Pruderyjne społeczeństwo

Pruderyjne społeczeństwo

Romana Brzezińska: Jak Pani ocenia sytuację, która pojawiła się w polskim parlamentaryzmie po ostatnich wyborach, kiedy społeczeństwo, w ponad 90% przyznające się do religii katolickiej, wybrało taką swoją reprezentację w Sejmie?

Sylwia Pusz: Czy pani zakłada, że ponad 40% posłów SLD w Sejmie to są osoby niewierzące?

Wiem, że i w SLD są osoby wierzące. Niepokoi mnie tylko, że to, jak mi się wydaje, w żaden sposób nie przekłada się na praktykę polityczną.

Nie wiem, jaki to procent, ale w SLD są na pewno osoby wierzące, które jednak tego w żaden sposób nie demonstrują. Wydaje mi się, że my, Polacy, chcemy takich posłów, którzy się nie obnoszą, nie demonstrują swojej wiary, zapewniają swoimi wypowiedziami i zachowaniem swego rodzaju komfort dyskrecji, dlatego ludzie tak postanowili głosować. Wśród 90% wierzących Polaków zdecydowana większość nie lubi o tym mówić. Dla niektórych deklaracja „jestem katolikiem” może być trudna i powinniśmy to uszanować.

Dlaczego? Czy ludzie mają negatywne skojarzenia, czy to jest kwestia mody?

To nie jest rzecz skojarzeń czy kwestia mody, to są bardzo osobiste sprawy.

Pani zdaniem przyczyniło się to do skreślenia z list prawie wszystkich, którzy oficjalnie deklarowali swoją przynależność do Kościoła?

Ludzie głosowali w ten sposób, bo byli znużeni polityką uprawianą w kościołach przez księży podczas Mszy świętych. Podczas kampanii miałam dowód tego, jak ogromne jest oddziaływanie w sprawie zupełnie nieistotnej… Prowadziłam akcję ,,Kino letnie” — wyświetlałam filmy na wsiach i postanowiłam, że w tej wideotece znajdą się bardzo różne filmy, przede wszystkim polskie. W jednej z wsi zaproponowałam wyświetlanie Prymasa. Ucieszyłam się, kiedy ksiądz zgodził się, by film został pokazany w salce parafialnej. Okazało się, że rada parafialna stwierdziła, że akurat ja nie mam żadnego prawa tego filmu wyświetlać. I przekonała księdza, by tę projekcję odwołał i ściągnął plakaty. To jest zastanawiające.

Czy Pani przyznaje się, że jest osobą wierzącą?

Przyznaję się.

Czy w związku z tym, że jest Pani osobą wierzącą, przeżywała Pani jakiś konflikt wewnętrzny podczas pracy parlamentarnej?

Czasami zdarzają mi się rozterki jak chyba każdemu. Zawsze jednak próbuję znaleźć złoty środek.

Czy oznacza to, że poszła Pani na kompromis z samą sobą i potem to przeżywała?

Życie to kompromis, wieczny wybór. W Sejmie nie podejmuje się decyzji samodzielnie, są one podejmowane w grupie po wielu dyskusjach i głosowaniu w klubie parlamentarnym. Często trafność argumentów i merytoryczna debata przekonują do zmiany stanowiska, ale czasami pozostaje się w opozycji. Zawsze można się starać przekonać do swoich racji większość.

W Sejmie jest kaplica. Czy Pani tam chodzi?

Byłam tam, ale nie mogę powiedzieć, że chodzę.

Jak Pani rozumie to, że jest Pani osobą wierzącą, w czym to się przejawia?

Na pewno nie objawia się to w tym, że jestem osobą praktykującą.

Czyli jest Pani osobą wierzącą niepraktykującą?

 W przypadku mojej osoby bycie osobą wierzącą nie przejawia się uczestnictwem każdej niedzieli we Mszy. Wystarczy mi, że posiedzę, pomyślę, rozważę niektóre rzeczy. Nawet wolę, kiedy kościół jest pusty.

Czy dlatego, że jest Pani osobą publiczną, jest Pani rozpoznawalna i to Pani przeszkadza?

Nie, to chyba nie to. Kiedy kościół jest pusty, mogę się bardziej skoncentrować.

Kościół daje wierzącym coś, co nazywamy sakramentami. Czy Pani z nich korzysta?

Tak, rzadko. Nie chcę się usprawiedliwiać brakiem czasu, byłoby to bez sensu. Jeżeli czuję potrzebę korzystania z sakramentów, to czynię to, a czasami życie stawia przed nami taką konieczność.

Czy spotkała Pani kapłana, z którym mogła Pani porozmawiać o swoich problemach?

Chyba raz spotkałam — takiego młodego księdza. To było niesamowite przeżycie. Osoba ta nie od razu trafiła do kapłaństwa, była nawet kiedyś niewierząca i to chyba było zaskakujące.

W szkole, kiedy była Pani w czwartej klasie liceum, wprowadzono religię.

To był też ciekawy moment, bo trafił do nas inteligentny ksiądz. Trudno rozmawia się z młodzieżą, zwłaszcza tą, która nagle w czwartej klasie staje przed faktem dokonanym. Ten ksiądz potrafił nas zachęcić, mimo że przez 2–3 miesiące się buntowaliśmy, pod koniec roku siedzieliśmy wszyscy na tych lekcjach. Wszędzie musi być odpowiedni człowiek, wszystko od niego zależy.

Czy Pani zdaniem, ludzie mają dość retoryki katolickiej też z tego powodu, że powstaje sprzeczność między przyznawaniem się do wiary a świadectwem życia?

Wczoraj oglądałam w telewizji brytyjski program o politykach, którzy szafują różnymi ideologicznymi hasłami, przekonują wszystkich do życia zgodnie z dekalogiem, a w życiu postępują zupełnie inaczej. To jest hipokryzja. Tacy politycy są dla mnie niewiarygodni.

Mnie zastanawia, czy wierzący poseł w Sejmie jest w stanie przyjąć do wiadomości wskazania na przykład listu biskupów w sprawie publicznej i kierować się nimi. I czy nie powoduje to konfliktu sumienia, jeżeli dyscyplina partyjna zmusza do głosowania inaczej, niż wskazuje Kościół. Czy tego typu przypadki się zdarzały?

Nie zawsze traktuję listy biskupów jako wyznacznik. Na przykład list opublikowany przed wyborami mnie zirytował. Tego rodzaju wypowiedzi biskupów, hierarchów Kościoła, bulwersują nie tylko mnie, ale też Polaków. Każdy z nas sam dokonuje wyboru i oceny, a takie jednoznaczne wskazania, kto jest dobry, a kto jest zły, przynoszą więcej szkody niż pożytku i często przyczyniają się do budowy nowych murów. Nie powinny się więc pojawiać. My sami oceniamy, trzeba wszystkim dać taką możliwość. To jest przecież tak jak w szkole, kiedy pani mówi, kto jest dobry, a kto zły, a dzieci i tak wybierają tak, jak czują.

Czy Pani stosuje się do zaleceń Kościoła?

Katolicy zbyt często nie stosują się do zaleceń, które niesie za sobą Pismo Święte. Są katolikami, bo chodzą do kościoła. Każdej niedzieli przekazują sobie znak pokoju, wychodzą z Mszy świętej i co się dzieje w domach, co się dzieje na ulicach?

Kościół nieustępliwie broni życia. Gdyby miała Pani głosować nad nowelizacją ustawy o ochronie życia, czym by się Pani kierowała?

To zawsze rozterka, bo to bardzo trudne. Najlepiej, gdyby w ogóle nie było takiego głosowania. Rozmawiałam z kobietami, które dużo w życiu przeszły, i po wsłuchaniu się w te głosy nie przychodzi tak łatwo podejmować decyzje, bo życie niesie z sobą takie przykłady, jest tak bogate, że żadna ustawa, żadne rozwiązanie prawne nie jest w stanie tego uregulować. Wiem jednak, że trzeba. Sama mam wiele rozterek z tym związanych.

Czy taka norma jak dekalog jeszcze obowiązuje współczesnego człowieka, czy też to człowiek ustala dla siebie normy?

Dekalog obowiązuje wszystkich wierzących, ale pytanie jest chyba inne: na ile w swoim codziennym życiu pamiętamy o nim i stosujemy się do niego? Życie zawsze o parę kroków wyprzedza normy prawne i nie sposób też wszystkiego w te normy wrzucić i uregulować nimi. I to chyba dobrze, bo obowiązują nas też normy etyczne, moralne, które wyznaczają pewne standardy zachowań. Są też zasady, którymi każdy z nas kieruje się w życiu. I na pewno jest sztuką tak przeżyć życie, by dochować im wierności i każdego dnia móc spojrzeć w lustro bez wyrzutów sumienia.

Układanie normy prawnej według tych sporadycznych przypadków jest też jakimś nieszczęściem…

…………

Czy Pani doświadczyła kiedyś realnej Bożej Opatrzności, czy odczuła Pani, że Bóg jest żywy, że On istnieje, że warto w Niego wierzyć?

Nie miałam jeszcze takich przeżyć, takich doświadczeń. Nie chciałabym tego sprowadzać do przyziemnych spraw.

Czy Pani się modli?

…………

Co Panią drażni w Kościele?

To zależy, co Pani ma na myśli, mówiąc Kościół. Czy wiernych, czy instytucje, czy hierarchię kościelną? Drażnią mnie ludzie, którzy obnoszą się ze swoją wiarą, politycy, którzy robią z niej publiczny użytek, a w ostatnim przypadku zbyt jaskrawe sądy i oceny dotyczące życia publicznego i osób publicznych i wyrażenia typu „potępiamy”, „wyrzekamy się”. Kościół to dla mnie troska, pochylanie się nad cierpiącymi, dyskryminowanymi, burzenie muru agresji, braku zrozumienia, uprzedzeń, egoizmu politycznego i gospodarczego. Drażni mnie więc, że tak rzadko Kościół kojarzy mi się z dialogiem społecznym, przezwyciężaniem barier i podziałów.

Pruderyjne społeczeństwo
Sylwia Pusz

urodzona 18 czerwca 1972 r. w Poznaniu – absolwentka Wydziału Prawa i Administracji UAM w Poznaniu, polska polityk, posłanka na Sejm III i IV kadencji. W latach 1997-1999 przewodnicząca Socjaldemokratycznej Frakcji Młodych...

Pruderyjne społeczeństwo
Romana Brzezińska

Romana Brzezińska-Lajborek, dziennikarka „Gazety Poznańskiej” zmarła w 2005 roku, w wieku 51 lat, po długiej, ciężkiej chorobie. Zajmowała się tematami społecznymi związanymi z Kościołem. W zawodzie dziennikarza pracowała...