Zamyślenia przy fontannie

Zamyślenia przy fontannie

To miejsce odkryłem podczas mojego pierwszego pobytu w Rzymie kilka lat temu. Podążając z Awentynu ku bazylice Santa Maria sopra Minerva, zapuściłem się w plątaninę uliczek między Piazza Venezia a Piazza di Torre Argentina. Po chwili marszu wyszedłem na niewielki, wybrukowany placyk z szemrzącą fontanną. Urzekł mnie od razu, ocieniony fasadami barokowych kamienic, tak bliski ruchliwych arterii, a tak ustronny i cichy. Od tamtej pory, kiedy tylko znajdę się w pobliżu, zachodzę na Piazza Mattei, by podumać przy fontannie, którą nazywają tu powszechnie Fontanna delle Tartarughe, Fontanną Żółwi.

Pośrodku niewielkiego basenu wznoszą się na eleganckim cokole dwie okrągłe wazy. Z dolnej, większej, w cztery strony świata wyskakują delfiny unoszące na grzbietach nagich chłopców. Z trudem utrzymując równowagę, młodzieńcy jedną ręką przytrzymują morskie rumaki, drugą zaś wznoszą z gracją wysoko nad głowę, by pomóc czterem żółwiom wdrapać się do mniejszej wazy. Spiżowe figury są tak pełne życia, że zdaje mi się, iż słyszę wesołe śmiechy i grzmot spienionych morskich fal.

Najpierw poznałem legendę. Ów placyk stanowił niegdyś centrum posiadłości należącej do rodziny wzbogaconych kupców, Mattei, którzy w XV i XVI wieku wznieśli tu aż pięć reprezentacyjnych palazzi. Spora fortuna i zręczna polityka lukratywnych ożenków sprawiły, że ród ten zajął miejsce w najwyższych sferach rzymskiej arystokracji, pyszniąc się tytułem diuków Paganiki. Jeden z Mattei, zaręczony z panną znakomitego pochodzenia (jej nazwisko legenda dyskretnie przemilcza), zdradzał, niestety, nieopanowany pociąg do hazardu. Pewnego razu przegrał w karty sumę tak olbrzymią, iż rozsierdzony ojciec przyszłej małżonki zerwał zrękowiny. Obrażony diuk postanowił się zemścić. Wydał wielkie przyjęcie, na które zaprosił również swoich niedoszłych teściów. Ci, radzi nie radzi, zgodzili się — trudno było odmówić, skoro wszystkie znaczniejsze osobistości Rzymu przyjęły zaproszenie. Wieczorem sznur karet zaturkotał na pustym placu przed pałacem. Nad ranem pod oknami rozległy się dźwięki muzyki, a oczom zdumionych gości ukazała się mała orkiestra usadowiona wokół tryskającej wodą fontanny. Być może Mattei jest bankrutem, ale Mattei ma gest!

Prawda historyczna przedstawia się nieco bardziej prozaicznie. Fontannę, według projektu Giacomo della Porta, wykonał w latach 1581– –1584 rzeźbiarz i odlewnik Taddeo Landini. Miała ozdobić ogród jednej z podmiejskich rezydencji rzymskiego patrycjatu. Wypożyczona przez Mattei w niewyjaśnionych okolicznościach, nigdy nie dotarła do zleceniodawcy, pozostając do dziś na miejscu, gdzie ustawili ją ambitni kupcy. Początkowy projekt nie przewidywał żółwi, dodano je — autorem pomysłu miał być Bernini — dopiero w połowie XVII wieku. Dopełniają one w doskonały sposób architektoniczną formę fontanny i wprowadzają nutę kontrastu, gdyż pędowi delfinów przeciwstawiony został mozolny i nieporadny ruch żółwi.

Zatrzymując się często przed Fontanna delle Tartarughe, spostrzegłem kilka szczegółów, o których zwykle milczą bedekery i przewodnicy zagranicznych wycieczek, a które pozwoliły mi zrozumieć, że to barokowe uzupełnienie nie miało jedynie funkcji estetycznej.

Postacie czterech młodzieńców tylko pozornie są jednakowe. Trzej towarzysze zabawy — jeszcze prawie dzieci — beztrosko oddają się harcom, wystawiając na słońce i wiatr bujne czupryny i pucołowate, roześmiane twarze. Czwarty — nieco starszy od pozostałych — jest smutny i zamyślony. Także on dosiada delfina, lecz jego zmoczonych włosów, które opadają na kark i czoło, nie pieści morska bryza, ustom brakuje uśmiechu, a spuszczone oczy spoglądają w zadumie ku ziemi.

Siedemnastowieczny artysta, któremu powierzono dokończenie dzieła Landiniego, wykorzystał wspomniane zróżnicowanie, podkreślając je jeszcze różnicą w gestach: tylko smutny chłopiec naprawdę dotyka gramolącego się nad jego głową żółwia, tymczasem w pozostałych przypadkach dłonie młodzieńców zatrzymały się jakby w pół drogi, a żółwie wydają się nierealnie zawieszone w powietrzu. W wyniku tego artystycznego zabiegu Fontanna Żółwi przestała być jedynie krotochwilnym cackiem. W języku sztuki postać żółwia wyraża długowieczność i jest alegorią dojrzałości oraz wiedzy nabytej wieloletnim doświadczeniem. Młodzieniec o mokrych włosach, dotykając symbolicznego zwierzęcia, wyraża moment porzucenia dzieciństwa i przekroczenia progu dorosłości. To przejście ma jednak swoją cenę: młody mężczyzna nie umie już bawić się jak dziecko, a spoglądając w przyszłość, dostrzega już czekające na niego cierpienie, walkę i rozczarowanie. Trzeba zsiąść z bajkowego wierzchowca i opuścić plażę, na której lepiło się zamki z piasku. Budowle, które przyjdzie teraz wznosić, będą z kamienia i potu.

Fontanna na Piazza Mattei jest dla mnie doskonałym owocem baroku, który ukochał kontrapunkt, nie tylko w muzyce. Przypominają mi się pełne kolorów i złota świątynie, gdzie musi znaleźć się miejsce na zaciszne, mroczne kaplice. Widzę wspaniałe rezydencje kryjące w ogrodach proste, wiejskie chaty. Myślę o poetach tamtej epoki, z których wielu rozpoczynało karierę od błyskotliwych erotyków, a kończyło na metafizycznych lirykach. A karnawał w Wenecji strojny w wielobarwne pióra i surowe, ciemne stroje francuskich jansenistów? Cała kultura baroku, mimo jej triumfalizmu i przepychu przeniknięta jest melancholią. Czy jest to jedynie choroba duszy, robak nudy toczący bogatą do przesytu socjetę?

Nie sądzę. Myślę raczej, iż barok z całą jaskrawością doświadczał przemijalności życia i świata, a także kruchości naszych zabiegów, by choć na chwilę zapomnieć o owej niewygodnej prawdzie. Jednak ludzie tamtej epoki ani nie uciekali od tragizmu człowieczego losu, ani nie nurzali się w rozpaczy z niezdrowym upodobaniem. Próbując zachować godność i spokój, stawiali najistotniejsze pytania, w pełni świadomi, iż niektóre odpowiedzi znajdą dopiero za nieprzeniknioną granicą śmierci. Stąd właśnie owa duchowa nostalgia, która jak smuga cienia przecina barokowe blaski. Sztuka, wykorzystując ulotność ziemskiego piękna, miała otwierać serca na wieczność i tajemnicę. Trudno się nie wzruszyć, widząc, że to doniosłe zadanie powierzono nawet fontannie.

Myślę o moim XXI wieku, który tak kocha to, co wirtualne i kolorowe: czy będzie go stać na podobną odwagę?

Zamyślenia przy fontannie
Paweł Krupa OP

urodzony 4 lipca 1965 r. w Żyrardowie – dominikanin, doktor teologii, historyk mediewista, studiował w Krakowie, Paryżu i Rzymie, charyzmatyczny kaznodzieja, rekolekcjonista, dyrektor Instytutu Tomistycznego w Warszawie (2010-2016), od 2020 roku dziekana dekanatu północnego...