Żałuję tego słoneczka ciepłego
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 opinie
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 54,90 PLN
Wyczyść

Cześć, nazywam się Cubituss i jestem uzależniony. To znaczy byłem, do bardzo niedawna. Ludzie mówią, że uzależnić można się tylko od fajek i wódy? Nie wierzcie im.

O kilku przypadkach było głośno. Na przykład o tym, który wydarzył się w 1996 roku w małym miasteczku w Stanach Zjednoczonych. Brad Hoffman, dwunastoletni syn farmerów, całymi nocami siedział w Internecie i czatował. Rodzice, przerażeni rachunkami, zablokowali mu dostęp do komputera. Chłopak nie mógł sobie z tym poradzić. Zastrzelił matkę, a następnie popełnił samobójstwo.

W Polsce kilka lat temu wszystkie gazety opisywały historię 33–letniej kobiety, której sąd odebrał prawo do opieki nad czworgiem dzieci. Kobieta była bezrobotna. Alimenty w całości przeznaczała na opłacanie Internetu. Całymi dniami przesiadywała przed komputerem. Mieszkanie było brudne i zadłużone, a lodówka pusta. Dzieci chodziły głodne. Sąd umieścił je w domu dziecka.

I jeszcze jeden: do sądu w Jeleniej Górze pięć lat temu trafiła sprawa kobiety i trójki jej dzieci. Wszyscy byli uzależnieni od Internetu i gier komputerowych. Dzieci przestały chodzić do szkoły, powtarzały rok. Sytuację próbował ratować ojciec rodziny, ale kiedy chciał zablokować żonie dostęp do komputera, ta złożyła pozew o rozwód. Sąd oddalił pozew, uzależnionej czwórce nakazał natomiast psychoterapię.

Cubituss: Każdy mój dzień zaczyna się w zasadzie banalnie. Wstaję razem z dziećmi, ogarniam je i albo idę do pracy, albo siadam na trochę przed komputerem lub konsolą. (…) pędzę do pracy, notorycznie się spóźniając („jeszcze jedno kółko i kończę”). (…) te osiem pracowych godzin przed komputerem mógłbym spędzać produktywniej. Pod kątem WoWa oczywiście [WoW to skrót od World of Warcraft, popularnej gry komputerowej – przyp. red.].

Siecioholik odizolowany

Dr Lubomira Szawdyn, psychiatra i psychoterapeuta: – Uzależnienie od komputera i Internetu to bardzo poważny problem w naszym kraju. I gwałtownie rośnie. Ilu jest siecioholików? – Nikt tego nie liczy. Rząd nie daje pieniędzy na takie badania. Ja odbieram około 60–70 telefonów miesięcznie od osób uzależnionych lub ich bliskich – mówi Szawdyn.

Według najnowszych badań NetTrack z Internetu korzysta 14 mln Polaków. Na całym świecie, jak podaje comScore World Metrix, liczba internautów przekroczyła próg miliarda. Jeżeli wierzyć badaniom przeprowadzonym przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, przynajmniej 6 proc. osób korzystających z Internetu jest od niego uzależniona, a 30 proc. traktuje go jako ucieczkę od rzeczywistości. To z kolei oznacza, że na świecie mamy co najmniej 60 mln siecioholików.

Nałogowo poszukujesz w Sieci materiałów o treści pornograficznej, nie możesz się powstrzymać przed pieprznymi dyskusjami na chatroomach? Spędzasz czas na pogawędkach z internetowymi znajomymi, podczas gdy kontakt z tymi realnymi powoli się urywa? Grasz do godziny 3 rano, chociaż wiesz, że o siódmej musisz wstać do pracy? Gorączkowo przerzucasz informacje w internetowych serwisach, bierzesz udział w kilku listach dyskusyjnych jednocześnie? Po prostu musisz posiedzieć w ciągu dnia przy włączonym komputerze? Masz problem.

Terapeuci przestrzegają, że ponad połowa osób, u których zdiagnozowano uzależnienie, ma poważne kłopoty małżeńskie. Natomiast u wszystkich Internet prowadzi do różnego stopnia izolacji społecznej, gdyż siecioholik zdecydowanie więcej czasu spędza w wirtualnym świecie niż z realnymi ludźmi.

Najmocniej uzależnieni wpatrują się w komputer po 18 godzin dziennie, choć potrafią grać nawet i trzy dni bez przerwy. Niemal co miesiąc światowe media donoszą o kolejnej osobie, która zmarła z wyczerpania, siedząc w fotelu przed komputerem.

