Jak wy Mi, tak Ja wam
fot. noemi macavei katocz / UNSPLASH.COM

Jak wy Mi, tak Ja wam

Zaparcie się Chrystusa to w pierwszej kolejności nie tyle niewypowiedzenie takich czy innych słów czy też brak takiego czy innego gestu, ile brak miłości, która jest działaniem wiary.

Słowa Pana Jezusa zapisane w Ewangelii Mateuszowej: „Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10,32–33), przypomniały mi pewną rozmowę – poniekąd smutną, poniekąd zabawną. Była to w każdym razie rozmowa na tyle charakterystyczna, że została w mojej pamięci do dziś. Może dlatego, że wielokrotnie w czasie duszpasterzowania stykałem się i stykam z tym, co wtedy tak jasno zobaczyłem.

Na dyżur duszpasterski przyszła młoda kobieta. Była na pierwszym roku studiów, do Krakowa przyjechała „dopiero co” i powoli zaczynała nowe, samodzielne życie. Nie pamiętam, czego dotyczyła całość rozmowy, ale końcówka zapadła mi w pamięć. Otóż dziewczyna podzieliła się wątpliwościami dotyczącymi zachowania pewnych zewnętrznych oznak i praktyk wiary, które do tej pory były dla niej codzienną oczywistością, a które teraz sprawiały jej duży kłopot. „Wie ojciec – mówiła – zazwyczaj, kiedy przechodziłam koło kościoła u siebie w miejscowości, robiłam znak krzyża. Przyjechałam do Krakowa i sprawy trochę się skomplikowały. Nie dlatego, że się wstydzę, ale tu w obrębie centrum jest tyle kościołów, że gdybym chciała się przeżegnać, idąc obok każdego z nich, musiałabym właściwie cały czas robić ręką znak krzyża. Podobnie z osobami duchownymi. Kiedy spotykałam siostrę zakonną czy księdza, mówiłam: »Szczęść Boże« – nawet jeśli ich osobiście nie znałam. Chodziło o pozdrowienie nie tyle tego konkretnego człowieka, ile zauważenie osoby poświęconej Bogu. W Krakowie sprawa jest trudna, bo tu jest tylu księży, zakonników i sióstr zakonnych. Cały czas musiałabym mówić »Szczęść Boże«. Z drugiej strony, kiedy tego nie robię, czuję się źle, jakbym się wypierała swojej wiary, czy wstydziła przyznać do Pana Jezusa”. Ponieważ byłem wówczas młodym księdzem, jej wątpliwości niemal mnie wzruszyły. Oto miałem przed sobą osobę nie tylko wyglądającą jak personifikacja niewinności, ale jeszcze o sumieniu tak szlachetnym, że była w stanie przeżywać takie trudności. Oczywiście, zacząłem tłumaczyć, że w takich wypadkach należy się zdać na cnotę roztropności, że nie należy myśleć o Panu Bogu jako o kimś, kto ciągle nas podgląda i sprawdza, czy zachowamy się tak czy inaczej, że od wiary i praktyki wiary nie można oddzielać zwy

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się