Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
Wyczyść

W krajach Południa rażące dysproporcje gospodarcze i społeczne sprawiają, że ludzie stają się towarem zmuszanym do niewolniczej pracy. Nie otrzymują dostatecznego wynagrodzenia, żyją w warunkach urągających godności ludzkiej, poluje się na nich jak na zwierzęta, jak choćby na dzieci ulicy w Brazylii.

„Dla Kościoła nic nie jest ważniejsze niż ludzkie życie, osoba, a zwłaszcza ubodzy i uciskani, którzy są istotami nie tylko ludzkimi, lecz także boskimi, gdyż Jezus powiedział, że wszystko, co im się czyni, czyni się Jemu” — tak wołał wielki prorok naszych czasów, arcybiskup Salwadoru, Oscar Arnulfo Romero. Przypominam jego właśnie słowa, gdyż dzisiaj upływa 20 lat od jego męczeństwa.

Północ i Południe

Zastrzelono go przy ołtarzu 24 marca 1980 roku, podczas celebrowania Mszy św. dla chorych i opiekujących się nimi sióstr zakonnych. „Winien jest śmierci” — wołali i grozili ci, którzy nie chcieli utracić swojej władzy i stanu posiadania. Abp Romero w meandrach zawiłej polityki i koncepcji gospodarczych nie tracił z oczu tego, co najważniejsze: człowieka. Powtarzał za Apostołem Narodów: „Nie możemy nie mówić” i z wielkim realizmem oceniał trzeźwo życie mieszkańców Salwadoru. Przedstawiał sytuację wsi: ,,67% matek rodzi bez opieki lekarskiej; na sto urodzonych dzieci sześćdziesiąt umiera; tylko 37% rodzin ma dostęp do ujęć wody; 73% dzieci cierpi na niedożywienie; 50% ludności wiejskiej nie umie czytać; ponad 250 tysięcy rodzin wiejskich żyje w domach o jednej izbie, na którą przypada średnio 5–6 osób. Ta nie dająca się utrzymać sytuacja jest w dużej mierze wynikiem nieproporcjonalnego podziału ziemi: z jednej strony 99% drobnych właścicieli dysponuje zaledwie 51% ziemi; z drugiej 0,7% właścicieli posiada 40% najlepszych gruntów, nadających się do najbardziej rentownych upraw”.

Te cyfry mówią same za siebie. I nie dotyczą tylko wsi salwadorskiej z końca lat siedemdziesiątych. Są one aktualne i dzisiaj, nie tylko w Ameryce Łacińskiej, ale w wielu krajach świata, które umownie zwykło się określać w ostatnich latach jako kraje Południa czy też krócej: Południe. Trudno nie dostrzec pogłębiającej się, a moralnie niedopuszczalnej i niesprawiedliwej, nierówności między coraz bogatszą Północą planety a coraz uboższym Południem. Towarzyszą temu często formy wzrastającej i egoistycznej izolacji krajów bardziej rozwiniętych.

Zasygnalizowane wyżej dysproporcje gospodarcze w skali międzynarodowej oraz w skali wielu państw były i są nadal przedmiotem wielu wystąpień publicznych i interwencji Jana Pawła II. Jakże głębokie są jego słowa napisane w encyklice Centesimus annus, gdzie podkreśla, że od roku 1989 stoimy wobec nowych wyzwań i pyta:

Czy w sytuacji, gdy tak zwany „socjalizm realny” został przezwyciężony i odrzucony oraz gdy inspirująca go wizja człowieka i świata staje się coraz mniej wiarygodna, człowiek zwróci się dziś ku nowym fałszywym bóstwom? Skoro upadł kult klasy i dwuznaczny prestiż ideologii marksistowskiej, to czy jego miejsce zajmie kult indywidualnego sukcesu ekonomicznego i wolności pozbawionej norm i ograniczeń? Czy nie istnieje ryzyko, że z jednej niewoli popadniemy w drugą?

Te dysproporcje i skrajnie liberalna koncepcja gospodarki, ubóstwiająca indywidualny sukces ekonomiczny, wiąże się z poszanowaniem podstawowych praw ludzkich, a wśród nich najbardziej fundamentalnego prawa do życia. Związek między tym prawem i sprzeciwiającym się mu skrajnym ubóstwem jest wieloraki i oczywisty. Zgodnie ze standardami międzynarodowymi przyjmuje się, iż aby przeżyć, dorosły mężczyzna przy lekkiej pracy potrzebuje: 1 kcal na 1 godz. na 1 kg ciała. To tylko, aby przeżyć. Gdzie zatem prawo do życia, skoro — według wyliczeń FAO — 780 mln osób na Ziemi głoduje, ponad 2 mld są pozbawione podstawowych środków do życia, 40 tys. dzieci umiera codziennie z powodu braku pożywienia? Rozwiązania międzynarodowe, dotyczące problemu zlikwidowania głodu na świecie, zmierzają raczej w kierunku ograniczenia przyrostu naturalnego. Zgodnie z wyliczeniami, przy współczesnej technice produkcji żywności to, co mamy dzisiaj, spokojnie wystarczy dla 12 miliardów ludzi, czyli dla dwukrotnie większej rzeszy. W przyszłości może się przecież okazać — i jestem przekonany, że tak będzie — iż przedsiębiorczość i wynalazczość ludzka znacznie podwyższą możliwości produkcji i przetwarzania żywności. Zatem rozwiązania winny zmierzać w innym kierunku. Może należy zmniejszać dysproporcje gospodarcze między krajami umownie określanymi jako bogata Północ i biedne Południe. Jakkolwiek by je definiować, faktem jest, że niecałe 20% ludzkości posiada 80% wszelkich dóbr ziemskich, czyli ponad 80% ludzi musi się zadowolić 20% zasobów. Inne statystyki są jeszcze bardziej brutalne i ukazują dochód roczny niektórych obywateli świata przewyższający dochody roczne całych państw albo też lapidarnie stwierdzają, iż ok. 300 rodzin posiada tyle, co 2,5 miliarda ludzi razem wziętych.

Bóstwo bogactwa

Rodzi to nieuniknione pytania o sprawiedliwość w podziale (nie znaczy równość posiadania) zasobów ziemi, a zatem i problem prawa własności do tego, co się posiada. Przemawiając do uczestników obrad Międzynarodowej Konferencji Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa, Jan Paweł II stanowczo stwierdził, że „żadne względy polityczne ani prawa ekonomiczne nie mogą uzasadniać działania na szkodę człowieka, jego życia, jego godności, jego wolności. Wszystkie narody muszą się nauczyć współżycia z innymi narodami, wspólnego użytkowania zasobów ziemi, które Stwórca powierzył całej ludzkości”. Te słowa Papieża są echem soborowej konstytucji Gaudium et spes, która podkreśla, iż „Bóg przeznaczył ziemię, ze wszystkim, co ona zawiera, na użytek wszystkich ludzi i narodów, tak by dobra stworzone dochodziły do wszystkich w słusznej mierze w duchu sprawiedliwości, której towarzyszy miłość” (KDK 69). Tak samo Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: „Prawo do własności prywatnej, uzyskanej przez pracę lub otrzymanej od innych w spadku lub w darze, nie podważa pierwotnego przekazania ziemi całej ludzkości. Powszechne przeznaczenie dóbr pozostaje pierwszoplanowe” (KKK 2403). Zatem, w chwilach kataklizmów, wojny, skrajnego ubóstwa, zdaniem Tomasza z Akwinu, człowiek ma prawo korzystać z tych dóbr. Życie jest bowiem przed prawem własności i pracą. Tak sądzili Ojcowie i Doktorzy Kościoła, nauczając, że ludzie mają obowiązek wspomagania ubogich, i to nie tylko z tego, co im zbywa. Kto natomiast byłby w skrajnej potrzebie, ma prawo z cudzego majątku wziąć dla siebie rzeczy konieczne do życia. Jak zatem zachować się w przypadku zagrożenia życia przez skrajną nędzę? Jak ma reagować chrześcijanin w sytuacji, gdy rynek i bogactwo stały się bóstwami, a banki, pełne spokoju, ciszy i skupienia, prawdziwymi świątyniami współczesności?

Odpowiedź jest jedna i po wielokroć powtarzana przez Jana Pawła II: potrzebna jest solidarność, dzielenie się, wrażliwość na drugiego. Chodzi o to, by bardziej „być”, a nie więcej „mieć”. I to w skali nie tylko indywidualnej, społecznej, ale także międzynarodowej. Człowiek, używając dóbr ziemi, powinien uważać rzeczy zewnętrzne, które posiada, nie tylko za własne, ale za wspólne, w tym znaczeniu, by nie tylko jemu, ale i innym przynosiły pożytek. Posiadanie jakiegoś dobra czyni jego posiadacza zarządcą Opatrzności (KKK 2404). W tradycji chrześcijańskiej nigdy nie mówiło się o świętym bogactwie, zawsze zaś o świętym ubóstwie. Jezus Chrystus przez nauczanie i postępowanie wyznaczył drogę swoim naśladowcom. „Stąd ci, których przygniata nędza, są przedmiotem szczególnej miłości ze strony Kościoła, który od zarania swego istnienia, mimo grzechów wielu swoich członków, nie przestał pracować, by przynieść im ulgę, bronić ich i wyzwalać. Czynił to poprzez niezliczone dzieła dobroczynności, które zawsze i wszędzie są niezbędne” — mówi Instrukcja o wolności chrześcijańskiej i wyzwoleniu Kongregacji Nauki Wiary z 22 marca 1986 roku. W ostatnich dziesięcioleciach zaś czyni także przez nauczanie społeczne. W teologii doprowadziło to do powstania zdecydowanej „opcji preferencyjnej na rzecz ubogich”, zdecydowanej, ale nie wyłącznej, nie zamkniętej.

Św. Tomasz z Akwinu wspominał o dwóch tytułach upoważniających do prawa własności: nabycie jakiegoś dobra przez pracę czy dziedziczenie i zawłaszczenie rzeczy niczyjej. Jan Paweł II w Laborem exercens wspomina już tylko o jednym tytule: przez własną pracę i dziedziczenie. Może dlatego, iż dzisiaj zawłaszczenie rzeczy niczyjej często sprowadza się do zagarniania ziemi choćby ludom rodzimym w Ameryce Łacińskiej czy Afryce. Jest to tym bardziej łatwe i usprawiedliwione, że wiele z tych ludów nie ma żadnych oficjalnych praw, a ich członkowie nie posiadają nawet dokumentów stwierdzających ich tożsamość. Wobec prawa nie istnieją. Nie mają też żadnej własności, a za zabicie czy ograbienie kogoś, kto nie istnieje, nie może być żadnych sankcji. Dokumenty Magisterium znowu dają tutaj bardzo konkretne wskazania: „Wszelkiego rodzaju przywłaszczenie i zatrzymywanie niesłusznie dobra drugiego człowieka, nawet jeśli nie sprzeciwia się przepisom prawa cywilnego, sprzeciwia się siódmemu przykazaniu” (KKK 2409).

Grzech struktur

Znamienne jest, że Katechizm Kościoła Katolickiego omawia problemy związane z powszechnym przeznaczeniem dóbr i własnością prywatną w artykule dotyczącym siódmego przykazania: „Nie kradnij!”. Jak echo powraca tutaj prośba do Boga, wyrażona w Księdze Przysłów: „Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty nie stał się niewiernym, nie rzekł: «A któż jest Pan?» lub z biedy nie począł kraść i imię mego Boga znieważać” (30,8b–9). Siódme przykazanie bowiem zakazuje także czynów czy przedsięwzięć, które dla jakiejkolwiek przyczyny — egoistycznej czy ideologicznej, handlowej czy totalitarnej — prowadzą do zniewolenia ludzi, do poniżania ich godności osobistej, do kupowania ich, sprzedawania oraz wymiany, jakby byli towarem (KKK 2414). A dzieje się tak przecież w wielu krajach Południa, gdzie rażące dysproporcje gospodarcze i społeczne sprawiają, że ludzie stają się towarem zmuszanym do niewolniczej pracy. Nie otrzymują dostatecznego wynagrodzenia, żyją w warunkach urągających godności ludzkiej, poluje się na nich jak na zwierzęta, jak choćby na dzieci ulicy w Brazylii, organizuje się formalne łapanki młodych ludzi, by „pozyskać” z nich cenne narządy wewnętrzne na przeszczepy, zmusza do kradzieży, prostytucji itp. To nie są przesadzone, populistyczne hasła, szczególnie w Ameryce Łacińskiej. Jest to także efekt „grzechu struktur”, o którym wspomina Jan Paweł II w Solicitudo rei socialis. Papież mówi, iż rodzi się on także w sercach ludzi i przenika głęboko do struktur społecznych, politycznych czy ekonomicznych dlatego, iż w tych dziedzinach życia zamiast współzależności i solidarności dominują różne formy imperializmu. Są one trudne do przezwyciężenia zarówno dla osób, jak i dla instytucji. Uzasadnione jest mówienie o „strukturach grzechu”, które są zakorzenione w grzechu osobistym i stąd zawsze powiązane z konkretnymi czynami osób, które je wprowadzają, umacniają i utrudniają ich usunięcie. „W ten sposób wzmacniają się one, rozpowszechniają i stają się źródłem innych grzechów, uzależniając od siebie postępowanie ludzi”. (…) Z pewnością można mówić o „egoizmie” i „krótkowzroczności”; można odwoływać się do „błędnych rachub politycznych” i „nieroztropnych decyzji gospodarczych”. W każdej z tego rodzaju ocen dochodzi do głosu kryterium natury etyczno–moralnej (SRS 36–37).

Potrzeba proroków i świadków

Pogrzeb arcybiskupa Romero, który odbył się w Niedzielę Palmową, 30 marca 1980 roku, zgromadził setki księży, zakonników, zakonnic, katechistów i ok. 80 tys. Salwadorczyków. Nabożeństwo żałobne poprowadził — na prośbę papieża Jana Pawła II — abp Meksyku, ks. kard. Ernesto Corripio. Ludzie nieśli w rękach gałązki palmowe — znak pokoju. Padły jednak strzały, rzucano bomby zapalające. Trzydzieści dziewięć osób straciło życie, trzysta było rannych. Struktury grzechu okazały się mocne. Ale nie na długo. Kiedyś abp Romero powiedział w obliczu szalejącego terroru: ,,Zamiast się bać, musimy bardziej ufać, gdyż Bóg nas ochrania. Temu, kto zawierzył Bogu, nie może ostatecznie stać się nic złego”. Skrajne ubóstwo ani nie jest nieuniknione, ani konieczne. Jest produktem ludzkich decyzji i działań, który może być zlikwidowany właśnie przez ludzkie decyzje i działania. Do tego jednak potrzeba proroków i świadków Ewangelii.

Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy
Jarosław Różański OMI

urodzony w 1961 r. w Biłgoraju – misjonarz oblat Maryi Niepokalanej, absolwent filologii polskiej, dr misjologii, adiunkt przy Katedrze Historii Misji na UKSW. Aktualnie mieszka w Poznaniu....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze