Stary Przyjaciel
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Izraelska policja i służby bezpieczeństwa wizycie Jana Pawła II w Ziemi Świętej nadały kryptonim „Stary Przyjaciel”, zmobilizowano 18 tysięcy policjantów i — jak skwapliwie odnotowano nad Sekwaną — 4 tysiące żołnierzy, przygotowano trzy helikoptery, dwa papamobile, Mercedes 230–G i wiele innych rzeczy. Na renowację i przygotowanie miejsc pielgrzymkowych wydano ponad 50 milionów franków. Metry kwadratowe terenu, wyznaczone przez organizatorów pielgrzymom, mieszały się — w przedpielgrzymkowych doniesieniach — z ilością przewidzianych codziennie lotów, a liczby wiernych z… liczbami prałatów. Zanim Papież wylądował w Tel Awiwie, jego wizyta w Izraelu i Autonomii Palestyńskiej stała się — dla kościelnych dostojników — „wyjątkowym przedsięwzięciem” i „wydarzeniem bez precedensu”. W Izraelu pisano, że społeczeństwo traktuje wizytę Zwierzchnika Kościoła katolickiego obojętnie. Z kolei — jak doniósł genewski dziennik „Le Temps” — według ankiety przeprowadzonej przez Uniwersytet Ben Ilan 53% Izraelczyków pozytywnie było nastawionych do wizyty Papieża, 54% oczekiwało na mea culpa za postawę Kościoła katolickiego w czasie II wojny światowej, 41% uważało, iż gość z Watykanu przybywa w celach politycznych, a 28% widziało w nim obrońcę teologii, której nie sposób łączyć z judaizmem.

Satyryczne francuskie pismo „Charlie Hebdo” tydzień przed pielgrzymką zamieściło rysunek — jak informował dopisek — „Papieża przerażonego zbrodniami religii”. Gdyby serio traktować niektóre komentarze, pojawiające się tak za Oceanem, jak i w Europie, trzeba by dojść do wniosku, iż cały świat czeka tylko na to, żeby Jan Paweł II potępił Kościół za współudział w zbrodni Holokaustu. „To wszystko działo się w kraju chrześcijańskim. Ci, co zabijali, byli chrześcijanami. Hitler też był ochrzczony. Cóż więc to oznacza?” — pytał na łamach „The Washington Post” noblista Elie Wiesel. Paryski dziennik „Libération”, od samego początku sceptycznie nastawiony do papieskiej wizyty, nie zawahał się porównać Ojca Świętego z przywódcami komunistycznymi, którzy cierpią na swoistą amnezję. Brukselski „Le Soir” donosił 24 marca, że „Papież nie prosił o przebaczenie”. „Le Monde” przypomniał, że Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który odwiedził synagogę, zaś w 1993 roku znormalizował stosunki z Izraelem. Wpływowy paryski dziennik powrócił jednak do zarzutów stawianych niegdyś Głowie Kościoła, takich jak przywłaszczenie symboli żydowskiego męczeństwa i beatyfikację Edyty Stein. Dostrzegł nowe otwarcie, ale jednocześnie uznał, iż w dalszym ciągu teologia katolicka nie chce zaakceptować faktu, iż naród wybrany przez Boga nie może wyrzec się swej tożsamości. Dla Henri Tincqa, stałego komentatora wydarzeń kościelnych, w dialogu chrześcijańsko–żydowskim większe niebezpieczeństwo grozi Papieżowi ze strony katolików, którzy pozostają przy definicji chrześcijaństwa jako negacji judaizmu, niż ze strony skrajnie ortodoksyjnych żydów. Dla Roberta Leichta z hamburskiego „Die Zeit” Papież wzniósł się ponad swój pontyfikat, przerósł samego siebie, do tej pory bowiem chrześcijanie zaprzeczali swoim żydowskim korzeniom, teraz powracamy do punktu wyjścia.

Jan Paweł II, prosząc 12 marca o przebaczenie „grzechów głównych” Kościoła, przemawiając 23 marca w Yad Vashem i — na zakończenie swojej pielgrzymki — wsuwając w szczelinę Ściany Płaczu kartkę z tekstem wygłoszonym w Watykanie w Dniu Przebaczenia, zdaniem wielu komentatorów, uczynił milowy krok w kierunku pojednania. Została otwarta nowa karta w stosunkach chrześcijańsko–żydowskich. Nie zabrakło jednak zawiedzionych, a nawet rozgoryczonych, że Papież nie powiedział tyle, ile powinien powiedzieć, że „przemilczał milczenie Piusa XII”, czy że dokument Pamięć i pojednanie: Kościół i winy przeszłości był… niski rangą, zaś papieski akt skruchy okazał się niepełny. Nie zabrakło też — dla odmiany — obaw, iż Ojciec Święty poszedł zbyt daleko, że nie miał prawa czynić się sędzią Kościoła. Prof. Thomas Gergely z brukselskiego Uniwersytetu stwierdził na łamach „La Libre Belgique”, że zrozumiałe jest, iż Żydzi szukają ciągle okazji, żeby ich przepraszać za Shoah, ale dla Kościoła podstawową kwestią i zarazem największym zagrożeniem jest utrata własnej tożsamości, porzucenie prawdziwej teologii, lekceważenie sytuacji, w jakiej znalazło się chrześcijaństwo.

Jan Paweł II powiedział za dużo czy zbyt mało? Poszedł za daleko czy zachował się nazbyt dyplomatycznie? Jest sztywnym dogmatykiem czy zbyt liberalnym taktykiem? Dlaczego uległ „obsesji przepraszania” albo — jak chcą inni — przemilczania obiektywnych historycznych faktów? We Francji „wielkie przeprosiny” w Dniu Przebaczenia czy pielgrzymka do Ziemi Świętej oraz przemówienie w Yad Vashem, a także symboliczny modlitewny gest pod Ścianą Płaczu nie były tak szeroko komentowane jak w Polsce i Izraelu. Nie zabrakło wprawdzie — szczególnie w środowiskach katolickich — entuzjazmu, więcej jednak było obojętności, sceptycyzmu i chłodnych, a czasami agresywnych reakcji.

Luigi Accatoli w swej książce Quand le Pape demande pardon (Kiedy Papież prosi o przebaczenie) wyliczył, iż obecny Zwierzchnik Kościoła podczas swojego pontyfikatu 94 razy prosił o przebaczenie. „Idea papieska jest pasjonująca i ryzykowna” — mówił franuski teolog Christian Sauvage. Odpowiadając na pytanie dziennikarza „Le Journal du Dimanche” dotyczące inkwizycji, wyjaśnił, że istotna jest refleksja teologiczna, a nie historyczna czy socjologiczna, bo Jan Paweł II z pewnością przepraszał wiele razy więcej. Nie chodzi też o kolejny slogan czy wyrzucenie z pamięci bolesnych faktów. Francuzi przy okazji mogliby przypomnieć sobie Vichy i inne błędy przeszłości, lecz Ojciec Święty nikogo nie wskazuje palcem. „Jankelevitch pytał: «dlaczego przepraszamy?». Nie dlatego, że jesteśmy silniejsi od innych: przepraszamy za darmo. My, jako chrześcijanie, przepraszamy, bo Bóg przebacza wszystko. Jeśli On to czyni, dlaczego nie my?” — zakończył Sauvage. Można by dodać, że w każdej sytuacji istnieje niebezpieczeństwo nadużycia czyichś słów, gestów, aktów skruchy, lecz tylko droga przebaczenia i pojednania jest właściwa. Inne bowiem prowadzą do nowych napięć i podziałów.

Dla wielu Papież jest tylko politykiem broniącym interesów Kościoła, którego członkowie — na dodatek — nie zawsze chcą się mu podporządkować. Pielgrzymka do Izraela i akt skruchy to dla niektórych polityczne przedsięwzięcia, dyplomatyczne gesty albo, w najlepszym wypadku, przeskoczenie samego siebie. Jedni dostrzegają jedynie helikoptery i papamobile, inni sztywny dogmatyzm, jeszcze inni zbyt daleko idącą uległość. Lewicowi czy prawicowi „nowi moraliści” chcieliby, żeby Jan Paweł II przestał milczeć lub za dużo nie mówił, przepraszał wciąż za inkwizycję, wyprawy krzyżowe, a nawet Hitlera czy też bronił kościelnego status quo, strzegł swoiście pojętej czystości wiary i prawdziwej teologii. Tymczasem Biskup Rzymu nie jest żadnym przywódcą narodu czy rządcą dusz i nie musi stawać „za” kimś czy „przeciw” komuś, być z jednymi przeciw drugim albo tylko dla nielicznych, właściwie myślących. Nie jest ani dyktatorem, ani zależnym od rankingów popularności politykiem. Nie musi „wyrastać ponad swój pontyfikat”, bo od pierwszego „nie lękajcie się” po ostatnie „przepraszam” jest konsekwentny w swych poczynaniach. Nie musi mówić tego, co inni chcieliby w danym momencie usłyszeć, albo przemilczać to, czego inni wolą nie pamiętać. Nie boi się mówić o grzechach Kościoła, jak i jego podstawowych zadaniach. Jego milczenie nie jest dyplomatyczne, a jego wypowiedzi koniunkturalne.

Stefan Kisielewski opowiadał kiedyś, że gdy był na audiencji w Watykanie, Papież prosił go o jakiś krytyczny felieton, bo chciałby wiedzieć, jakie popełnił błędy. Kisiel szybko wykorzystał „przyzwolenie papieskie”, ale potem powtarzał, że to dziwny człowiek, bo ma nieograniczoną władzę, a nie chce z niej korzystać i jeszcze pozwala się krytykować.

Były w dziejach Kościoła lata, kiedy władzę kościelną pojmowano opacznie, ale te czasy — jak wciąż pokazuje Jan Paweł II — dawno się skończyły. Dziś nic nie przeszkadza temu, żeby Papież był Starym Przyjacielem tak dla Żydów, jak i Palestyńczyków; tak dla lewicy, jak i prawicy; tak dla wierzących, jak i tych, którzy nie potrafią odnaleźć się w wierze. Wie bowiem Papież, że w Bożym królestwie, które jest i zarazem nie jest z tego świata, nie ma Greka, Żyda ani Palestyńczyka. Bramy do tego królestwa są zawsze i dla wszystkich otwarte. Nikt nie ma prawa poza nie wyrzucać ani ich zamykać.

Stary Przyjaciel
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...