Czy katolikowi wolno nie zgadzać się z papieżem?
fot. mesut kaya eOcyhe5 / UNSPLASH.COM

Czy katolikowi wolno nie zgadzać się z papieżem?

Oferta specjalna -25%

Triduum Paschalne. Przewodnik

1 votes
Wyczyść

Jeśli zdarzy się nam poczuć nieprzyjemne ukłucie niezgody z czymś, co powiedział ojciec święty, to czy powinniśmy się tym bardzo niepokoić? Czy czując opór wobec jakichś słów lub gestów papieża, stawiamy się poza wspólnotą Kościoła? Czy jesteśmy wtedy złymi katolikami? – zapytał mnie ktoś.

Już na samym początku mogę rozwiać te obawy. Nie każda niezgoda czy wątpliwość wywołana słowami lub gestami papieża stawia nas automatycznie poza wspólnotą Kościoła i czyni złymi katolikami. Niestety, muszę zaznaczyć, że jest możliwa i taka niezgoda, która rzeczywiście grozi zniszczeniem naszej jedności z Kościołem. Narażamy się na to, uporczywie odrzucając głoszoną przez papieża naukę, która została definitywnie rozpoznana i określona jako objawiona przez Boga. Jestem jednak pewien, że w tym pytaniu nie chodzi o tak fundamentalną, bo dotykającą istoty wiary, niezgodę. Idzie raczej o wątpliwości wywołane na przykład przez jakieś ulotne słowa papieża. Może o prowizoryczne diagnozy społeczne i polityczne? Dyplomatyczne strategie i sojusze? Sposób bycia, zachowania się albo symboliczne gesty? Katolicka teologia mówi wprost, że w takich przypad- kach pojawienie się wątpliwości, a nawet wewnętrznej niezgody, nie powoduje żadnej autoekskomuniki. Czy ta krótka odpowiedź rozwiązuje problem? Myślę, że raczej umożliwia głębsze jego postawienie.

Nie zamierzam zajmować się krytyką papieża Franciszka. Papieże się zmieniają i żadnemu z nich jej nie szczędzono. Nie zapominajmy, że już św. Paweł upominał publicznie św. Piotra (Ga 2,11–14). Pytanie potraktuję więc szerzej, a nie jako odnoszące się tylko do aktualnej sytuacji.

Kim jest papież?

Nigdy nie powinniśmy tracić z oczu rzeczy najważniejszej, a więc tego, jak wielkim błogosławieństwem jest w Kościele urząd następcy św. Piotra. Wszystkie nasze rozważania takich lub innych słów ojca świętego zawisną w próżni, jeśli nie będziemy pamiętać o najgłębszym sensie posługi biskupa Rzymu. Dlatego przypomnijmy sobie krótko, jaką rolę w Kościele odgrywa papież.

1. Świadectwo męczeństwa. Każdy papież nosi na sobie znamię męczeństwa św. Piotra. Niekiedy to znamię ujawnia się w śmierci za wiarę któregoś z następców św. Piotra. Najczęściej jednak jest codziennym niesieniem krzyża wyczerpującej odpowiedzialności i służby całemu Kościołowi.

2. Świadectwo miłosierdzia i łaski. Biorąc pod uwagę ludzką słabość i grzeszność, sprawowanie urzędu papieskiego jest zadaniem przekraczającym ludzkie siły. Nie można mieć najmniejszych wątpliwości, że trwałość papiestwa jest dziełem łaski i miłosierdzia Bożego. Dlatego też cały autorytet i władzę ojca świętego powinniśmy widzieć jako przedłużenie miłosierdzia okazanego Piotrowi i jego następcom.

3. Świadectwo prawdzie Ewangelii. Papież strzeże, by w Kościele była zachowywana prawdziwa wiara „raz tylko przekazana świętym” (Jdt 3). Powinien być czujny i interweniować zawsze, gdy pojawią się opinie niezgodne z objawioną przez Boga prawdą.

4. Służba jedności. Papież służy jedności Kościoła we wszystkich najważniejszych wymiarach: jedności Chrystusa z Kościołem, jedności biskupów i wiernych rozsianych po całym świecie, jedności wiary itp. Pięknie pisał o tym Jan Paweł II:

„Misja Biskupa Rzymu w gronie wszystkich Pasterzy polega właśnie na tym, że ma on »czuwać« (episkopein) niczym strażnik, aby dzięki Pasterzom we wszystkich Kościołach partykularnych słyszano prawdziwy głos Chrystusa – Pasterza. W ten sposób w każdym z powierzonych im Kościołów partykularnych urzeczywistnia się jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół. Wszystkie Kościoły trwają w pełnej i widzialnej komunii, bo wszyscy Pasterze są w jedności z Piotrem, a tym samym w jedności Chrystusa”1.

Bez papieża Kościół rozpadłby się na tysiące różnych mikroorganizmów, które powoli traciłyby kontakt ze sobą nawzajem i co gorsza z autentyczną nauką Ewangelii. Dlatego zachowanie jedności z papieżem jest dosłownie „być albo nie być” naszej wierności Chrystusowej nauce. Stawka jest więc olbrzymia. Dopiero wtedy, gdy sobie to uświadomimy, możemy właściwie podejść do rodzących się w nas wątpliwości wobec takiej czy innej wypowiedzi ojca świętego. Nie zamierzam wcale zbywać problemu wewnętrznych oporów czy sprzeciwów wobec jakichś papieskich decyzji czy słów. Uważam tylko, że należy umieścić je na odpowiednim tle, którym powinno być nasze dążenie do jak najgłębszej jedności z papieżem i poszukiwanie synowskiego posłuszeństwa, które – jako ojcu – słusznie się od nas papieżowi należy.

Szukając synowskiego posłuszeństwa

Jak szukać synowskiego posłuszeństwa, gdy rodzi się w nas sprzeciw wobec słów lub postaw papieża? Przychodzi mi do głowy kilka rzeczy, które warto wziąć pod uwagę.

Najpierw uwaga techniczna. Nie wszystkie wypowiedzi papieża należy stawiać na równi. Czymś zupełnie innym jest improwizowana odpowiedź, a czymś innym przemyślane przemówienie. Niestety, media, przez które docierają do nas wypowiedzi papieża, nie różnicują ich wagi, co więcej, wyolbrzymiają znaczenie mniej ważnych, a zaniżają rangę tych istotniejszych z punktu widzenia naszej wiary. Dlatego też powinniśmy bardzo dbać o to – a jest to stosunkowo łatwe – by dotrzeć do oryginalnej wypowiedzi papieża i nie opierać się na wielokrotnie przefiltrowanych streszczeniach.

Teraz sprawa poważniejsza. Nigdy nie powinniśmy absolutyzować naszego punktu widzenia i zamykać się na dopływ nowych treści, które mogą poszerzyć albo skorygować nasze widzenie Boga, Kościoła i świata. Niekiedy konieczne jest, by papież – w imię objawionej prawdy, jedności i wewnętrznej harmonii w Kościele – przypomniał o czymś bardzo istotnym, co nie było dotąd wystarczająco mocno podkreślane. Brak tego przypomnienia groziłby zachwianiem równowagi, a przez to osłabieniem jedności i harmonii w nauce Kościoła. Papieże bardzo często działali w taki właśnie „harmonizujący” sposób. Z początku może się więc wydawać, że papież mówi coś nowego i dlatego zaskakującego, ale po dokładniejszej analizie okazuje się, że jak ojciec rodziny wydobywa ze skarbca „rzeczy stare” (Mt 13,52). Jeżeli zatem ojciec święty mówi coś, z czym nie potrafimy się zgodzić, to powinniśmy odważnie uznać ograniczoność naszej własnej perspektywy. Jesteśmy tylko częścią Kościoła – Ciała Mistycznego Chrystusa (1 Kor 12,12–31) i nawet jeśli jesteśmy przenikliwie widzącym okiem, to aby normalnie funkcjonować, potrzebujemy także innych części ciała. Bo najbardziej precyzyjne i wyćwiczone oko, które dostrzega najdelikatniejsze odcienie kolorów, pozostaje tylko okiem, które „widzi w zwierciadle, niejasno” (1 Kor 13,12).

Z całą pewnością nie powinniśmy postępować zgodnie z napiętnowaną w Piśmie Świętym zasadą „przecedzania komara a połykania wielbłąda” (Mt 23,24). Może się bowiem zdarzyć, że koncentrujemy krytyczną uwagę na mało ważnej, luźnej wypowiedzi ojca świętego, a gładko przełykamy jakieś istotne, profetyczne słowa, których przyjęcie wniosłoby do naszego życia ducho- wego ożywczy impuls. Nieraz słyszałem, jak ktoś wyrażał swoją niezgodę wobec jakichś naprawdę drugorzędnych kwestii i traktował tę niezgodę jako rozgrzeszające alibi. Grozi nam taka oto przewrotna logika: „Możemy bezpiecznie przejść do porządku dziennego nad wieloma niewygodnymi dla nas słowami papieża, ponieważ nie zgadzamy się z tym lub owym”.

Nie możemy też ukrywać, że w różnych naszych niezgodach na słowa lub gesty papieża może dochodzić do głosu pycha. Podświadomie albo całkiem świadomie czujemy się mądrzejsi od papieża; wydaje nam się, że posiadamy głębsze rozumienie spraw Bożych, trafniejsze wyczucie Tradycji, lepszą orientację w problemach współczesnego Kościoła. Zaczynamy się zachowywać tak, jakby to zupełny przypadek zadecydował o tym, że to nie my zostaliśmy wybrani na papieża. Nie zamierzam twierdzić, że każda niezgoda ze słowami ojca świętego wypływa z pychy. Nie zaszkodzi jednak dla higieny ducha zapytać siebie, czy nie udajemy mądrzejszych, niż jesteśmy. Dobrze przypomnieć sobie w tym kontekście dwie rady św. Jakuba Apostoła, a szczególnie tę drugą:

„Wiedzcie, bracia moi umiłowani: każdy człowiek winien być chętny do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do gniewu” (Jk 1,19).

„Niech zbyt wielu z was nie uchodzi za nauczycieli, moi bracia, bo wiecie, że tym bardziej surowy czeka nas sąd” (Jk 3,1).

Na zakończenie jeszcze słowo o publicznej krytyce papieża. Czym innym jest bowiem odczuwanie niezgody z jakimiś słowami lub gestami papieża, ale zachowywanie jej dla siebie, czymś innym zaś ujawnianie jej publicznie. Publiczna krytyka ojca świętego, jej dopuszczalność i sensowność, to temat na odrębny artykuł. Nie wchodząc zatem w szczegóły, chciałbym tylko podzielić się moim zdumieniem, jak złośliwa i pozbawiona jakiegokolwiek poczucia wspólnoty jest czasami uprawiana przez katolików krytyka papieża. Dosięgała ona chyba każdego biskupa Rzymu, ale szczególnie wzmogła się w ostatnich dziesięcioleciach. I nie ma znaczenia, czy dochodzi ona „z prawa”, czy „z lewa”. Jest w tej krytyce coś bezdusznego i w najgorszym tego słowa znaczeniu światowego. Strzeżmy się takiej krytyki, słuchając św. Pawła: „Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie” (Ef 4,3)

Jan Paweł II, Ut unum sint, nr 94.

Czy katolikowi wolno nie zgadzać się z papieżem?
Mateusz Przanowski OP

urodzony w 1974 r. – dominikanin, doktor teologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Domi...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze