Z dziejów pogardy dla najsłabszych

Z dziejów pogardy dla najsłabszych

Oferta specjalna -25%

Wiara i teologia

0 opinie
Wyczyść

Idea troski o zdrowie społeczeństwa za pomocą sterylizowania „małowartościowych jednostek” oraz urzędowego wtrącania się w wybór współmałżonka cieszyła się trudnym dziś do uwierzenia poparciem w wielu tzw. postępowych środowiskach.

„To, że przed wojną — napisała autorka książki Rasa i nowoczesność 1 — do Polskiego Towarzystwa Eugenicznego należało 9 tys. członków, znaczy, że te 9 tys. ludzi, większość z naukowymi tytułami, chciało przymusowej sterylizacji i selekcji na mniej i bardziej wartościowych członków społeczeństwa. Liczba eugeników odpowiada pałkarzom z ONR–ów, a jakoś nikt nie kwestionuje ich oddziaływania na świadomość społeczną i polityczną w dwudziestoleciu. Jeśli jeszcze raz usłyszę, że problemu nie ma, bo sterylizacji nie było, najwyżej kilku ministrów należało do PTE, zrobi mi się niedobrze”.

Fakt, że tradycyjny ruch eugeniczny został radykalnie skompromitowany przez hitlerowców, wydaje się główną przyczyną tego, że dziś się już prawie nie pamięta o tym, jak wielkie sukcesy osiągnął on w świecie demokratycznym. Idea troski o zdrowie społeczeństwa za pomocą sterylizowania „małowartościowych jednostek” oraz urzędowego wtrącania się w wybór współmałżonka cieszyła się trudnym dziś do uwierzenia poparciem w wielu tzw. środowiskach postępowych. Hitlerowcy realizowali — to prawda, że na swój brutalny sposób — wcześniejsze postulaty tych środowisk 2.

Po prostu świat wtedy zwariował, fałszywie uwierzywszy, że poprzez działania przeciwko chorym i słabym zdrowsze będzie społeczeństwo. Dość przypomnieć, że do roku 1914 aż 30 stanów USA wprowadziło ustawy ograniczające możliwość zawarcia małżeństwa przez „jednostki małowartościowe”, a stan Indiana zapoczątkował w roku 1907 serię ustaw stanowych o przymusowej sterylizacji osób, które „nie powinny mieć dzieci”.

W Europie Szwecja jako pierwsza wprowadziła, już w roku 1915, „zakaz małżeństwa dla obłąkanych, epileptyków i cierpiących na choroby weneryczne”. Później partie socjaldemokratyczne przeforsowały przymusową sterylizację w Danii (1929), Norwegii i Szwecji (1934) oraz w Finlandii (1935). W Anglii, wniesiony przez Partię Pracy projekt ustawy eugenicznej tylko dlatego został odrzucony przez Izbę Gmin, że pod wpływem doniesień o brutalności przymusu sterylizacji w Niemczech opinia społeczna nabrała dystansu do tego rodzaju pomysłów.

Zacznijmy jednak od początku. Twórcą idei eugenicznej jest Francis Galton, autor wydanej w roku 1869 książki Hereditary Genius (Dziedziczny geniusz). Przejęty teorią ewolucji Karola Darwina, zresztą swojego bliskiego kuzyna, twierdził on, że „»emocjonalny humanitaryzm« ignoruje prawa ewolucji i zakłóca przebieg selekcji naturalnej. Powoduje wzrost liczby zdegenerowanych jednostek”. Dlatego, zdaniem Galtona, należy zerwać z tradycyjną dobroczynnością i w jej miejsce „wprowadzić naukową filantropię, która otoczy opieką jedynie wartościowe osobniki”. Pomoc należy „kierować do silnych, a nie słabych, do zdrowych, a nie chorych, z myślą o przyszłości, a nie o teraźniejszości”.

Wizja postępującej degeneracji ludzkości wkrótce stała się obsesją oświeconej opinii publicznej. Lekarze i psychiatrzy, uczeni i publicyści zaczęli obmyślać sposoby, jak zachęcić do wielodzietności zdrowych i „najbardziej wartościowych” członków społeczeństwa oraz zapobiec nadmiernemu rozmnażaniu się „jednostek małowartościowych”. Język, którego używano w tych wypowiedziach na określenie ludzi niepełnosprawnych intelektualnie, psychicznie chorych, niewidzących czy niesłyszących, chorych wenerycznie, a nawet gruźlików czy epileptyków, był zazwyczaj porażająco brutalny.

Nawet w orzeczeniu Sądu Najwyższego USA z roku 1927 stwierdzającym, że przymusowa sterylizacja nie narusza gwarantowanych przez konstytucję wolności obywatelskich, znalazło się niezwykle brutalne uzasadnienie:

Widzieliśmy niejednokrotnie, że dla dobra wspólnego żądano od najlepszych obywateli ofiary życia. Byłoby dziwne nie żądać mniejszej ofiary od tych, którzy już wcześniej osłabiali siłę państwa, ofiary, której oni sami nie odczują tak boleśnie, a która zabezpieczy nasze istnienie przed ich lekkomyślnością. Jest lepiej dla całego świata, jeśli społeczeństwo uniemożliwia rozród małowartościowym jednostkom, a nie bezwolnie czeka na egzekucję ich potomstwa z powodu zbrodni, której się dopuści, lub śmierci głodowej, którą sobie gotuje z powodu własnej niesprawności.

Później okazało się zresztą, że wyrok ten — podobnie jak wyrok tegoż sądu z roku 1973 orzekający bezkarność aborcji — oparty był na sfałszowanej faktografii przedstawionego sądowi przypadku. Wówczas wyrok ten stał się wielką zachętą dla eugeników europejskich do naśladowania amerykańskiego przykładu.

Poniekąd w odpowiedzi na wzrastającą aprobatę sterylizacji eugenicznej papież Pius XI w encyklice Casti connubii z roku1930 jednoznacznie potępił usiłowania,

by zawarcie małżeństwa z urzędu zabronione było tym wszystkim, którzy według zasad i przewidywań naukowej eugeniki przez dziedziczność mieć będą ułomne i upośledzone potomstwo. (…) Zabiegu takiego nie wolno dokonać nawet z wyroku sądowego za karę zbrodni ani też, aby zapobiec przyszłym ich przestępstwom. Przypisywanie takiego prawa władzy państwowej sprzeciwia się wszelkiemu prawu Bożemu i ludzkiemu i nigdy go ta władza nie miała ani sprawiedliwie mieć nie może. Wyznawcy takich poglądów niesłusznie zapominają o tym, że rodzina jest ważniejsza niż państwo, że ludzie nie tyle dla ziemi i doczesności się rodzą, ile dla nieba i wieczności.

Owszem, wyjaśniał papież, argumenty eugeniczne mogą mieć swój sens, ale nigdy i nikomu nie dają one prawa do deptania czyjejkolwiek godności i wolności:

A jeśli chodzi o ludzi, zdolnych skądinąd do małżeństwa, którzy mimo wszelkiej zapobiegliwości i starań prawdopodobnie ułomne tylko zrodzą potomstwo, nie wolno ich winić za zawieranie małżeństwa, choć z drugiej strony często im małżeństwo odradzać się powinno.

Łatwo sobie wyobrazić, jak zacofane i bezbrzeżnie obskuranckie musiało się wydawać to stanowisko papieża wielu ówczesnym ludziom postępowym. Dopiero sama rzeczywistość miała udowodnić, że wiele zła wyrządzamy innym, kiedy nasze poczucie słuszności idzie w poprzek prawa moralnego. Kiedy w roku 1997 spróbowano w Szwecji podliczyć bezmiar krzywd, które zostały zadane wskutek prawa o eugenicznej sterylizacji, opinia społeczna doznała szoku.

Wróćmy jednak do ruchu eugenicznego. Gdyby nie było szkoda na to czasu, można by sporządzić antologię głupoty, która się lała wtedy z ust i spod piór owych oświeconych mężów, którzy postanowili ocalić ludzkość przed degeneracją. Na przykład Alfred Ploetz, jeden z pierwszych teoretyków eugeniki niemieckiej, twierdził, że „jedną z przyczyn postępującej degeneracji Polaków jest katolicyzm. Celibat księży, w sytuacji, gdy do stanu kapłańskiego przeznacza się najzdolniejsze jednostki, wyłącza bowiem z rozrodu osobniki najbardziej wartościowe”. Znacznie obszerniejsza, niestety, byłaby antologia wypowiedzi moralnie niegodziwych, na które pozwalali sobie zwolennicy eugeniki.

Rzecz jasna, nie wolno zapominać o tym, że ruch eugeniczny skupiał wielu ludzi ideowych, urodzonych społeczników, toteż czyniono pod jego sztandarami również sporo dobra — żeby wspomnieć zasługi działaczy tego ruchu w walce z alkoholizmem czy chorobami wenerycznymi, inicjatywy ustawodawcze na rzecz młodych ubogich małżeństw czy ten rodzaj przedsięwzięć charytatywnych, których polskim przykładem była głośna w swoim czasie akcja Kropla mleka.

Nic jednak nie usprawiedliwi dążeń eugeników — niestety, w wielkim zakresie zrealizowanych — ażeby całym grupom ludzkim zakazać wchodzenia w związki małżeńskie, oferować sterylizację, a nawet sterylizować wbrew woli zainteresowanych. Logicznym uwieńczeniem mentalności eugenicznej był postulat zabijania ludzi „niegodnych życia”. Zgłosili go dwaj niemieccy uczeni, prawnik Karl Binding i psychiatra Alfred Hoche, w wydanej w roku 1922 książce Die Freigabe der Vernichtung lebensunwerten Lebens (Dopuszczalność niszczenia niegodnego życia).

Również w Polsce ruch eugeniczny był potężny i pierwsze tak wnikliwe opracowanie jego historii jest wielką zasługą dr Magdaleny Gawin. Dość powiedzieć, że odzyskanie niepodległości zastało polski ruch eugeniczny w tak świetnej kondycji, iż podjął on próbę wykorzystania struktur państwa do realizacji swoich postulatów, zanim jeszcze w ogóle to państwo się ukształtowało. Mianowicie w dniach 1–3 listopada 1918 roku odbył się w Warszawie zjazd eugeników, który sformułował postulat „ustawowego zakazu małżeństwa, internowania oraz przymusowej sterylizacji osób dziedzicznie chorych”, a także „sporządzania listy »małowartościowych jednostek« — alkoholików, gruźlików, włóczęgów, prostytutek, psychicznie chorych, opóźnionych w rozwoju”.

Mieli eugenicy wspomniane na początku własne stowarzyszenie oraz periodyk („Zagadnienia rasy”, w roku1938 tytuł zmienił się na „Eugenika Polska”), poparcie licznych stowarzyszeń i czasopism, współpracę wielu wybitnych publicystów, przeważnie socjalistów i liberałów. O dobrodziejstwach sterylizacji pisały takie osobistości, jak Włodzimierz Spasowski, Henryk Kłuszyński, Józef Litauer, Tadeusz Boy–Żeleński. Zauważmy nawiasem, że współpraca tego ostatniego z ruchem eugenicznym została wyparta nie tylko z świadomości społecznej, ale nie wspominają o niej nawet biografowie Boya.

Wkrótce po odzyskaniu niepodległości eugenicy zajęli mocne pozycje w Ministerstwie Zdrowia, co dało im dostęp ze swoimi broszurami i odczytami do wielu ważnych miejsc kształtowania opinii publicznej. W roku 1922 właśnie Polska — ustami swojego wiceministra zdrowia — zgłosiła na posiedzeniu Ligi Narodów projekt włączenia do traktatu wersalskiego postulatów eugenicznych. Projekt — mimo atrakcyjnego opakowania, mówił bowiem o „prawie obywateli do zdrowia” — został wtedy odrzucony. Gdyby nie kryzys finansowy państwa, który doprowadził do likwidacji Ministerstwa Zdrowia, kto wie, czy Polska nie wyprzedziłaby nawet Danii we wprowadzaniu u siebie ustaw eugenicznych.

W roku 1934 podjęto próbę wprowadzenia ustawy eugenicznej. Kiedy się czyta załączone przez dr Gawin faksymile kolejnych projektów, z przerażenia jeżą się włosy na głowie. Zarazem z wielką satysfakcją czyta się zwyczajnie rozsądne krytyki, które pod adresem tych projektów zgłaszali opiniujący je urzędnicy. Przytoczmy na przykład urzędniczą ocenę pomysłu, ażeby niektórym ludziom zabraniać zakładania rodziny:

Ustawa państwowa może wprowadzić przymus, aby kandydaci do zawarcia małżeństwa zrewidowali swój stan zdrowia i dowiedzieli się o stanie zdrowia osoby, z którą mają zawrzeć związek małżeński. Dalej jednak ustawa powinna nie wkraczać i możność zawarcia małżeństwa nie powinna być uzależniona od policji eugenicznej.

Pomysł zbawiania ludzkości za pomocą sterylizacji krytykowali wówczas Ludwik i Hanna Hirschfeldowie, uczeni najwyższej klasy. Ta ostatnia zwracała uwagę na to, że droga sterylizacji

musi wydać się pracą syzyfową, która trwać musiałaby wieki, a i tak być może nie doprowadziłaby do skutku. Choroby dziedziczne są najpewniej wynikiem stałego działania „nienormalnych” bodźców związanych bądź to z życiem na globie ziemskim, lub też z naszą cywilizacją. (…) Usuwanie od rozrodu osobników chorych bynajmniej nie rozstrzyga zagadnienia, albowiem będą nadal rozmnażać się zdrowi heterozygoci, (…) sterylizacja nie jest w stanie wyplenić chorób dziedzicznych. (…) Miejmy więcej szacunku dla nieznanych możliwości natury 3.

Dochodzące do Polski echa terroru eugenicznego w III Rzeszy ochroniły nas przed ustawami, nad którymi prace były już tak zaawansowane. Zdumiewa to, że nawet po wojnie pojawili się ludzie, którzy nadal marzyli o ochronie zdrowia społecznego za pomocą deptania elementarnych praw osoby ludzkiej. 23 kwietnia 1947 roku podczas posiedzenia Państwowej Rady Zdrowia zastanawiano się nad możliwością wprowadzenia obowiązkowych lekarskich świadectw przedślubnych. Prof. Wiktor Grzywo–Dąbrowski zaproponował wtedy, żeby osoby, które, zdaniem odpowiedniej komisji, ze względów medycznych albo społecznych nie powinny mieć dzieci, dopuszczać do małżeństwa tylko pod tym warunkiem, że poddadzą się sterylizacji. Warto wiedzieć, że profesor ów jeszcze przed wojną opublikował broszurę postulującą szeroką bezkarność aborcji. Przywódca polskich eugeników Leon Wernic, choć wielki zwolennik prawa sterylizacyjnego, był jednak zdecydowanym przeciwnikiem aborcji.

Krótko jeszcze zatrzymajmy się nad wspomnianą już w przypisie książką dr Kamili Uzarczyk. Świetnie uzupełnia się ona z Rasą i nowoczesnością. W Niemczech — Śląsk wtedy należał przecież do Niemiec — ustawa „o ochronie przed potomstwem dziedzicznie chorym” została uchwalona 14 lipca 1933 roku. Na dwa fakty z dziejów jej przeprowadzania warto zwrócić uwagę. Mianowicie Związek Lekarzy Niemieckich zhańbił się rezolucją z 25 września 1932 roku — było to jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy! — że sterylizacja eugeniczna nie jest okaleczeniem ciała. Z drugiej jednak strony komisja prawa karnego Reichstagu, mimo ogromnego poparcia mediów dla tej ustawy, uznała na posiedzeniu z 28 stycznia 1932 roku, że „sterylizacja stanowi niedopuszczalne naruszenie wolności osobistej i prawa jednostki do samostanowienia”.

Realizację tej ustawy pomyślano z iście niemiecką pedantycznością i diabelską chyba przewrotnością. Jej wprowadzaniu towarzyszyło szereg pozytywnych i cieszących się poparciem społecznym inicjatyw państwa na rzecz rodziny. Ponadto ustawodawca — aby uwiarygodnić argument, że okaleczenie to nie jest karą — zadbał o to, by ustawa pominęła temat sterylizowania przestępców. Co jednak szczególnie przewrotne: pod pozorem ujednolicenia niemieckiej służby zdrowia utworzono powiatowe urzędy zdrowia zajmujące się tworzeniem kart genealogicznych, których celem była eugeniczna lustracja całego społeczeństwa, ażeby wyłowić możliwie wszystkich nieszczęśników podejrzanych o taką czy inną chorobę dziedziczną.

Dzięki materiałom, do których dr Uzarczyk dotarła w swoich poszukiwaniach archiwalnych, możemy sobie wyobrazić, jak ciężko skrzywdzono wtedy wielu ludzi. Oto ojciec pisze skargę do urzędu zdrowia w Wałbrzychu w obronie syna, który został zakwalifikowany do sterylizacji: „Osoba, która z mojego syna zrobiła idiotę, może być tylko nieprzyzwoitym denuncjatorem. Jeżeli urząd zdrowia uważa, że ma obowiązek tę osobę chronić, to nie zgadza się to z poczuciem sprawiedliwości zwykłego człowieka”.

Z kolei jakiś mieszkaniec Nysy, już ubezpłodniony, nie może teraz poślubić ukochanej dziewczyny, gdyż ona jest… zdrowa. A dopiero co wydano nową ustawę, z 18 października 1935 roku, „o zdrowiu małżeńskim”, zakazującą ludziom zdrowym zawierania małżeństw, które nie przyniosą narodowi niemieckiemu nowych, zdrowych obywateli. Z kolei 35–letnia kobieta pisze błagalny list do Hitlera: wreszcie znalazła narzeczonego, ale właśnie podjęto wobec niej procedurę sterylizacyjną. Jedno wie na pewno: jeżeli zostanie ubezpłodniona, ów mężczyzna już się z nią nie ożeni.

Również jakaś nieszczęsna matka szuka dla syna ratunku u Hitlera, a dla pewności wysyła ponadto skargę do jego siostry, żeby wpłynęła na führera.

Już w czasie posiedzenia sądu doszło do aktów terroru. Pomimo że jestem matką, zostałam wyproszona z sali i powiedziano mi, że nic tu po mnie. Jako rodzice mamy przecież prawo decydować o losie syna. Całe postępowanie było tak prowadzone, jak gdyby rodzice w ogóle nie mieli już prawa współdecydować o sprawach dzieci.

Niektóre skargi na nieuważność lekarzy, którzy skazywali na sterylizację, wprost porażają. Często zdarzało się, że komisja z góry „wiedziała”, że ten oto człowiek to matołek, którego należy ubezpłodnić, i sprawdzała jego inteligencję z taką nieżyczliwością, iż niejeden profesor uniwersytetu zapewne też zostałby przez to gremium skierowany do sterylizacji. Zauważmy, że już sam termin „matołek” wyjęty jest ze słownika stworzonego przez cywilizację pogardy dla ludzi słabych.

Z kolei w którymś z postępowań odwoławczych utrzymano w mocy skierowanie na sterylizację z następującym uzasadnieniem: „choroba ma bez wątpienia charakter dziedziczny, nawet jeśli w rodzinie nie stwierdzono podobnego przypadku”. Słowem, niegodziwość nie pilnowała nawet swojej własnej logiki i tę potworną krzywdę zadano również wielu ludziom, którzy wcale nie podpadali pod nieludzkie prawo.

Analogiczną nieuważność oraz porażającą łatwość w zadawaniu krzywdy osobom sobie powierzonym odnotowuje dr Ryszard Fenigsen u tych lekarzy holenderskich, którzy zgadzają się na eutanazję 4. Można się zastanawiać, dlaczego tak jest, ale tak po prostu jest: Lekarz, dla którego troska o zdrowie i życie pacjenta nie jest już dogmatem, przestaje być autentycznym lekarzem.

Niewiarygodne, ale dr Uzarczyk opiera się na dokumentach: do sterylizacji zgłoszono na Śląsku setki (dosłownie: setki, a w skali Niemiec zapewne tysiące) dzieci poniżej 10. roku życia. Owszem, dane te figurują w zestawieniach zgłoszeń odrzuconych (ustawa zakazywała sterylizować dzieci w tak młodym wieku). Można jednak przypuszczać, że wiele spośród tych dzieci — po przekroczeniu 10. roku życia — poddano temu nieludzkiemu okaleczeniu. Faktem jest, że na listach osób zmarłych wskutek zabiegu sterylizacyjnego nie brakuje dzieci w wieku 11–15 lat (podobnie jak zdarzają się na tych listach kobiety 38–letnie).

Zapewne też wiele z tych dzieci nie doczekało już skierowania na sterylizację, tylko poddano je od razu eutanazji. Ta akcja, która była logicznym uwieńczeniem ustawy „o ochronie przed potomstwem dziedzicznie chorym”, zaczęła się w Niemczech na przełomie lat 1939 i 1940. Ale tutaj temat nasz tragicznie wchodzi w historię Polski. Nigdy dość przypominania — twierdzi szlachetny i godzien czci autor niemiecki — że „zagazowywanie psychicznie chorych Polaków, rozpoczęte w październiku 1939 roku w Forcie VII w Poznaniu, było pierwszą w dziejach ludzkości zorganizowaną na skalę przemysłową zagładą pewnej części społeczeństwa” 5.

Tak by się chciało, żeby ten temat należał już tylko do historii! Niestety, eugeniczne dzielenie istot ludzkich na lepsze i gorsze trwa nadal, tyle że przesunięty został w dół czas eliminacji „życia niegodnego życia”. Współczesne społeczeństwa nie tylko zgadzają się na eugeniczną aborcję, ale zazwyczaj do niej w różny sposób przymuszają. Barbarzyńskie — więcej: niegodziwe — rozwiązania również dzisiaj podawane są w atrakcyjnych opakowaniach. Ustawy albo praktyka sądowa w różnych krajach mówią o „prawie do dobrego urodzenia się”, do urodzenia się „jako w pełni zdrowa i funkcjonalna jednostka”.

Konsekwentnie, sądy uznają roszczenia z tytułu „złego urodzenia się”. Lekarze, którzy chronili życie dziecka zagrożonego aborcją, są nieraz skazywani na niezwykle dotkliwą ekonomicznie odpowiedzialność za to straszne przestępstwo, że dopuścili do urodzenia się dziecka upośledzonego. Skazywać lekarza za to, że jest autentycznym lekarzem i nie chce zabijać oraz chroni przed zabijaniem, to jednak w Europie coś nowego. Nawet w III Rzeszy lekarza z Ząbkowic nie spotkała żadna kara za to, że w ostrej formie odmówił udziału w skazywaniu na sterylizację.

Agresja przeciwko najsłabszym przybiera też dzisiaj formy dotychczas nieznane. Dzięki rozwojowi genetyki, medycyny oraz innych nauk stało się możliwe dzielenie ludzkich embrionów na te, które chcemy przyjąć jako nasze dzieci, oraz te, które postanowiliśmy wykorzystać do utylitarnych celów (doświadczenia naukowe, dostarczanie komórek macierzystych itp.), albo których po prostu nie chcemy, bo zabrakło im oczekiwanej przez nas cechy (np. nie ta płeć).

Stolica Apostolska od dawna upomina się o bezwzględny szacunek dla ludzkiego życia, począwszy od poczęcia 6. Wielu współczesnych ludzi odbiera to jako przejaw doktrynerstwa, intelektualnej tępoty i zacofania. Dokładnie tak samo ludzie postępowi przyjmowali kiedyś protesty Piusa XI przeciw sterylizacji eugenicznej. Tamten spór historia już rozstrzygnęła. Wtedy racja i sprawiedliwość były po stronie papieża!

1 Magdalena Gawin, Rasa i nowoczesność. Historia polskiego ruchu eugenicznego, Wydawnictwo Neriton — Instytut Historii PAN, Warszawa 2003, 392 s. Niedawno ukazało się też jeszcze inne, ogromnie cenne dzieło dotyczące historii ruchu eugenicznego: Kamila Uzarczyk, Podstawy ideologiczne higieny ras i ich realizacja na przykładzie Śląska w latach 1924–1944, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2003, 349 s. Większość informacji zawartych w niniejszym tekście zaczerpnąłem z obu tych dzieł.
2 Psychiatra Karl Stern, świadek tamtych ponurych wydarzeń, pisze nawet o ścisłej współpracy wielu liberalnych uczonych niemieckich w realizowaniu hitlerowskich decyzji eugenicznych (K. Stern, Słup ognia, Warszawa—Ząbki 1999, s. 150–153.
3 Hanna Hirschfeldowa, Prawo dziedziczności w zastosowaniu do medycyny, z uwzględnieniem ustawy sterylizacyjnej, „Warszawskie Czasopismo Lekarskie” 8/1936, s. 134–141; ponadto: Z zagadnień dziedziczności i eugeniki, Warszawa 1937. Cyt. za: Tadeusz Nasierowski, Stosunek środowisk medycznych w Polsce do psychiatrii i medycyny niemieckiej lat 1933–1939, w: Zagłada chorych psychicznie w Polsce 1939–1945, red. Zdzisław Jaroszewski, Warszawa 1993, s. 48.
4 Ryszard Fenigsen, Eutanazja. Śmierć z wyboru?, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 2002.
5 Klaus Dörner, Wypieranie z niemieckiej świadomości mordów popełnionych w Polsce na psychicznie chorych, w: Zagłada chorych psychicznie w Polsce, op. cit., s. 33.
6 Najważniejsze dokumenty to instrukcja Kongregacji Nauki Wiary Donum vitae (1987) oraz encyklika Jana Pawła II Evangelium vitae (1995). Wiele innych dokumentów na ten i pokrewne tematy znaleźć można w: W trosce o życie. Wybrane dokumenty Stolicy Apostolskiej, red. Krzysztof Szczygieł, Wydawnictwo Diecezji Tarnowskiej Biblos, Tarnów 1998.

Z dziejów pogardy dla najsłabszych
Jacek Salij OP

urodzony 19 sierpnia 1942 r. w Budach na Wołyniu – polski prezbiter rzymskokatolicki, dominikanin, profesor nauk teologicznych, pisarz, publicysta, autor setek książek i tysięcy artykułów, przez 40 lat prowadził rubrykę...

Produkt dodany do koszyka

Polecane przez W drodze