Ewangelia według św. Jana
W czasie mszy wiele jest takich momentów, kiedy na różne sposoby wyrażamy prostą wdzięczność za dobro troszczącego się o nas Boga.
Liturgia przypomina trochę teatr: jest zapisany w mszale scenariusz, utkany z symbolicznych gestów, znaków i słów, jest podwyższona scena, są aktorzy obserwowani przez widzów siedzących w rzędach. Jest też precyzyjna godzina rozpoczęcia spektaklu. Może się nawet zdarzyć katharsis – oczyszczające doświadczenie, po którym na świat i życie patrzy się już inaczej.
W tym kluczu msza niebezpiecznie zbliża się do performance’u. Także w sposobie jej odbioru. Niebezpieczeństwo jest realne i przebiegłe, bo wszystko, co powtarzalne, czyli rytualne (sic!) powoli znieczula. Śniedź i rdza dotykają liturgii i do tego trzeba się pokornie przyznać. Żeby więc nie utknąć w tej rutynie i żeby nie zardzewieć, instynktownie wdrażamy akcję ratunkową w postaci ciekawego kazania. Jako dominikanie jesteśmy dotknięci tym w najwyższym stopniu. Chyba łatwo się domyślić, że to ślepa uliczka, w której coraz bardziej poruszająca homilia kontrastuje z suchą i zwartą celebracją.
Warto wiedzieć, że Kościół nadaje ramy kaznodziejstwu w czasie mszy świętej. Stąd też definicja homilii różni się od kazania. Homilia bowiem, to słowo głoszone do konkretnej wspólnoty w obliczu liturgii słowa i liturgii eucharystii danego dnia. Prawdziwa i dobra homilia jest zatem komentarzem do czytań, ale takim, który prowadzi obecnych w kościele ludzi do odkrycia, że nie są w teatrze na doskonale znanej sztuce, którą widzieli już setki razy. Do tego potrzeba żywej wiary i to jest najtrudniejsze.
Liturgia pod parasolem
Wiara nie ogranicza się tylko do zaufania Bogu, a tym bardziej do „poczucia ufności”. Skupienie się na tym subiektywnym, wewnętrznym stanie ma negatywne skutki dla doświadczenia liturgii. To tak, mówiąc obrazowo, jakby stojący na Golgocie otworzyli nad sobą parasole: są obecni, ale zarazem nieprzemakalni na to, co płynie z krzyża Chrystusa, zwróceni ku sobie i swoim wewnętrznym przeżyciom.
Każda msza święta dzieje się właśnie na krzyżu, a rytuał, symbole, znaki i słowa przenoszą nas w to święte miejsce, do samego środka Tajemnicy. To okazja, żeby nasiąkać Paschą Chrystusa, która jest misterium, tzn. ma nieskończoną głębię. Potrzeba do tego wiary, która żyje i rozrasta się w człowieku i jest naszą odpowiedzią na śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa i na paschalne działanie Trójcy Świętej. Wtedy Eucharystia rzeczywiście staje się spotkaniem z Chrystusem, naszą Paschą (1 Kor 5,7). Formuje się w ten sposób nowe, przemienione człowieczeństwo i społeczność zwana Kościołem, czyli pole do działania Boga i Jego łaski.
O liturgii Kościoła napisano całe tomy. Można się w tym zgubić, można się też przestraszyć ogromu wiedzy o znakach, rytach i tradycjach. Jest to jednak opowieść o Bogu, a zatem możemy podejrzewać, że teologia liturgii jest w swej istocie naznaczona Jego prostotą. I rzeczywiście: Kościół otrzymał cztery konkretne klucze do otwarcia drzwi, przez które wchodzimy w Misterium Chrystusa celebrowane w mszy (KKK 1358, 1382). Przez te same drzwi Misterium Chrystusa wchodzi w nasze życie. Nazywa się to mistagogią.
Ofiara
Dla naszej kultury i naszych czasów składanie ofiar jest czymś obcym. Nie mamy doświadczenia w przynoszeniu do kapłana zwierząt, które w naszym imieniu zostałyby zarżnięte i spalone jako dar dla Boga. Istotą ofiary jest złożenie i oddanie Mu tego, co najcenniejsze. Jest to gest, w którym człowiek daje wyraźny sygnał, że on sam i cały jego świat należą do Boga.
Jezus wprost podejmuje kult ofiarniczy – oddaje Bogu swoje życie, do końca i w sposób widzialny, przez śmierć na krzyżu. Jest to Jego decyzja, podjęta bez przymusu, w pełni wolności: „Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję” (J 10,18). Jednak w przeciwieństwie do starotestamentalnych ofiar dokonuje tego już nie symbolicznie (nie przynosi baranka na ofiarę), ale dosłownie (sam jest barankiem). Od tej pory krzyż staje się znakiem: Kapłana, Ołtarza i najważniejszej oraz jedynej pełnej Ofiary złożonej w imieniu wszystkich ludzi.
Nie ma kapłana, który byłby godzien złożyć taką ofiarę, dlatego Chrystus jest jednocześnie Kapłanem składającym samego siebie w ofierze. Bezpośredniość oddawania Bogu tego, co Mu się należy, będzie dla chrześcijaństwa oznaczała, że cały lud jest w pewien sposób kapłański. Już nie będzie rodu przeznaczonego do posługi pośredniczenia w kulcie, każdy jest odpowiedzialny za oddawanie Bogu tego, co najcenniejsze. Szczegółowo temat ten podejmuje List do Hebrajczyków.
Podczas mszy świętej ofiarę widzimy w konkretnych znakach. Przede wszystkim jest to każdy moment, w którym występuje znak krzyża. Krzyż jest wnoszony jako główny symbol otwierający procesję, aby wszyscy mogli się przekonać, że zgromadzenie będzie uczestniczyć w Ofierze Chrystusa. Krzyżem każdy znaczy swoje ciało, żeby indywidualnie zadecydować o wejściu w tę Ofiarę i przyjęciu jej w całym życiu, także w ciele. Cztery małe krzyżyki kreślimy na księdze z Ewangelią, czole, ustach i piersi przed wysłuchaniem słowa Bożego. W czasie tzw. epiklezy, czyli szczególnego wezwania Ducha Świętego nad darami chleba i wina, ksiądz kreśli ręką duży krzyż. Towarzyszą temu słowa: uświęć tę ofiarę, uświęć te dary. Krzyż w końcu kreślony jest ręką w powietrzu przez przewodniczącego liturgii na znak błogosławieństwa.
Znakiem ofiary jest także ołtarz jako stół do składania darów oraz kładzione na nim chleb i wino, które Chrystus, tak jak podczas ostatniej wieczerzy, przemieni w swoje Ciało i Krew, wydane, tzn. ofiarowane Bogu za nas.
Ofiara ma otworzyć na Boga i innych ludzi. Warto zatem się zapytać, jak i komu oddaję to, co w moim życiu najcenniejsze.
Dziękczynienie
Eucharistia to po grecku dziękczynienie. To modlitwa Jezusa nad chlebem – za każdym razem, gdy brał go do ręki, odmawiał dziękczynne błogosławieństwo. Tradycja żydowska uczy bowiem, żeby przed posiłkiem zatrzymać się i zwrócić do Stworzyciela świata. Ten moment modlitwy ma uwrażliwić na dobroć Boga troszczącego się o pokarm dla nas. W ten sposób Jezus modli się np. przed rozmnożeniem chleba i ryb dla idącego za Nim tłumu. Tego typu modlitwa dziękczynna została wypowiedziana także w Wieczerniku nad chlebem i winem. Na tym błogosławieństwie się jednak nie skończyło, bo Jezus dopowiada, że to jest Ciało i Krew Jego ofiary. Te słowa ustanawiają Eucharystię, są fundamentalne dla liturgii Kościoła, który odtąd szuka w Passze Chrystusa nie tylko ofiary, ale także dziękczynienia.
W czasie mszy wiele jest takich momentów, kiedy na różne sposoby wyrażamy tę prostą wdzięczność za dobro troszczącego się o nas Boga. Mówimy: „Dzięki Ci składamy”, „Bogu niech będą dzięki”, „Dziękujemy Ci, wszechmogący Boże”, „Błogosławiony jesteś, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb/ /wino”. Pomiędzy tymi modlitwami wyrasta jednak modlitwa samego Jezusa, który nie tylko dziękuje, ale składa też ofiarę dziękczynną i zaprasza na ucztę.
Uczta
W tradycji żydowskiej wśród różnych rodzajów ofiar była jedna, zwana po hebrajsku toda. Nie polegała ona na przebłaganiu czy prośbie, ale składano ją wówczas, gdy ktoś doświadczył śmiertelnego niebezpieczeństwa i Bóg go uratował. Rytuał tej ofiary ma wiele wspólnego z Eucharystią: szczęśliwiec, który otarł się o śmierć, zapraszał na uroczystość w świątyni swoich bliskich i przynosił dary, głównie pokarm. Kapłan składał je Bogu, ale w przeciwieństwie do innych ofiar część z nich wracała do uratowanego człowieka. Dary te miały być wykorzystane na uczcie – zgromadzeniu bliskich ludzi, aby radość z ocalenia była podzielona we wspólnocie. Wielu teologów odnosi Eucharystię do tej starotestamentalnej ofiary, podczas której Chrystus Paschalny po przejściu ze śmierci do życia zbiera nas jako swoich krewnych i przyjaciół na religijnym dziękczynieniu wobec Boga przez złożenie ofiary, a później na jej wspólnym, radosnym spożyciu i uczczeniu Boga, który nas zbawia.
Hebrajskie znaczenie imienia Jezus (Jehoszua – Jahwe ratuje, Jahwe zbawia) oddaje w pełni piękno tej teologii: Ten, który nazwany został na cześć Boga ocalającego człowieka od śmierci, sam składa w imieniu wszystkich ludzi ofiarę dziękczynną i gromadzi nas na posiłku z tej ofiary, aby się cieszyć i rozkoszować Bożą dobrocią. Podczas Eucharystii otrzymujemy zatem szansę na realne i godne Boga podziękowanie za zbawienie. Tylko Jezus Chrystus zna ogrom miłosierdzia i Bożej dobroci, bo osobiście przeżył i dotknął każdej śmierci, aby nie było ciemności niedostępnej dla światła zmartwychwstania.
Uczta widoczna jest też w celebracji przez sam układ przestrzeni, który zmienił się po Soborze Watykańskim II między innymi po to, by zwrócić uwagę na związek z ostatnią wieczerzą, posiłkiem i ucztą weselną (Gody Baranka), o której mowa w Apokalipsie. Szczególnie ważne jest nawiązanie do Wieczernika, w którym Jezus przez narrację posiłku wyraża to, co potem dokonało się na krzyżu. We współczesnej liturgii celebrans stoi więc twarzą do ludzi, bo ołtarz nie jest już tylko stołem ofiarnym, ale – tak jak w rodzinie – miejscem, wokół którego gromadzą się bliscy ludzie.
Nie ma uroczystości rodzinnej bez rozmowy. Dlatego możemy tutaj wspomnieć o dialogu, który podczas liturgii toczy się między celebransem a wiernymi. Kiedy zwrócimy uwagę na to, ile razy w czasie mszy świętej kapłan i zgromadzenie odpowiadają sobie nawzajem, możemy się zdziwić, że liturgia zbudowana jest na zasadzie bardzo naturalnego dialogu. Każde z czterech: „Pan z wami”, wspólnota odbija w stronę celebransa potwierdzeniem obecności Boga tu i teraz. Wielokrotne wypowiedziane „Amen” to zgoda na to, co widzialne i niewidzialne. Nawet liturgia słowa zbudowana jest dialogicznie przez umieszczenie śpiewu psalmu i alleluja między biblijnymi czytaniami, żeby zgromadzony lud mógł odpowiedzieć Bogu na wypowiedziane przez Niego treści.
Elementem uczty jest też przyjęcie Komunii Świętej, które dokonuje się przez prosty gest zjedzenia ofiarowanych darów. Warto pamiętać, że komunia (gr. koinonia – wspólnota, relacja jedności, wzajemna więź) nie oznacza tylko indywidualnego spotkania z Bogiem, ale jest jednością wspólnoty ludzi. Przyjęcie i spożycie Ciała i Krwi Chrystusa to moment pełnego uczestnictwa w sakramencie, to przyjęcie łaski płynącej z ofiary krzyża. Bóg od tej pory może działać pełnią mocy zwłaszcza w naszych relacjach.
Pamiątka uobecniająca
To czyńcie na moją pamiątkę – to fraza, należąca do serca Eucharystii, czyli przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Syna Bożego (przeistoczenie). Jest to moment, w którym rozpoczyna się Eucharystyczna Obecność Chrystusa. Pamiątka, o której mówi Chrystus, ma w sobie obecność Boga i jest wydarzeniem, które dzięki wspólnocie Kościoła może dotknąć i przemienić każdy moment historii. Eucharystia odprawiana w czasie i miejscu sprowadza do konkretnych punktów Paschę, aby to, co tu i teraz, zostało włączone w śmierć Chrystusa, a następnie ożywione Jego zmartwychwstaniem.
Podczas celebracji pojawia się słowo: „wspominamy”. To tzw. anamneza, czyli wyraźne przypomnienie, że w naszej historii było wydarzenie, dzięki któremu żyjemy. Jest nim męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. To wspomnienie bierze swoje źródło w wieczerzy paschalnej, celebrowanej w domowej liturgii żydowskiej, kiedy to opowiada się hagadę na Pesach– opowieść o wyjściu z Egiptu i przejściu przez Morze Czerwone. Tak jak Exodus Izraela był fundamentem istnienia narodu wybranego, tak uratowani – zbawieni przez krzyż, istnieją jako nowy lud zwany Kościołem.
Pamiątka ma w sobie wielką moc, właśnie dlatego, że to klucz do drzwi naszych dni i trwającego życia. Przyjmujemy święty pokarm, żeby nie zabrakło nam siły w tej właśnie chwili. Odnawiamy pamięć, tzn. przypominamy sobie, że to, co teraz się dzieje, zostało już zanurzone w Chrystusie w czasie chrztu. Bóg jest Panem czasu i historii, dlatego zbawienie dokonane na krzyżu jest wydarzeniem ponadczasowym, dzieje się w każdej minucie na osi istnienia świata.
Oceń