Jak zmieni nas kryzys

Jak zmieni nas kryzys

Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

To, że zmieni, jest pewne. Tym bardziej, że widzimy, jak na naszych oczach w pył obraca się filar, na którym wspierał się świat początku XXI wieku: kapitalizm.

Dziś już nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że kapitalizm to jeden z najlepszych systemów regulujących nasze życie gospodarcze i społeczne, jaki stworzyliśmy. Obecnie niemal wszyscy jak mantrę powtarzają, że to brak reguł, które polegałyby na założeniu dzikiemu kapitalizmowi kagańca, sprawił, że – jak świat długi i szeroki – ludzkość przeżywa gospodarczy i ekonomiczny krach. Jak lód wystawiony na słońce, znikają miejsca pracy. Ludzie, którzy jeszcze wczoraj mogli pozwolić sobie na zagraniczne wakacje, dziś ledwie wiążą koniec z końcem. Znika optymizm, a świat ogarnia globalna depresja.

Czy jednak jest ktoś, komu ten kryzys nie spędza snu z powiek? Paradoksalnie – tak. To ci, którzy do tego kryzysu doprowadzili. Rekiny finansjery. Nie ma dnia, by nie wyciągali łap do rządów poszczególnych krajów po pomoc finansową. I tak, przedstawiciele trzech wielkich firm motoryzacyjnych w Stanach Zjednoczonych, które mają kłopoty finansowe – General Motors, Ford i Chrysler – poprosiły rząd amerykański o pomoc. Nie to jednak daje do myślenia. Zdumiewa, że prezesi na negocjacje z rządem w kwestii pożyczki w wysokości 17 mld. dolarów przylecieli do Waszyngtonu swoimi prywatnymi helikopterami. Jaki więc kryzys? Prawda, że można tak pytać, zwłaszcza gdy milionowe wsparcie, jakie rządy poszczególnych krajów dają zagrożonym bankom, w dużej części idzie na gigantyczne premie dla ich menedżerów. Żyć nie umierać!

Do niedawna, kiedy prywatne banki udzielały toksycznych pożyczek hipotecznych i zarabiały na tym krocie, nie martwiąc się, co będzie za kilka lat, kiedy ta bańka pęknie, zyskiem cieszyli się tylko prywatni włodarze tych instytucji finansowych. Kiedy jednak banki zaczęły popadać w tarapaty, bo system przez złe decyzje i chciwość swoich szefów dobił do ściany, kosztami za to chcą obciążyć całe społeczeństwo. Mamy więc do czynienia z procederem, który w innym miejscu nazwałem „prywatyzacją zysków i uspołecznieniem strat”.

Jest w Ameryce powiedzenie doskonale ilustrujące obecną sytuację: „Jeśli jesteś winien komuś 1000 dolarów, to twój problem. Jeśli jesteś winien bankowi 100 tysięcy dolarów, to również twój problem. Jeśli jednak winien jesteś bankowi 100 milionów dolarów, to już problem banku”. A jeśli bank ma problem ze 100 milionami dolarów, wtedy jest to problem państwa. Co to oznacza? Że każdy z nas będzie musiał za to zapłacić ze swojej kieszeni. Czyż więc nie jest tak, że kiedy w tarapaty finansowe popada, czasami z nie swej winy, szeregowy Kowalski, to pies z kulawą nogą się tym nie zainteresuje, kiedy natomiast bankrutują rekiny finansjery, które okazały się chciwe i lekkomyślne, to koszty ich błędów – by nie rzec grzechów (w końcu chciwość to jeden z siedmiu grzechów głównych) – ponosimy wszyscy?

Czy jednak obecny kryzys to tylko upadek dzikiego kapitalizmu? Nic z tych rzeczy. Tak naprawdę załamanie ekonomiczne ma swoje źródło w kryzysie naszej kultury, która opiera się na dwóch fundamentach: konsumpcji i infantylności. Trzeba jednak powiedzieć wprost: konsumpcyjny kapitalizm nie trzymałby się przecież tak dobrze, podbijając coraz to nowe obszary naszego życia, od kołyski poczynając, a na trumnie kończąc, gdybyśmy tylko potrafili okiełznać nasze pożądania. Jeśli jednak rynek kolonizuje całe nasze życie i ogłasza swe zwycięstwo, to dlatego, że większość z nas, zgodnie z zasadą, iż przezwyciężamy pokusę tylko wtedy, gdy jej ulegamy, jest gotowa postawić kropkę nad „i” i zakrzyknąć: „kupuję, więc jestem”.

Czy konsument może być myślącym obywatelem? Czujemy podskórnie, że konsument i obywatel mają się do siebie tak, jak pięść do nosa. Zdetronizowaliśmy myślenie, składając hołd pożądaniom, które z kolei są cechą charakterystyczną życia infantylnego. Wiedziemy żywot podrostków. Co bowiem nas cieszy? Czy przeczytana książka, wizyta w kinie, spotkanie autorskie…? Nie. Infantylność przejawia się w radości, którą daje możliwość kupowania. Bynajmniej nie tego, co jest nam akurat absolutnie konieczne, ale tego, co jest nam absolutnie zbędne. Kupujemy więc kolejny zbędny telefon komórkowy, gdyż właśnie pojawił się nowy model, albo nowego laptopa, bo jest o 10 gram lżejszy i 5 milimetrów cieńszy od tego, z którego aktualnie korzystamy.

Czy kryzys gospodarczy i ekonomiczny sprawi, że zaczniemy żyć skromniej, mądrzej, rozsądniej? Mam nadzieję, że tak. Smutne jednak jest to, że dochodzimy do tych oczywistości nie poprzez samoograniczanie i pokorę, ale dlatego, że jesteśmy do tego zmuszeni przez czynniki zewnętrzne. A to z kolei nie napawa nadzieją.

Jak zmieni nas kryzys
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...