Media i Kościół, czyli porażka pod Bronowicami

Media i Kościół, czyli porażka pod Bronowicami

Na stacji kolejowej w Bydgoszczy zaszedłem do kiosku, aby kupić jakąś gazetę na podróż do Warszawy. Rzuciłem okiem na wystawione czasopisma i wychwyciłem słowo „jezuici”. Jeden z nagłówków obwieszczał: „Nauczycielkę emerytkę jezuici wyrzucili na bruk”. To „Fakty i Mity” stanęły dzielnie w obronie emerytki wbrew podstępnym jezuitom. Pokonałem obrzydzenie i kupiłem szmatławca. Tekst okazał się oczywiście stekiem bzdur, przeinaczeń i manipulacji. Sprawę znam dobrze i wiem, że tylko głupek albo oszust mógł napisać, że jakaś emerytka została wyrzucona przez jezuitów na bruk.

W mediach coraz więcej plucia na Kościół katolicki. Zapewne sami katolicy, w tym szczególnie duchowni, nieraz dają swoim niegodnym zachowaniem powód czy też pretekst do antykościelnej agresji, ale tak się jakoś składa, że jeśli sprawę, którą przedstawiają media, znam osobiście, to stwierdzam, iż medialne doniesienia to farmazony. I mam na myśli nie tylko teksty w tabloidach i szmatławcach. Na przykład „Gazeta Wyborcza” i „Gazeta Krakowska” wiele razy pisały o krakowskiej działce w Bronowicach, którą jezuici mieli otrzymać w zamian za utracone po wojnie dobra w Lublinie. Miał to być jeden z przykładów na pokrętność działania Komisji Majątkowej. Kolejne teksty czytałem, dziwiąc się coraz bardziej, że można być tak nierzetelnym, że można tak kłamać. Sugerowano bałamutnie, że jezuici arbitralnie wskazali atrakcyjną działkę w Krakowie, sami ją wycenili, by potem sprzedać z dziesięciokrotnym przebiciem, a władze miasta (które przecież nic do działki nie mają, bo należy ona do wojska będącego stroną w sprawie) chciały tam zbudować akademiki, komisariaty i w ogóle zrobić mnóstwo dobrych rzeczy. Prawda jest zupełnie inna.

Po wojnie władze PRL zabrały jezuitom nieruchomość w Lublinie. Chodzi o wybudowany za pieniądze zakonu budynek uczelni „Bobolanum” oraz okalający go teren. Władze uczyniły to niezgodnie z ówczesnym, przez siebie ustanowionym prawem. Mówiąc krótko – okradły jezuitów. Obecnie w budynku mieści się wojskowy szpital. A zatem na mocy ustawy z 17 maja 1989 roku strona wojskowa powinna przedstawić zakonowi dobra zamienne albo oddać to, co skradziono. Po wielu latach zwodzenia Ministerstwo Obrony Narodowej w oficjalnym piśmie wskazało nieruchomości w Białymstoku, Poznaniu i Krakowie jako ekwiwalent za znajdującą się w rękach wojska jezuicką nieruchomość w Lublinie. Prowincja zakonna przyjęła ofertę działki krakowskiej.

W toku dalszej procedury zakon jezuitów na własny koszt wycenił nieruchomość w Lublinie. Strona wojskowa wyceniła nieruchomość zamienną w Krakowie. Obydwie powyższe wyceny, na wniosek Strony Wojskowej, zostały przesłane do oceny Komisji Arbitrażowej przy Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych w Warszawie. Po tych przeprowadzonych z najwyższą starannością ustaleniach został przygotowany przez stronę wojskową i uzgodniony z zakonem jezuitów projekt ugody. Został on również uzgodniony w Resorcie Obrony Narodowej z Departamentem Prawnym i Biurem Antykorupcyjnym. Wszystko jak należy – przejrzyście i zgodnie z prawem.

No i wtedy zaczęła się medialna, oparta na kłamstwach i manipulacji, nagonka. Ugodzie, która była owocem wieloletnich wysiłków, ukręcono głowę. Zła wola mediów i obstrukcyjna postawa urzędników państwowych sprawiły, że jesteśmy w punkcie wyjścia. A ponoć chcemy budować państwo prawa. Tyle że na wielu obszarach budujemy raczej państwo medialnego krzyku, manipulacji oraz urzędniczej indolencji. PRL ukradł coś jezuitom, nowa Polska zobowiązała się zadośćuczynić krzywdzie, a na koniec to jezuitów nazwano złodziejami. „Gazeta Krakowska” ogłosiła z radością: „W bitwie o ziemię jezuici polegli pod Bronowicami”.

Najciekawsze jest to, że dziennikarze, którzy pisali o „działce jezuitów w Bronowicach”, ani razu nie przyszli do zajmujących się sprawą jezuitów, by zapytać o fakty. Prawdopodobnie mieli wiedzę wlaną (przez kogo?) i nie potrzebowali informacji z pierwszej ręki.

Cała sprawa nasuwa mi ogólną refleksję na temat mediów kościelnych. Otóż różnego rodzaju podmioty kościelne (diecezje, parafie, zakony, stowarzyszenia, fundacje, ruchy) mają wiele stron internetowych, wydają pisma, prowadzą rozgłośnie itd. Jednak to wszystko jest bardzo rozdrobnione. W zderzeniu z interpretacją różnych wydarzeń, przedstawianą przez największe portale, dzienniki, telewizje, głos środowisk tworzących Kościół jest prawie niesłyszalny. W tej sytuacji w wielu umysłach do niewspółmiernych z rzeczywistością rozmiarów urasta „imperium” o. Rydzyka, bo jego głos jest słyszalny dobrze w kraju i za granicą. Paradoks polega na tym, że niby Kościół jest potężną instytucją, a w wielu konkretnych sprawach nijak nie może przedostać się do szerokiej opinii publicznej z faktami. Na przykład z takim faktem, że to nie jezuici chcieli coś podstępnie zawłaszczyć, ale to jezuitów kiedyś okradziono, a teraz bojkotuje się obowiązującą w tym kraju ustawę, która każe wyrównać PRLowską grabież.

Media i Kościół, czyli porażka pod Bronowicami
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....