Jak czytać Biblię

Jak czytać Biblię

Czytając Pismo Święte posłusznie, wewnątrz Cerkwi, odnajdując Chrystusa we wszystkim i wszędzie dostrzegając część swojej własnej historii, odnajdziemy cząstkę owej różnorodności i głębi, która znajduje się w Biblii.

Święty Tichon Zadoński piszący w osiemnastowiecznej Rosji tak mówi o naszym prawosławnym stosunku do Pisma Świętego:

Gdyby ziemski król, nasz cesarz, napisał do was list, czyż nie przeczytalibyście go z radością? Z pewnością, z wielką radością, troskliwie i uważnie. Otrzymaliście list, nie od jakiegoś ziemskiego cesarza, ale od Króla Niebios. Jednak nieomal pogardzacie takim darem, takim bezcennym skarbem. (…) Za każdym razem, kiedy czytacie Ewangelię, sam Chrystus do was przemawia. Gdy czytacie, modlicie się do Niego i rozmawiacie z Nim.

Pismo Święte powinniśmy odbierać jako osobisty list zaadresowany przez Boga do każdego z nas z osobna. Czytanie Pisma Świętego powinno być rozumiane przez każdego z nas jako bezpośredni, indywidualny dialog między Chrystusem a nami.

Dwa wieki po Świętym Tichonie, w 1976 roku, podczas Moskiewskiej Konferencji Prawosławno–Anglikańskiej właściwy stosunek do Pisma Świętego został wyrażony w innych, równie ważkich słowach. Deklaracja moskiewska podpisana także przez anglikańskich delegatów znakomicie podsumowuje prawosławne spojrzenie na Biblię:

Księgi Pisma Świętego stanowią konsekwentną całość. Są natchnione przez Boga i jednocześnie wyrażone przez człowieka. Dają autorytatywne świadectwo Bożego objawienia się — w Stworzeniu, we Wcieleniu Słowa i całej historii zbawienia. Jako takie wyrażają słowa Boga ludzkim językiem. (…) Znamy Pismo, odbieramy je i interpretujemy w Cerkwi i poprzez Cerkiew. Do Biblii podchodzimy z posłuszeństwem.

Wnioskując ze słów Tichona i moskiewskiej deklaracji, możemy wyróżnić zasadnicze cechy, którymi odznacza się ortodoksyjne czytanie Pisma: po pierwsze, powinno odbywać się w duchu posłuszeństwa. Po drugie, powinno być eklezjalne, wewnątrz Cerkwi. Po trzecie, chrystocentryczne. Po czwarte, osobiste.

Czytanie Biblii z posłuszeństwem

Czytając Pismo Święte, powinniśmy słuchać w duchu posłuszeństwa. Święty Tichon, jak i moskiewska konferencja z 1976 roku podkreślają Boską inspirację Biblii. Pismo Święte jest listem od Boga. Przemawia do nas sam Chrystus. Księgi Pisma są autorytatywnym świadectwem Boga o sobie. Wyrażają Słowo Boże naszym ludzkim językiem. Są natchnione przez Boga. To sam Bóg przemawia do nas w Biblii, dlatego słusznie reagujemy posłuszeństwem, czujnością, wsłuchaniem się. Gdy czytamy, w gotowości oczekujemy działania Ducha Świętego.

Jako natchniona przez Boga Biblia jest także wyrażona przez człowieka. Jest ona zbiorem rozmaitych ksiąg napisanych w różnych czasach przez różnych ludzi. Poszczególne księgi Biblii są zarówno odbiciem czasów, w których zostały napisane, jak i punktu widzenia ich autorów. Bóg nie robi niczego w oderwaniu; Boża łaska współdziała z ludzką wolnością, Bóg nie obala naszej osobowości, ale podkreśla, uwypukla ją. Tak też było przy pisaniu Pisma Świętego. Autorzy nie byli jedynie biernymi instrumentami, maszynami zapisującymi podyktowaną wiadomość. Każdy z autorów Pisma wnosi swoje indywidualne ludzkie dary. Obok boskiego aspektu w Piśmie istnieje także element ludzki. Powinniśmy docenić oba.

Na przykład, każda z czterech Ewangelii ma swoje własne odrębne podejście. Mateusz ukazuje dokładniej żydowskie pojmowanie Chrystusa, z naciskiem na królestwo niebios. Marek przywołuje specyficzne, obrazowe szczegóły posłania Chrystusa, które gdzie indziej nie występują. Łukasz wyraża uniwersalność miłości Chrystusa i Jego wszechogarniającą litość, obejmującą w równej mierze Żydów, jak i nie–Żydów. U Jana podejście do Chrystusa jest bardziej duchowne i bardziej mistyczne, z naciskiem na Bożą światłość i zamieszkiwanie Boga w nas. Musimy odkryć w pełni i nacieszyć się tą życiodajną różnorodnością w Biblii.

Pismo Święte jest słowem Bożym wyrażonym ludzkim językiem, dlatego podczas studiowania go znajdzie się też miejsce na szczere i wymagające podejście krytyczne. Badając ludzki aspekt Biblii, musimy używać w pełni danego nam przez Boga ludzkiego rozumu. Cerkiew prawosławna nie wyklucza naukowego badania dat, pochodzenia i autorstwa ksiąg biblijnych.

Jednakże obok elementu ludzkiego zawsze dostrzegamy element boski. To nie są księgi napisane przez poszczególnych ludzkich twórców. Słyszymy w Piśmie nie tylko ludzkie słowa odznaczające się większym lub mniejszym kunsztem czy percepcją, ale wieczne i niestworzone słowo samego Boga, Boże Słowo zbawienia. Do Biblii nie podchodzimy tylko z ciekawością, aby zaczerpnąć informacji. Zwracamy się konkretnie z bardzo osobistym pytaniem dotyczącym nas samych: „Jak mogę być zbawiony?”.

Jako Boże Słowo o zbawieniu wyrażone w ludzkim języku Pismo Święte powinno wzbudzać w nas uczucie zadziwienia. Czy podczas czytania lub słuchania czujecie czasem, że to wszystko stało się już za bardzo znajome? Czy Biblia się wam znudziła? Trzeba, abyśmy stale oczyszczali wrota naszej percepcji i patrzyli w zadziwieniu, nowymi oczami na to, co Pan przed nami stawia.

Jakiś czas temu miałem sen: znalazłem się w internacie mojej szkoły, w którym mieszkałem jako dziecko. Najpierw w moim śnie przechodziłem przez znajome mi pomieszczenia. Oprowadzający mnie towarzysz pokazał mi inne pokoje, których nigdy przedtem nie widziałem, przestrzenne, piękne, pełne światła. W końcu weszliśmy do małej kapliczki z płonącymi świecami i ciemnymi, złotymi mozaikami. We śnie powiedziałem do niego: „Jakie to dziwne, mieszkam tutaj od trzech lat i dotąd nie wiedziałem o istnieniu tych wszystkich pokoi”. On odparł: „Ale przecież zawsze tak tutaj było”.

W stosunku do Biblii powinniśmy odczuwać dokładnie ten sam lęk, to samo uczucie zadziwienia, oczekiwania, zaskoczenia, które czułem w moim śnie. Jest tyle pokoi w Piśmie Świętym, do których jeszcze nigdy nie dotarliśmy. Tak wiele głębi i majestatu jest jeszcze do odkrycia. To poczucie zadziwienia jest zasadniczym elementem naszego posłuszeństwa.

Posłuszeństwo w równym stopniu oznacza zadziwienie, jak i słuchanie. Takie są oryginalne znaczenia tego słowa w języku greckim i łacińskim.

Jako student słuchałem w radiu audycji Goon Show. Pamiętam pewien incydent. Dzwoni telefon. Ktoś wyciąga rękę i podnosi słuchawkę. „Halo”, mówi, „halo, halo”. Mówi coraz głośniej: „Kto mówi? Nie słyszę! Halo, kto mówi?”. Głos z drugiej strony odpowiada: „Ty mówisz”. „Zdawało mi się”, on na to, „że skądś znam ten głos. Jest jakiś znajomy”. I odkłada słuchawkę.

Niestety, jest to przypowieść o tym, co zdarza się nam nazbyt często. Lepiej nam wychodzi mówienie niż słuchanie. Słyszymy dźwięk naszego własnego głosu, ale nie zatrzymujemy się, aby posłuchać głosu kogo innego. Wobec tego podczas czytania Pisma Świętego wymaga się od nas przede wszystkim tego, byśmy przestali mówić, a zaczęli słuchać, słuchać posłusznie.

Gdy wchodzimy do świątyni prawosławnej z tradycyjnym wystrojem i patrzymy w kierunku ołtarza, po wschodniej stronie widzimy w apsydzie Bogarodzicę z rękoma wzniesionymi ku niebu. Jest to starożytny biblijny sposób modlenia się stosowany przez wielu do dzisiaj. Symbolicznie taka ma być nasza postawa przy czytaniu; czujność, ręce niewidzialnie wzniesione ku niebu. Czytając Biblię, mamy wzorować się na Przenajświętszej Bogarodzicy, gdyż jest Ona nade wszystko tą, która słucha. Przy Zwiastowaniu wysłuchuje posłusznie anioła i odpowiada mu: „Niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38). Nie mogłaby nosić Słowa Boga w swoim ciele, gdyby najpierw nie słuchała Słowa Boga w swoim sercu. Gdy pasterze oddali pokłon nowo narodzonemu Chrystusowi, mówi się o Niej: „Maria zaś zachowywała wszystkie te słowa, rozważając je w sercu swoim” (Łk 2,19). Dalej, gdy Maria znajduje Jezusa w świątyni, ponownie czytamy: „A matka zachowywała wszystkie te słowa w sercu swoim” (Łk 2,51). Ta sama potrzeba słuchania zaznaczona jest w ostatnich słowach, które przypisuje się Matce Bożej w Piśmie Świętym, na przyjęciu weselnym w Kanie Galilejskiej: „Co wam powie, czyńcie” (J 2,5), mówi do sług — i do nas wszystkich.

W tym wszystkim Przenajświętsza Bogarodzica służy jako zwierciadło, żywa ikona biblijnego chrześcijanina. Gdy słyszymy Słowo Boga, mamy być tacy jak Ona, mamy rozważyć to wszystko, zatrzymać w naszych sercach i czynić, co On nam powie. Gdy Bóg mówi, mamy słuchać i być posłuszni.

Rozumienie Biblii poprzez Kościół

Po drugie, jak mówi moskiewska konferencja, „znamy Pismo, odbieramy je i interpretujemy w Cerkwi i poprzez Cerkiew”. Nasze podejście do Biblii jest nie tylko posłuszne, ale i eklezjalne, cerkiewne.

To Cerkiew mówi nam, co jest Pismem Świętym. Poszczególne księgi są częściami Pisma nie z powodu jakiejkolwiek teorii dotyczącej czasu ich powstania czy autorstwa. Nawet gdyby można było udowodnić, na przykład, że czwarta Ewangelia właściwie nie została napisana przez Jana, ukochanego ucznia Chrystusa, nie zmieniłoby to faktu, że my, prawosławni przyjmujemy czwartą Ewangelię za Pismo Święte. Dlaczego? Ewangelia Św. Jana, ktokolwiek jest jej autorem (osobiście wciąż przyjmuję autorstwo Jana), jest przyjęta przez Cerkiew.

To Cerkiew mówi nam, co jest Pismem Świętym, to również Cerkiew mówi nam, jak Pismo rozumieć. Podchodząc do Etiopczyka czytającego na swoim wozie Stary Testament, Apostoł Filip zapytał: „Czy rozumiesz to, co czytasz?”. Ten zaś powiedział: „Jakżebym mógł, jeśli mnie nikt nie pouczył?” (Dz 8,30–31). Wszyscy jesteśmy w takiej samej sytuacji, jak ów Etiopczyk. Znaczenie słów Pisma nie zawsze jest oczywiste. Bóg przemawia bezpośrednio do serca każdego z nas, gdy czytamy Biblię. Jak mówi Św. Tichon, czytanie Pisma Świętego jest osobistym dialogiem pomiędzy nami i Chrystusem. Jednakże potrzebujemy także przewodnika. I jest nim Cerkiew. Posługujemy się naszym własnym rozumem wspomaganym przez Ducha Świętego, posługujemy się odkryciami nowoczesnych badań nad Biblią, ale zawsze nasza prywatna opinia, bądź to nasza własna, bądź zaczerpnięta od naukowców, jest podporządkowana ogólnemu doświadczeniu, które Cerkiew zdobyła na przestrzeni wieków.

Prawosławne stanowisko jest zawarte w pytaniu zadawanym nawróconej osobie podczas nabożeństwa przyjęcia jej do Cerkwi, które jest stosowane w praktyce Cerkwi rosyjskiej. „Czy uznajesz, że Pismo Święte musi być przyjęte i interpretowane zgodnie z wiarą, którą przekazali nam Święci Ojcowie i które Cerkiew prawosławna, nasza Matka, zawsze utrzymywała i nadal utrzymuje?”

Czytamy Biblię prywatnie, ale nie jako odrębne jednostki. Czytamy jako członkowie rodziny, rodziny Powszechnej Cerkwi Prawosławnej. Gdy czytamy Pismo nie mówimy „ja”, ale „my”. Czytamy we wspólnocie ze wszystkimi członkami Ciała Chrystusowego, we wszystkich częściach świata i we wszystkich pokoleniach na przestrzeni czasu. Decydującym sprawdzianem i kryterium naszego rozumienia Pisma jest myśl Cerkwi. Biblia jest Księgą Cerkwi.

W jaki sposób zaczynamy odkrywać tę myśl Cerkwi? Pierwszym naszym krokiem powinno być zapoznanie się z użyciem Pisma Świętego w praktyce liturgicznej, nabożeństwie. Jak wybiera się lekcje biblijne do czytania w poszczególne święta? Powinniśmy także poradzić się pism Ojców Cerkwi i rozważyć ich interpretację Biblii. W ten sposób nasze prawosławne odczytywanie Pisma Świętego jest jednocześnie liturgiczne i patrystyczne. Nie jest to w praktyce łatwe, ponieważ mamy do dyspozycji niewiele tłumaczeń prawosławnych komentarzy do Pisma Świętego, a większości komentarzy zachodnich brakuje tego liturgicznego podejścia.

Jako przykład tego, co to znaczy interpretować Biblię liturgicznie, podążając za użyciem jej w czasie świąt cerkiewnych, przyjrzyjmy się lekcjom wyznaczonym na wieczernię Zwiastowania, 25 marca / 7 kwietnia. Jest ich trzy: (1) Genesis 28,10–17 sen Jakuba, w którym widział drabinę wznoszącą się od ziemi do nieba, (2) Księga Ezechiela 43,27– –44,4 wizja, w której prorok ujrzał świątynię jerozolimską, z zamkniętą bramą, przez którą nie może przejść nikt poza księciem, (3) Przypowieść Salomona 9,1–11 jeden z wielkich sofiańskich ustępów w Starym Testamencie zaczynający się od słów: „Mądrość zbudowała swój dom”.

Te teksty ze Starego Testamentu, jak na to wskazuje ich wybór na 25 marca oraz na inne święta Matki Bożej, to proroctwa dotyczące Bożego Wcielenia przez Dziewicę. Maria jest drabiną Jakubową, obdarzając Boga ciałem, które przyjął na siebie, wstępując w nasz ludzki świat. Maria jest także tą zamkniętą bramą, gdyż jedyna spośród kobiet urodziła dziecko, nadal pozostając dziewicą. Maria staje się też domem, w którym zamieszkał Chrystus, Mądrość Boża (1 Kor 1,24). (W innej interpretacji tytuł Mądrości czy Sofii odnosi się do samej Matki Boskiej). Studiując w ten sposób wybór lekcji na poszczególne święta, odkrywamy pokłady interpretacji biblijnej, które w żaden sposób nie są oczywiste przy pierwszym czytaniu.

Jako następny przykład weźmy wieczernię Wielkiej Soboty, pierwszą część starożytnego paschalnego Całonocnego Czuwania. Mamy tutaj nie mniej niż piętnaście lekcji ze Starego Testamentu. Pożałowania godny jest fakt, że w nazbyt wielu Cerkwiach większość z nich się omija, pozbawiając lud Boży jego biblijnej strawy. Ten ciąg piętnastu lekcji stawia nam przed oczami cały plan historii świętej, podkreślając jednocześnie głębszy sens Zmartwychwstania Chrystusa. Pierwszą lekcją jest Genesis 1,1–13, opis stworzenia świata; Zmartwychwstanie Chrystusa jest nowym Stworzeniem. Czwarta lekcja to księga Jonasza w całości, obejmująca trzy dni spędzone w brzuchu ryby zapowiadające Zmartwychwstanie Chrystusa po trzech dniach w grobie (por. Mt 12,40). Szósta lekcja opowiada o przejściu przez Izraelitów Morza Czerwonego (Wj 13,20–15,19), które wyprzedza nową Paschę, gdzie Chrystus przechodzi od śmierci w życie (por. 1 Kor 5,7.10,1–4). Końcowa lekcja jest historią o trzech młodzieńcach w piecu ognistym (Dn 3), po raz kolejny symbol czy proroctwo Chrystusowego powstania z grobu.

Oto rezultat eklezjalnego czytania Biblii wewnątrz Cerkwi i wraz z Cerkwią. Studiując w sposób liturgiczny Stary Testament i zasięgając pomocy u Ojców, wszędzie odkrywamy drogowskazy wiodące nas w kierunku tajemnicy Chrystusa i Jego Matki. Czytając Stary Testament w świetle Nowego, a Nowy w świetle Starego, do czego zachęca nas kalendarz cerkiewny, odkrywamy jedność Pisma Świętego. Jeden z najlepszych sposobów identyfikowania zgodności Starego Testamentu z Nowym to odwoływanie się do dobrego skorowidza biblijnego (ros. simfonii albo konkordancji). Możemy się z niego dowiedzieć często więcej niż z jakiegokolwiek komentarza.

W naszych parafialnych kółkach biblijnych dobrze by było wybrać kogoś, aby notował, kiedy i jaki ustęp ze Starego czy Nowego Testamentu jest czytany w dni świąteczne lub gdy wspominamy poszczególnych świętych. Możemy wtedy wspólnie omówić przyczyny wybrania określonego fragmentu. Inni w grupie mogą mieć za zadanie pracę nad tekstami Ojców, przede wszystkim nad homiliami biblijnymi Św. Jana Chryzostoma. Pamiętajmy, trzeba głęboko kopać, aby znaleźć to, czego się szuka. Ojcowie przemawiali do ludzi z innej niż nasza epoki i trzeba ich czytać z wyobraźnią. Nie możemy brać wszystkiego dosłownie, tak jak zrobił to pewien dziewiętnastowieczny rosyjski wiejski duchowny. Gdy jego biskup powiedział mu: „Bierz swoje kazania od Ojców”, przy okazji następnego wielkiego święta postanowił przeczytać podczas liturgii kazanie Św. Jana Chryzostoma, nie zmieniając ani słowa. Cerkiew była pełna i jego parafianie skonsternowani słuchali, gdy nawoływał do nich grzmiącym głosem: „Co to jest? Co ja widzę? Cerkiew jest pusta. Nikogo nie ma. Gdzie się wszyscy podziali? Wszyscy są na hipodromie”.

Ojciec Georges Florowski mawiał, iż dzisiejsi prawosławni powinni przyswoić sobie myśl patrystyczną. Jednakże, aby do tego dojść, musimy przeniknąć przez warstwę słów Ojców do sedna ich duchowego znaczenia.

Chrystus sercem Biblii

Trzecim elementem naszego czytania Pisma powinien być jego chrystocentryzm. Gdzie odnajdujemy jedność i zgodność, o której moskiewska konferencja z 1976 roku głosi: „Pismo Święte stanowi konsekwentną całość”? W osobie Chrystusa. On jest tą wiążącą nicią, która przewija się przez całość Pisma Świętego od pierwszego do ostatniego zdania. Już wspomnieliśmy o tym, jak możemy dostrzec Chrystusa na stronicach Starego Testamentu. Mój nauczyciel historii w szkole zwykł był mawiać: „To wszystko jest powiązane”. Doskonała zasada, którą możemy zastosować, czytając Biblię. Tylko łączyć.

W wielu nowoczesnych badaniach Pisma Świętego na Zachodzie przyjęto podejście analityczne, rozbijające każdą księgę na poszczególne źródła. Więzy łączące są rozwiązywane i Biblia zostaje sprowadzona do czynników pierwszych. Na pewno jest w tym jakaś wartość. Jednak powinniśmy w Piśmie Świętym widzieć zarówno jedność, jak i różnorodność, wszechogarniający koniec, jak i rozsypane początki. Prawosławie przedkłada podejście syntetyczne nad analityczne, widząc Pismo jako zintegrowaną całość, w której wszędzie Chrystus jest węzłem łączącym. Zawsze poszukujemy punktu zbieżności pomiędzy Starym Testamentem i Nowym i znajdujemy go w Jezusie Chrystusie. Prawosławie przypisuje szczególne znaczenie typologicznej metodzie interpretacji, która wyodrębnia typy Chrystusa, znaki i symbole Jego dzieła, w całym Starym Testamencie. Godnym uwagi przykładem jest Melchizedek, kapłan–król Salemu, który wyniósł Abrahamowi chleb i wino (Rdz 14,18). W nim nie tylko Ojcowie, ale już nawet Nowy Testament dostrzega wzór Chrystusa (Hbr 5,6.7,1). Kolejnym przykładem jest sposób, w jaki, jak już widzieliśmy, stara Pascha zapowiada Nową; uwolnienie Izraela od faraona nad Morzem Czerwonym zapowiada uwolnienie nas od grzechu przez śmierć i Zmartwychwstanie Zbawiciela. Taką właśnie metodę interpretacji powinniśmy zastosować do całej Biblii. Dlaczego, na przykład, w drugiej połowie Wielkiego Postu w czytaniach ze Starego Testamentu dominuje postać Józefa? Dlaczego w Wielkim Tygodniu czytamy z Księgi Hioba? Józef i Hiob poprzez swoje niewinne cierpienia zapowiadają niewinne cierpienie Jezusa Chrystusa na Krzyżu, w przededniu obchodów którego Cerkiew właśnie się znajduje. To wszystko jest powiązane.

Chrześcijanin, zauważył o. Aleksander Schmemman, „to ktoś taki, kto gdziekolwiek by spojrzał, wszędzie znajduje Chrystusa i raduje się w Nim”. Możemy tak powiedzieć w szczególności o chrześcijaninie biblijnym. To jest ktoś taki, kto gdziekolwiek by spojrzał, wszędzie znajduje Chrystusa, na każdej stronicy Pisma Świętego.

Biblia osobista

Według słów wczesnego pisarza–ascety chrześcijańskiego Wschodu, Św. Marka Mnicha, „Ten, którego myśli są pokorne i który zajęty jest pracą duchową, ten, czytając Pismo Święte, zastosuje wszystko do siebie, a nie do swego bliźniego”. Jako prawosławni chrześcijanie wszędzie w Piśmie Świętym powinniśmy poszukiwać osobistego odniesienia. Powinniśmy nie tylko zadawać sobie pytanie: „Co to oznacza?”, ale „Co to oznacza dla mnie?”. Pismo jest prywatną rozmową między mną i Zbawicielem. Chrystus zadaje pytania, a ja odpowiadam. To jest czwarte kryterium czytania Biblii.

Wszystkie historie w Biblii powinienem postrzegać jako część mojej własnej historii. Kim jest Adam? Adam w języku hebrajskim oznacza „człowiek”, „istota ludzka”, a więc zawarta w Księdze Rodzaju opowieść o upadku Adama jest także opowieścią o mnie. Ja jestem Adamem. To mnie Bóg mówi: „Adamie, gdzie jesteś?” (Rdz 3,9). Pytamy często: „Gdzie jest Bóg?”. Jednak rzeczywistym pytaniem jest to, które zadaje Bóg Adamowi w każdym z nas: „Gdzie ty jesteś?”.

Gdy w historii o Kainie i Ablu znajdujemy słowa Boga do Kaina, „Gdzie jest Abel, twój brat?” (Rdz 4,9), powinniśmy zrozumieć, że skierowane są one do każdego z nas. Kim jest Kain? To ja. I Bóg pyta Kaina w każdym z nas: „Gdzie jest twój brat?”. Droga do Boga prowadzi przez miłość do ludzi i innej drogi nie ma. Wypierając się swego brata, zamieniam podobieństwo Boże na znamię Kaina i zaprzeczam swemu człowieczeństwu.

W czytaniu Pisma Świętego możemy zrobić trzy kroki. Pierwszy uświadamia, że to, co znajdujemy w Piśmie Świętym, to święta historia: historia świata od stworzenia, historia narodu wybranego, historia wcielonego Boga w Palestynie, „wielkie czyny” po Pięćdziesiątnicy. Chrześcijaństwo, które znajdujemy w Biblii, to nie ideologia, nie teoria filozoficzna, ale historyczna wiara.

Dopiero wtedy możemy zrobić drugi krok. Historia przedstawiona w Biblii to historia osobista. Widzimy, jak Bóg wkracza w określonym czasie, w określonych miejscach, jak wchodzi w dialog z pojedynczymi osobami. Zwraca się do każdej z nich po imieniu. Widzimy, jak Bóg powołuje Abrahama, Mojżesza i Dawida, Rebekę i Rut, Izajasza i proroków, i wreszcie Marię i Apostołów. Dostrzegamy szczególność Bożego działania w historii nie jako skandal, ale jako błogosławieństwo. Boża miłość jest w swoim zasięgu uniwersalna, ale Bóg decyduje, by Wcielenie dokonało się w określonym miejscu na ziemi, w określonym czasie i od określonej Matki.

Musimy zasmakować w tej specyfice działania Bożego, która została zapisana w Piśmie Świętym. Ktoś, kto kocha Biblię, kocha także szczegóły chronologiczne i geograficzne. Prawosławie przejawia wielkie oddanie Ziemi Świętej i wszystkim miejscom, w których Chrystus żył i nauczał, umarł i powstał z grobu. Doskonałym sposobem głębszego wniknięcia w Pismo Święte jest pielgrzymka do Jerozolimy i Galilei. Przejdźcie się po miejscach, po których Chrystus się przechadzał. Pójdźcie nad Morze Martwe, usiądźcie na skałach, poczujcie się tak, jak czuł się Chrystus przez czterdzieści dni kuszenia na pustyni. Napijcie się ze studni, przy której rozmawiał z Samarytanką. Pójdźcie nocą do ogrodu Getsemani, usiądźcie w ciemności pod starymi drzewami oliwnymi i spójrzcie poprzez dolinę w kierunku świateł miasta. Poczujcie w pełni owo szczególne „jestestwo” tego historycznego miejsca i zabierzcie ze sobą to doświadczenie z powrotem do swojego codziennego czytania Pisma Świętego.

Wtedy podejmiemy trzeci krok. Przeżywając ponownie historię biblijną w każdym szczególe, zastosujmy ją do siebie. Powiedzmy sobie, „Te wszystkie miejsca i wydarzenia nie działy się gdzieś daleko stąd i dawno temu, ale są częścią mojego własnego spotkania z Chrystusem. Ja też jestem w tych historiach”.

Na przykład zdrada jest częścią doświadczenia życiowego każdego z nas. Czyż każdy z nas kogoś w swoim życiu nie zdradził i czyż nie wiemy wszyscy, jak to jest czuć się zdradzonym? Czy pamięć tych chwil nie pozostawia trwałych blizn w naszej psychice? Czytając więc o tym, jak Św. Piotr zaparł się Chrystusa i o jego przywróceniu do grona Apostołów i pojednaniu po Zmartwychwstaniu, powinniśmy widzieć siebie samych jako aktorów w tej historii. Wyobrażając sobie, czego Piotr i Chrystus doświadczyli w momencie zdrady, wejdźmy w ich uczucia i uczyńmy je naszymi. Jestem Piotrem, czy w tej sytuacji potrafię też być Chrystusem? Rozmyślając także nad przebiegiem pojednania, widząc, jak Zmartwychwstały Chrystus z miłością, zupełnie pozbawioną sentymentalizmu, przywrócił upadłego Piotra do wspólnoty, widząc teraz, z jaką odwagą Piotr przyjmuje to pojednanie, zadajemy sobie pytanie, „Czy jestem podobny do Chrystusa w stosunku do tych, którzy mnie zdradzili? Czy po mojej własnej zdradzie jestem zdolny przyjąć przebaczenie innych, czy jestem w stanie sam sobie przebaczyć?”.

Jako kolejny przykład weźmy św. Marię Magdalenę. Czy widzę w niej swoje odbicie? Czy podzielam jej hojność, spontaniczność i pełną miłości impulsywność, które okazała, gdy namaściła stopy Chrystusa olejkiem z alabastrowego naczynia? „Odpuszczono jej liczne grzechy, bo bardzo miłowała”. (Tutaj podzielam zachodnią opinię, według której identyfikuje się grzesznicę z Łk 7,36–50 z Marią Magdaleną; na chrześcijańskim Wschodzie zwykle się ich nie utożsamia). Może jestem bojaźliwy, skąpy, kryję się i nigdy nie jestem gotów oddać się czemuś całkowicie, niezależnie od tego, czy to coś jest dobre, czy złe? Jak mówią Ojcowie Pustyni, „Lepszy ten, kto zgrzeszył, jeżeli wie, że zgrzeszył i żałuje, niż ten, co nie zgrzeszył i uważa się za sprawiedliwego”.

Czy osiągnąłem odwagę Św. Marii Magdaleny, jej stałość i lojalność, gdy poszła namaścić ciało Chrystusa w grobie (J 20,1)? Czy słyszę Zmartwychwstałego Zbawiciela, jak wzywa mnie po imieniu, tak jak ją zawołał i czy odpowiadam Rabbuni z jej prostotą i całkowitym oddaniem (J 20,16)?

Czytając Pismo Święte w ten sposób, posłusznie, wewnątrz Cerkwi, odnajdując Chrystusa we wszystkim i wszędzie dostrzegając część swojej własnej historii, odnajdziemy cząstkę owej różnorodności i głębi, która znajduje się w Biblii. Jednak zawsze będzie nam się wydawało, że w naszym odkrywaniu Biblii wciąż jesteśmy na samym początku. Jesteśmy jak ktoś, kto się wyprawia małą łódeczką przez bezbrzeżny ocean.

„Słowo twoje jest pochodnią nogom i światłością ścieżkom moim” (Ps 119,105).

tłum. Tamara Penwell

Powyższy tekst pochodzi z broszury wydanej przez Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce, Białystok 1992.

Jak czytać Biblię
Kallistos Ware

urodzony 11 września 1934 r. w Wielkiej Brytanii – Timothy Richard Ware, studiował klasykę, filozofię i teologię w Londynie i Oxfordzie, angielski biskup i teolog prawosławny. W 1958 roku przyjął prawosławie, w 1966 roku...