Porozmawiajmy ze zmarłymi

Porozmawiajmy ze zmarłymi

Czy już macie dość? Czego – zapytacie? Jasne, że nie polityki. Od niej nie da się uciec. Jest narzędziem, którego używamy do organizowania sobie naszego społecznego i wspólnotowego życia. Zapewne jednak każdy z nas ma dość rodzimych aktorów, co to chcą się mienić politykami i wmawiają nam, że od świtu do nocy w pocie czoła pracują dla swojego i naszego dobra.

Sęk w tym, że nikt tym zapewnieniom nie daje już wiary. I słusznie. Jak bowiem wierzyć, że polityk pracuje, czytając rozmaite ekspertyzy, ślęcząc nad pisaniem dobrych ustaw czy spotykając się z obywatelami, by posłuchać, co ich gnębi i drażni, skoro nieustannie siedzi w telewizji lub radiu. W zasadzie nie byłoby w tym nic złego, wszak żyjemy w epoce medialnej i każdy miał, ma lub będzie miał swoje pięć minut. Nie byłoby więc w tym siedzeniu polityków w medialnych studiach nic nadzwyczajnego, gdyby zdawali nam sprawę ze swoich osiągnięć czy planów, jak zamierzają reformować kraj. Gdyby tłumaczyli – przecież za to pobierają pieniądze z naszych podatków – dlaczego wciąż rząd nie może przeprowadzić reformy finansów publicznych, nie mówiąc już o budowie mitycznych autostrad.

To jednak marzenia ściętej głowy. Niestety. O czym informują nas nasi „mężowie stanu”? O niczym ważnym. Na poważną dyskusję nie ma czasu i miejsca. A może i brak kompetencji. W zamian docierają do nas obelgi, którymi okładają się polityczni przeciwnicy; polityk PiS grzmi, jakim to okropnym człowiekiem jest polityk PO, z kolei polityk PO przekonuje, jakim to okropnym człowiekiem jest polityk PiS. Na okrasę widzimy też kawałek prawdziwego, bo polskiego życia politycznego. Co więc widzimy? W głównej roli posłankę Beger, jak się okazuje ostoję rodzimej moralności, która dobija targu z „rewolucjonistą moralnym”, posłem Lipińskim. Słyszymy coś o „szafie Lesiaka”, która nie rozgrzewa emocji publiczności przez zawartość niezwykłej garderoby, ale ponoć niezwykłych akt, które – by użyć słowa, które w kraju nad Wisłą zrobiło zawrotną karierę – są „porażające”.

Tak czy inaczej: jesteśmy zmęczeni. Mamy dość tej kakofonii. Tym bardziej, że już od dawna politycy nie mówią do nas i o nas, ale mówią wyłącznie do siebie i o sobie. Rozumiem więc ból, który polega na tym, że trudno się odciąć od tej ponurej politycznej komedii. Musielibyśmy wyłączać TV, radio i nie czytać gazet. To jednak niemożliwe. Nie możemy nagle wszyscy się zamknąć w klasztorach. Ale, jak mówią Rosjanie, nadzieja umiera ostatnia. Dlatego teraz dobra wiadomość.

Są w roku dni, kiedy światu przywracane są właściwe proporcje rzeczy. Kiedy politycy milkną, dziennikarze nie zadają jakże wysublimowanych intelektualnie pytań, co poseł X myśli o wypowiedzi posła Y. To dni, kiedy – jeśli można tak rzec – czas się zatrzymuje. To chwile, kiedy nasze oczy, słuch i myśli skierowane są w stronę naprawdę ważnych rzeczy. Te ważne dni zaczyna listopad. I to od mocnego uderzenia – dnia Wszystkich Świętych. Potem 2 listopada – Dzień Zaduszny. Te pierwsze dwa dni listopada są tymi, w których ruszamy na cmentarze. Stajemy przed grobami naszych bliskich. To ważne dzisiaj, kiedy współczesna kultura chorująca na wieczną młodość boi się cmentarzy i śmierci jak diabeł święconej wody. Śmierć i cmentarz są dla niej nieznośnym balastem, który powinniśmy omijać szerokim łukiem. Ale przecież nasi bliscy zmarli nie są tylko tymi, którzy byli przed nami, a po nas przyjdą kolejni. Co więc znaczy nawiedzić grób? Po pierwsze, odsłania się tu pewna forma wzajemności. Stając nad grobem, stajemy wobec historii, która o czymś mówi, coś opowiada. Umarli mówią. Jak to możliwe? Ano tak, że widzimy mogiłę żołnierza i czytamy, że poległ w obronie kraju. Grób dziecka, które zmarło zbyt wcześnie, nie zasmakowawszy życia. Tak zaczyna się rozmowa. Po drugie, stając nad grobem, okazujemy się dziedzicami. Bliscy zmarli są naszymi przodkami, a my ich wciąż żywymi spadkobiercami. Ale cóż znaczy, podejmować dziedzictwo przodków? To, jak pisał ks. Józef Tischner, mieć udział w ich godności.

I nad tym warto się zadumać. Tym bardziej, że 1 listopada rozpoczyna ważny okres, czas dyskusji, które – dzięki Bogu – trwać powinny już do końca roku. Za chwilę adwent, czas oczekiwania na przyjście Syna Bożego. Jezusa Chrystusa, którego słowa i czyny odmieniły już na zawsze oblicze ziemi. I tylko jednego żal, że listopad jest przedostatnim miesiącem roku!

Porozmawiajmy ze zmarłymi
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego.Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...