Cubituss: Zainstalowanie WoWa w pracy przyniosło mi olbrzymią radość – wreszcie mogę sobie pograć tyle, ile chcę! Kręcenie się po świecie, rozmowy ze znajomymi, kończenie kolejnych zadań, wspólne wyprawy na bossów, których nie da się pokonać w pojedynkę – to wszystko sprawiało, że dzień mijał mi jak z bicza strzelił. (…) To wtedy właśnie zacząłem sobie ustawiać budzik, żeby wiedzieć, o której mam koniecznie przenieść się do Lake Wintergrasp na bitwę.

Idealni w idealnym świecie

Dlaczego ludzie popadają w komputerowe szaleństwo? Psychologowie widzą kilka przyczyn. Po pierwsze, za pośrednictwem sieci wchodzą w idealny świat, w którym nie ma kłopotów (a przynajmniej nie ma ich kłopotów), zranień, znienawidzonych szefów, utyskującej żony, rozpartego w fotelu męża. A jeżeli na tym idealnym obrazie pojawia się jakaś rysa, wystarczy zamknąć okno i poszukać czegoś innego. Po drugie, w idealnym świecie sami też możemy być idealni. Inni dowiedzą się o nas tylko tyle, ile im powiemy. A możemy powiedzieć, co chcemy. Wreszcie w sieci zdobywamy dziesiątki przyjaciół, i to bez specjalnego wysiłku. Stajemy się częścią jakiejś grupy, która nas akceptuje. A jeżeli przestanie, bez problemu znajdziemy sobie inną. Świat wirtualny jest prostszy, przyjemniejszy. Mamy w nim wszystko to, co w realnym świecie wydaje się nieosiągalne.

Przy tym realny świat staje się taki irytujący! Zwłaszcza rodzina i szef, którzy próbują odciągnąć nas od komputera. Okłamujemy ich więc, że robimy właśnie coś niesłychanie ważnego.

Popadaniu w nałóg sprzyja fakt, że siecioholizm nie wiąże się z takim społecznym potępieniem, jak alkoholizm czy narkomania. Więcej, rodzice często cieszą się, że ich syn, zamiast chodzić po knajpach, spędza czas przed komputerem. Uszczęśliwieni mówią znajomym: – Wituś tak się pasjonuje informatyką. A tymczasem, jak podkreśla Mariola Wargacka, psycholog, która od kilkunastu lat pracuje z osobami uzależnionym, nałóg rozwija się powoli i niezauważalnie, systematycznie wypierając dotychczasowe zainteresowania i obowiązki, stając się w końcu jedynym sposobem na życie.

Jak dodaje Wargacka, czerwona lampka powinna się nam zapalić, kiedy siedzimy przed komputerem kosztem rodziny, pracy, nauki, przyjaciół, wpadamy we wściekłość, jeśli choćby na chwilę tracimy dostęp do poczty elektronicznej, a oderwani od ekranu stajemy się rozdrażnieni.

Cubituss: Po pracy dawałem buziaka żonie, przytulałem na chwilę dzieciaki i siadałem przed kompa. Ooohoo! Teraz to sobie pogram dopiero! To znaczy nie za długo, bo z półtorej godzinki było do kąpieli dzieci i kładzenia ich spać (…). DOBRZE, wytłumaczę Ci jeszcze raz, kochanie – gramy scenariusz, nie mogę teraz ot tak wstać i pójść kąpać dzieci, Ty to zrób dzisiaj. I jutro, i pojutrze też to zrobiła.

Litania chorób

Kiedy kilkanaście lat temu amerykańscy psychologowie zaczęli przestrzegać przed możliwością uzależnienia się od Internetu, ich oponenci proponowali m.in. założenie klubu anonimowego powieścioholika dla moli książkowych. Dziś ta ironia wydaje się nie na miejscu. Siecioholik bowiem nie tylko traci kontakt z realnym światem, zaniedbuje obowiązki, naukę, pracę, ale też niszczy relacje rodzinne, przestaje spotykać się z przyjaciółmi i znajomymi; w skrajnych przypadkach ten nałóg, jak zresztą każdy inny, może prowadzić do autodestrukcji. Dr Szawdyn podaje przykład uzależnionego szesnastolatka, który popadł w ciężką psychozę. Rozmawiał z komputerem. Wydawało mu się, że jest śledzony. Miał halucynacje: prześladowały go zjawy, które wychodziły z kabli. Kiedy rodzice prosili go, żeby przestał grać, rzucał w nich krzesłem.

Internauta o nicku normalnie_as, tak pisze o swoim uzależnieniu od gier: „Chodziłem spać tylko, gdy padałem ze zmęczenia. Nie myłem się i nie jadłem dużo. Zarosłem. Urwałem kontakt ze znajomymi. Wszystko sprawiało mi problem w RL. Masakra. Żałuję tego słoneczka ciepłego i tych pachnących brzegów jezior, które wtedy ominąłem”.

Nie koniec na tym. Lekarze przestrzegają, że nałogowe siedzenie przed komputerem może się okazać katastrofalne w skutkach dla zdrowia. Tak jak alkoholik musi się liczyć z problemami z wątrobą, tak samo siecioholikowi grozi szereg schorzeń. Kilka pozycji z długiej listy: słabnący wzrok, migreny, tzw. padaczka ekranowa, bóle pleców i karku, niedożywienie, zaburzenia snu, nieprawidłowy oddech. Trudno uwierzyć? A jednak. Do tej litanii można jeszcze dorzucić zespół kanału nadgarstka (objawiający się mrowieniem w rękach lub dręczącym bólem, połączonym z drętwieniem całego przedramienia), zaniki mięśni grzbietu, mięśni pasa biodrowego i skrzywienia kręgosłupa. W tym kontekście nietrudno sobie wyobrazić pokolenie trzydziestolatków podjeżdżających na wózkach od komputera do toalety.

Inspirujące? Nie dla wszystkich. Internauta: „Łatwo powiedzieć »nie siadaj na kompie«, sam jestem uzależniony od Internetu i wiem, że to nie jest takie łatwe, jak się wydaje. 10 godzin dziennie to jest minimum nawet podczas dni szkolnych (o wolnych nie wspomnę), nawet jeśli nie jest mi do niczego potrzebny, to i tak musi być włączone chociaż GG. Ale mi to nie przeszkadza, czuję się z tym dobrze i myślę, że nie muszę się leczyć. 🙂 Pozdro dla nałogowców”.

Cubituss: Potem było to, co wowowcy określają czasami jako wifetime – film jakiś oglądaliśmy, kolacyjka. Ale myśli w całości w WoWie. Gdy tylko wyczuwałem, że już można, wstawałem i szedłem z powrotem do peceta (…) i zaczynało się granie.

Doba za krótka

Marcin mieszka pod Poznaniem, w pięknym domu wśród zieleni, z okna może zobaczyć las. Nie chodzi na spacery. Woli swój ciasny pokoik: kanapa, szafa, półka z kilkoma książkami, biurko z komputerem, na ścianie mały obrazek. Nie chce, żeby podawać jego prawdziwe imię. Znajomi w realu nie znają jego pasji.

W World of Warcraft gra od kilku lat. Intensywnie, od półtora roku. – Najpierw się trochę przymierzałem, tworzyłem postać. Aż doszedłem do 80 poziomu. I wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa.

WoW z pewnością nie jest zwykłą strzelanką. Wymaga nie tylko dobrej znajomości języka obcego (angielskiego), ale też obeznania z komputerem i zdolności manualnych. W niektórych momentach trzeba operować wszystkimi klawiszami na klawiaturze. Z grubsza chodzi o to, by stworzyć własną postać i po przekroczeniu 80 poziomu przyłączyć się do jednej z wielu grup graczy (gildii). Z gildią wypuszcza się w rajdy i młóci potwory.

Nowa postać dysponuje dwoma zaklęciami i potrafi uderzyć kijem. Nadaje się do walki z kurczakami. Żeby pokonać potwora, trzeba mieć bogaty ekwipunek, cały zestaw umiejętności i drużynę. Jednak dostać się do gildii nie jest łatwo. Należy złożyć oficjalne podanie, przedstawić swoje mocne strony i umotywować chęć dołączenia do ekipy. Kiedy cię przyjmą, zaczynasz brać udział w rajdach. A to, zdaniem Marcina, wciąga najmocniej. – Nasza gildia rajdowała cztery razy w tygodniu. Zbieraliśmy się wszyscy o godz. 19.15, omawialiśmy taktykę i ruszaliśmy. Taki rajd zwykle trwa ok. czterech godzin. Ale potem trzeba jeszcze nacieszyć się zwycięstwem lub przeanalizować przyczyny porażki. Zdarzało mi się iść spać koło czwartej.

Cubituss: Granie było rozsądne i w moim głębokim przekonaniu całkowicie kontrolowane – najpóźniej chodziłem spać o drugiej, chyba że było coś jeszcze do zrobienia. Druga rano – siódma rano. Tak spałem przez kilka tygodni z rzędu, z jednym dniem na odespanie.

Między rajdami też trzeba grać, żeby zarobić na potrzebny sprzęt i ewentualne naprawy. Bez pieniędzy nie ma rajdu. Poza tym, gracz, który się nie pokazuje, ma marne szanse dostać się do dobrej gildii. – Nie ma gwarancji, że będzie regularnie uczestniczył w rajdach i nie wystawi gildii do wiatru – tłumaczy Marcin. – W tych topowych gildiach trzeba grać cały czas. Nie ma, że ktoś chory czy coś.

Gracze zwracają się do siebie imionami swoich postaci, pożyczają sobie wirtualne pieniądze, umawiają się na wirtualne spotkania. Marcin: – Kumpel zaprosił ostatnio wszystkich na urodziny do Stormwind City [miasto w świecie WoW – przyp. red.]. Niektórzy faktycznie przesadzają. Mam kumpla, który nawet na imprezie potrafi tylko o crafcie gadać. Zaczepi dziewczynę i opowiada jej o swojej postaci.

Cubituss: Gdy kładłem się do łóżka, nie zasypiałem od razu, nie byłem w stanie. Serce mi waliło jak młotem, przypominały mi się najfajniejsze akcje dnia, przewalałem się z boku na bok przez długie minuty. Gdy wreszcie przychodził sen, śnił mi się WoW, wszystkie rzeczy, których nie zdążyłem zrobić wymieszane z wydarzeniami z rzeczywistego świata.

Leczenie na obozie

W Polsce siecioholicy trafiają do poradni odwykowych. Muszą leczyć się prywatnie, bo Narodowy Fundusz Zdrowia nie refunduje terapii (chyba, że uzależnienie wiąże się jeszcze np. z alkoholizmem). Leczenie trwa od trzech miesięcy do roku, a nawet dłużej. Profilaktyka nie istnieje. Brakuje porządnych badań na temat tego uzależnienia. Niektórzy próbują sami sobie pomóc. Granda: „Byłam uzależniona od netu, i to bardzo. Po pracy wbiegałam i w butach, kurtce, z torbą w ręku włączałam kompa, żeby sprawdzić, co się dzieje u ludzi, a właściwie u nicków, których nigdy nie widziałam na oczy. Przeważnie nie działo się wiele, bo te osoby również prowadziły wirtualne życie. Zarywałam noce. Wirtualny świat był zdecydowanie na pierwszym miejscu. Wychodzę z tego stopniowo. Dziś net traktuję jak sposób komunikacji, kontaktuję się z wąską grupą ludzi, na których mi zależy. Pozostał mi zwyczaj porannej kawy z monitorem (właśnie to teraz robię), przeglądam serwisy, fora. Ale króluje realna rzeczywistość. Znów zaczęłam czytać książki, spotykać się ze znajomymi, oglądać filmy”.

Dużo bardziej zaawansowanymi możliwościami udzielenia pomocy dysponują Amerykanie. W Stanach Zjednoczonych powstał szereg wyspecjalizowanych instytucji wspierających siecioholików. Do najbardziej znanych należą The Center for OnLine Addiction w Pittsburghu oraz Computer Addiction Services w Belmont. Uzależnieni mogą szukać pomocy w internetowej Grupie Wsparcia dla Osób Uzależnionych od Internetu lub w grupie Anonimowych Siecioholików (ang. Netaholics Anonymous). Terapia wygląda bardzo podobnie, jak praca z alkoholikami. Psycholodzy opracowali nawet wersję „Dwunastu Kroków” dla uzależnionych od Internetu, opartą na doświadczeniach Anonimowych Alkoholików.

W Korei Południowej problem uzależnienia od Internetu i gier sieciowych stał się tematem publicznej debaty. Już dwa lata temu rządowi specjaliści obliczyli, że ponad 30 proc. Koreańczyków poniżej 18 roku życia znalazło się w tak zwanej grupie ryzyka. Ta grupa, to, bagatela, 2,4 mln osób. Z tego blisko ćwierć miliona internautów miało typowe symptomy uzależnienia.

Dla nałogowych internautów stworzono więc w Korei specjalne obozy, w czasie których młodzi ludzie wywiezieni do leśnej głuszy uczą się, jak przetrwać w realnym świecie. Podobne obozy działają także w Niemczech, gdzie liczba osób uzależnionych od Internetu już kilka lat temu przekroczyła milion.

Władze Chin, po przypadkach zgonów spowodowanych graniem na komputerze, wprowadziły nowe przepisy dotyczące gier online (takich jak Lineage 2 czy World of WarCraft). Jeśli gracz pozostaje online dłużej niż trzy godziny, jego awatar jest powoli degradowany. Chińczycy mają także bardziej kontrowersyjne pomysły. W swojej pierwszej, mieszczącej się w Pekinie placówce przeznaczonej dla netoholików zaproponowali np. terapię z użyciem elektrowstrząsów.

W wakacje też nie przechodzi

Cubituss: Denerwowało mnie, gdy film, który wieczorem oglądałem z żoną, okazywał się zbyt długi i nie mogłem przez to grać. Denerwowały mnie moje dzieci, które co chwila mnie o coś prosiły, a ja przecież nie mogłem zatrzymać gry na moment i dać im bidon czy ciasteczko, bo WoWa się nie da zatrzymać. Denerwowało mnie to, że muszę iść na jakieś spotkanie, bo akurat wtedy zaczyna się bitwa w Lake Wintergrasp. (…) Wysoki poziom nerwów katalizowałem sobie, wrzeszcząc na żonę i dzieci, gdy tylko próbowały odciągać mnie od komputera. Przecież miałem tak idealnie zaplanowany czas i idealnie zaplanowane życie, czemu mi przeszkadzacie!

Niektórzy, zdaniem Marcina, wciągnęli się na maksa. – Mam znajomego, który ma czas gry ponad dwieście dni. To wszystko w ciągu mniej więcej roku. Ostatnio mówił, że ma maraton. Od dwóch dni nie odchodził od komputera.

Drugiemu znajomemu prawie rozpadło się małżeństwo. W końcu żona postawiła ultimatum: albo ona, albo komputer. Komputer jakby na tym stracił. Na razie.

Kolejny próbował zerwać z graniem. Założył sobie blokadę, na trochę zniknął. W końcu pękł, znowu gra.

Marcin: – Ja nie opowiadam ludziom „O, jak fajnie dziś było na Warcrafcie”. To już by było źle.

A jest dobrze?

– Wiem, że przesadzam z tą grą. Założyłem sobie nawet blokadę, żeby nie grać przed godziną 13. Ale denerwowała mnie. Rozmawiam sobie z ludźmi, a tu nagle system mnie wyrzuca. Więc zdjąłem.

Dzień Marcina najczęściej zaczyna się około południa. – Wcześniej wstaję, jeśli muszę. Kiedy mnie nikt nie budzi, nawet koło 13.

Rano jedzie na uczelnię (studiuje na Politechnice Poznańskiej). Jeżeli nie musi tam być, odpala komputer. Trochę pogra, przejrzy pocztę, pogra. Zejdzie na obiad (mama zawoła) i znowu pogra. Jeżeli wieczorem jest rajd, posiedzi do późnej nocy. – To chyba lepiej niż siedzieć na kanapie i się obijać?

Dziewczyny nie ma. – Ale ja zawsze byłem typem samotnika.

Hobby? – Nie, nie mam teraz nic takiego.

Jest uzależniony? – Wiem, że uzależnieni mówią, że nie są. Życie prywatne trochę przez granie cierpi. Zdarzyło mi się parę razy nie pójść na imprezę, bo akurat miałem rajd. Teraz są wakacje, wyjadę, może mi przejdzie.

Rok temu też były wakacje. I nie przeszło. – No tak. Byliśmy z kumplami nad morzem. Uparłem się, żeby wracać dzień wcześniej, bo akurat mieliśmy wieczorem rajd.

Marcin tłumaczy: – W tej grze nie jest tak, że wchodzisz i od razu jesteś uzależniony. Do tego trzeba jeszcze innych, którzy nie pozwolą ci odejść. Ciężko to wszystko rzucić, bo bierzesz na siebie pewne zobowiązania, jesteś potrzebny, nie możesz zawieść znajomych.

Naprawdę nie chcesz pójść czasami na spacer do lasu? – Las? Nie mam takiej potrzeby.

Cubituss: W sumie gra trzymała mnie przy sobie tym razem cztery miesiące. Tym razem, bo to nie był mój pierwszy ciąg. Ale z poprzednich wyjścia były znacznie łatwiejsze, teraz było gorzej. Przez kilka dni po skasowaniu WoWa byłem jeszcze agresywniejszy niż wcześniej, a potem mi przeszło. Postaram się już nigdy w to nie zagrać. Tak obiecałem żonie i mam zamiar obietnicy dotrzymać. Jest tyle gier przecież.

Żałuję tego słoneczka ciepłego
Marta Tylenda-Wodniczak

absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, przez dziesięć lat, do 2008 roku była dziennikarką poznańskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, swoje teksty publikowała też w „Życiu”, „Polityce”, „Gazecie Poznańskiej”....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze