Własność intelektualna

Własność intelektualna

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Wspaniałe gotyckie katedry! Pomniki chwały Najwyższego! Pięknem swym powalają na kolana pielgrzyma, który do nich wchodzi. Chyba po to je zbudowano, mają powalać na kolana przed Bożym obliczem. Chyba po to składano na ołtarzu drogocenne naczynia, a ołtarz zdobiono najwspanialszymi dziełami sztuki. Oto znak Bożej obecności w sercu miasta!

Zwiedzałem kiedyś gotycką katedrę w mieście, którego zabudowa centrum zachowała się znakomicie od czasów średniowiecza. Zwiedzałem i byłem pełen zachwytu. Co za ogromna przestrzeń! Wręcz zapiera dech! Okna tak wielkie, że ścian prawie nie widać, a w tych oknach witraże. Prawie jak w Niebieskim Jeruzalem z Apokalipsy, w którym mury miasta były z rubinów i szmaragdów, a z każdej strony świata po trzy bramy w murze. Tu też po trzy portale od północy, zachodu i południa, tylko od wschodu, gdzie stoi ołtarz – Tron Boży – nie ma żadnego wejścia. Ołtarz ten zdobny był niegdyś słynnym na cały świat obrazem pędzla flamandzkiego mistrza, teraz jednak to arcydzieło przeniesiono do bocznej kaplicy. Być może stało się tak ze względów bezpieczeństwa. W naszej epoce, kiedy arcydzieła dawnych mistrzów sprzedawane są za miliony dolarów i następnie trzymane w kasach pancernych, nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie włamie się do kościoła przez witrażowe okno, by uprowadzić sławny obraz.

Trzeba było kupić bilet, żeby wejść do tej bocznej kaplicy. W bocznej nawie w pobliżu wejścia stała kasa biletowa, a przy samym wejściu do kaplicy kontroler przedzierał bileciki. Było to takie małe muzeum jednego obrazu, wewnątrz bowiem nic więcej nie było. Płótno przedstawiało wypędzanie przekupniów ze świątyni: Chrystusa chłoszczącego sznurem zdumionych straganiarzy. Kompozycja pełna była dynamiki: wzniesiona ręka Chrystusa, przewracające się stoły, rozsypujące się towary i monety, groteskowe twarze przekupniów, rozwiane szaty układające się w trójkąciki charakterystyczne dla malarstwa tamtej epoki. Obraz lśnił wewnętrznym blaskiem niczym szlachetny kamień. Zaiste jego sława była w pełni zasłużona.

Skakało przy nim kilku turystów z aparatami fotograficznymi (zezwolenie na robienie zdjęć trzeba było wykupić osobno), stał także malarz z rozstawionymi sztalugami. Ciekawe właściwie, czy takie kopiowanie czyjegoś obrazu nie jest kradzieżą własności intelektualnej? Przyglądałem się przez chwilę jego pracy. Na jaskrawobiałym tle miał już całą kompozycję namalowaną lekkim szarym światłocieniem, na to nakładał poszczególne kolory. Gdy wyraziłem moje zdziwienie, wyjaśnił mi technikę, którą się posługiwał. Polegała ona na nakładaniu kolorów przejrzystą farbą, oddzielaniu ich od tła i od siebie wzajemnie warstwami przeźroczystego werniksu. Stąd też to wrażenie lśnienia: farby są przejrzyste, a światło odbija się od białego tła.

– To musi być niezwykle pracochłonna technika – zauważyłem.

– Istotnie tak jest – odrzekł malarz – a zważywszy, że niektóre barwniki to zmielone na proszek kamienie szlachetne, taki obraz jest prawdziwym klejnotem.

– Skoro tak, to trudno się właściwie dziwić, że dla bezpieczeństwa zamknięto go w bocznej kaplicy.

– Dla bezpieczeństwa? Przypuszczam, że powód jest inny. Obraz przecież został namalowany po to, by zdobił główny ołtarz! Miał zapierać dech w Bożej Obecności. Powstał w czasach, gdy na ołtarzu Pańskim ludzie składali to, co mieli najcenniejszego. I to wcale nie indywidualnie, to nie było tak, że każdy dbał o własny pępek i przynosił własne wotum, ryngraf czy coś innego. Budowa tej katedry była wysiłkiem całej społeczności. Ten obraz namalował może jeden artysta, ale ufundowało go całe miasto. Dziś ktoś postanowił ciągnąć z płótna najzupełniej materialne korzyści. Chwała Boża została opodatkowana.

Na takie dictum przeszedł mnie lekki dreszczyk, a także zaparło mi nieco dech. Istotnie, czy przed ołtarzem w muzeum, nawet jeśli jest to muzeum jednego obrazu, można uklęknąć i pomodlić się? Pewnie nie bardzo, postanowiłem więc już sobie pójść. Rzuciłem jeszcze okiem na kopiowany obraz i zauważyłem napis zieloną farbą w dolnym prawym rogu. Pochyliłem się, by go odczytać. Głosił on:

– Niniejszą sprywatyzowaną własność intelektualną nielegalnie skopiował Szuszwol ze Swarzyndza”.

Własność intelektualna
Włodzimierz Fenrych

urodzony 10 maja 1955 r. w Poznaniu – absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w „Czasie Kultury”, „Spotkaniach” i „Tygodniku Powszechnym”.Autor cyklu felietonów pt....