List do Judasza
Oferta specjalna -25%

Pierwszy i Drugi List do Tesaloniczan

0 opinie
Wyczyść

Szanowny Panie Judaszu,

chciałbym z Panem porozmawiać, zwłaszcza w kontekście tego, co mówi o Panu ewangelista Mateusz. Postanowiłem nie używać w moim liście przyjacielskiego „ty”, lecz wybrać bardziej oficjalną i pełną szacunku formę „Pan”. Był Pan wówczas przecież człowiekiem dorosłym, a na dodatek samotnym i konsekwentnym. Do napisania do Pana skłania mnie także uznanie dla Pańskiego wyznania winy: „Przelałem niewinną krew”.

Potem popełnił Pan samobójstwo. Jednakże w ostatnim momencie życia, poprzez śmierć, upodobnił się Pan do swego Mistrza. Krzyż czy drzewo: dwa razy była to śmierć przez powieszenie. Inni uczniowie nie podzielili tak szybko losu ich Nauczyciela.

Oczekuje Pan zapewne, że zapytam, dlaczego. Dlaczego Pan to zrobił, dlaczego wydał Pan Jezusa? Ewangeliści milczą w tej kwestii albo też upraszczają sprawę, przypisując Panu niskie pobudki. W każdym razie nie wierzę, by kierował się Pan niegodziwymi motywami. Być może rzeczywiście negocjował Pan z arcykapłanami i faryzeuszami cenę za wydanie Jezusa, ale z pewnością po to, by całą tę sprawę uczynić dla nich bardziej interesującą. Przekupstwo jest zrozumiałą formą dla władzy. Władza dobrze zna się na tych kwestiach. Na ten temat też mielibyśmy wiele do powiedzenia.

Zwierzchności zatem chodziło o pieniądze. Nie uwierzę jednak w to, że ktoś, kto tak długo jak Pan był uczniem Jezusa, nagle z powodu trzydziestu srebrników postanawia zdradzić. Przemierzać cały kraj, wędrować miesiącami, a może nawet i latami z Jezusem i innymi, nie mieć dachu nad głową, słuchać przypowieści o królestwie Bożym, widzieć cuda, dzielić żarliwą tęsknotę za nadejściem królestwa Bożego, które jest jedynym prawdziwym skarbem, a później za trzydzieści srebrników stać się odstępcą — to wszystko nie wiąże się przecież w sensowną całość!

Być może rzeczywiście miał Pan pieczę nad trzosem, jak pisze Jan. Z pewnością sprawował Pan tę funkcję nie z powodu własnej chciwości, lecz raczej ze względu na Pana realizm i rozsądek. Inni, jak sądzę, byli teologami.

O co więc chodziło, jeśli nie o pieniądze? Jak mówią Ewangelie, istniał jeden jedyny powód, dla którego chciano i musiano pozbyć się Jezusa. Nie było tutaj zbyt wielu możliwości. Tym powodem była troska o naród żydowski. Kto, jak Jezus, występował otwarcie jako Mesjasz, ten ryzykował upadek narodu żydowskiego, gdyż Rzymianie reagowali natychmiast — jak sępy widzące padlinę. Przynajmniej od momentu wjazdu do Jerozolimy Jezus w sposób jawny pozwolił postrzegać i czcić siebie jako Króla i Mesjasza Żydów. Wjazd na osiołku, towarzyszące temu okrzyki hołdu, zajęcie świątyni w imię królestwa Dawida — wszystko to było aż nazbyt czytelne.

Gdy coś takiego docierało do uszu władz, a szczególnie Rzymian, nie było już odwrotu. Rzymską machinę zniszczenia można było bez trudu wprawić w ruch.

Chcę przez to powiedzieć tylko tyle, że do pewnego stopnia Pana rozumiem. Stał Pan, jeśli dobrze rozumiem, przed wyborem „Jezus” albo „Izrael”. Widział Pan, że Jezus zagrażał Izraelowi, szczególnie w obliczu rzymskich szpicli. W tym obłąkańczym konflikcie zdecydował się Pan wybrać naród.

Zgodnie z tym, co wiemy ze wszystkich Ewangelii, nie istniał żaden inny powód, by wystąpić przeciw Jezusowi. Reakcja rzymskiego urzędnika Piłata pokazuje przecież, że w swej ocenie sytuacji nie był Pan całkowicie w błędzie. Oprócz Pana również Kajfasz, jak mówi Ewangelia Janowa, używał tych właśnie argumentów.

Potem jednak szybko zdał Pan sobie sprawę z tego, co uczynił, i to na długo przed kaźnią Jezusa. Powiedziane jest: „Związawszy Go, zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Piłata”. Ewangelista Mateusz kontynuuje opowieść: „Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: »Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną«”.

Zobaczył Pan Jezusa w szponach Piłata i to był dla Pana punkt zwrotny. Cóż za kontrast — Jezus i Piłat! Widoku tych dwóch ludzi obok siebie nie mógł Pan znieść — Jezus obok tego gardzącego ludźmi wroga Żydów, obok tego zepsutego do szpiku kości urzędniczyny, obok tego zera o imieniu Piłat. Widział Pan Jezusa krótko przed zgładzeniem Go przez Rzymian. Myślę, że chciał Pan wydać Jezusa wyłącznie żydowskim możnowładcom, a nie Rzymianom. Chciał Pan, żeby autorytety żydowskie przemówiły Jezusowi do rozsądku.

W ten sposób pragnął Pan uchronić swój naród przed upadkiem. I nawet na jakiś czas udało się to Panu. To, co torowało sobie wówczas drogę w Jerozolimie, musiało się Panu wydać początkiem wielkiej katastrofy, której obawiał się Pan od dawna. Chciał Pan uratować swój naród przed Rzymianami, bo przecież nie przed Jezusem. To nie była żądza zysku, lecz obawa przed konsekwencjami dla Pana narodu.

Czyż wezwanie Jezusa nie było mimo wszystko ekstrawaganckie i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem? Jego działanie w znakach, jak wypędzenie przekupniów ze świątyni, musiało przecież obudzić śpiące psy. Cóż miało znaczyć to, że wraz z egzorcyzmami, wraz z wypędzaniem duchów, przybliżało się królestwo Boże? Czyż On nie chciał być takim królem, jak niegdyś Salomon, syn Dawida, mający władzę nad duchami?

Czyż sami nie mamy z kolei czegoś z Pańskiego realizmu? O wiele gorsze od tego realizmu jest nasze désintéressement. Czyż wszyscy już dawno nie odrzuciliśmy Jezusa jak parzącego kartofla, już chociażby z powodu Jego nierealistycznego kazania na Górze? Albo dlatego że Jezus potrafił połączyć ze sobą wiarę i rezygnację z pieniądza?

Pańskie najgorsze obawy zostały potem urzeczywistnione za sprawą chrześcijan. Pańska alternatywa brzmiała przecież: Jezus albo Izrael. Obawiał się Pan, że z powodu Jezusa Żydzi jako naród będą musieli zginąć. Pan pragnął jeszcze utrzymać ich razem: Jezusa i Jego naród. Za żadną cenę nie chciał Pan, by Jezus zniszczył Pański naród, by doprowadził go do upadku. Później przez stulecia to właśnie czynili chrześcijanie: ze względu na Jezusa chcieli zniszczyć Żydów. Zrobiliśmy to, czego Pan chciał uniknąć.

Nie chciał Pan, by cały naród został zgładzony tylko dlatego, że Żydzi zostaliby utożsamieni z wezwaniem Jezusa. Chciał Pan uchronić naród, bo wezwanie Jezusa musiało się wydawać zbyt śmiałe i zbyt nierealistyczne. Nie chciał Pan, żeby naród cierpiał z powodu Jego roszczeń. Krucha polityczna rzeczywistość tego narodu mogła tego nie znieść.

Potem chrześcijanie zemścili się za to, co nazywali „oportunizmem” wobec Rzymian, a co doprowadziło do wydania Jezusa; prześladowali i gnębili Żydów.

Podchodząc do sprawy realistycznie, trzeba stwierdzić, że gdyby Pański naród miał dość odwagi, by pójść za Jezusem, to Rzymianie zgładziliby go już w latach trzydziestych. Zarzucaliśmy Pańskiemu narodowi, że był zbyt tchórzliwy, by pójść za Jezusem. To właśnie było to balansowanie na krawędzi między „zbyt odważnie” i „zbyt tchórzliwie”. „Zbyt odważnie” oznaczałoby upadek Pańskiego narodu w wyniku rzymskiej interwencji; „zbyt tchórzliwie” doprowadziło do skazania Jezusa. Jednak któż z nas może być sędzią?

Ponadto, chociaż oczekiwaliśmy od ówczesnych Żydów owego „zbyt odważnie” — to przecież sami nigdy nie bylibyśmy w stanie zdobyć się na taką odwagę.

My, chrześcijanie, szanowny Panie Judaszu, umieściliśmy Pana w piekle. W przeciwieństwie do nas Pan przynajmniej pojął swoją winę. Konsekwencje, które Pan z tego wyciągnął, pokazują tylko, jak bardzo był Pan przekonany o sprawiedliwości Jezusa. Poprzez swoją krew i swoje życie stał się Pan świadkiem wylania niewinnej krwi Jezusa.

Zamiast czcić Piłata niczym świętego (co czyni się w niektórych Kościołach wschodnich), powinno się szanować Pana za konsekwencję w działaniu. Z pewnością Jezus umarł także za Pana. Kiedy się Pan wieszał, nie mógł Pan tego jeszcze wiedzieć. My, chrześcijanie, nie powinniśmy się zachowywać, jak byśmy wiedzieli lepiej, jak byśmy w tym śmiertelnym dylemacie między „zbyt odważnie” i „zbyt tchórzliwie” mieli patent na właściwą odpowiedź. Nie, gdybyśmy byli w Pana sytuacji, nie znalibyśmy odpowiedzi.

Z wyrazami szacunku,

Pański K. B.

tłum. Eliza Pieciul

Tekst pochodzi z książki Po co Jezus umarł na krzyżu?, która ukaże się nakładem Wydawnictwa W drodze.

List do Judasza
Klaus Berger

(ur. 25 listopada 1940 r. w Hildesheim, Niemcy – zm. 8 czerwca 2020 r. w Heidelberg, Niemcy) – niemiecki teolog akademicki, był profesorem teologii Nowego Testamentu na Uniwersytecie w Heidelbergu. Autor książki Po co...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze