Wiersze

Serenada, szeptana do ucha
przy wtórze szmeru klimatyzatora

Przez lat dwadzieścia dziewięć
wiedziałaś wszystko; tylko
jednego do dziś nie wiesz:
jak mi się znudzić. Był to

wyczyn jedyny w swoim
rodzaju. Odkrycia inne —
maczanie w sosie z soi
chińskich pierożków, w kinie

obejrzani „Wałkonie”,
pusta plaża (poligon)
pod Mrzeżynem, gwałtownie
szkarłatne i kolibrom,

ich liberalnym flirtom,
chętne kwiaty Hawajów,
Guinness, Das wohltemperierte
(tego słuchają w Raju:

Arta Tatuma i Bacha),
powieści Nabokowa,
smak rzadkich przewag w szachach,
herbata (nałogowa

zależność), nawet mała
maciejka czy hortensja —
każda rzecz jakoś umiała
wyrobić w sobie potencjał

przyzwyczajenia. Czyli
można, jeżeli się chce.
Głupie rzeczy się nauczyły.
A ty, taka bystra — nie.

Blues przy odgarnianiu śniegu
ze ścieżki przed domem

Niechbym tu miał gołoledź,
a nie ten świeży śnieg;
tak, niechby skuła świat gołoledź,
a nie ten lekki śnieg —
kręgosłup mógłby mnie rozboleć,
a łupałbym w ten lód, jakbym się wściekł.

Wstałem dziś rano wcześniej,
bo w nocy śnieg miał spaść;
wstałem dziś rano wcześniej —
gość z TV mówił: w nocy śnieg ma spaść;
ty pośpij z kwadrans jeszcze —
po to wstałem, żebyś mogła spać.

Są w handlu gadgety,
te odśnieżarki, czy jak je tam zwać;
są te nowe gadgety,
odśnieżarki, czy jak je tam zwać;
z tym że warczą, niestety —
szufla zgrzyta, ale przy tym możesz spać.

Wiersze
Stanisław Barańczak

(ur. 13 listopada 1946 r. w Poznaniu – zm. 26 grudnia 2014 r w Newtonville, USA) – polski poeta, krytyk literacki, tłumacz, absolwent polonistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, jeden z najważniejszych twórców Nowej Fali, działacz Komitetu Obrony Robotników, o...