Śniadaniowi kaznodzieje
fot. derek huang / UNSPLASH.COM

Część dziennikarzy, publicystów i liderów opinii publicznej uczyniła sobie z Kościoła i antykościoła coś w rodzaju młota na oponentów.

Włodzimierz Bogaczyk: Znajomi księża mówią mi, że media w Polsce zwariowały – piszą o Kościele wyłącznie w kontekście pedofilii, afer finansowych, podziałów. Odwrotnie znajomi dziennikarze – ich zdaniem – zwariował Kościół, który nie potrafi albo nie chce z nimi rozmawiać. Kto ma rację?

Eryk Mistewicz: Na tak postawione pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Z kilku powodów.

Po pierwsze, jazgot, krzyk, wrzask stał się nieodłącznym elementem czasów, w których żyjemy. W ten sposób dziennikarze walczą o przetrwanie, wydawcy programów telewizyjnych i tygodników zabiegają o odbiorcę, a politycy o większą rozpoznawalność zapewniającą im wybór.

Wszyscy zaś za cel obrali sobie naszą uwagę. Formułują coraz bardziej dziwaczne tezy i promują je, aby w natłoku sprzecznych komunikatów ktoś ich zauważył.

Kościół też krzyczy?

Komunikacyjny ping-pong nie jest dla Kościoła naturalnym polem, więc lecące w jego stronę kuksańce, strzały, coraz silniejsze uderzenia pozostają bez odpowiedzi. Kościół, z uwagi na swoją tradycję komunikacji, sposób formułowania tez, przekazywania idei i wartości, schodzi z tego placu boju.

Zbyt często też, i to po drugie, Kościół nie dba wystarczająco o jakość przekazu, jeśli już uda mu się wtrącić swoje trzy grosze do przestrzeni medialnej.

Na palcach jednej ręki można policzyć tych księży, którzy potrafią trzymać nerwy na wodzy, dobrze wypadają w telewizji, nie dają się używać na nie swoich szachownicach i jednocześnie nie są tak zwanymi celebrytami religijnymi oddalającymi się od tego, co prawdziwe, na rzecz tego, co zaspokaja ego.

Świetnie w komunikacji medialnej radzi sobie rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ksiądz Józef Kloch. Mam nadzieję, że takich duchownych, dobrze przygotowanych do funkcjonowania w świecie mediów masowych, będzie coraz więcej. Niewielką zmianą ostatnich miesięcy są choćby działania na Twitterze księży prowadzących w adwencie akcję Budzik. Ale to chwalebne wyjątki.

I po trzecie, rzeczywiście trwa wojna.

Wojna?

Tak. Wojna religijna, wojna ideologiczna, wojna idei i wartości.

A kto z kim wojuje?

W największym uproszczeniu świat wartości ze światem konsumpcji.

Czy najważniejsze jest życie z dnia na dzień, zwyczajne tego życia konsumowanie? Czy też człowiek ma prawo do czegoś więcej, do głębszego przeżywania swojego życia, również o charakterze mistycznym?

W tym starciu trwa bezustanne przesuwanie granic, ciągłe próby usuwania wierzących z przestrzeni publicznej. Już samo używanie określenia „święta Bożego Narodzenia” zaczyna się przedstawiać jako naruszanie praw osób niewierzących.

Dziennikarze opisują tę wojnę czy też walczą po którejś ze stron?
Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się