcę teatru słowa. Wspominam moich kolegów i koleżanki z Wadowic Halinę Królikiewiczówną–Kwiatkowską. Wspominam też Zbyszka Siłkowskiego, nieżyjącego, w tym domu. W domu, który należał do państwa Homme. Wiele wspomnień. W każdym razie tu w tym mieście Wadowicach wszystko się zaczęło. I życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła, i studia się zaczęły, i teatr się zaczął, i kapłaństwo się zaczęło. [Sto lat] To jest łatwiej wyśpiewać niż wykonać. [Pomożemy] To już raz słyszałem w Gorzowie. To już raz słyszałem w Gorzowie. Daj Boże, żeby się spełniło. [brawa] A więc tam jest ulica Mickiewicza, tam jest Zatorska, tak, tu jest Krakowska. Tam jest dawny Zbożny Rynek, dawny. A tam jest Choczenka. A tam za nami jest Skawa. A tutaj była księgarnia „Foltyna”. Jest jeszcze? Nie. A w tamtym domu mieszkał Jurek Kluger. A tam była cukiernia. Po maturze chodziliśmy na kremówki. [Kochamy Ciebie] Że myśmy to wszystko wytrzymali, te kremówki po maturze. A tam w dół, od gimnazjum w górę idzie ulica Słowackiego. A tu Karmelicka. Dalej jest park, park TUMWiO Towarzystwo Utrzymania…, TUMWiO, Miasta i Okolicy Wadowic, tak? [brawa] Nie zapomina się tak łatwo. A tu jest ulica Tatrzańska, dalej jest cmentarz, potem jest Parafia św. Piotra. [Przyjedź do nas, Zostań z nami] Potem jest za Parafią św. Piotra, jest Gorzeń. Gorzeń, to i Dzwonek. Z Gorzenia schodzi się do Skawy. Po drugiej stronie jest Góra Jaroszowska. I tak dalej, aż pod Kalwarię. [Co jest za Kopcem?] Za Kopcem jest Klecza Dolna. [brawa] Za Kleczą Dolną jest Klecza Górna. [brawa] Za Kleczą Górną jest Barwałd, Kalwaria Zebrzydowska, i już. No, dość tych wspominań. [Jeszcze] Ten dom należy do pani Marii Rodzińskiej. Przy ulicy 3 Maja były koszary 12 Pułku Piechoty. Na 11–ego Listopada, na 3–ego maja były tutaj uroczystości na Rynku. Msza św. polowa, potem defilada przed koszarami. My też braliśmy w tym udział jako studenci należący do „Legii”, jeszcze nie akademickiej. I tak do wojny. No, kończmy powoli. [Nie…, Jeszcze] A ten dom był dla mnie szczególnie gościnny. Tu miałem prymicje, po święceniach kapłańskich, i biskupich, i kardynalskich. Wiele razy w domu u państwa Hommów, czyli Zbyszka Siłkowskiego. [Dziękujemy] Codziennie ich wspominam. A na scenie wadowickiej sięgaliśmy po największe utwory klasyków, poczynając od „Antygony”. Nie wiem, czy dzisiaj jeszcze tak jest. No, kończmy już. Sub tuum praesidium …

Tak więc Bóg zapłać wszystkim za wszelkie dobro. Wszystkiego się nie da wymienić, spamiętać i tak dość dużo pamiętam. [brawa; Bardzo dużo] Bo się porządnie uczyłem w szkole. Jeszcze się uczyłem łaciny, jeszcze się uczyłem greki. Wy wiecie co to jest? Coś wspaniałego. No, będziemy kończyć. [Nie, … Jeszcze, … Jeszcze chcemy, … Chcemy wysłuchać, …] Kiedy byliśmy w piątej gimnazjalnej graliśmy „Antygonę” Sofoklesa. Antygona — Halina, Ismena — Kazia, mój Boże. A ja grałem Hajmona. „O ukochana siostro ma, Ismeno, czy ty nie widzisz, że z klęsk Edypowych żadnej na świecie los nam nie oszczędza?” Pamiętam do dziś. A wy jeszcze gracie teraz, macie teatr amatorski w „Sokole”? Macie teatr amatorski w „Sokole”? Tam to było świetnie.

Włoscy watykaniści wzywają Jana Pawła II do oszczędzania sił w związku z czekającymi go kolejnymi zadaniami w Kościele. „W oczekiwaniu na przyszły, cenny trud, chcielibyśmy prosić Waszą Świątobliwość, by mniej męczył się teraz i oszczędzał swe siły” — napisał w liście otwartym do Papieża włoski watykanista Domenico Del Rio.

KAI, 16.06

Kiedyś zastanawiałam się, czy Papież pamięta smak lodów z dzieciństwa. Okazało się, że pamięta… smak kremówek…

Urzeka mnie prostota i poczucie humoru Ojca Świętego. Gdy słucham przepięknego monologu z Wadowic, gdy słyszę, jak Papież mówi obcymi językami, jak zdaje egzamin z geografii, to płaczę i śmieję się jednocześnie. Urzeka mnie to, że Papież jest tak bardzo autentyczny, że nie wstydzi się swoich odczuć, że potrafi się przyznać, że zawołanie: „Niech żyje Papież” kojarzy mu się ze słowami: niech żyje łupież!

To niezwykłe, że osoba duchowna, niemalże święta, mówi o tym, jak nazywali się wadowiczanie czy mieszkańcy Kalwarii, jak nazywali się dawni koledzy, przyjaciele… Że tak wiele mówi o spłacaniu długów…

Papież zostawił nam przesłanie, które winniśmy wypełniać całym swoim życiem, które winno być dla nas drogowskazem.

Zofia Kucówna
KAI, 17.06

Około 20 minut trwała wizyta Jana Pawła II w kościele Trójcy Świętej w Krakowie. Papież spotkał się tam ze 150–osobową grupą dominikanów i 40. mniszkami dominikańskimi. Ojciec Święty najpierw modlił się w ciszy a następnie wspominał swoje dawne związki z tą świątynią.

KAI, 16.06

Gliwice, 17 czerwca

Bóg zapłać! Bóg zapłać za waszą świętą cierpliwość dla Papieża!

Oklaski, okrzyki: „Dużo zdrowia!”

Widać, że Ślązak cierpliwy i twardy. Bo ja bym z takim Papieżem nie wytrzymał. Ma przyjechać, nie przyjeżdżo, potem znowu ni ma przyjechać — przyjeżdżo.

Okrzyki: „Nic nie szkodzi!”

No to dobrze. Jak nic nie szkodzi, to jakoś ze spokojnym sumieniem odjadę do Rzymu.

Okrzyki: „Zostań z nami! Witaj doma!”

Jeszcze pojadę Matkę Boską Częstochowską przeprosić i ze spokojnym sumieniem odjadę, bo mi Ślązaki z Gliwic przebaczyły.

Okrzyki: „Zostań z nami!”

Bogu dzięki, że choć padać przestało.

Okrzyki: „Nie padało!”

Ale w Krakowie padało.

Okrzyki: „Zostań tutaj!”

Wyście zawsze lepsi.

Okrzyki: „Kochamy Ciebie!”

Bogu dzięki, że choć tyle. Na drugi raz zobaczymy.

Okrzyki: „Jeszcze więcej!”

Mówią: „możesz jechać”.

Ślązaki umieją śpiewać. Wystarczy przypomnieć te nieszpory na Górze Świętej Anny. Umieją śpiewać. Bóg wam zapłać. Szczęść Boże!

Okrzyki: „Szczęść Boże! Do zobaczenia! Przyjedź znowu!”

Kraków–Balice, 17 czerwca

Wracając do Watykanu, nie opuszczam mego rodzinnego kraju. Zabieram w pamięci widok ojczystej ziemi, od Bałtyku do [gór], a w sercu zachowuję to wszystko, czego dane mi było doświadczyć pośród moich Rodaków. Raz jeszcze pragnę zapewnić: w moich myślach i modlitwach Polska i Polacy zajmują miejsce szczególne. Was, umiłowani Bracia i Siostry, proszę, abyście [w dalszym ciągu] wspierali mnie w moim Piotrowym posługiwaniu, jak długo Opatrzność Boża pozwoli mi je pełnić. („Przyrzekamy!”)

Najbardziej urzekła mnie siła ducha Papieża, która stanowi naukę dzielności chrześcijańskiej i klasycznej. Olśniła mnie również reakcja wiernych na słowa Ojca Świętego, która przeszła wszelkie oczekiwania. To naprawdę niezwykłe, jak wielki wpływ Jan Paweł II ma na społeczeństwo. Myślę, że można porównać tę wizytę z pierwszą pielgrzymką do ojczyzny, kiedy ludzie nagle zobaczyli samych siebie i kiedy Papież tak bardzo wpłynął na wszystkie późniejsze procesy społeczne. Myślę, że teraz będzie podobnie. Jestem przekonany, że będzie to nowa data w historii Polski.

Jeżeli chodzi o słowa papieskie, które wywarły na mnie największe wrażenie, przywołałbym w pamięci te z sopockiej homilii o miłości, która przebacza, ale nie zapomina, jak również modlitwę o uchronienie od nienawiści i niepamięci. Jest to dziś bardzo ważne, wielu chciałoby bowiem dzisiaj, byśmy zapomnieli o doznanych krzywdach. A to już byłoby bezprawie. Ocalenie pamięci jest do głębi chrześcijańskie i klasyczne, wpisane w tradycję europejską.

prof. Zygmunt Kubiak
KAI, 17.06

To niezwykłe i bardzo wzruszające, jak Papież potrafi łączyć rzeczy wielkie z powszednimi. Ojciec Święty nie zatrzymuje się na wysokich tonach. Nie musiało tam padać słowo miłość. Ta miłość została ukazana od wnętrza człowieka, od strony bardzo ludzkiej. Okazało się, że nauczanie Papieża to nie są tylko hasła.

ks. prof. Andrzej Szostek
KAI, 17.06

Prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział wczoraj we Wrześni — czytamy w „Rzeczpospolitej” — „pora wyleczyć się z frustracji powyborczych. Jeżeli ktoś nie chce słuchać mnie, niech słucha papieża, który mówi mniej więcej to samo, chociaż innymi słowami”. „Życie” dodaje, że Kwaśniewski deklarował, iż choć nie jest człowiekiem wierzącym, słucha słów Ojca Świętego. „To samo radził innym.”

KAI, 15.06

Wszystkie służby tak doskonale się sprawdziły, że od jutra możemy zacząć przygotowywać następną pielgrzymkę..

Jerzy Buzek
KAI, 17.06

Największy problem, jaki stoi przed Kościołem w Polsce, brzmi natomiast: co z przesłania papieskiego zapamiętamy i jak głęboko sobie je przyswoimy. Pod tym względem była to, moim zdaniem, najbardziej optymistyczna z pielgrzymek do niepodległej Polski. Więź, jaka nawiązała się między Ojcem Świętym a Polakami, była szczególnie osobista, że można już być pewnym, iż wpływ Jana Pawła II na trwałe pozostawi piętno w polskiej duszy.

Jarosław Gowin
KAI, 17.06

„Zostań z nami” wołały do Jana Pawła setki tysięcy ludzi w każdym z kilkudziesięciu miejsc Jego polskiej pielgrzymki. Była w tym miłość i wiara. (…) Było wreszcie pragnienie bycia razem, utrzymania społecznych więzi, było „my”. Wielkim polskim wyzwaniem, wyzwaniem kulturowym i cywilizacyjnym, jest, jak to odświętne „my” z pielgrzymki zamienić w nową formułę wspólnoty, solidarności ludzi, rodzin, całego społeczeństwa, narodu.

Tomasz Żukowski
„Życie”, 18.06

„Nie słyszę, co mówicie, ale myślę, że mówicie mądrze.” To zdanie zostało wypowiedziane do zgromadzonych w Sandomierzu. Jest to kwintesencja stosunku Jana Pawła II do ludzi prostych — poszanowanie wartości, które reprezentują, i mądrości, której są nośnikiem. Papież zaprezentował postawę, której tak bardzo u nas brakuje. Ludzie odebrali to jako potwierdzenie ich godności. Było to niezwykle wzruszające i typowe dla papieża.

prof. Jadwiga Staniszkis
„Życie”, 18.06

160 godzin czasu antenowego poświęciły łącznie różne stacje telewizyjne na codzienne relacje i podsumowania wizyty Jana Pawła II w Polsce. Z badań przeprowadzonych przez OBOP wynika, że 90% Polaków zasiadało między 5 a 17 czerwca przed telewizorami, by oglądać programy papieskie.

Największym zainteresowaniem wśród widzów cieszyła się transmisja z pożegnania Jana Pawła II na lotnisku w Krakowie. Obejrzał ją prawie co trzeci Polak.

KAI, 18.06

Aż 10 mln 200 tys. osób uczestniczyło w spotkaniach z Ojcem Świętym w czasie czerwcowej wizyty Jana Pawła II.

Najwięcej pielgrzymów przybyło na Mszę św. do Krakowa — 1,4 mln osób, 1 mln było w Warszawie, po 700 tys. w Sopocie i Starym Sączu. W czasie obecności Jana Pawła II w Polsce naszą granicę przekroczyło ponad 10 mln osób, czyli o ponad 200 tys. więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. W spotkaniach z Papieżem uczestniczyło 20 tys. wiernych ze Wschodu, w tym 7,3 tys. z Ukrainy, 3,3 tys. z Białorusi i 2,6 tys. z Litwy.

Ojciec Święty w ciągu 13 dni przeleciał helikopterem 2,5 tys. kilometrów, spędzając w powietrzu łącznie 15 godzin.

W czasie trwania pielgrzymki nie zanotowano żadnych poważnych incydentów kryminalnych i porządkowych. W miejscowościach, w których był Papież, odnotowano spadek przestępczości od 25 do 50%.

KAI, 18.06