Katolicy fair trade
Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 opinie
Wyczyść

Mieliśmy już Kościół otwarty i Kościół zamknięty, Kościół łagiewnicki i Kościół toruński. Niedawno narodziło się nowe ugrupowanie religijne – katolicy fair trade. Narodziło się pod skrzydłami warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. W kwartalniku młodzieży KIK-owskiej „Kontakt” (17/2011) Jan Mencwel i Misza Tomaszewski zamieścili tekst programowy Katolicyzm Fair Trade. Skąd ta nieco dziwna nazwa?

Fair Trade to międzynarodowy ruch, który stawia sobie za cel uczynienie globalnego handlu bardziej sprawiedliwym, to znaczy, aby ludzie byli wolni nie tylko w teorii, ale i w praktyce, czyli posiadali środki niezbędne do realizowania swej wolności. Mencwel i Tomaszewski snują analogie między ruchem Fair Trade a postulowanym przez nich katolicyzmem.

Z tych analogii wychodzi im na przykład, że „Kościół nie powinien wyręczać ludzkiego sumienia poprzez udzielanie człowiekowi gotowych odpowiedzi na dręczące go pytania, lecz zakorzenić go w niejednoznacznej logice Ewangelii”. Potem stwierdzają bez ogródek: „Za nieuzasadnione uważamy oczekiwanie od kogokolwiek »przylgnięcia« do moralnej doktryny Kościoła w hipotetyczny tylko sposób wywiedzionej z Ewangelii”. Jako przykład takiej hipotetycznej doktryny podają nauczanie encykliki Humanae vitae.

W sumie nie są to idee odkrywcze. W ciągu dwóch tysięcy lat nie brakowało tych, którzy w mniejszym lub większym stopniu podważali autorytet Nauczycielskiego Urzędu Kościoła, uznając, że chrześcijaństwo jest słuszną i piękną wiarą, niemniej jednak dość ogólną, a zatem każdy powinien sam decydować, co w praktyce oznacza bycie chrześcijaninem, katolikiem. Rolą biskupów z papieżem na czele byłoby życzliwe towarzyszenie tym osobistym wysiłkom.

Sformułowanie o „niejednoznacznej logice Ewangelii” przypomina mi cytowaną już na tych łamach wypowiedź Kazimiery Szczuki, że status płodu „w jakimś sensie jest tajemniczy i ta tajemniczość, jako niezapisane pole znaczeń, zostawia miejsce dla wszystkich projekcji, zmyśleń, przeczuć, wyobrażeń i niepokojów”. Kościół nie ma udzielać odpowiedzi, a płód jest czymś nieokreślonym, można zatem go ewentualnie wyskrobać, co oczywiście nie jest zabiciem istoty ludzkiej, tylko jedną z możliwych projekcji. Nie twierdzę, że katolicy fair trade są za aborcją (im bardziej chodzi o antykoncepcję), ale skoro gotowe odpowiedzi są niegodne młodego inteligenta katolika, to całkiem możliwe, że podzieli on w tej kwestii stanowisko pani Kazimiery, tym bardziej że w Biblii nie mówi się wprost o złu aborcji. I co wtedy? Rozumiem, że nic, po prostu należałoby uznać, iż ktoś tak, a nie inaczej zakorzenił nurtujące go pytania w Ewangelii. Wszak katolikom fair trade zależy „na uwolnieniu myślenia moralnego od wszelkich automatyzmów”. Ubolewają oni, że „nauczanie moralne wciąż wykładane jest raczej w formie nakazowo-zakazowej niż otwartej, wskazującej na powołanie do miłości, sformułowane przez Chrystusa w Kazaniu na Górze”. Warto jednak zauważyć, że Jezus żadną miarą nie zniósł zdecydowanie nakazowo-zakazowego Dekalogu, ale go pogłębił. Ewangeliczne wypełnienie przykazań duchem miłości nie oznacza, że straciły one swoją wagę. Wręcz przeciwnie! Są potrzebne, aby słowo „miłość” nie zostało zdegradowane, np. do tolerowania wolnego seksu, homoseksualizmu, różnych makabrycznych procedur, by wyprodukować sobie dziecko itp.

Papież Benedykt XVI na różne sposoby zachęca do czytania katechizmu, o czym pisałem w poprzednim felietonie. Katechizmy mają to do siebie, że prezentują nauczanie katolickie dość jednoznacznie. Mencwel i Tomaszewski nie krytykują wprost katechizmu, ale zauważają, że „tendencja »katechizmowa« […] skutkuje, z jednej strony, ciągłym zawężaniem kościelnych marginesów, na których szukają schronienia ludzie będący »pomiędzy«, z drugiej zaś – wychowaniem zastępów zadowolonych z siebie katolików”. Ja natomiast cieszyłbym się, gdyby katolicy rzeczywiście pozna-wali katolicką wiarę poprzez czytanie katechizmu, a nie kształtowali ją sobie na swoją modłę (katolicy fair trade nazywają to podążaniem za sądem rozumu praktycznego). Chciałbym, aby nie zabrakło młodych katolików żądnych religijnej wiedzy i gotowych do odważnego myślenia, tyle że dla mnie odwaga w katolickim myśleniu nie oznacza podkopywania nauczania Kościoła zawartego w katechizmie, ale wręcz przeciwnie, wejście w spór ze światem, który to nauczanie zwalcza na różne sposoby, od ośmieszania po stosowanie przemocy fizycznej.

Papież zachęcał niedawno do bycia odpornym na różne mody i do myślenia z głębi dwutysiącletniej Tradycji Kościoła. Katolicyzm nie polega na jakimś ogólnym przyjęciu ducha Ewangelii, który w dodatku miałby być czymś niejednoznacznym. Polega natomiast na przyjęciu, że obietnica Jezusa, iż pośle nam swego Ducha, który doprowadzi nas do całej prawdy, realizuje się w sposób konkretny m.in. poprzez widzialne struktury i osoby w Kościele. Bez tej wiary wszystko zaczyna być kwestią osobistych zapatrywań i jako takie przestaje być katolickie. Intelektualista katolicki to ktoś, kto wie, co jest nauczaniem Kościoła, i potrafi go bronić w dialogu lub sporze z innymi, a zarazem umie to nauczanie pogłębiać. Ponadto zdaje sobie sprawę z istnienia nieskończonej liczby zagadnień, które pozostają kwestią do dyskusji. Takim intelektualistą jest Benedykt XVI, do którego czytania zachęcam katolików fair trade.

Katolicy fair trade
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze