Seksbiznes – pełzająca rewolucja

Seksbiznes – pełzająca rewolucja

Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Seks za pieniądze traktuje się coraz częściej jak zwyczajną transakcję: jest klient, usługodawca i wykonana usługa. Moralność ustępuje miejsca pragmatyzmowi.

Ania – całodobowo. Nastazja – dzwoń teraz. Victoria – na godziny. Iga – z dojazdem do klienta. Blondynka, brunetka, drobna, przy kości. W zwiewnym tiulu, różowym boa, ćwiekach, czarnej skórze sadomaso z pejczykiem. Kolorowe foldery – już nie oldskulowe pojedyncze karteczki wciskane za wycieraczki samochodów – eksponują różnorodność towaru. Jak w ofercie supermarketu, gdzie indyk jest po 10,50 zł, kurczak po 7 zł, wołowina po 24 zł, a cielęcina po 40,10. Rynek usług seksualnych, choć ciągle nielegalny, wychodzi z podziemia.

Somatyzacja tożsamości

Ta przemiana już nastąpiła. To, co widzimy, jest tylko prostym zobrazowaniem faktów. Seksbiznes nie przemyka już opłotkami. Wrósł w świadomość społeczną jako coś oczywistego. Coraz śmielej mówi się o legalizacji prostytucji, argumentując, że jest to w końcu biznes, który najlepiej byłoby opodatkować. Świadczenie usług seksualnych przestaje się kojarzyć negatywnie. Prof. Jacek Kurzępa, socjolog z Uniwersytetu Zielonogórskiego, a jednocześnie szef wrocławskiej „Misji Dworcowej” – organizacji pomagającej dzieciom ulicy, i autor książki o zachowaniach seksualnych młodzieży Zagrożona niewinność, nie ma wątpliwości: – To efekt charakterystycznej dla naszej kultury somatyzacji tożsamości, postawienia ciała na piedestale, uczynienia go przedmiotem kultu. W personalistycznej perspektywie ciało było miejscem pokus i grzeszności. Teraz stało się obiektem admiracji i zachwytu. Ma być jędrne, ma być szczupłe, ma być gładkie. To jemu poświęca się najwięcej czasu, troski i zabiegów. W końcu to inwestycja. Ciało ma służyć sukcesowi. Materialnemu, towarzyskiemu, w showbiznesie.

Somatyzacja zanegowała wszelkie wartości, czy to chrześcijańskie, czy ogólnoludzkie, mające wymiar uniwersum aksjologicznego. Zrzuciła sacrum z panteonu: – Zamiast dywagacji na temat przyszłego życia, współczesny świat dał narzędzia, by móc wykorzystać swoją cielesność w stopniu maksymalnym. Możesz poddać się operacjom plastycznym, zmieniać tożsamość psychoseksualną, możesz skrócić sobie życie lub pomnożyć je przez eksperymenty medyczne, jak in vitro czy klonowanie – mówi prof. Kurzępa.

Co więcej, somatyzacja zwolniła człowieka z odpowiedzialności za używanie własnego ciała. Przed ciążą zabezpiecza antykoncepcja, na impotencję jest viagra. Środki farmakologiczne pozwalają czerpać z cielesności bez względu na to, na jakim etapie życia się znajdujemy. Farmakologia wstrzymuje naturalny proces wyciszenia hormonalnego. – Jeśli złożymy wszystko razem, mamy do czynienia z mocno rozerotyzowaną współczesną kulturą, której przejawy widać na każdym kroku. Na billboardach, w kanałach muzycznych, reklamach – tłumaczy socjolog.

Relacja z pokazu modnej bielizny Frost French w Londynie „jest wyjątkowa”. FF „igrało z publicznością”, bo show był utrzymany w konwencji striptizu w nocnym klubie – informuje portal internetowy. Aktorka Natalie Portman tańczy na rurze, tancerka klubu gogo robi karierę w popularnym programie telewizyjnym, gwiazdy fotografują się nago w magazynach dla panów. Niby nic. Tworzy się tylko lekko frywolna atmosfera.

Już nikogo specjalnie nie dziwi, że wrocławscy policjanci z dworca zostali oskarżeni o wykorzystywanie prostytutek. Europoseł w Brukseli tłumaczy się z oskarżenia o gwałt przedstawicielki najstarszego zawodu świata. A niedawny wicepremier publicznie rozliczany był nie z tego, że chadzał do agencji, tylko że nie był tam zbyt miły.

Urynkowienie sumienia

Zjawisko przewartościowania dostrzegają duchowni. – W mentalności społecznej zmienia się rozumienie grzechu – przyznaje saletyn ks. Stanisław Tokarski, psycholog i psychoterapeuta ze Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich. – Wchodzi inny system etyczny, niewynikający ze źródeł duchowych. Wyznacza go nie dekalog z dziesięcioma przykazaniami, ale zasady przydatne w funkcjonowaniu na rynku. Widać to wyraźnie na przykładzie dzieci, które spowiadają się z tego, że nie odrobiły pracy domowej, ale rzadko widzą problem w tym, że się nie modliły czy nie chodzą do kościoła.

Tylko osoby o dużej wrażliwości religijnej traktują poważnie grzechy w dziedzinie seksualności. Mają wyrzuty sumienia, gdy oglądają filmy pornograficzne czy uczestniczą w dwuznacznych sytuacjach towarzyskich. Z Zachodu ściągnięta została moda na wieczory kawalerskie, które często kończą się czymś więcej niż striptiz. Młode kobiety organizują wieczory panieńskie, zrzucając się na „hydraulika” z agencji, by zabawa była pikantniejsza. – Nawet osoby religijne uważają to za uświęcony zwyczaj, stan wyjątkowy, w trakcie którego inne prawa zostają zawieszone – odwołuje się do swoich doświadczeń z pracy z młodymi ludźmi ks. Tokarski. Powszechne przyzwolenie prowokuje pełzającą rewolucję. Coraz więcej osób uważa, że płacenie za seks nie jest grzechem, a uczęszczanie do agencji towarzyskiej to nie zdrada. – Kiedyś w małżeństwie starszych ludzi, które uważałem za wzorcowe, ośmieliłem się zapytać mężczyznę, który brał udział w wojnie w Wietnamie, czy kiedykolwiek zdradził żonę. „Absolutnie nigdy” – odparł. A w Wietnamie? Tam na przepustkach po walce, gdy żołnierze mieli parę dni odpoczynku, jechali do miasta i korzystali z usług prostytutek. Mężczyzna wytłumaczył: „Tak, oczywiście, ale to było odreagowanie, nie zdrada. To była czysta fizjologia, więc się nie liczy” – opowiada ks. Tokarski. Argumentacja tego mężczyzny jak echo powraca dziś na forach internetowych, gdy mowa o prostytucji. „Jak można porównywać zdradę ze zwykłym biznesowym układem, gdy po dniu pełnym napięcia fundnę sobie laskę z agencji towarzyskiej?”. „O co chodzi z tym potępianiem prostytucji? Ja chodzę do biura i sprzedaję swój mózg za pieniądze, one sprzedają inną część ciała. Moralnie to jest dość podobne”.

Pęknięcie aksjologiczne

– Człowiek ma dziwną umiejętność relatywizowania – zauważa ks. Tokarski. Odbywa się to także w sferze języka. Nie ma już domów publicznych, są agencje towarzyskie, choć wszyscy wiedzą, jaki rodzaj usług się w nich świadczy. Mamy sponsorówki, choć dla każdego jest jasne, że płaci się im za seks. To, co do niedawna jeszcze było pornografią, dziś zyskuje nową kwalifikację: erotyki. W ten sposób mamy już utorowaną drogę do legalnego funkcjonowania w sferze publicznej, bez konieczności zmiany prawa. Pornografia bowiem nadal mogłaby być ścigana.

W czerwcu ub. roku prof. Jacek Kurzępa, dr Alicja Lisowska i dr Agnieszka Pierzchalska opublikowali raport: Prostytucja nieletnich w perspektywie Dolnoślązaków. W trakcie badań zapytali 1400 osób w trzech grupach wiekowych o to, jak postrzegają zjawisko prostytucji rówieśników. Wyniki zaskoczyły badaczy. 30 proc. badanych przyznało, że zna takie przypadki, nie odczuwa jednak z tego powodu zgorszenia. Prostytuujący się nie byli poddawani ostracyzmowi środowiskowemu.

Równie zadziwiające okazało się to, co o prostytucji powiedzieli dorośli. Liderzy społeczności lokalnych – radni, burmistrzowie, prezydenci, policjanci, pedagodzy – mają do seksu za pieniądze stosunek ambiwalentny. – Próbują tłumaczyć uczestników tego zjawiska sytuacją ekonomiczną. „Jeśli nie ma innego wyjścia, to co biedniutka ma zrobić? Lepiej żeby zagospodarowała swoje ciało, niż miałaby pójść kraść” – mówi prof. Kurzępa. Czyli jedno zło tłumaczą innym złem. Jeszcze bardziej liberalni wobec zjawiska prostytucji okazali się „zwykli mieszkańcy”. Zwłaszcza na terenach ubóstwa, marginalizacji – np. w dawnym Wałbrzyskim Okręgu Przemysłowym czy na obszarach popegeerowskich. Tam podejmowanie aktywności w zakresie seksbiznesu stanowi wybór praktyczny, a nie moralny. – To pociąga za sobą prostytuowanie się osób, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali. Zwykła kobieta, gospodyni domowa, wyjeżdża do innej miejscowości i zamienia się w wampa. Robią to Ślązaczki: do tej pory postrzegane jako osoby przywiązane do tradycji, respektujące wartości chrześcijańskie, nie tylko katolickie, protestanckie także. Następuje pęknięcie aksjologiczne – ostrzega współautor raportu.

„Miła i namiętna brunetka zaprasza Panów do swojego przytulnego mieszkanka na romantyczne spotkania przesycone dużą dozą pieszczot i niebanalnego sexu”. „Czterdziestka, rasowa, zadbana, zaprasza do siebie facetów z klasą”. „Witam, mam 22 latka, kocham sex oraz wspólne fantazje, jestem otwarta na każdą propozycję”. Internet wniósł własny wkład w dzieje prostytucji. Dając możliwość publikowania zdjęć i filmów, a jednocześnie nieograniczony dostęp dla wielu użytkowników, stał się idealnym medium do pośredniczenia między usługodawcą a klientem. Sieć pełna jest ogłoszeń osób gotowych na spełnienie każdej potrzeby. W rubryce z numerem ewidencyjnym wpisane jest miasto, wzrost, waga, wiek, wymiary, numer biustonosza, kolor włosów. I stawki za 15 minut, pół godziny, godzinę, noc. Niektóre anonse pisane są po angielsku. Przewidziano także miejsce na opinie klientów. Recenzują, wymieniają się uwagami. „Super laska, dobra w te klocki, polecam każdemu”. „Buzia anielska, fotki autentyczne, jednego dnia byłem dwa razy”. „Aktywna i otwarta na propozycje” – to łagodne wpisy. Dosadnych, wulgarnych, anatomicznych jest więcej.

Kluczem jest tu anonimowość. Na zdjęciach kobiety pokazują wszystko z wyjątkiem twarzy. Mężczyźni podpisują się zaś nickami. Każdy jest tu sobą, ale zasłania się maską. Dzięki temu może sobie pozwolić na więcej.

Prostytucja kulturowa

Socjologowie zwracają uwagę na fakt, że w latach 70. i 80. XX wieku prostytucja miała charakter socjalny. Dotyczyła kobiet wywodzących się z marginesu społecznego – z rozbitych, patologicznych rodzin – które powielały wzór matek, traktując prostytucję jako naturalny sposób zarabiania pieniędzy. Płatny seks był pochodną nędzy. – Dziś coraz częściej mamy do czynienia z prostytucją kulturową – ocenia prof. Kurzępa. Sprzedawanie się nie jest spowodowane potrzebą zaspokajania pierwotnych potrzeb, jak jedzenie czy mieszkanie, ale chęcią życia na wyższym poziomie finansowym, a przy okazji przeżycia przygody. Seksbiznes traktuje się jak zwyczajną transakcję między klientem a usługodawcą.

Klient to mężczyzna, który postawił na karierę i nie ma czasu zająć się życiem osobistym. Bywa też, że po prostu woli łatwe życie bez zaciągania zobowiązań. Gdy ma ochotę na seks, korzysta z usługi. Do niedawna z płatnego seksu korzystali najczęściej kierowcy i marynarze, którzy przebywając z dala od domu z powodu aktywności zawodowej, pozwalali sobie na takie zachowania. Drugą grupę stanowili ludzie showbiznesu. Wokół nich u szczytu kariery kręciło się wiele osób skłonnych świadczyć usługi seksualne. Z czasem jednak ich aktywność zawodowa malała, tracili na atrakcyjności, ale potrzeby mieli wciąż te same. Stawali się bywalcami agencji towarzyskich.

Prof. Kurzępa zauważa, że dziś seksbiznes się zdemokratyzował. – Teraz na usługi prostytutki stać prawie każdego. Bodziec ekonomiczny nie jest więc przeszkodą, by z płatnego seksu korzystać. W większości wypadków u mężczyzn korzystających z usług agencji towarzyskich istnieje silna potrzeba dowartościowania. Tracą świadomość, że atrakcyjna dziewczyna, która się uśmiecha i sprawia wrażenie, jakby zagięła na niego parol, robi to tylko dla pieniędzy, które on jej zostawi.

Ona, usługodawca, to coraz częściej młoda dziewczyna. Zdarza się, że licealistka lub studentka. Uznaje, że jest ponętna, atrakcyjna, więc postanawia spieniężyć swoje walory. Potrafi być przebojowa i wyrachowana.

Potwierdzają to badania przeprowadzone przez prof. Teresę Sołtysiak, socjolog z Uniwersytetu w Bydgoszczy, nad zjawiskiem tzw. sponsoringu, czyli utrzymywania kobiet przez zamożnych mężczyzn w zamian za usługi seksualne. Profesor Sołtysiak w ciągu czterech lat przebadała grupę trzydziestu jeden kobiet w wieku od 18 do 43 roku życia. Dwanaście z nich było mężatkami lub żyło w niezalegalizowanych związkach. Tylko w jednym przypadku mężczyzna domyślał się, w jaki sposób jego partnerka zarabia na życie i z tym się godził. Aż szesnaście z nich twierdziło, że pochodzi z dobrych, pełnych, zgodnych, harmonijnych rodzin. Siedem miało dzieci. Szesnaście skończyło szkołę średnią, czternaście miało wykształcenie wyższe. W swoim życiu często zmieniały partnerów seksualnych. – Warunki materialne tych kobiet określiłabym jako dobre. Były zadbane, chodziły do fryzjera, kosmetyczki. Pachniały perfumami z tzw. górnej półki – mówi prof. Sołtysiak.

Wśród przebadanych przez nią kobiet zdarzały się żony właścicieli dobrze prosperujących firm. Nie pracowały, miały pomoc zajmującą się domem. Sponsora szukały z nudów, dla dreszczyku emocji, nowych doznań. Największy problem pojawiał się, gdy sponsor zapragnął spotkania w weekend. Wymyślały wtedy ciotki i rodzinne historie, które spisywały, by nie pogubić się w spirali kłamstwa.

Były takie, które źle ulokowały uczucia. Mąż okazał się alkoholikiem, narkomanem, damskim bokserem lub macho lubiącym mieć wiele kobiet. Łączy je dość przypadkowe (choć niekoniecznie wczesne) rozpoczęcie życia seksualnego. Na dyskotece, w klubie, samochodzie, w miejscach publicznych, gdzie trudno mówić o intymności. I duża liczba partnerów seksualnych, z którymi próbowały urządzić sobie życie.

Zaczynają banalnie. Od ogłoszenia w gazecie lub Internecie. Czasem znajdują kogoś na czacie. Innym razem pierwszego klienta podsunie koleżanka, którą już ktoś sponsoruje. Nieraz decyduje przypadek. Prof. Sołtysiak opowiada o kobiecie, która wyszła z koleżanką do knajpy. Wypiła, zaczęły tańczyć i wtedy zainteresował się nią pewien mężczyzna. „Pani mi się bardzo podoba” – skomplementował. Wypaliła: „To za pięć stów idę z panem”. I poszła. Mężczyzna został jej sponsorem.

Pierwsze spotkanie zapoznawcze przy kawie wiąże się zawsze z stresem. To wtedy potencjalny sponsor testuje urodę, gesty, sposób poruszania się, liczbę wypitych drinków, wypalonych papierosów. Decyduje, czy wchodzi w układ. Zdarza się, że od razu mówi: „Przykro mi, to nie to”. Obcesowi potrafią rzucić: „Taką kobietę mogę mieć zawsze i wszędzie bez sponsorowania”. Jednak tacy zdarzają się rzadko. W większości przypadków po kilku kolejnych spotkaniach dochodzi do wynegocjowania umowy. Ustalony zostaje zakres obowiązków i suma pieniędzy – od tysiąca do kilku tysięcy złotych miesięcznie. Niekiedy treść zobowiązań przelewają na papier.

Sponsorujący to często mężczyźni o wysokiej pozycji społecznej, bogaci, choć nie zawsze dobrze wykształceni. Wielu dorobiło się w czasach przemian, kiedy bardziej od dyplomu liczyła się przedsiębiorczość. Teraz potrzebują kobiety, która podniesie ich rangę towarzyską. Pójdzie ze sponsorem do filharmonii czy opery, a w antrakcie będzie wymieniać kompetentne uwagi z jego znajomymi na temat tego, co usłyszała. – W dwóch przypadkach sponsorującego z jego wybranką wcale nie łączyło łóżko – mówi prof. Sołtysiak.

Jednak zwykle jest to układ oparty na seksie. Sponsorzy oczekują czasem mocnych wrażeń, spełniania fantazji, na które nie chce się zgodzić żona, bicia, sadomaso. Większość sponsorowanych decyduje się na wszystko. Także na to, że nie jest to układ na wyłączność. Zdarza się bowiem, że kobieta uczestniczy w finalizowaniu kontraktów. Ma za zadanie delikatnie kokietować biznesowego partnera, a jeśli się spodoba – iść z nim i nie mieć żadnych zahamowań. Zdarza się też, że sponsor do wynajmowanego dla niej mieszkania sprowadza inną kobietę, zamyka się z nią w pokoju, a zadaniem sponsorowanej jest tylko podać napoje. Rzadko myślą o swoich czynach. Wyrzuty sumienia łatwo jest zagłuszyć, gdy noc mija, a zostają pieniądze.

To, co jawi się jako „zwykła”, choć może nie niewinna transakcja, dla sponsorowanej jest rujnujące. Niektóre angażują się emocjonalnie. Czekają – zwłaszcza na menedżerów zatrudnionych w Polsce, którzy zawieszeni między rodzinnym domem a miejscem pracy kursują tam i z powrotem co kilka miesięcy. Tam żona i dzieci, tu sponsorówka, która ciągle się łudzi, że u niej osiądzie na stałe. Że będzie jak w Pretty woman, gdzie spotkanie call girl z bogatym mężczyzną kończy się wielkim uczuciem i trwałym związkiem.

Rozpad rodziny

Takie relacje rujnują także życie rodzinne sponsorów. Ks. Stanisław Tokarski uważa, że na zmianę postrzegania prostytucji duży wpływ mają czynniki cywilizacyjne. – Ukierunkowanie na karierę, sukces, osiągnięcia, duża ilość pracy związane są z oddzieleniem od struktur rodzinnych.

Wiele zależy od tego, w jaki sposób traktuje się związek małżeński. Problem zaczyna się wtedy, gdy w małżonkach gaśnie przekonanie, że to właśnie związek jest w życiu najważniejszy. Wtedy pojawiają się motywy konkurencyjne: jest się z kimś dla potomstwa, statusu materialnego lub towarzyskiego. Gdy ten cel zostaje osiągnięty, ludzie się rozchodzą.

Decyzji o korzystaniu z płatnego seksu sprzyjają długotrwałe rozstania. Migracja zarobkowa i praca za granicą jednego z małżonków powoduje życie w dwóch równoległych światach. W żadnym z nich drugi ze współmałżonków nie jest w stanie w pełni uczestniczyć. Fizycznej obecności nie zastąpi codzienne czatowanie na GaduGadu, rozmowy na Skypie.

Wielu mężczyzn korzystanie z płatnego seksu tłumaczy brakiem satysfakcji erotycznej w związku małżeńskim. Mówią: „Żona jest zmęczona, nie ma już takich potrzeb, a ja dalej mam. Więc nie wchodzę w romans, idę do agencji”. Tłumaczą, że nie ma to wpływu na ich małżeństwo. – Niestety, to nieprawda – ocenia ks. Tokarski. – Zaspokojenie fizycznej potrzeby poza związkiem powoduje, że nie ma już motywacji, by ten związek budować. By pogłębiać więzi ze współmałżonkiem i wspólnie rozwiązywać problemy.

Prostytucja pojawia się wtedy, gdy w rodzinie nie realizujemy własnych potrzeb, gdy brak czasu na troszczenie się o siebie. Czasem jest tak, że kobieta widzi problem swego męża, domyśla się, że korzysta on z usług seksualnych. Jednak przymyka oko, bo jest jej z tym wygodniej. Realizuje inne potrzeby.

Wielu, zanim sięgnie po telefon prostytutki, zaczyna od pornografii. Filmy dostępne w Internecie można oglądać za darmo, choć przecież ich nagranie kosztuje. Pornobiznes kalkuluje jednak, że taka promocja się opłaca, bo oglądanie uzależnia. Chce się wciąż więcej i więcej doznań. Gadżetów, eksperymentów, teatru.

Korzystanie z płatnych usług seksualnych jest traktowane przez mężczyznę jako nagroda: mogę mieć kobietę atrakcyjniejszą, która jest do mojej dyspozycji i spełnia wszystkie moje potrzeby, a ja nie muszę zwracać uwagi na jej oczekiwania.

Wyjście z seksoholizmu

Korzystają z usług prostytutek jak z narkotyku, nie zwracając uwagi na konsekwencje. W agencjach towarzyskich potrafią zostawić kilka tysięcy miesięcznie. Tyle samo wydają potem na leczenie z uzależnienia od seksu. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, silniejszych doznań nie zapewniają już najbardziej wyrafinowane praktyki seksualne. – Wyjście z seksoholizmu jest trudne. Próba poradzenia sobie samemu z tym problemem najczęściej nie skutkuje – ocenia ks. Tokarski.

W Polsce istnieje już kilka ośrodków zajmujących się wyłącznie seksoholikami. Terapia przebiega zazwyczaj podobnie jak u anonimowych alkoholików, oparta jest na ich programie. Chorzy muszą się spotykać, motywować, mieć dużo wsparcia. Buduje się nowy system przyzwyczajeń i zachowań. Reformuje pracę, program dnia – tak, by nie wejść ponownie w doraźne zaspokajanie potrzeb seksualnych. Dopiero to daje nadzieję, że seksoholik do nałogu nie powróci. Choć i tu, tak jak w przypadku alkoholu, rzadko pierwsza terapia okazuje się skuteczna.

Prof. Teresa Sołtysiak podczas badań spotkała się z sytuacją, którą każdy scenarzysta filmowy z góry odrzuciłby ze względu na zasadę prawdopodobieństwa. Małżonkowie jednocześnie zaczęli się interesować sponsoringiem. On szukał osoby do towarzystwa, ona sponsora. Jedno i drugie zamieściło ogłoszenie w Internecie. Doszło do spotkania. Sprawa zakończyła się rozwodem.

Seksbiznes – pełzająca rewolucja
Agnieszka Rybak

dziennikarka. Współpracowała m.in. z "Rzeczpospolitą"....