Okładka książki "Nerw święty"

Ks. Krzysztof Porosło o książce „Nerw święty”

Dobra książka o liturgii musi mieć coś z ducha samej liturgii: głębię ukrytą za szlachetną prostotą formy. Bez wątpienia taka jest książka „Nerw święty”, zapis rozmowy dwóch Dominików od św. Dominika – o. Jurczaka i o. Jarczewskiego. Zapraszamy do lektury recenzji przygotowanej na temat książki przez ks. K. Porosło.

Merytoryczna rozmowa

Charakter rozmowy nadaje książce lekkość formy, czyta się ją szybko i przyjemnie. Nie oznacza to, że książce brakuje głębi i merytoryki. Uważny czytelnik dostanie naprawdę kawałek dobrej teologii liturgii i sporo smaczków liturgicznych. Mimo iż obydwaj rozmówcy są wykładowcami akademickimi – jeden liturgistą, drugi filozofem – to ma się wrażenie, że doskonale znają również aktualne problemy duszpasterskie i pytania, które rodzą się w sercach wielu wiernych i księży. Zaś doświadczenie studiów (i pracy naukowej) zagranicznych (Rzym i Paryż) pozwala im wyjść poza momentami ciasny kontekst naszych polskich liturgicznych sporów i bolączek, aby spojrzeć na nie w nowym świetle.

Liturgista vs. filozof

Rozmowa została podzielona na 15 rozdziałów, które w mniejszym czy większym stopniu skupiają się na konkretnym problemie czy zagadnieniu. Dominik Jurczak, liturgista, jest przepytywany przez Dominika Jarczewskiego, filozofa, jednak ten drugi nie ogranicza swojej roli do bycia uczniem zasłuchanym w odpowiedzi mistrza, ale czasami wkłada kij w mrowisko, a czasami sam dzieli się swoimi obserwacjami, doświadczeniem i wiedzą. W rozmowie poruszają naprawdę wiele wątków, dlatego podtytuł „rozmowy o liturgii” jest adekwatnie dobrany.

Rozmawiają między innymi o niedzielnym obowiązku Mszy świętej, roli świeckich i ich aktywnym uczestnictwie (i różnicy między participatio actuosa a activa) w liturgii, architekturze i muzyce liturgicznej, różnych rytach, nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, reformie liturgii, tłumaczeniach ksiąg liturgicznych, mszy z udziałem dzieci, i wielu, wielu innych. Mimo iż tytułowy „nerw święty” autorzy tłumaczą przede wszystkim tym, że liturgia odgrywa taką rolę dla życia Kościoła, jak układ nerwowy dla ludzkiego ciała, to można ten tytuł odnieść również do tego, że poruszane są wszystkie newralgiczne tematy dotyczące liturgii, które w wielu dyskusjach pewnie nie u jednego mogą wywołać przysłowiowego „nerwa”.

Sporo niespodzianek

Nie ukrywam, że dla mnie osobiście bardzo miłą niespodzianką był fragment rozmowy o liturgii hiszpańsko-mozarabskiej (ze względu na to, że pisałem swój doktorat o tej liturgii), której istnienie jest prawie nieznane ogółowi wiernych. Najważniejszą jednak częścią rozmowy wydawała mi się ta, która dotyczyła rozwoju form liturgicznych i zmian w liturgii: kiedy, jak i przez kogo coś w liturgii może być zmienione. Bardzo ważne jest to kryterium zaproponowane przez o. Jurczaka, że zmian w liturgii dokonuje „modlący się Kościół”. Gdybym musiał troszkę ponarzekać, to wydaje mi się, że mógł o. Jarczewski jeszcze docisnąć swojego imiennika w precyzyjniejszym dookreśleniu, jak ten „modlący się Kościół” coś może zmienić w liturgii przy równoczesnym kryterium wyraźnie zapisanym w rubrykach, że nic w liturgii nie może być zmieniane ani przez celebransa, ani przez wspólnotę.

Jednak po łacinie?

Innym bardzo ciekawym i ważnym wątkiem rozmowy ojców dominikanów była kwestia tłumaczeń mszału na języki narodowe. Dla nas najważniejsze jest pytanie o nowe polskie wydanie. Osoby, które nie są zaznajomione z zagadnieniem mogą z odpowiedzi wyczytać wiele informacji o całym procesie tłumaczenia i zatwierdzania tych tekstów, ale również mocno o. Jurczak podkreślał znaczenie tekstów typicznych-łacińskich i konieczność wychowywania wiernych do zdolności uczestnictwa w Mszy po łacinie, która może być znakiem jedności całego Kościoła chociażby w czasie dużych, międzynarodowych celebracji.

Czegoś brak?

Czy czegoś mi zabrakło w tej książce? Chyba tylko jednego. Czasami zbyt szybko rozmówcy przechodzili do konkluzji traktując ją jako coś oczywistego. Przykładem niech będzie dyskusja dotycząca formy przyjęcia Komunii świętej – na rękę czy do ust. W pełni zgadzam się z autorami książki, że absolutnie priorytetowe jest to, żeby Komunia była znakiem jedności a nie podziału i że skoro Kościół dopuścił taką formę przyjmowania Komunii to jest ona godna, a niegodne jest przyjmowanie Komunii w grzechu ciężkim a nie na rękę. Brakło mi jednak rozwinięcia teologicznego i historycznego tej kwestii, czy odpowiedzi na niektóre wątpliwości wysnuwane wobec komunii na rękę, jak chociażby te związane z powodami zaniechania tej praktyki w średniowieczu czy motywami za przywróceniem jej w II-giej połowie XX wieku.

Recenzja ukazała się na stronie: Liturgia.pl