Zacność

Władysław Zambrzycki, młody, elegancki mężczyzna w świetnie skrojonym garniturze, wszedł do sklepu Wedla w przedwojennej Warszawie i spytał, czy są czekoladowe literki. Były, oczywiście – cały alfabet – służyły zapewne do wypisywania imion lub życzeń na torcie.

– Jakie literki podać?– spytała sprzedawczyni.
– Tylko jedną: „Ą”.
Litery „Ą”, jak się okazało, w ogóle nie było w zestawie. Po dłuższych , wytrwałych poszukiwaniach sprzedawczyni znalazła „A” z lekka przypominające „Ą”.
– Czy zapakować?
– Nie, dziękuję – odparł wymagający klient. – Zjem na miejscu.
Zjadł „Ą”, ukłonił się i wyszedł.

Historyjkę tę nadesłała mi pani Maria Pajzderska, siostrzenica Władysława Zambrzyckiego, wraz z innymi anegdotami, wspomnieniami i wycinkami na temat twórczości swego Wuja. Przyznać trzeba, że ta „literkowa” anegdota oddaje w pełni rodzaj absurdalnego poczucia humoru, dobrotliwą figlarność, upodobanie do niezłośliwych żartów i nieszkodliwych psikusów, cechy tak wyraźnie obecne w prozie autora Naszej Pani Radosnej.

„Moje wspomnienia z dzieciństwa są przede wszystkim pełne radości, spokoju, a także podziwu i szacunku dla Wuja. Od kiedy tylko pamiętam, był dla mnie autorytetem, o czym niestety nigdy Mu nie mówiłam. Zadziwiał mnie, nie widziałam Go złego, ani ponurego, nigdy nie podniósł na nikogo głosu, uwielbiał swoją Mamę. (…) Z surową miną pytał mnie na przykład, jaki mam stopień z zachowania; po informacji, że bardzo dobry – milkł, patrząc mi w oczy. Na drugi dzień zabrał mnie do sklepu zaopatrzonego w różne cuda, pozwalające robić (może głupie) dowcipy w szkole. Oczywiście bardzo dzielnie i z wielką uciechą stosowałam je. Kiedy zaczęłam przynosić wpisy do dzienniczka (przeważnie za utrudnianie prowadzenia lekcji), usłyszałam: – To dobrze, na pewno mieliście trochę radości”.

Tak! – łatwo poznać ten styl. Taki właśnie stosunek do ziemskich Autorytetów i Instytucji był właściwy autorowi Kaskady Franchimont (Władysław Zambrzycki, 1891–1962, był także dziennikarzem, a przed wojną – reporterem sądowym). W tej rozkosznej powieści znajdujemy pana Ksawerego, udającego się właśnie ulicami Brukseli na proces, w charakterze pozwanego (przewinienie: złapał na błystkę szczupaka w kanale, nie wiedząc, że to zabronione).

„ – I oto, mój chłopcze, idę teraz do jaskini zbójców, którzy zrobią ze mną, co będą chcieli.

(…) Szli teraz pod górę, wprost do Pałacu Sprawiedliwości. Ten okazały gmach zdawał się czekać, by ich wchłonąć. Tarasy, schody kamienne i jeszcze raz schody, kolumny doryckie, posągi. Pan Ksawery rad nierad rozpoznawał niektóre postacie. Oto Solon ze zmarszczonym czołem, obok stoi gaduła Likurg, dalej – nieznośny krzykacz Demostenes i jeszcze jacyś starożytni juryści; na zakończenie Cyceron.

Boże, Boże – pomyślał.– I to wszystko złożyło się razem, żeby ludziom zatruwać życie”.

Właśnie skończyłam czytać Kaskadę Franchimont Władysława Zambrzyckiego i zamykając książkę, stwierdziłam, że się uśmiecham. Urocza powieść, ujmujący autor. Coś niesłychanie miłego i bliskiego kryje się pomiędzy kartami jego książek, pomiędzy wierszami jego klarownej, mądrej, ciepłej prozy, i to „coś” sprawia, że sympatię dla świata przedstawionego w powieści przenosi czytelnik nie tylko na osobę autora, ale i na świat rzeczywisty.

Zacność! – to słowo, zwłaszcza po lekturze Kwatery Bożych pomyleńców, narzuciło mi się samo, choć w dzisiejszym spłyconym rozumieniu cecha ta bliska jest znaczeniem prostoduszności, naiwności nawet.

Lubię wyjaśniać prawdziwe znaczenia słów; sięgnęłam po wielki Słownik języka polskiego prof. Witolda Doroszewskiego (Wiedza Powszechna, 1958). Oto interesujące efekty moich poszukiwań:

zacność ż V blm rzecz. od zacny 1. wychodzące z użycia, żywe we fraz. »prawość, szlachetność, uczciwość«. (…) „Ten bowiem starożytnik był człowiekiem nieposzlakowanej zacności i wielkiego znawstwa” Żer. Wspom.12 (…)

zacny, zacni, zacniejszy 1. »mający szlachetny charakter, dobre serce; właściwy człowiekowi o takich zaletach; prawy« (…) „Za mężne, zacne uczynki jest zapłata, bo jeśliby cnota miała ostać bez nagrody, wtedy i nieprawości ludzkie chodziłyby po świecie bez kary”. Sienk. Krzyż.II,126 (…)

Naturalnie, natychmiast zajrzałam do tomu A–Ć, gdzie znalazłam hasło:

cnota – cnocie – cnót, 1. blm »przestrzeganie zasad etyki; zespół dodatnich cech moralnych, prawość, szlachetność, zacność«; „Szczęście w życiu jest możliwe, ponieważ możliwa jest cnota, a cnota sama w sobie wystarcza do szczęśliwego życia (…) Taki jest heroiczny temat stoicyzmu.” Ziel. T. Kult.ant.II.35. „Na tle swego czasu i swojego środowiska [Stanisław Żółkiewski] mąż cnoty prawdziwie legendarnej, nie dziw, że zostawił po sobie pamięć opromienioną nimbem poetycznych legend”. Łoz. Wł. Praw. II, 9.

Zamknęłam słowniki i nawet nie odstawiłam ich na półkę, bo popadłam w zadziwioną zadumę. Jakże to się wszystko składa w całość! Jak dziwnie sumują się tropy… No tak, pewnie czytam wybiórczo, przypadkiem znajduję to, co bliskie mojemu oku. Ale… a jednak… państwo Sikorscy z Warszawy, wielkoduszni sponsorzy nowego, po raz pierwszy pełnego wydania Kwatery Bożych pomyleńców, podarowali mi – jako przyczynek do książki Zambrzyckiego W oficynie Elerta – pamiętnik, wydany przez Ossolineum (2003) w serii Skarby Biblioteki Narodowej: Początek i progres wojny moskiewskiej hetmana Stefana Żółkiewskiego, wraz z jego wspaniałym Testamentem.

Tak się też złożyło, że pisałam gdzieś niedawno o stoicyzmie i o Rozmyślaniach Marka Aureliusza, co przeczytawszy, pani Maria Pajzderska, uradowana, pospieszyła z listem:

„Proszę sobie wyobrazić, że mam przed sobą: Marek Aureli – Rozmyślania – ksiąg dwanaście pamiętnika, wydane w 1913 we Lwowie, nakładem Księgarni Polskiej B. Połonieckiego – Warszawa – E. Wende i Ska. Ta książka stała »od zawsze« na półce z książkami Władysława Zambrzyckiego – »na wyciągnięcie ręki«”.

Zajrzyjmy więc do Rozmyślań – ot tak, na chybił trafił; zawsze się w ten sposób znajduje coś ciekawego:

Księga siódma, 9:

„Wszystko jest nawzajem powiązane, a węzeł to święty. A zgoła nic nie ma, co by nawzajem było sobie obce. Ułożone to bowiem zostało we wspólny ład i współtworzy porządek w porządku tego samego świata. Jeden bowiem jest świat, a składa się nań wszystko, i bóg jeden we wszystkim, i jedna istota, i jedno prawo, jeden rozum wspólny wszystkich stworzeń rozumnych i prawda jedna. I jeden wreszcie ideał doskonałości stworzeń o wspólnym pochodzeniu i wspólnym rozumie”.1

I jeszcze mały cytat z Rozmyślań, wybrany celowo, z myślą o Władysławie Zambrzyckim, który przecież na pewno nieraz czytał te słowa. Księga piąta, 37: „Ja, gdziekolwiek postawiony, szczęśliwym byłem zawsze człowiekiem. A szczęśliwy – to ten, kto los szczęśliwy sam sobie przygotował. A szczęśliwy los – to dobre drgnienie duszy, dobre skłonności, dobre czyny”.2 

Przekład: Marian Reiter, PIW, 1997.
2 Ibidem.

Zacność
Małgorzata Musierowicz

urodzona 9 stycznia 1945 r. w Poznaniu – z domu Barańczak, siostra Stanisława Barańczaka, absolwentka PWSSP w Poznaniu, najbardziej znana jako autorka serii Jeżycjada....