Góry Tabor i Hermon

Góry Tabor i Hermon

Ewangelie wspominają, że Jezus z wybranymi uczniami udał się na szczyt wysokiej góry, gdzie „…przemienił się wobec nich”. Chrześcijańska Tradycja umiejscawia to wydarzenie na górze Tabor. Warto jednak wspomnieć, że istnieją również inne hipotezy, lokujące ową górę w innych miejscach Palestyny. Jedna z nich umieszcza Przemienienie na szczycie góry Hermon.

Ewangelie wspominają, że Jezus z wybranymi uczniami udał się na szczyt wysokiej góry, gdzie „…przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał im się Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie». I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa” (Mt 17,1–8, Mk 9,2–8, Łk 9,28–36).

Chrześcijańska Tradycja umiejscawia to wydarzenie na górze Tabor, znajdującej się w południowo–wschodniej Galilei. Wbrew temu, o czym wspomina Ewangelia, nie jest to góra bardzo wysoka, jest jednak — z racji swojego przypominającego symetryczny kopiec kształtu oraz swego oddalenia od innych wzniesień — bardzo charakterystyczna i widoczna ze znacznej odległości. Co zresztą było w przeszłości wykorzystywane praktycznie — na wierzchołku Żydzi mieli zwyczaj rozpalania ognia, aby zawiadomić ludność o początku nowego miesiąca.

Zbocza góry porasta las iglasty, zaś na jej szczyt wiedzie bardzo wąska, kręta i miejscami dość eksponowana droga asfaltowa — a także kilka szlaków turystycznych — dla osób z zamiłowaniem do wędrówek. O ile zbocza góry Tabor są strome i spadziste, o tyle jej wierzchołek jest łagodny i lekko tylko wypukły, tworząc sporą platformę, na tyle dużą, że zmieściły się na niej dwa kościoły — grecki i katolicki, oba otoczone ogrodami. Droga wiodąca na szczyt rozwidla się na płaskowyżu, prowadząc jednym ramieniem do posiadłości franciszkanów, a drugim do Greków. W efekcie, choć tereny obu kościołów przylegają do siebie i oddzielone są tylko niewielkim murem, to jednak turysta, chcący po obejrzeniu jednej ze świątyń obejrzeć drugą, musi cofnąć się aż do rozwidlenia. Upał sprawił, że nie mieliśmy ochoty wracać na nogach i postanowiliśmy odnaleźć w granicznym murze jakąś bramę, którą można by przejść z kościoła franciszkańskiego do greckiego „na skróty”. Istotnie, furtkę udało się nam szybko odnaleźć; niestety, okazało się, że jest kompletnie zardzewiała i zarośnięta — co oznacza, że używana jest rzadko, być może nie była otwierana nigdy.

Ta zardzewiała furtka pomiędzy kościołem katolickim a greckim prawosławnym, oboma tkwiącymi — niczym enklawy — w rejonie zamieszkałym przez (w większości muzułmańskich) Arabów oraz Żydów to bolesny symbol podziału chrześcijaństwa.

Panująca nad okolicą kopuła góry Tabor aż się prosi o to, aby zostać ufortyfikowana i wykorzystana do celów militarnych. Istotnie — w ciągu historii była ona niejednokrotnie świadkiem walk. Położona na pograniczu terenów plemion Zebdulona, Neftalego i Isachara stanowiła dla wojowników Izraelitów punkt zborny, gdy w razie zagrożenia ogłaszano pospolite ruszenie na wojnę. W Księdze Sędziów znajdują się wzmianki o tym, jak wódz Izraelitów Barak za poradą prorokini Debory zgromadził na górze Tabor wojowników plemion izraelskich, po czym — atakując ze szczytu maszerujące w dolinie wojska Kananejczyków — odniósł efektowne zwycięstwo.

Podczas powstania żydowskiego przeciwko Rzymianom szczyt został ufortyfikowany przez Józefa ben Mattiahu, później, po jego schwytaniu i przejściu na stronę Rzymian znanego lepiej jako Józef Flawiusz, słynny historyk 1. Fortyfikacje te stały się schronieniem dla paru tysięcy żydowskich uchodźców szukających tam ratunku przed legionistami. Podczas oblężenia zabrakło wody i rzymski dowódca zaproponował złożenie broni na honorowych warunkach. Obrońcy — z pozoru — ofertę przyjęli zgadzając się zejść ze szczytu, po cichu jednak zaplanowali podstępnie zaatakować Rzymian, gdy ci nie będą się tego spodziewać, na chwilę przed umówioną kapitulacją. Jak się jednak okazało, trafił spryciarz na spryciarza — Żydzi tylko z pozoru chcieli się poddać, zaś Rzymianie tylko z pozoru mieli zamiar dotrzymywać obiecanych warunków chcąc — po złożeniu przez obrońców broni — wymordować ich. Doszło do walki, w której Rzymianie odcięli Żydom powrót do fortecy na górze. Ich niedobitki zdołały przedostać się do Jerozolimy. Zgromadzona na górze Tabor ludność poddała się później bez dalszego oporu. Józef Flawiusz nie wspomina nic na temat jej dalszych losów 2.

Jak widzimy, szczyt tej góry był świadkiem niejednego wydarzenia. Jeżeli jednak Czytelnik przeczyta uważnie opis Przemienienia Jezusa przekazany nam w Ewangelii, to zauważy, że nie zawiera on absolutnie żadnej informacji pozwalającej umiejscowić to wydarzenie na górze Tabor! Co więcej — szczyt tej góry, jak wynika z przytoczonych historii, nie był bynajmniej opuszczony i bezludny, co nie zgadzałoby się z opisem pozostawionym nam w Ewangeliach.

Trudno powiedzieć, dlaczego Tradycja wiąże Przemienienie z tą właśnie górą — prawdopodobnie „tak się przyjęło i już później pozostało”. Nie mając żadnych innych informacji pozwalających zlokalizować szczyt, na którym miało miejsce to wydarzenie, musimy dać Tradycji wiarę — z braku lepszej alternatywy. Warto jednak wspomnieć, że istnieją również inne hipotezy, lokujące ową górę w innych miejscach Palestyny. Jedna z nich umieszcza Przemienienie na szczycie góry Hermon.

Hermon to właściwie nie tyle góra, co całe pasmo ciągnące się od północnego krańca wzgórz Golan w głąb Syrii i Libanu. W dzisiejszym Izraelu znajduje się tylko jeden z jego pomniejszych szczytów — Micpe Szelagim — czyli „śnieżna Strażnica” lub „śnieżny punkt obserwacyjny”. Nazwa o tyle dobrze wybrana, że szczyt ten zajmuje radarowa stacja wczesnego ostrzegania, mająca za zadanie zaalarmować armię izraelską w przypadku groźby nieoczekiwanego ataku ze strony Syrii. Wybudowanie bazy wojskowej na Hermonie ma bowiem swoje uzasadnienie w historii konfliktu izraelsko– –arabskiego.

Do roku 1967 góra Hermon oraz wzgórza Golan znajdowały się w Syrii. Podczas dwóch końcowych dni wojny sześciodniowej Izraelczycy opanowali te ostatnie, jednak w zamęcie bitewnym zapomnieli o masywie leżącym na uboczu w stosunku do linii głównego ataku. Można ich o tyle zrozumieć, że góra Hermon widziana z doliny Jordanu (a więc z przedwojennych pozycji izraelskich) wygląda dość niepozornie, nie sprawiając wrażenia, że jej szczyt wznosi się na ponad 2800 metrów i stanowi wspaniały punkt widokowy pozwalający obserwować ogromny fragment państwa Izrael. Czytałem wspomnienia jednego z izraelskich spadochroniarzy, którzy desantem z helikopterów opanowali pozycję leżącą głęboko na tyłach linii syryjskich. Żołnierz ów opowiadał, że gdy po raz pierwszy w życiu ujrzał wówczas Hermon w całej okazałości, był zaskoczony jego ogromem.

Izraelski sztab również zorientował się w znaczeniu góry stosunkowo późno — dopiero na kilka godzin przed końcem wojny. Gdy dym bitewny zaczął się już powoli rozwiewać, jeden z dowódców niższego szczebla zwrócił oczy w stronę Hermonu i zapytał — „A czy właściwie ktoś wie, do kogo teraz należy ten szczyt?” Nikt w jego otoczeniu nie wiedział, wezwano więc helikopter, który poleciał rozpoznać, w czyich znajduje się on rękach. Po drodze zabrakło mu paliwa i wylądował przymusowo na szczycie — jak się okazało — całkowicie bezludnym. Kilkanaście minut później podpisane zostało zawieszenie broni. Dzięki obecności na Hermonie izraelskich lotników oczekujących na pomoc, góra znalazła się po izraelskiej stronie linii demarkacyjnej.

Na tym perypetie szczytu się nie zakończyły. Na wierzchołku Izraelczycy zainstalowali ową stację radarową, pozwalającą im obserwować ruchy armii syryjskiej. Zdając sobie sprawę z jej znaczenia, na samym początku wojny Yom Kippur w roku 1973 komandosi syryjscy stację tą zdobyli i zniszczyli w błyskotliwym ataku z pomocą helikopterów. Pozbawieni ostrzeżenia o następującym ataku Izraelczycy zostali w pełni zaskoczeni i w efekcie niewiele brakowałoby, aby wojnę przegrali.

Uratował ich splot błędów dowództwa arabskiego, szczęście, ich własna brawura i wysoki poziom wyszkolenia wojsk, a także zarządzona przez Nixona masowa pomoc militarna. Dość powiedzieć, że pod koniec wojny Yom Kippur odzyskanie szczytu stało się ważnym priorytetem dla izraelskiego dowództwa. Na Hermon rzucona została Golani — elitarna brygada piechoty. Jej żołnierze, w pełnym bojowym ekwipunku każdy, wspięli się na grzbiet pieszo parokrotnie szybciej aniżeli zajmuje to turyście z lekkim plecakiem, mimo że musieli wnieść ze sobą zaopatrzenie, a przy okazji też „trochę” powalczyć z broniącymi góry Syryjczykami.

Ponownie zdobyty przez Izraelczyków wierzchołek zamieniono w wielki obóz warowny. Szczyt pokryty został fortyfikacjami i bunkrami mającymi zapewnić bezpieczeństwo instalacjom radarowym i ochronić je przed ponownym atakiem komandosów. Od podnóża góry aż na grzbiet poprowadzono betonowe drogi. Słowem — Hermon został utracony dla miłośników gór. Jedynie niewielki fragment zamieniono na ośrodek narciarski, poprowadzono w okolice szczytu wyciąg krzesełkowy, zaś u podnóża góry wyrosło Neve Ativ, czyli miejscowość stanowiąca lokalny odpowiednik Zakopanego. Większość masywu — nawet w jego izraelskiej części — nie jest dostępna dla turystów. Na szczyt Hermonu udało mi się jednak dostać — i zwiedzić tereny na ogół zamknięte — gdy podczas żydowskiego święta Szawuot (Tygodni) armia izraelska zezwoliła na w miarę swobodne poruszanie się po okolicy.

Ogromne fragmenty zboczy Hermonu są w dalszym ciągu zaminowane — jest to jednak problem na wzgórzach Golan dość powszechny. Wprawdzie saperzy zrobili, co mogli, aby usunąć zeń miny, jednak nie byli w stanie zagwarantować, że teren jest już w stu procentach „czysty”. W efekcie turysta, który wędrując po wzgórzach Golan lub Hermonie, zboczy ze znakowanego szlaku, ryzykuje nie tylko zabłądzeniem, ale i — dosłownie — życiem. Co roku mają zresztą miejsce wypadki śmiertelne.

Szczyt — a właściwie szczyty — Hermonu — przypominają krajobraz Tatr Zachodnich — lub jeszcze lepiej — Babiej Góry. Są to łagodne grzbiety zwieńczone rumowiskami kamieni wznoszące się wysoko ponad piętro kosówki i hal. W zimie pokrywa je śnieg, co jest o tyle ważne, że topniejąc, wiosną zasila on wypływające u podnóża góry źródła strumieni Hermon, Snir i Dan, które, łącząc się w jeziorze Hula, dają początek rzece Jordan, przepływającej przez jezioro Genezaret, stanowiące najważniejsze źródło wody pitnej dla państwa Izrael. Niech mi więc będzie wolno wygłosić proroctwo — niezależnie od przebiegu negocjacji pokojowych z Palestyńczykami Izrael nie zgodzi się na zwrot Hermonu Syrii. Po prostu rezygnując z kontroli nad źródłami Jordanu, popełniłby samobójstwo. Przed rokiem 1967 jego ludność stanowiła ułamek liczby mieszkańców zamieszkujących go obecnie, a zapewnienie wody dla ponad 5 milionów obywateli nie jest bynajmniej proste.

Ale wróćmy do Przemienienia. Jak powiedziałem, nie będziemy nigdy wiedzieć, gdzie ono nastąpiło. Skoro naszym jedynym źródłem informacji na ten temat jest Tradycja, mówiąca, że miało to miejsce na górze Tabor — to musimy jej wierzyć. Przyznać jednak trzeba, że Hermon dużo lepiej pasuje jako scenografia do tego wydarzenia. Dziki szczyt, spowity obłokami, odludny i zarzucony kamieniami, w swojej grozie dużo bardziej pasuje jako miejsce na wydarzenie, które tak Apostołów przeraziło, że nie wiedzieli, co mówić, aniżeli góra Tabor stanowiąca w istocie rzeczy taki trochę większy kopiec Kościuszki czy Piłsudskiego w Krakowie.

1 Józef Flawiusz, Wojna żydowska, księga 2, rozdz. 20, par. 6.
2 Józef Flawiusz, Wojna żydowska, księga 4, rozdz. 1, par. 8.

Góry Tabor i Hermon
Tomasz Włodek

urodzony w 1965 r. – pracownik naukowy, przebywa w USA, publikował w miesięczniku „W drodze” oraz w polskiej prasie wydawanej poza granicami kraju. Autor cyklu felietonów pt....