Będziemy Jedno
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Marka

0 opinie
Wyczyść

…w przededniu Jubileuszu pozostajemy wciąż rozdzieleni. To, co nas rozdziela, to nasz, ludzki grzech. Tak nie będzie zawsze, nawet jeśli my mielibyśmy nie doczekać, to przecież nadejdzie czas i będzie „jedna owczarnia i jeden Pasterz”. To przyjdzie, bo przecież tego nie wymyślił żaden z papieży, tego nie wymyślił żaden z patriarchów…

W chłodny, marcowy wieczór, Anno Domini 1998, w uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, w słobożańskich Sumach odbyła się ceremonia rekonsekracji miejscowego kościoła pod Jej wezwaniem. Kiedyś, pod koniec ubiegłego stulecia, zbudowali go miejscowi Polacy. Tam modlili się, chrzcili swoje dzieci, młodzi w obliczu Boga przysięgali sobie wierność po grób, ciała dziadów odprowadzali na wieczny spoczynek… Byli wspólnotą.

Czy to nie cud?

Potem przyszła bolszewia. W 1936 roku kościół zamknięto. Rok później Jeżow wydał swój słynny ukaz nomier 000485 i na jego mocy większość ludzi wymordowano. Ci, którzy przeżyli — przez całe lata, praktycznie aż do końca Związku Sowieckiego — musieli ukrywać swoje polskie pochodzenie, wiarę swoich ojców… Ich język ocalał tylko w pacierzu odmawianym w głębokiej ciszy i w ukryciu. Kiedy wybuchła Wolna Ukraina — uwierzyli, że będzie inaczej. Wiarę — tę ludzką, w lepsze jutro — zaczerpnęli z wiary swoich przodków w Boga w Trójcy Świętej Jedynego, w zbawczą mękę Bożego Syna. Ich kościół wciąż stał na swoim miejscu. Zrobili wprawdzie z niego salę gimnastyczną, ale przecież stał… Czy to nie cud?

Podjęli starania o jego zwrot, utworzyli parafię, dostali swojego księdza…

Pomimo strasznego ubóstwa wyremontowali kościół tak szybko, jak tylko było to możliwe. Wreszcie nadszedł ten tak bardzo wymarzony, wycierpiany i wymodlony wieczór… Przyjechał z Żytomierza ksiądz biskup — ordynariusz Jan Purwinski… Powitało go tradycyjne Ecce Sacerdos Magnus i miejscowe dzieci recytujące wiersze piękną, kresową polszczyzną. Kościół był wypełniony po brzegi, w nim — żywa parafialna wspólnota. Pan czyni cuda…

„Prorokuj do kości Ezechielu, Jam Twój Bóg, Bóg Jedyny, czynię cuda, na słobożańskiej ziemi czynię dziś cuda…”.

Jeszcze jednym cudem była obecność na uroczystości braci prawosławnych, na czele z sumskim władyką, biskupem Jonafanem: „Przyszedłem pozdrowić was, bracia, z okazji święta Zwiastowania, chcę wraz z wami powtarzać «tak» naszej Matki, Matki naszego Zbawiciela. Przyszedłem podzielić waszą radość z okazji odzyskania tej pięknej, śnieżnobiałej Świątyni. Podzielić waszą radość w przededniu Wielkiego Jubileuszu — dwóch tysięcy lat od dnia narodzenia naszego Pana Jezusa Chrystusa… To wielki ból, że w przededniu tego Jubileuszu pozostajemy wciąż rozdzieleni. To, co nas rozdziela, to nasz, ludzki grzech. Tak nie będzie zawsze, nawet jeśli my mielibyśmy nie doczekać, to przecież nadejdzie czas i będzie «jedna owczarnia i jeden Pasterz». To przyjdzie, bo przecież tego nie wymyślił żaden z papieży, tego nie wymyślił żaden z patriarchów… To nam zapowiedział Pan nasz, nasz Zbawiciel… Tak więc będzie, nawet wbrew tym, co tego nie chcą — u was i u nas. Tak będzie!”.

Niesocjalistyczna budowa

Po blisko trzygodzinnej ceremonii — tu, na Wschodzie, nikt w kościele na zegarek nie patrzy — ojciec Feliks Święcicki, miejscowy proboszcz i pracujące w parafii siostry honoratki podjęli kolacją licznych gości, a przybyli nawet zza Oceanu. Przy słowiańsko suto zastawionym stole („zastaw się a postaw się”?) nadszedł czas na zadziwiająco szczere rozmowy, pretekstem zaś dla nich były same Sumy — w niełatwych czasach czyste i zadbane, pieczołowicie strzegące pamiątek swojej dziewiętnastowiecznej świetności. Ze wspaniałym soborem w centrum miasta sąsiaduje dziś plac budowy tak bardzo inny od wszystkich bolszewickich i postbolszewickich strojek. Architektonicznie wpisany w historyczne sąsiedztwo przypomina dziewiętnastowieczne pałace biskupie z czasów ostatnich Romanowych. I plac budowy uporządkowany. Kraść pewnie kradną i tam, w dzisiejszej nędzy inaczej być nie może, ale różnicę dostrzega się gołym okiem… To już nie jest socjalistyczna budowa.

— Wasze Wysokije Prieoswiaszczienstwo, to Wasza, cerkiewna budowa…?
— Tam, obok soboru?
— Tak.
— Nasza. A co? Podoba się?
— Owszem, ten budynek upiększy miasto…
— Ma pan rację, upiększy… Myśleliśmy o tym. Człowiek powinien żyć w środowisku, które jest piękne. Przecież tak myśleli i tworzyli nasi przodkowie, pora wracać do korzeni.
— Ojcze, jak dobrze, że to właśnie Cerkiew próbuje tę fundamentalną prawdę przypomnieć…
— A któż by inny? Najpiękniejsza architektura, największe dzieła ludzkich rąk, serc i umysłów powstawały na „większą chwałę Boga”…
— Mówili mi, że w tym pięknym budynku będzie prawosławne gimnazjum…
— Będzie tam siedziba naszej eparchii. Jak Bóg da — będzie i gimnazjum. To moje marzenie.
— Dlaczego Wasze Wysokije Prieoswiaszczienstwo tak to określa? Dlaczego marzenie — a nie realne, gorące pragnienie?
— No właśnie — realne… Niech mi pan wierzy, panie konsulu, jestem realistą aż do bólu. Marzę o tym gimnazjum, marzę o eparchialnym seminarium. Tylko kto tam będzie pracował?
— Czy to aż tak?
— A jak pan myśli?
— Ojcze, przepracowałem ponad cztery lata na północy Rosji…
— Tak, to słychać, ma pan niepolski akcent…
— Tam, w Rosji zaprzyjaźniłem się z kilkoma kapłanami prawosławnymi. Wśród nich byli i profesorowie Akademii, i wiejski proboszcz… Myślę, że do tego grona mogę też bez fałszywej skromności czy pychy zaliczyć i jednego arcybiskupa… Wszyscy oni mówili o trudnościach z kształceniem kapłanów, z ich formacją…

Nikodimowcy

— No to niech pan z łaski swojej nie ukrywa: któryż to był — ten arcybiskup? Oczywiście, jeśli to nie tajemnica?
— Nie, Boże broń… To był nowgorodzki i staroruski władyka Lew.
— Cierpickij…? Przecież to mój serdeczny przyjaciel jeszcze z czasów leningradzkiej Akademii…
— To Ojciec jest również Nikodimowcem?
— A któż to taki — ci Nikodimowcy? — w rozmowę włączył się ksiądz biskup Purwinski.
— Był taki niepojęty, przedziwny metropolita leningradzki Nikodim. On poważnie traktował ekumenizm, namiętnie kochał Kościół powszechny. Historia jego życia, powołania, wreszcie działalności w Cerkwi i w Kościele powszechnym jest pełna tajemnic, które pewnie dopiero Pan Bóg nam wyjaśni. On pierwszy, w sowieckich, jakże trudnych dla Cerkwi czasach, modlił się w katolickich świątyniach. On też wysyłał swoich uczniów na studia do katolickich i protestanckich uczelni. Wśród nich są dziś metropolita, arcybiskup, są biskupi…
— I nie myślcie, że jest im łatwo… Tak jak władykę Nikodima, tak i nas — przynajmniej niektórych — oskarża się obecnie o wrogi Cerkwi ekumenizm, o kryptokatolicyzm. Nie, nie jest nam łatwo. Dzisiejsza atmosfera Cerkwi jest trudna dla tych wszystkich, którzy poważnie traktują dialog w Kościele. Jest trudna dla ludzi wykształconych, z ugruntowaną wiedzą teologiczną. Patrzy się na nas podejrzliwie. Podobno chcemy Cerkiew rozsadzić od środka. Ekscelencjo, przecież był już u nas czas Interkomunii… Zapewne różne są przyczyny tego, że cofnęliśmy się. One są nie tylko po naszej stronie…
— Zapewne. Jednakże po naszej stronie jest wola. Nikt też u nas nie nazywa już prawosławnego chrześcijanina schizmatykiem czy — łagodniej — bratem odłączonym… Prawosławni nie są też dla nas chrześcijanami drugiej kategorii, nie są heretykami, nie są sekciarzami…
— Ekscelencja ma rację, to, co głoszą moi niedokształceni bracia w kapłaństwie, to skandal. Straszne jest to, że oni tak nauczają prosty lud Boży. Straszne, że ja ich wyświęcam, wiedząc, że są nieprzygotowani…
— Dlaczego?
— Bo nie ma kapłanów, a potrzeba posługi, potrzeba sakramentów… To też ból rozbicia chrześcijaństwa…
— A nie można wysłać młodych chłopaków na Zachód, tak jak to czynił Nikodim?
— Wysłałem dwóch chłopców do Regensburga… Dziś już wiem, że nie wrócą — poprosił o nich berliński eparcha. Na siłę ich do tutejszej nędzy nie ściągnę…
— A Kijowska Akademia…?
— Jej możliwości materialne są bardzo ograniczone. Niech pan nie myśli, że dzisiejsze państwo chce nam pomagać. To są ci sami bolszewicy, tylko przefarbowani. Oni wciąż chcą nami dyrygować, wykorzystywać Cerkiew do swoich, jakże dla nas — chrześcijan — odległych celów. Tu wciąż jest niezdrowe powietrze, ja, jak chcę pooddychać normalnym — to jadę do Polski… I niech mi pan wierzy, to nie żart. Potrafiliście tyle zachować…

Za naszą wolność i waszą

— Pan Bóg dał: u nas nie było wielkich głodów, nie było tysięcy wymordowanych kapłanów. To nie nasza zasługa…
— Oczywiście, to wszystko Boże tajemnice, nie nam je przeniknąć. Ale te podziały, nasze podziały, utrudniają rechrystianizację Rusi. To nasze podziały ułatwiają sytuację sekciarzom. Na początek przynajmniej przed nimi winniśmy wspólnie się bronić…
— Ojcze, oni są i w Polsce. Wśród Świadków Jehowy, którzy nie bez pomocy tamtejszych władz administracyjnych rozwinęli aktywną działalność w północnej Rosji, przeważali młodzi Polacy… Ja im nawet cywilnych ślubów udzielałem.
— Tym bardziej powinniśmy razem się bronić.
— A jak Wasze Prieoswiaszczienstwo myśli: gdzie tkwi przyczyna tej prawdziwej eksplozji sekt na Ukrainie?
— Ani Cerkiew, ani żaden z tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich nie obiecują, umęczonym i tak bardzo zagubionym po latach komunizmu i bezbożnej propagandy ludziom, prostych rozwiązań, nie obiecują raju na ziemi. To robili komuniści, czym się to skończyło — wiemy… A prości ludzie przywykli tutaj do takich obietnic. Przywykli do tego, że ktoś za nich decyduje, ktoś określa ich życie. Zabiera wolność, ale po cóż wolność człowiekowi, którego oduczono, z którego wybito poczucie odpowiedzialności…? Człowiekowi, którego zatruto alkoholem…? Po komunizmie powstało wakuum, wypełnia je — póki co — erzac religii, faktycznie zaś przepoczwarzony neokomunizm. Komunizm, zwłaszcza w wydaniu sowieckim, to przecież też była quasi–religia pogańska… Chrześcijaństwo to wolność. Chrystus nikogo nie przymusza…

Zrobiło się późno, przed nami był następny dzień. Normalny, roboczy dzień… Przyszło się pożegnać. Mam nadzieję, że z Bożą pomocą powrócimy do tej rozmowy.

Tak, jak władyka Jonafan, jak ksiądz biskup Jan, wiem, że to przyjdzie: będziemy Jedno. Pan nam to obiecał…

Będziemy Jedno
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze