Chciwość

Prawdziwa chciwość jest związana z tym, że nasze szczęście nie jest zależne od tego, co mamy, ale od tego, co posiadają inni.

W katalogu tak zwanych grzechów głównych chciwość zajmuje wysokie drugie miejsce. Pamię­tam, że w latach mojej wczesnej młodości, zanim jeszcze wstąpiłem do zakonu, bardzo popular­ne w kaznodziejstwie było mówienie o tym, że trzeba bardziej być niż mieć. Sformułowanie to często przytaczał nawet Ojciec Święty Jan Paweł II. Jego autorem jest chrześcijański egzystencjalista Gabriel Marcel. W swojej książce Być i mieć pisze: „W gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do różnicy między tym, co się ma, a tym, czym się jest”.

Twierdzeniu temu nie brak mądrości, ale, z drugiej strony, „mieć” też nie jest bez znaczenia. Trudno jest „być”, jeśli się nic nie ma. „Mieć” jest ważne, jest odpowiedzialne za nasze poczucie bezpieczeństwa. Żeby czuć się bezpiecznym, trzeba coś mieć. Tak jesteśmy skonstruowani. Dążenie do posiadania jest wpisane w naszą ludzką, pochodzącą od Boga naturę, a więc jest dobre. Każda próba zakwestionowania tego podstawowego ludzkiego dążenia – czego jasno dowodzi doktryna komunizmu – nie prowadzi do niczego dobrego. Dobrze jest „mieć”. Jeżeli potrzeby materialne człowieka nie są zabezpieczone przez posiadanie tego, co potrzebne do życia, wówczas trudno mu się skupić na tym, co duchowe, na „byciu”.

W pierwszej klasie liceum przerabialiśmy średniowieczną Legendę o św. Aleksym. Nagi i pokryty wrzodami leży u progu domu, z którego wylewają na niego nieczystości. W swoim całkowitym ubóstwie i postawie wyrzeczenia się wszelkich dóbr doczesnych św. Aleksy jednoczy się z Chrystusem. Nie każdy ma powołanie, by go naśladować – całkowicie wyrzec się świata i spraw doczesnych. Dążenie do dobrobytu samo w sobie nie jest niczym złym. To prawda, że Jezus powiedział do młodzieńca pragnącego iść za Nim: zostaw wszystko, co masz, rozdaj ubogim swoje dobra i podążaj za Mną, jeśli pragniesz być doskonały. Ale takie wezwanie jest zawsze – i tu, w Ewangelii św. Marka, także – czymś indywidualnym. Niektórzy są wezwani do takiego życia. Ale nie wszyscy muszą być. Wielu się wydaje, że tak żyją zakonnicy, lecz z własnego doświadczenia muszę powiedzieć, że i dla nas nie jest to proste. Bardzo różnie z tym bywa…

Dobra materialne są źródłem ludzkiego szczęścia. Dają coś, co pozwala czuć się dobrze, a więc są dobre i nie należy wstydzić się tego, że ich pragniemy.
Niemniej jednak chciwość jest grzechem głównym, a to znaczy: jest złem. Czym ona jest przede wszystkim? Chciwość to wyciąganie ręki po to, co do nas nie należy. To zawsze jest grzech, trzeba to sobie jasno powiedzieć. Co więcej, twierdzę, że na ogół jest to grzech ciężki. I – tak jak z większością naszych uczynków, które są naprawdę złe – bardzo rzadko zdarza mi się spotkać człowieka, który miałby odwagę się do tego przyznać. Jeżeli już słyszę, że ktoś wyciągnął rękę po cudze, to na ogół chodzi o spinacze w biurze, długopis w pokoju hotelowym, jabłko na straganie… Takie zarzuty potrafimy sobie postawić. Do tego, że permanentnie oszukujemy innych czy w inny sposób ich wykorzystujemy – trudno nam się przyznać.

