Chrześcijaństwo i Europa

Chrześcijaństwo i Europa

, 0 recenzji

Dzieło Cyryla i Metodego stanowi wybitny wkład w tworzenie się wspólnych korzeni Europy, które dzięki swej trwałości i żywotności stanowią jeden z najmocniejszych punktów odniesienia, jakich nie może pominąć żaden poważny wysiłek zmierzający do zaprowadzenia nowej jedności kontynentu w naszych czasach.

Europa jest szczególnym i jedynym w swoim rodzaju tworem: nie jest i nigdy nie była jednolitym imperium, ale nie była i nie jest również zbiorem państw związanych jedynie umowami. Łączy ją coś, co nie zależy tylko od zmiennej sytuacji politycznej, od układu mocarstw, i co, o dziwo, przeżyło wszystkie ich przemiany i katastrofy. Wszyscy się domyślają, że chodzi o chrześcijaństwo.

Zacznijmy od Europy w tym najbardziej ścisłym, raczej politycznym i administracyjnym słowa znaczeniu, mianowicie od Unii Europejskiej. Tworzy ją dzisiaj 15 demokratycznych i narodowych państw, które mają w niektórych dziedzinach wspólne prawo, wspólny parlament i rząd (Komisja Europejska), wspólną gospodarkę i walutę, Trybunał Europejski i mnóstwo innych instytucji. Równocześnie każde z nich zachowuje własne prawodawstwo, parlament i rząd, swój język i swoją kulturę. W odróżnieniu od starożytnych i nowożytnych mocarstw jedność nie oznacza dla Europy, że wszędzie jest tak samo. Chodzi tu o połączenie różnych, samodzielnych i autonomicznych całości, którymi są dzisiaj państwa narodowe.

Hiszpański filozof José Ortega y Gasset wskazywał przed laty, że państwo narodowe i naród są wynalazkiem czysto europejskim, który nigdzie indziej nie występuje. Naród bowiem nie jest — jak się i dzisiaj niektórym, szczególnie w kulturze anglosaskiej, wydaje — cywilizowanym plemieniem. Naród europejski jest wprawdzie samodzielnym kulturowo społeczeństwem, od plemienia jednak zasadniczo różnym — wie bowiem, że nie jest na świecie sam. Świat nie dzieli się dla niego na „my” i „oni”, ale na wiele różnych „my”, które nawzajem są sobie potrzebne. Ślady plemiennego pojmowania świata do dzisiaj zachowały się w językach. Liczne plemiona same się określały tym samym słowem, które po prostu znaczy: ludzie. Niemieckie deutsch, eskimoskie inuit i cygańskie roma pierwotnie znaczyły lud albo ludzie. Greckie barbaros określa wszystkich tych, którzy nie są rozumiani, dlatego że zamiast mówić, tylko bełkoczą. Nasi przodkowie nazwali sąsiadów, z którymi nie mogli się porozumieć „Niemcami” (od: niemy) — w odróżnieniu od nas „Słowian”, którzy mamy słowo, mowę. Naród w europejskim rozumieniu tego słowa wyróżnia się tym, że z natury rzeczy żyje w sąsiedztwie innych, podobnych. Z nimi się spotyka i potyka, z nimi rywalizuje i od nich wciąż przejmuje wszystko, co mu odpowiada.

Współczesna Europa składa się z państw narodowych. Pojawiały się one stopniowo z tą samą żelazną logiką od późnego średniowiecza, poczynając od Anglii i Francji, przez Hiszpanię, Danię, Szwecję, aż po Włochy, Niemcy, Norwegię i kolejne „młodsze” państwa dwudziestego wieku. W dynastycznych imperiach średniowiecza, wspomaganych przez świętą władzę panującego rodu, kiedy komunikacja między ludźmi nie odgrywała wielkiej roli i panujący mógł być równie dobrze cudzoziemcem. Inaczej jest w epoce nowożytnej. Sprawowanie władzy odbywa się przede wszystkim poprzez działanie stanowego sejmu — a ostatecznie poprzez „opinię publiczną”, rezultat dyskusji politycznej wszystkich obywateli. Podczas gdy sejmy angielski i francuski obradowały od początku w językach narodowych, w sejmie węgierskim aż do XIX wieku dyskutowano po łacinie. Władcy absolutni, chcąc wyeliminować pośrednictwo szlachty i rządzić bezpośrednio, musieli sprawić, by każdy dokładnie zrozumiał ich innowacje i rozporządzenia. W Austrii oznaczało to, że wydawano je i drukowano równolegle w czterech, pięciu językach. Maria Teresa stwierdziła, że prościej będzie, kiedy wszyscy poddani nauczą się niemieckiego — i wprowadziła obowiązek nauczania i znajomości języka niemieckiego.

Na pełne zjednoczenie językowe, które się udało angielskim i francuskim panującym w średniowieczu, było już jednak za późno: nastąpiła romantyczna reakcja, ruchy obrony języków narodowych — którą kontynuuje się do dziś we Europie Wschodniej (Ukraina, Białoruś itd.). Znaczenie języka dla ustroju politycznego wzmocniło się jeszcze z nadejściem demokracji i wyborów powszechnych, a szczególnie z pojawieniem się masowej komunikacji, głównie radia i telewizji. W nowoczesnym społeczeństwie spodziewamy się, że politycy będą codziennie mówić bezpośrednio do nas — oczywiście w naszym języku. Społeczeństwo komunikacyjne wymaga językowej jednorodności państwa i twardo ją forsuje. Z tego powodu wielonarodowe państwa w Europie prawie bez wyjątku się rozpadły. Zniknęły też dialekty (narzecza). Wśród zrozumiałych przyczyn podziału Czechosławacji były też zapewne obawy Słowaków, że pod wpływem telewizji ich język tak bardzo zbliży się do czeskiego, iż całkowicie wyginie.

Dylemat między językową rozmaitością a potrzebą istnienia języka narodowego w celu sprawowania demokratycznej władzy Europa rozwiązała przez powstanie mniejszych państw narodowych, które jednak dzisiaj chyba bez wyjątku czują, że nie mogą pozostawać same. Ani politycznie, ani gospodarczo, ani kulturalnie — nie mówiąc już o rosnącym nacisku problemów ogólnoeuropejskich i światowych. Europie niezmiernie więc odpowiadało, że mogła nawiązać do starej tradycji wspólnoty europejskiej, religijnej, kulturalnej i cywilizacyjnej. Wobec przerażenia i nieczystego sumienia po katastrofie II wojny światowej, nazizmie i wymordowaniu Żydów Europa odwołała się do tego, co chrześcijaństwo niegdyś przygotowało. Naturalnie nie mogła i nie chciała odnowić władzy dynastycznej, lecz nawiązała do niezwykłej wspólnoty różnorodności, którą kiedyś zorganizował Kościół średniowieczny, nim ją osłabiła niezgoda religijna i rozbiły egoizmy absolutystycznych państw narodowych.

We wszystkich średniowiecznych sporach o przekłady Pisma Świętego i używanie języków narodowych w liturgii ich zwolennicy powoływali się na sławny passus Dziejów Apostolskich (Dz 2,4–13) opisujący jak pielgrzymi z całego świata słyszeli głoszoną Ewangelię „w swoich własnych językach”. Wagę argumentu zwiększał fakt, że zawsze ten passus rozumiano jako relację o założeniu Kościoła. Z powodu silnej presji kurii rzymskiej, która starała się o utrzymanie kulturowej jedności dojrzałej łaciny, potrzeba ewangelizacji, szczególnie ludności miejskiej w szczytowym okresie średniowiecza, wymusiła kolejne ustępstwa, aż po zupełne przeforsowanie języków narodowych w trakcie reformacji.

Duchowa i kulturowa jedność chrześcijańskiej Europy utrzymywała się nie tylko dzięki łacinie. Spośród tysięcy nierzucających się w oczy układów i relacji wskażemy jedynie kilka najbardziej znaczących.

Z historycznego punktu widzenia należy zwrócić uwagę na klasztory, wyjęte nawet spod prawowitej władzy biskupa, jako jedne z pierwszych instytucji integracji europejskiej. Na nie później nałożyła się sieć uniwersytetów (dominikanie, później jezuici) oraz sieć międzynarodowych instytucji finansowych (templariusze, kawalerowie maltańscy), stworzona w okresie wypraw krzyżowych.

Jeszcze większe znaczenie miały sieci związków, które obejmowały nie tylko warstwy wyższe i inteligencję, ale każdego człowieka. Chodzi o szczególny kult świętych. Na obszarze byłego imperium rzymskiego kościoły były poświęcane — obok apostołów i postaci biblijnych — często miejscowym świętym, szczególnie jeśli byli tam pochowani. Na terenach położonych bardziej na północ i wschód chrześcijaństwo przynosiło coraz więcej świętych „obcych”: nie tylko starotestamentowych patriarchów, wielkich postaci rzymskich i bizantyńskich, ale i świętych francuskich, niemieckich, włoskich, irlandzkich i brytyjskich. Od XI wieku w legendach i hagiografiach rozprzestrzenia się znajomość i kult świętych czeskich — zapewne pierwsze wieści o „nowym” narodzie, które przekraczały zainteresowanie kronikarzy. Decyzja kurii rzymskiej o jednakowej procedurze ogłaszania świętymi i jednakowym kalendarzu była zapewne przejawem zwyczajnego scentralizowania. Stała się ona jednak ważną nosicielką znajomości i czci dalszych świętych w całym orbis terrarum. Doskonałym przykładem średniowiecznego wyobrażenia chrześcijańskiej wspólnoty jest Galeria Mistrza Teodoryka na Karlsztejnie ukazująca przedstawicieli wszystkich stanów, czasów i plemion, stanowiących niebieski „parlament” przed tronem Baranka, o którym wspomina Apokalipsa. Warto wskazać również na wprowadzanie imion chrzestnych z tego powodu, że każdy chrześcijanin wiązał swoje życie i swoją własną osobę z jakimś patronem, współcześnie mówiąc, zazwyczaj zagranicznym. Popularność żywotów świętych jako ludowej lektury aż po XIX wiek świadczy o tym, że nadawanie imion chrzestnych nie było tylko formalnością. Podobne znaczenie dla szerokich warstw miały sieci miejsc pielgrzymkowych, które w średniowieczu miały charakter europejski. W okresie barokowej restauracji ich znaczenie spadło do regionalnego, ale zachowało wymiar międzynarodowy.

Sieci kontaktów intelektualnych, wymiany i współpracy otwierają się dzisiaj i dla nas. Są one silnie wspierane w całej Europie. Umowa europejskich ministrów szkolnictwa dąży do tego, aby każdy student spędził przynajmniej jeden semestr za granicą. Jeszcze szerszy wpływ na integrację może mieć powszechna potrzeba i wsparcie nauki języków obcych, a także masowa turystyka, niestety raczej rekreacyjna.

Tradycyjnych chrześcijańskich instytucji tworzących wspólnotę europejską, o których już wspomnieliśmy, nie można na pewno odnowić w pierwotnym kształcie ani nadać im dawnego znaczenia. Jednak rozwijanie centrów europejskiej jedności jest koniecznym warunkiem integracji europejskiej w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie wystarczy zawęzić jej do współpracy gospodarczej, naukowej czy technicznej.

tłum. Magdalena Jankowiak

Chrześcijaństwo i Europa
Jan Sokol

urodzony 18 kwietnia 1936 r. w Pradze – czeski filozof, zegarmistrz, informatyk, profesor Uniwersytetu Karola w Pradze, wykłada filozofię i religioznawstwo, dziekan Wydziału Studiów Humanistycznych, mieszka w Pradze. Zięć...