Trucizny intelektu

Trucizny intelektu

Stanisławowi Charchutowi

Dla św. Augustyna tylko dwie rzeczy były pewne – że istniejemy i że myślimy. Kartezjusz uważał, że intelekt jest w stanie uzyskać wierny i kompletny obraz rzeczywistości. W Rozprawie o metodzie nie zawahał się stwierdzić, iż „zdolność poprawnego sądzenia i odróżniania prawdy od fałszu, którą właśnie nazywamy rozsądkiem lub rozumem, jest z natury swej jednakowa u wszystkich ludzi”. Był przekonany, że umiejętnie kierując rozumem każdy jest w stanie nie tylko poszerzyć swoją wiedzę, ale i osiągnąć pewien postęp duchowy. Kartezjuszowi nie wystarczały „zmysły, które nieraz nas zwodzą”, wyobraźnia ani myślenie. Wybrał wątpienie jako najlepszą drogę do poznania i uzyskania ostatecznej pewności.

Począwszy od Kartezjusza rola subiektywnego myślenia ciągle rosła. W XX stuleciu – choć coraz częściej nazywane jest ono wiekiem irracjonalizmu – paradoksalnie wzrosło znaczenie intelektualistów. Pojęcie, którego jeszcze niedawno używano niechętnie, stało się obecnie nie tylko wyróżnikiem, szczególnie dla człowieka pracującego umysłowo czy naukowo, ale i określeniem grupy ludzi. Przynależność do owej „myślącej” grupy daje dzisiaj prawo do wypowiadania się niemal na każdy temat, wydawania moralnych ocen, a nawet odbywania swoistego sądu nad światem.

Na okładce 751 numeru tygodnika „L’Événement” widnieje tytuł: 50 intelektualistów odpowiada. Odpowiada na kwestie dotyczące współczesnego myślenia i… ludzi najbardziej myślących. Ankieta przeprowadzona wśród znanych pisarzy, sławnych historyków, redaktorów liczących się pism, wziętych socjologów, popularnych eseistów, wpływowych dziennikarzy, często pojawiających się w mediach filozofów, prezentuje poglądy – jak się zwykło dzisiaj mówić – humanistów. Nauki humanistyczne reprezentuje również: islamista, psychoanalityk, politolog i demograf. Inne intelektualne profesje nie zostały wzięte pod uwagę. Najczęściej wśród uznanych autorytetów pojawiają się: Barthes, Battaille, Castoriadis, Derrida, Foucault i Sartre. „Niech żyje doktor Kevorkian!” – napisał filozof Roland Jaccard, stwierdzając jednocześnie, że najważniejsza jest dzisiaj debata na temat eutanazji. „Tym, który najbardziej by się nam dziś przydał, jest Jean Genet, burzący wszelkie porządki, wiecznie nie nasycony, genialny prowokator i obrońca poniżonych” – wyznał pisarz Tahar Ben Jelloun, zwracając uwagę na rażącą dominację silnych nad słabymi. Na 41 respondentów 3 sprzeciwiło się przyznawaniu intelektualistom szczególnych praw. Zdaniem historyka Henry’ego Rousso, nadawanie intelektualistom miana autorytetów moralnych posiada we Francji długą tradycję, ale jest to wizja nostalgiczna i choć ceniona (zakorzeniona w świadomości ludzi), już nieco przebrzmiała. Dyrektor „Nouvel Observateur”, Jean Daniel, uznał, że wystarczą słowa Michela Foucaulta: „Przestałem wierzyć w [wyjątkową] rolę intelektualistów”. Greccy mędrcy, żydowscy prorocy i rzymscy prawodawcy dali nam bowiem wszystko. Etyka, jaką stworzyli, jest uniwersalna i nie potrzeba jej specjalnych referencji. Stanowisko, traktujące na równi intelektualistów z tymi, którzy nie zajmują się „zawodowo” myśleniem, jest jednak odosobnione. Kto wydał kilka książek i stał się znanym pisarzem, dziennikarzem lub publicystą, komu udało się zdobyć uznanie choćby wąskiej grupy wtajemniczonych, kto dobrze wypada w mediach i – co jest dodatkowym atutem – potrafi być oryginalny, czasem nonszalancki, zręczny albo buntowniczy, ten szybko zyskuje zaszczytne miano intelektualisty. Co prawda niekiedy szybko je traci, ale zazwyczaj cieszy się nadal wielką sławą lub… niesławą.

Bernard Poirot–Delpech, nawiązując do książki Michaela Winocka Le Sičcle des intellectuels, w swoim dzienniku z 1997 roku zastanawiał się nad tym, jakie trzeba mieć kwalifikacje, żeby dostać się… na listę zawodowych myślicieli. Może należałoby powołać jakieś jury, złożone z pracowników różnych uniwersytetów, albo jakieś inne uczone grono, które by decydowało o tym, który z kandydatów spełnia odpowiednie wymagania – zauważył przekornie autor Théâtre d’ombres. „Intelektualista: [to] ktoś, kto często się myli” – zanotował. I dodał znaną opinię, iż „tylko imbecyl się nie myli”.

