Meandry jedności i wolności

Meandry jedności i wolności

Piszę ten felieton w dość wyludnionej Warszawie. Ludzie pozabijali dechami i dyktami drzwi, okna i witryny, aby wyjechać do lasu albo przycupnąć w ciszy własnego mieszkania. Na ulicach widać jedynie histeryczną liczbę policjantów. Trudno w tej perspektywie zrozumieć zapewnienia, że Europejski Szczyt Ekonomiczny w Warszawie będzie niebywałą promocją dla tego miasta. Jaką promocją? Cóż zaproszeni goście będą mogli zobaczyć? Policjantów i zamknięte sklepy z dyktą w oknach! Swoją drogą to bardzo smutne. Jeśli spotkanie demokratycznie wybranych przywódców oraz biznesmenów powoduje paraliż dużego miasta, to na czym właściwie polega odpowiedzialność owych przywódców i biznesmenów za jedność Europy? Szczyt przestaje być symbolem jedności i wspólnej troski o przyszłość, a staje się znakiem podziałów i swoistego bizantyjskiego przepychu tzw. wielkich tego świata.

Jedności, o której tak wiele i w tak różnych kontekstach rozprawiamy, zagrażają dwa ekstrema. Z jednej strony ci, którzy każdą różnicę uwypuklają i wzmacniają, kopiąc rowy podziału i wznosząc mury niezgody. Z drugiej strony są ci, którzy chcą budować jedność na skróty na podstawie takich oszukańczych banałów jak to, że każdy ma swoją prawdę, co w gruncie rzeczy ma oznaczać, iż w sprawach światopoglądowych prawda jako zgodność sądu z rzeczywistością po prostu nie istnieje. Pierwsi inaczej myślących traktują jak wrogów. Drudzy sugerują, że do budowania jedności wystarczy polityczna poprawność. Jedni i drudzy nie wiedzą, że życie to sztuka twórczego przeżywania napięć, a skoro tak, to nie trzeba udawać, iż nie ma o co się spierać, bo wszyscy mają rację, ale też nie trzeba oponenta traktować jako obiektu do zniszczenia. Budowanie jedności wymaga dialogu opartego na wzajemnym poszanowaniu. Jeśli chrześcijanin rozmawia z muzułmaninem, to nie powinien ani wyolbrzymiać różnic, ani ich lekceważyć. Powinien natomiast wejść w twórcze napięcie, którego biegunami są wolność jednostki i prawda.

Niekiedy jednak tak bywa, że poglądy drugiego są dla nas absolutnie nie do zaakceptowania. Co więcej, odbieramy je jako obrazę i agresję wobec tego, co nam jest drogie. Ostatnio raz po raz wybucha skandal dotyczący granic wolności wypowiedzi. Jeśli tzw. artysta próbuje na siłę być kontrowersyjny (czytaj: bluźnierczy), to powstaje pytanie, czy należy tolerować jego wybryki w imię wolności, czy też powinniśmy protestować w imię tego, co uważamy za istotną wartość. Co ma robić wrażliwy katolik, jeśli na przykład tzw. artysta umieści krucyfiks w kuble z moczem, a wszystko przyozdobi własnym kałem oraz sztucznymi genitaliami? Czy ma udawać, że wszystko jest OK, czy też powinien stanąć w obronie swych przekonań i uczuć? Problem polega na tym, że w tego rodzaju sytuacjach katolicy są raczej dyskryminowani. Innym religiom i wyznaniom postępowy świat łatwiej przyznaje prawo do obrony uczuć religijnych. Co do katolików, postępowy świat uważa, że zasadniczo nie powinni podnosić głosu, bo jeśli podnoszą, to znaczy, że są w prostej linii potomkami inkwizytorów. W konsekwencji tzw. artyści boją się wykorzystać do swych pseudoartystycznych celów np. symbole islamskie, ale na katolickich używają sobie do woli.

Inna sprawa, że najczęściej nie warto oprotestowywać bluźnierczych wymysłów tzw. ludzi sztuki. Dlaczego? Ano dlatego, że protesty pozwalają osiągnąć im cel, czyli zyskać rozgłos. Pamiętam film Ksiądz, w którym księża albo są homoseksualistami, albo prezentują się wyjątkowo antypatycznie. Ten kinematograficzny wytwór pojawił się w kinach w Rzymie, ale szybko zszedł z ekranów, bo okazał się wyjątkowo nudny i bez sensu. W Polsce pobożne środowiska postanowiły zaprotestować. Przed kinami pojawiły się dziarskie panie z różańcami w rękach. Efekt był taki, że ludzie szli na film dość tłumnie, spodziewając się mocnych scen. Dystrybutorzy Księdza zarobili dużo więcej, niż powinni.

W każdym razie jedności i wolności nie przybywa, jeśli politycy udają wielkich ważniaków i chronią się za potrójnym kordonem policji, a artyści próbują wyjść z cienia, tworząc dziełka obliczone na wywołanie oburzenia normalnie myślących i czujących ludzi.

Meandry jedności i wolności
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....