fot. fot. robert-haverly/unsplash

„Kochane Lato z Radiem, już nie mogę, więc piszę…”. Każdy nosi w sercu jakieś wakacyjne przygody i każdy musi je kiedyś opowiedzieć. Ja też opowiem. Trzy. Bo piosenka Kabaretu OT.TO miała trzy zwrotki, a poza tym jezuici zawsze mówią o trzech rzeczach.

Z moim przyjacielem Zbyszkiem robiliśmy zakupy na rynku w Pasymiu. Weszliśmy do sklepu rybnego, bo świeża rybka z mazurskich jezior aż się prosiła na piątkowy obiad. „Dzień dobry” – powiedzieliśmy radośnie. Chyba zbyt radośnie. Pani ekspedientka – odwrócona do nas tyłem – nijak nie zareagowała na nasze wejście. Oglądając wyłożone ryby, rozmawialiśmy więc między sobą, a pani – wciąż odwrócona tyłem – nawet nie drgnęła. W końcu spytałem: „Przepraszam, a pani to się do nas odezwie?”. Pani bardzo powoli odwróciła się ku nam, po czym wolno i wyraźnie powiedziała: „Nie chce mi się gadać”. Dłuższą chwilę dochodziłem do siebie, aż w końcu udało mi się wyjąkać: „Bo… my chcieliśmy się spytać… mamy rodziny z dziećmi… i chcieliśmy rybę… żeby nie było ości”. Pani – z zimnym spokojem, którego Linda mógłby jej tylko pozazdrościć – odpowiedziała: „A widział pan kiedyś rybę bez ości?”. Tego już było za dużo. Wziąłem głę- boki wdech, by powiedzieć jej kilka słów o braku grzeczności i szacunku do klienta, ale mój przyjaciel Zbigniew (ten, który zbija gniew) był szybszy: „A jakby pani miała sobie doradzić, to którą ry

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się