Ekonomista, laureat Nagrody Nobla, Maurice Allais, mówiąc o gospodarce i prawach rządzących współczesnym rynkiem, stwierdził niedawno, że „kryzys dzisiejszy to przede wszystkim kryzys inteligencji”. Albowiem wiele mówi się o wolności, tolerancji, „imperatywach humanizmu”, lecz w rzeczywistości istnieje tylko jedno kryterium: pieniądz! Tak politykom, jak i ekonomistom – jego zdaniem – brak dalekowzroczności, otwartości i wyobraźni. Do głosu najczęściej dochodzą technokraci, a nie ci, którzy rzeczywiście powinni wypowiadać się na temat ekonomii czy gospodarki.

Jest rzeczą oczywistą, że nauczyciel francuskiego, a nawet intelektualista, jeśli niewielkie ma pojęcie o ekonomii, nie powinien decydować o tym, co będzie dla gospodarki dobre, a co złe, co właściwe, a co naganne. Wiadomo, że samochodowy mechanik zazwyczaj lepsze ma pojęcie o mechanizmie pojazdu niż socjolog. Czy zatem każdy pisarz, eseista czy dziennikarz musi być nauczycielem narodu, sumieniem świata, „wszechwiedzącym sędzią”, specjalistą od prawa międzynarodowego, wojskowym strategiem i wytrawnym politykiem, tak etykiem, jak i moralną wyrocznią? Czy historyk jest na pewno najlepszym ekspertem od „pomocy humanitarnej”? Albo, czy filozof istotnie jest najlepiej poinformowanym „agentem wywiadu” (a może i kilku wywiadów)?

Wojny, rozgrywające się na Bałkanach, bardzo uaktywniły francuskich intelektualistów (ale też wydawców i producentów). Bośniacka wojna zaowocowała obszerną, ideową literaturą. Od początku konfliktu kosowskiego zaroiło się od prasowych rubryk w rodzaju: Intelektualiści wobec interwencji NATO, „intelektualnych” debat i zażartych polemik. Tygodnik „L’Événement”, pisząc o zaangażowaniu intelektualistów w obecny konflikt, podzielił „ruch anty–Natowski” na sześć rodzin: antyamerykańską, pacyfistyczno–integrystyczną, czerwono–brunatną, ortodoksyjnych krzyżowców, serbofilów i zwolenników suwerenności Francji.

Największą burzę wywołał, opublikowany na łamach tygodnika „Marianne”, reportaż z podróży po Bałkanach oraz zamieszczony w „Le Monde” List jednego z podróżnych do prezydenta Republiki. Régis Debray po powrocie z Macedonii, Serbii i Kosowa skierował do Jacquesa Chiraca ostre słowa: „To, co zobaczyłem na miejscu, (…) wydaje mi się w żaden sposób nie korespondować ze słowami, jakich [Pan, Prezydencie,] używa”. Sprzeciwił się porównywaniu Miloszevicia z Hitlerem, wyszukiwaniu łatwych historycznych analogii oraz różnorakim, zniekształcającym rzeczywisty obraz sytuacji i – według niego – krzywdzącym Serbów uproszczeniom. „Żegnaj, Régisie Debrayu” – napisał w odpowiedzi Bernard–Henri Lévy i uznał, że ceniony niegdyś mediewista, filozof, były doradca Mitterranda, uległ serbskiej propagandzie i już nie zasługuje na miano intelektualisty. W obszernym tekście, Przeciwko „międzynarodowemu kretynizmowi”, oskarżając autora Listu o manipulacje i kłamstwa, w obronie prezydenta wystąpił socjolog Alex Joxe. Z kolei pisarz i eseista Max Gallo, broniąc Régisa Debraya, nazwał obecny spór i wojnę o Kosowo „nowym opium dla intelektualistów”. Uznał, że to co – we Francji, w Anglii, w Niemczech czy we Włoszech – dzisiaj się dzieje, jest rodzajem patologii. Według autora poczytnych książek o Napoleonie „inteligencja francuska” została dotknięta ciężką chorobą.

„Władzami umysłu zatem, których połączenie (w pewnym stosunku) stanowi genialność, są wyobraźnia i intelekt” – wyjaśniał w Krytyce władzy sądzenia Immanuel Kant. Hannah Arend, dla której czym innym było „poszukiwanie sensu”, a czym innym „głód wiedzy”, czy nawet „głód wiedzy czystej”, mówiła o trzech podstawowych aktach umysłu: myśleniu, woli i sądzeniu. Przestrzegała, że „zawsze istnieje pewien element pozoru w zjawiskach”. „Z tego jednak nie wynika, że zjawiska są jedynie pozorem. Pozór jest możliwy tylko wśród zjawisk, zakłada on zjawisko, jak błąd zakłada prawdę. Błąd jest ceną, jaką płacimy za prawdę, a pozór jest ceną, jaką płacimy za cud zjawiska” – pisała. Dla autorki Myślenia było rzeczą oczywistą, że każdy człowiek i każde nowe pokolenie „musi odkryć i wytyczyć na nowo ścieżkę myśli”. Bazujemy na tym, co było, ale idziemy w nieznane czy też w nie rozpoznane, wytyczamy nowe szlaki, odkrywamy „nowe” prawdy, a zarazem doświadczamy tego, co jedyne, niepowtarzalne, zamknięte w czasie i przestrzeni, właściwe danej epoce, tworzące bogatą tradycję, ale określające i naszą przyszłość.

Kartezjusz nadał jednostkowym, intelektualnym zmaganiom wysoką rangę. Był idealistą, który chyba niezbyt liczył się ze starożytną, sokratejską myślą: „Wiem, że nic nie wiem”. Kant w Krytyce czystego rozumu zauważył, że nawet w „wypowiedziach spekulatywnego sposobu myślenia” łatwo o „nieszczerość, udanie i obłudę”. Karl Raimund Popper często powtarzał, że tylko ludzka niewiedza jest nieskończona i nieograniczona. Nawiązując do dzieła Juliena Bendy Zdrada klerków, stwierdził, że „relatywizm jest jedną z wielu zbrodni intelektualistów”. Dopatrywał się przyczyny rozpowszechnienia się relatywizmu w „pomieszaniu idei prawdy i pewności”. Zalecał myślicielom większą skromność i pokorę, powściągliwość w ferowaniu wyroków, a tym bardziej intelektualną uczciwość i umiejętność przyznania się do błędu. Albowiem – jak nieustannie przypominał – dochodzenie do wiedzy jest ciągłym uczeniem się na błędach tak cudzych, jak i własnych! Dlatego trzeba wciąż „rozważać, sprawdzając, sprawdzać, badać, poszukiwać, dociekać”.

Kończące się stulecie, wiek, w którym tak bardzo rozwinięto różne formy irracjonalizmu, przejdzie chyba do historii nie jako epoka myślicieli, duchowego rozkwitu, rozwoju humanistycznych nauk i sztuk; mimo że do głosu doszli nie tylko „lamentujący prorocy pesymizmu”. XX wiek udowodnił raczej, jak niebezpieczne może być czysto użytkowe traktowanie „władz umysłowych”, jak łatwo się zagubić i zaprzepaścić wielki duchowy potencjał, jak szybko to, co powinno stanowić o genialności człowieka, stać się może dowodem ludzkiej ograniczoności, bezsilności, pustki i rozpaczy.

Warto sobie czasem przypomnieć, że w Norymberdze, wśród zbrodniarzy hitlerowskich i zarazem najbliższych współpracowników Hitlera, przeprowadzono test na inteligencję. Niektórzy – patrząc jedynie z punktu widzenia psychologii – bynajmniej nie grzeszyli brakiem inteligencji, a nawet daleko wybijali się ponad przeciętność. Warto pamiętać, że autorami światowej rewolucji proletariatu wcale nie byli robotnicy czy chłopi, zaś pośród największych zbrodniarzy nie zabrakło absolwentów Sorbony i innych, renomowanych uniwersytetów. Nie jest to oczywiście dowód, że nie należy się kształcić, albo że światem powinni rządzić nieinteligentni głupcy, choć od szarlatanów czy makiawelistów są pewnie mniej niebezpieczni. To, czego świadkami byliśmy w upływającym stuleciu, powinno skłaniać do głębokiej zadumy i refleksji. Niebezpieczną trucizną mogą być – w równym stopniu – różne odmiany głupoty, jak i subtelne, oderwane od rzeczywistości, pozbawione respektu, uwolnione od aksjologii spekulacje „czystego rozumu”. Umysłowy dogmatyzm jest tak samo groźny, jak przesądy i fanatyzm. Braku idei nie zastąpi żadna wola mocy. Braku woli – nowa, a raczej jakaś uwspółcześniona ideologia. Nie wolno nie liczyć się z doświadczeniem, historią, ludzkimi ograniczeniami, ale też trzeba pamiętać, że myślenie wymaga pracy, działanie – namysłu, tworzenie – wrażliwości i wyobraźni. Człowiek choć otrzymał zaszczytny – odróżniający go od innych stworzeń – tytuł homo sapiens, posiada ciało i duszę, rozum i wolę, własne przekonania, zdolności i braki. Nie jest rzeczą wstydliwą, że popełnia błędy. Gorzej, gdy zatraci poczucie wstydu, albo gdy swoim przemyśleniom nadaje rangę aksjomatu.

Trucizny intelektu
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...