Nauki ze spaceru po wodzie

Nauki ze spaceru po wodzie

Chodzić po wodzie. Z Anną Świderkówną rozmawia Elżbieta Przybył, Znak, Kraków 2003, s. 263

Od kiedy nauczyłem się czytać, chciałem pracować w bibliotece. Przechadzać się wśród regałów uginających się od książek. Cisza, spokój. Na biurku stoi gorąca herbata, przede mną otwarta książka i tajemnice stają się jasne. Z pracy w bibliotece nic nie wyszło. Później marzyłem, żeby zasypać książkami własny dom, żeby półki się załamały, a człowiek pozostał w powodzi dzieł. Nie udało się. Poszukiwałem rozwiązania. Znalazłem Biblię. Nie tyle Księgę, ile całą bibliotekę. I tak już zostało.

Wiara naukowca

Biblia jest księgą, której nie da się zrozumieć bez pomocy człowieka. Potrzebny jest przewodnik. Anna Świderkówna dobrze sprawdza się w tej roli, co potwierdza wydana przez Znak rozmowa z Elżbietą Przybył, zatytułowana Chodzić po wodzie. Nie tylko dlatego, że jest autorką popularnych Rozmów o Biblii, papirologiem, osobą o głębokiej wierze. Również dlatego, że licząc 79 lat, zachowała pogodne spojrzenie na świat, na człowieka. A przecież przeżyła powstanie warszawskie, lata komunizmu w Polsce, tęsknotę za klasztorem, do którego trafiła po 17 latach oczekiwania i usłyszała, że… nie ma powołania. Tych wątków wystarczyłoby na kilka biografii. Pod koniec życia człowiek inaczej patrzy na swoje bytowanie. Świderkówna mogłaby być przecież osobą zgorzkniałą, pełną pretensji do siebie i otoczenia. W jej patrzeniu na własne życie pobrzmiewa jednak zaufanie, że Bóg prowadzi człowieka po właściwych ścieżkach. Papirologia, wykłady na uniwersytetach, książki popularnonaukowe, pobyt w klasztorze — to wszystko nie było bez znaczenia. To wręcz było niezbędne, aby stała się tym, kim teraz jest. Niezbędne jest widzieć sens własnego życia. Niezbędna jest wiara. Czym ona jest? I czy można pogodzić wiarę z nauką? Wielu ludzi wychodzi z założenia, że uwierzą w Boga, jeśli udowodni się im Jego istnienie. Taka postawa przeczy temu, czym jest wiara. Jeśli coś jest udowodnione, to nie wymaga to wiary. Wtedy mamy wiedzę, a wiara jest już zbytecznym luksusem. Autorka tomu Rozmów nie ma ostatecznego zaufania do nauki. Wiedza jest czymś ulotnym, nieustannie się zmieniającym. Nie można się na niej oprzeć, gdyż wszystko w nauce zmienia się w sposób radykalny. Niejednokrotnie słyszymy, że dokonano kolejnej (!) rewolucji w jakiejś dziedzinie wiedzy. Wiara nie jest decyzją, a życiem. „Wybór Boga kształci” — mówi Świderkówna.

Z powodu jego bezczelności da mu

Bibliści mają w sobie mądrość. Całe życie spędzili pochyleni nad świętą Księgą. Lubię słuchać ich wyjaśnień, gdyż wydają mi się znacznie bardziej trafne niż komentarze umieszczone w Piśmie. Są takie miejsca w Biblii, których mimo przypisów nie jestem w stanie zrozumieć. W rozmowie z Anną Świderkówną kilka biblijnych kontrowersji zostało wyjaśnionych.

Zawsze kłopoty sprawiały mi słowa Jezusa skierowane do Maryi w Kanie Galilejskiej, gdy zabrakło wina: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?”. Tłumaczenia teologów, że zwrócenie się do własnej Matki: „Niewiasto”, jest zaszczytnym tytułem odwołującym się do pierwszej kobiety Ewy, nigdy mnie nie przekonywały. Odpowiedź Jezusa wydawała mi się szorstka, wręcz poniżająca Maryję. Miałem wrażenie, że próby złagodzenia tej wypowiedzi jeszcze bardziej pogrążają Jezusa. Mogłem zgodzić się z teologiczną wykładnią, lecz mój własny odbiór zwrócenia się do Matki: „Niewiasto”, był zgoła odmienny. Jak tu przyjąć zaszczytny tytuł, gdy jest on wyrażony w takiej ostrej, nieprzyjemnej formie? Świderkówna inaczej interpretuje wypowiedź Jezusa. Przede wszystkim stwierdza, że to nie jest wcale delikatna odmowa. To kategoryczne odcięcie się Syna od Matki. Kana Galilejska to początek misji Jezusa, czas gromadzenia uczniów. Maryja traktuje Go nadal jak dziecko, a przecież jest to dorosły i świadomy swej roli mężczyzna. Wypowiedź Jezusa jest zdecydowaną reakcją: nie możesz Mnie traktować tak, jak dotąd. O żadnym dostojnym tytule nie może więc być mowy.

Nie mniej kłopotliwym miejscem w Biblii jest fragment opisu stworzenia człowieka, a zwłaszcza słowa Boga, gdy mówi: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam”. Liczba mnoga w tym zdaniu jest frapującą zagadką. Niektórzy Ojcowie Kościoła dopatrywali się tu wewnętrznego dialogu Trzech Osób Boskich, inni egzegeci próbowali wyjaśnić to, podając przykłady dostojnej mowy królów. Władcy mówili o sobie w liczbie mnogiej, dlaczego by więc Bóg, jedyny władca, nie miał również tak o Sobie mówić? Żadne z tych wyjaśnień nie wydaje się przekonujące. Propozycja Świderkówny jest znacznie prostsza. Powołuje się ona na pluralis deliberationis, czyli liczbę mnogą zastanowienia. Posługujemy się nią, najczęściej nieświadomie, gdy próbujemy rozwiązać problem, mówiąc sami do siebie: „Pomyślmy, co teraz zrobić”. Jest to monolog, bo przecież wokół nie ma nikogo, kto mógłby pomóc.

Tłumacze Biblii łagodzą ostrość słów Jezusa. Ma to miejsce m.in. w przypowieści o natrętnym przyjacielu (Łk 11,5–8), a w rzeczywistości o wytrwałej modlitwie. Przyjaciel przychodzi w nocy, prosząc o chleb. Polski przekład odpowiedzi obudzonego gospodarza jest nieco zaskakujący: „Z powodu jego natręctwa da mu”. Przyznaję, że nigdy nie mogłem zrozumieć tych słów. Jeśli przyjaciel jest w potrzebie (głód), to raczej ze współczucia podzielę się z nim pożywieniem niż z powodu jego natręctwa i własnej chęci spokojnego dokończenia snu. Świderkówna udziela istotnego wyjaśnienia. Odpowiedź gospodarza należałoby raczej przetłumaczyć jako: „Z powodu jego bezczelności da mu”. Zmiana ta, a raczej właściwe odczytanie, ma olbrzymie znaczenie dla chrześcijan. Przypowieść Jezusa znajduje się w bloku innych poświęconych wytrwałości w modlitwie. Wniosek wypływający z historii o potrzebującym przyjacielu jest taki, że wobec Boga mamy prawo w naszych modlitwach być zuchwali, nawet bezczelni. Byłoby nieporozumieniem, gdybyśmy przed Stwórcą, który przecież nas doskonale zna, kryli się ze swoimi prawdziwymi prośbami i pragnieniami. Takich wyjaśnień w Chodzić po wodzie jest więcej.

W przyjaźni z Bogiem i człowiekiem

Mądrość Świderkówny bierze się zarówno z lat spędzonych nad Biblią, jak również z bliskości z człowiekiem, bez której nauka czy studia byłyby bezowocne. W rozmowie, w której spotykają się dwie osobowości natychmiast reagujące na swoje słowa, staje się to najbardziej widoczne. Elżbieta Przybył nie jest ułożonym dziennikarzem grzecznie odpytującym swoją rozmówczynię. To konkretna osoba, która ma swoje wątpliwości i nie waha się ich przedstawić. Rozmowa jest wartka, tętniąca życiem. Tematy aktualne, rzeczywiste, niewyssane z palca. Dużą umiejętnością Przybył jest także to, że nie skupia uwagi na sobie. Otrzymujemy nie tylko żywy wykład ze Starego i Nowego Testamentu, ale również osobiste spojrzenie Świderkówny na dzieje świata. Biblistka równie ujmująco opowiada o Biblii, jak o miłości między ludźmi. Są takie zdania w tej książce, które chciałbym zapamiętać, na przykład to, że „przyjmowania i dawania uczy nas miłość fizyczna, która ma służyć za elementarz miłości. Dlatego to jest takie mocne przeżycie. Elementarz musi być przecież kolorowy”. I nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mówiąc to, Świderkówna lekko się uśmiecha…

Kiedy rozglądam się wokół siebie, wcale nie widzę, żeby ludzie woleli wybierać zło niż dobro. Na świecie zawsze było źle, zło zawsze było obecne i niewątpliwie prawdą jest, że im więcej dobra, tym bardziej zło stara się je zagłuszyć. Próbuje je zasłonić, próbuje pokazywać świat tak, żeby wszyscy widzieli tylko zło.

Czy trzeba mieć ponad siedemdziesiąt lat, aby tak patrzeć na świat?

Lektura Biblii

Biblia nie jest Księgą łatwą. Jak zatem ją czytać? Niejako na marginesie rozmów Świderkówna daje nam delikatne wskazówki. Odpowiedź jest jedna: czytać. Jest dużo komentarzy, które wyjaśnią nam zawiłości i trudne fragmenty. Najważniejsze jest jednak pragnienie, a później wytrwałość w poznawaniu Biblii. Nikt tego nie zrobi za nas. Nieznajomość Pisma Świętego oznacza przecież nieznajomość Boga. Jak jednak poradzić sobie ze szczegółami, które nastręczają tylu kłopotów? Odpowiedź Świderkówny jest pogodna:

Bóg obdarzył nas rozumem właśnie po to, żebyśmy z niego korzystali. Jeżeli Bóg do nas mówi, to znaczy, że chce, byśmy starali się Go zrozumieć. Wszelkie szczegóły są na tyle ważne, na ile służą poznaniu Jego woli, a nie wikłają nas w nieistotne rozważania. (…) W Piśmie Świętym jest też ukryte przesłanie dla nas, dla mnie osobiście. Często mogę go nie dostrzegać, ale to nie jest takie tragiczne, bo jeżeli Bóg chce, żebym je w końcu znalazła, to mi je wskaże.

Czytać Biblię pomimo trudności. Być spokojnym. Czekać.

Nauki ze spaceru po wodzie
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz. Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....