Jak mówimy o „tych sprawach”?

Od co najmniej 200 lat istnieje niepisany zakaz mówienia o ludzkiej intymności – kwestiach związanych z wydalaniem, intymną fizjologią (miesiączkowaniem, poceniem się, wypadaniem zębów itp.), a także, rzecz jasna, z seksem. Jeszcze dwie dekady temu, gdy w telewizji pojawiły się pierwsze reklamy podpasek higienicznych, oburzeni widzowie pisali listy do władz TVP z żądaniem zaprzestania emisji spotów, które ranią ich wrażliwość. Po podpaskach naruszano kolejne tabu: dotyczące pocenia się (w reklamach antyperspirantów), wydalania moczu i kału (środki udrożniające drogi moczowe, specyfiki przeciw zaparciom czy biegunce itp.), wreszcie – życia seksualnego (środki wspomagające potencję). Równolegle z tymi przekazami zaczęły do nas docierać różnego rodzaju teksty: prasowe, popularnonaukowe, niby-artystyczne itp., w których coraz jawniej pisze się o seksie. Oprócz tego pojawiają się teksty czy instruktaże pełne dosłownych i szczegółowych opisów miejsc czy czynności intymnych oraz wulgarnego (bądź ocierającego się o wulgarność) słownictwa.

„Publiczność” i „oficjalność”

W komunikacji publicznej intymność zyskała więc status pełnoprawnego tematu. Nie do końca jednak wiemy, jakich środków językowych użyć, by nie przekroczyć granic stosowności, ale jednocześnie nie popaść w ogólnikowość czy eufemizację. Kłopot z wyborem wyrazów dotyczących seksu wynika stąd, że do tej pory nie pisaliśmy ani nie mówiliśmy o nim publicznie. Nie upubliczniamy swych zachowań seksualnych, a przez to też nie robimy tego w sposób językowy – dlatego polszczyzna ogólna nie wypracowała (jeszcze?) języka seksu. Nie wynika to jednak (jak się zwykło sądzić) z ubóstwa języka, lecz z tego, że po prostu nie mamy (jako ogół społeczeństwa) potrzeby mówienia o „tych sprawach” z ludźmi, z którymi wiążą nas bardzo luźne relacje. Gdy np. przypadkowemu towarzyszowi podróży opowiadamy film, w którym były mocne sceny łóżkowe, pomijamy detale, ograniczając się do stwierdzenia, że bohaterowie „poszli ze sobą do łóżka”.

Niedostatkom seksualizmów w polszczyźnie ogólnej próbujemy zaradzić, czerpiąc je z języka potocznego i intymnego oraz znajdującego się na drugim biegunie języka medycznego. W tych trzech obszarach radzimy sobie nieźle, obejmują one bowiem trzy typy sytuacji, w których w dość naturalny sposób porusza się temat seksualności. Językiem potocznym posługujemy się w rozmowach z ludźmi, z którymi jesteśmy na tyle blisko, że opowiadanie o sprawach łóżkowych nie jest przekroczeniem granicy intymności. Oczywiście – pojęcie przekroczenia granic intymności jest bardzo płynne. Dla jednych niestosowne będzie już samo rozpoczęcie rozmowy o erotyce, inni nie będą się czuli skrępowani, gdy będzie się im opisywało rzecz ze szczegółami; nie ma oczywiście przepisu, co mówić, jak mówić, z kim mówić, by nikogo nie urazić – to zależy od naszej wrażliwości i wyczucia sytuacji. Zresztą, wypracowaliś

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się