fot. ARCHIWUM-JOANNA-SZCZESNA-FOTONOVA-EAST-NEWS

Zanim Wałęsa przeskoczył mur

Gdy 14 sierpnia 1980 roku w Stoczni imienia Lenina w Gdańsku zaczyna się strajk, Maciej Zięba siedzi przy biurku w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej w rodzinnym Wrocławiu. Pracuje nad matematycznymi modelami rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń w wodach śródlądowych.

Jego przyjaciel, historyk Józef Puciłowski, zbiera materiały do doktoratu w uniwersyteckiej bibliotece.

Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski ślęczy nad tekstami Leszka Kołakowskiego u sióstr urszulanek w Lipnicy koło Szamotuł. Wyrwał się z Krakowa, żeby popracować naukowo – robi habilitację.

W Lublinie ojciec Ludwik Wiśniewski pakuje się na wyjazd do Murzasichla – w Tatrach z grupą z duszpasterstwa akademickiego chce pogadać o katolickiej organizacji studenckiej.

Ojciec Jacek Salij jest w stołecznym klasztorze Dominikanów przy Freta.

W tym samym miejscu jest ojciec Aleksander Hauke-Ligowski. Ale też się pakuje – bracia w Poznaniu wybrali go na przeora.

U poznańskich dominikanów na nowego przeora czeka ojciec Honoriusz Kowalczyk.

Żaden z nich nie ma pojęcia, że w Polsce zaczęła się rewolucja.

59 odważnych

„Polska Rzeczpospolita Ludowa jest państwem socjalistycznym”.

„Umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich”.

„Przewodnią siłą polityczną społeczeństwa w budowie socjalizmu jest Polska Zjednoczona Partia Robotnicza”.

To hasła ze zmienionej w 1976 roku konstytucji. Naukowcy, artyści, pisarze, nieliczni duchowni protestują, bo ich zdaniem zapis o sojuszu ze Związkiem Radzieckim godzi w suwerenność, a uprzywilejowanie PZPR umacnia dyktaturę partii. Pod listem otwartym 59 nazwisk. Wśród nich księża: Jan Zieja i Stanisław Małkowski oraz dominikanin Jacek Salij. Kilka tygodni później do Listu 59 dołączą kolejne osoby, w tym Jan Andrzej Kłoczowski.

To pierwsze poważne wystąpienie intelektualistów przeciwko komunistycznej władzy.

– Nie miałem wyobraźni, żeby zdawać sobie sprawę, że to może czymś grozić – mówi skromnie ojciec Salij, gdy pytam, czy nie bał się podpisać petycji.

Ojciec Kłoczowski: – To było „zapisanie się” do opozycji.

Katolik świadomy

– Znowu się o ojcu nasłuchałem – słyszy od prowincjała ojciec Salij. Tak jest za każdym razem, gdy ojciec Michał Mroczkowski wraca z Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej. Jako przełożony polskich dominikanów tłumaczy się z antysocjalistycznej działalności współbraci.

– Ani mnie nie pochwalał, ani nie ganił – opowiada dziś Salij. Ojciec Jacek przyjmował to za dobrą monetę. I robił swoje. Choć za opozycjonistę się nie uważa. – Byłem duszpasterzem – mówi.

Oprócz posługi w kościele Świętego Jacka na Nowym Mieście duszpasterzował Sekcji Kultury w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej.

Po upadku stalinizmu ludzie, którzy chcieli świadomie przeżywać swoją wiarę, dyskutowali o posoborowej odnowie Kościoła, kulturze, sprawach społecznych – tak powstał KIK. Jednym z założycieli był Tadeusz Mazowiecki. Działali w nim Bohdan Cywiński i Stefan Kisielewski. Kluby były jeszcze w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Toruniu.

W warszawskim KIK-u ojciec Salij poznaje „komandosów”. To studenci z rodzin o lewicowych korzeniach, niektórzy żydowskiego pochodzenia, którzy po Marcu ’68 wyszli z więzień: Adam Michnik, Seweryn Blumsztajn, Barbara Toruńczyk. Przychodzi też Jacek Kuroń.

Czego szukają w KIK-u? – Tam byli życzliwi, otwarci ludzie, jedyni, którzy nas zapraszali – mówi Toruńczyk.

Anna Bikont i Helena Łuczywo w książce Jacek poświęconej Kuroniowi napiszą: „Było to jedyne środowisko, które nie bało się z nimi wówczas zadawać”.

* * *

Ojciec Józef Puciłowski uważa, że wpływ na jego dominikańskie powołanie miał Karol Modzelewski, który w 1964 roku razem z Jackiem Kuroniem napisał krytyczny „List otwarty do partii”. Modzelewski odsiedział za to dwa i pół roku w więzieniu. Za udział w wydarzeniach Marca dostał kolejne dwa lata. Z takim życiorysem nie miał czego szukać w Warszawie. We Wrocławiu dostał pracę w Polskiej Akademii Nauk.

Ale co wywodzący się z komunistycznej rodziny żydowskiego pochodzenia dysydent ma wspólnego z zakonnym powołaniem Puciłowskiego?

Gdy Modzelewski sprowadza się nad Odrę, przyszły dominikanin jest po trzydziestce. Był w seminarium diecezjalnym, ale wytrzymał kilka dni. Skończył historię, udziela się we wrocławskim Klubie Inteligencji Katolickiej. Tam poznaje Modzelewskiego. – Dla mnie to była legenda. Ktoś, kto rzucił wyzwanie ludowej władzy – mówi ojciec Józef. – Był ważnym odniesieniem do tego, co się działo w Polsce.

Od Modzelewskiego usłyszał, że kościelne obchody tysiąclecia chrztu Polski mają zbyt narodową i katolicką wymowę. Że pomija się mniejszości narodowe i religijne. Dla Puciłowskiego to ważne: pochodzi z polsko-węgierskiej rodziny, jako dziesięciolatek przeszedł z kalwinizmu na katolicyzm.

W KIK-u Puciłowski poznaje też młodego Macieja Ziębę, studenta fizyki. Maciej jako licealista był nastroszony na Kości

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się