Z grzechami bowiem tak już jest, że prawie zawsze oskarżamy się o to, z czym się źle czujemy. Spowiadamy się z gniewu, lenistwa, nieczystości… Bo z tym czujemy się źle. Ale o wiele rzadziej, jeżeli w ogóle, spowiadamy się z wyrządzonych innym krzywd – bo ich nie odczuwamy. Wówczas bardzo łatwo jest wytłumaczyć sobie, że nic się nie stało, że taki jest świat, że wszyscy tak robią. A przecież miarą wielkości grzechu, miarą tego, czy grzech jest ciężki czy lekki, jest przede wszystkim wielkość krzywdy, którą wyrządzamy innym ludziom. Nie własne złe samopoczucie – które na ogół najgorsze jest wówczas, kiedy dotyka spraw dla nas intymnych – ale rzeczywiste zło. Grzech jest tym większy, im większa jest ludzka krzywda.

Rzadko traktujemy jako grzech niewywiązywanie się ze zobowiązań wobec pracowników czy podwykonawców, wprowadzanie innych w błąd podczas załatwiania interesów, oszukiwanie przy wydawaniu reszty, wystawianie zawyżonych rachunków, wynoszenie towaru ze sklepu bez płacenia w kasie… A to też są grzechy. Przeważnie ciężkie. Na ogół znajdujemy w takich sytuacjach dziesiątki najróżniejszych wytłumaczeń, sprowadzających się do przekonania, że przecież „mi się to należy”, ale czy nie najprostszym i nie najprawdziwszym z nich jest zwyczajna chciwość? Pragnienie, by mieć więcej i więcej, nie licząc się z Bożym prawem i ludzką krzywdą.
Dlaczego chcę mieć coraz więcej? Dlaczego, choć mam co jeść, co pić i gdzie mieszkać, mam zapłacone świadczenia i ZUS, posiadam samochód, komputer i zdolność kredytową – i to uczciwie zdobyte – nie potrafię zatrzymać się i powiedzieć sobie: wystarczy, już dosyć? Dlaczego ciągle czujemy się nieszczęśliwi i jesteśmy przekonani, że zasługujemy na więcej?

Chciwość jest niezwykle mocno połączona z zazdrością. Zadowolenie z tego, co posiadam, jest prawie zawsze związane z tym, co mają inni ludzie. To oni określają nasze dążenia. W efekcie stajemy się niewolnikami własnych pragnień i nie my decydujemy o tym, co będzie naszym szczęściem. Szczęściem, które nas unieszczęśliwia.

Samopoczucia nie poprawia nam fakt, że cała ludność Sudanu, Indii, Boliwii i dziesiątek innych krajów ma o wiele mniej. Porównujemy się z najbliższymi, z „sąsiadami” – to oni wyznaczają pułap tego, co jest dla nas wystarczające.

Przytoczę wam zasłyszaną kiedyś rosyjską opowieść:

Do pewnego chłopa w chutorze na dalekiej Syberii przybył anioł, przynosząc mu posłanie od Boga. Rzekł do niego: „Jesteś człowiekiem wielkiej uczciwości i bogobojnym. Nigdy na krok nie odstąpiłeś od mojego prawa. Nigdy nie uczyniłeś niczego niegodnego chrześcijanina. Postanowiłem więc cię za to wynagrodzić. Proś, o co zechcesz, a otrzymasz. Pamiętaj tylko o jednym warunku. O cokolwiek poprosisz, twój sąsiad dostanie dwakroć tyle”. Chłop zafrasował się, podrapał po głowie, a po chwili milczenia rozpromieniony mówi: „Panie, wyłup mi jedno oko”.

Jezus w Ewangelii św. Łukasza mówi o pewnym zamożnym człowieku, któremu dobrze obrodziło pole. Ponieważ nie miał gdzie pomieścić plonów, postanowił zbudować wielkie spichlerze. Gdy skończył, powiedział sobie: teraz mogę jeść, pić i korzystać z życia. Ale wtedy Bóg rzekł do niego: głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie. Może warto zapytać, czy owo „głupcze” nie jest skierowane i do nas. Czy nie jest to pytanie o moją hierarchię wartości?

Chciwość
Jacek Krzysztofowicz

były dominikanin....