Nadzieje i oczekiwania

Nadzieje i oczekiwania

Czy słowa Benedykta XVI znalazły zrozumienie w Niemczech? Setki publikacji, a przede wszystkim tysiące ludzi wiwatujących na cześć papieża i słuchających jego słów, było zjawiskiem już dawno nieoglądanym w Niemczech.

Kiedy w czwartek 14 września 2006 roku o 14.35 samolot Lufthansy z Ojcem Świętym Benedyktem XVI na pokładzie opuszczał lotnisko im. Josepha Straussa w Monachium, właściwie nikt jeszcze nie przewidywał, że komentarze, które zazwyczaj po wizycie papieskiej dotyczą jej duszpasterskiego wymiaru, w tym wypadku skoncentrują się nie tyle na przesłaniu papieskim dla Niemiec czy Bawarii, ile na oburzeniu, które w świecie muzułmańskim wywołał cytat ze średniowiecznego cesarza bizantyjskiego Manuela II Paleologa, który papież umieścił w wykładzie akademickim wygłoszonym na uniwersytecie w Ratyzbonie 12 września.

Między czwartkiem a niedzielą, kiedy to Benedykt XVI w czasie modlitwy Anioł Pański w Castel Gandolfo po raz pierwszy odniósł się osobiście do owego wykładu w Ratyzbonie, w krajach muzułmańskich od Maroka po Indonezję trwały już manifestacje, a przywódcy religijni i polityczni, m.in. premier Turcji Tayyip Erdogan, żądali papieskich przeprosin. „Papież w Watykanie dołączył się do syjonistyczno–amerykańskiego przymierza przeciw islamowi”, pisał w dwa dni po wystąpieniu papieża w Ratyzbonie „Al Tadschdid”, najważniejszy dziennik w Maroku. W tym samym czasie, w niedzielę 17 września w stolicy Somalii Mogadiszu została zamordowana przez islamskich ekstremistów włoska misjonarka siostra Leonella Sgorbati. Choć oficjalnie morderstwo misjonarki nie miało związku z wykładem ratyzbońskim, to zdaniem wielu komentatorów, napięcie między światem islamskim a zachodnim mogło być jego inspiracją. Sam papież w telegramie wysłanym do matki generalnej zgromadzenia, do którego przynależała siostra Leonella, wyraził nadzieję, że „krew wylana przez tak wierną uczennicę stanie się ziarnem nadziei w budowaniu autentycznego braterstwa pomiędzy narodami we wzajemnym szacunku dla religii każdego”.

Papież odrzuca religijną motywację przemocy

Takim obrotem spraw na linii islam — chrześcijaństwo zaskoczony został niewątpliwie Watykan i sam papież. Nauczanie Josepha Ratzingera jeszcze jako profesora, a później jako prefekta Kongregacji Nauki Wiary szło zawsze w kierunku wyjaśnienia relacji rozum — wiara, w której wiara bez rozumu jest ślepa, a rozum bez wiary niebezpieczny. Przez kolejne dwa tygodnie zabiegi zarówno dyplomacji watykańskiej, jak i samego papieża musiały się zatem skoncentrować na załagodzeniu sporu ze światem islamskim. 16 września kard. Tarcisio Bertone, sekretarz stanu Stolicy Świętej, wydał oświadczenie dementujące interpretacje, jakoby zamiarem Benedykta XVI była chęć obrażenia islamu i proroka Mahometa. Papież, wyjaśnia kardynał, wykorzystał cytat „nie czyniąc go absolutnie swoim, ale użył go tylko w kontekście uniwersyteckim, aby rozwinąć refleksję na temat relacji pomiędzy religią a przemocą”. W deklaracji zostało bardzo wyraźnie podkreślone, że Ojciec Święty „jasno i całkowicie odrzuca religijną motywację przemocy, bez względu na to, z której strony ona pochodzi”.

Wydaje się, że spór został zażegnany dopiero 25 września, kiedy to Benedykt XVI spotkał się w Castel Gandolfo z ambasadorami państw muzułmańskich, aby raz jeszcze podkreślić swój szacunek dla islamu i gotowość prowadzenia dialogu międzyreligijnego. Zachęcił chrześcijan i muzułmanów do „zaangażowania się razem w liczne wezwania, wobec których stoi świat dzisiaj”. Wciąż jednak trudno jest przewidzieć, jak ten epizod wpłynie na planowaną pod koniec listopada papieską wizytę w Turcji.

Czy jednak ta nieoczekiwana zmiana akcentu w ocenach papieskiej wizyty spowodowała, że jej przesłanie nie trafiło do Kościoła w Niemczech? Chociaż temat współistnienia islamu i chrześcijaństwa stał się w mediach na tyle dominujący, że prawie zagłuszył inne aspekty papieskiej wizyty, to z pewnością nie można mówić, że jej przesłanie nie zostało usłyszane przez Niemców.

Dialog z islamem pozostaje tematem niemieckim

Należy pamiętać, że problem dialogu z islamem nie jest obojętny Niemcom i że jest on jedną z najważniejszych debat, które toczą się obecnie w tym społeczeństwie. Tym samym dotyczy on również dwóch największych Kościołów chrześcijańskich: katolickiego i ewangelickiego. Niemcy od kilku już lat są w swojej ojczyźnie świadkami tego, co określa się mianem clash of civilizations, czyli zderzenia cywilizacji. Potężna trzymilionowa społeczność muzułmańska to już nie tylko tureccy gastarbeiterzy, którzy na zaproszenie rządu NRF przybyli do Niemiec na początku lat 60., ale to pokolenie ich dzieci i wnucząt, którzy wierni islamowi są jednocześnie obywatelami Niemiec, tutaj wykształconymi i utożsamiającymi się często bardziej z miejscową społecznością niż z tą nad cieśniną Bosfor. Nie było więc przypadkiem, że w Ratyzbonie papież poruszył zagadnienie relacji między islamem a chrześcijaństwem.

Stanowisko Kościoła w tym tak zwanym „zderzeniu cywilizacji” jest jednoznaczne. Wyznacza je słowo dialog. Ono ukierunkowuje działalność katolików i ewangelików. Chcemy pokojowego współistnienia — podkreślał we wrześniowym wywiadzie dla niemieckiego „Der Spiegel” kard. Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Kiedy w Monachium przed około dwoma laty pojawiły się protesty niektórych środowisk przeciwko stawianiu nowego dużego meczetu, właśnie kuria arcybiskupia stanęła w obronie jego budowy, argumentując, że muzułmanie są już nie tylko przybyszami, ale stanowią część społeczności tego miasta. Wielu z nich tutaj się urodziło i wychowało i ma prawo do oddawania czci Bogu w swojej własnej świątyni. W Monachium na gruncie tej dyskusji narodził się nawet ruch Der Gotzinger Platz (nazwa placu, na którym wznoszony jest meczet) skupiający w swoich szeregach chrześcijan i muzułmanów. Warto też podkreślić, że niemiecka społeczność muzułmańska odniosła się z większym zrozumieniem do papieskiego wykładu w Ratyzbonie i w zasadzie z jej strony nie było poważniejszych negatywnych reakcji.

Nie tylko podróż sentymentalna

Kiedy planowano papieskie odwiedziny w Bawarii, stawiano pytanie, czy będzie to jedynie podróż sentymentalna do miejsc, w których papież się wychował i przeżył znaczną cześć swojego życia. Wątek bawarski oczywiście był obecny podczas papieskiej wizyty. Bawarskie biało–niebieskie flagi na ulicach, przedstawiciele alpejskich bractw strzeleckich pozdrawiający papieża. Pierwszy znak, że Benedykt XVI nie chce sprowadzać wizyty do wydarzenia lokalnego, dało się już zauważyć w trakcie pierwszej publicznej modlitwy po przylocie do bawarskiej stolicy. Miała ona miejsce na Marienplatz, centralnym placu monachijskim, przed kolumną z figurą Marii Patronae Bawarie. Tutaj w roku 1982 ówczesny kardynał Joseph Ratzinger żegnał się z miastem i diecezją, wyjeżdżając do Rzymu. Teraz jako następca św. Piotra powrócił, aby jak sam powiedział „wybłagać wstawiennictwa i błogosławieństwa Matki Bożej, tym razem jednak nie tylko dla miasta Monachium i dla Bawarii, lecz dla Kościoła na całym świecie”.

Dalej było już jasne, że pielgrzymka wyjdzie poza ramy wydarzenia lokalnego, a jej orędzie będzie dotyczyło szerszego kontekstu Kościoła powszechnego.

Odkryć twarz prawdziwego Boga

Czego oczekuje Kościół niemiecki po papieskiej wizycie? Przede wszystkim ożywienia życia religijnego. „Wizyta papieża w jego ojczyźnie powinna postawić nas przed pytaniami egzystencjalnymi, a nie być tylko świętem ludowym”, mówił miesiąc przed wizytą kard. Joachim Meisner, arcybiskup Kolonii. Nawet w tradycyjnej Bawarii, która wydaje się ostoją katolicyzmu niemieckiego, do kościoła chodzi regularnie 5–6% wiernych. Problemem jest słabe zainteresowanie młodzieży życiem Kościoła. Nawet jeśli ostatnio notuje się pewien wzrost zainteresowania tematyką religijną, to często przybiera ona formy wybiórczego traktowania tematów. Chrześcijaństwo, buddyzm, konfucjanizm. Młodzież szuka duchowości, niekoniecznie opowiadając się w pełni za nauczaniem Kościoła katolickiego, a w szczególności jego aspektów moralnych. „Tematem najważniejszym jest, abyśmy na nowo odkryli Boga, lecz nie jakiegokolwiek Boga, ale Boga o ludzkiej twarzy, ponieważ kiedy widzimy Jezusa Chrystusa, widzimy Boga”, podkreślał Benedykt XVI w sierpniowym wywiadzie telewizyjnym emitowanym przez dwa kanały niemieckiej telewizji publicznej ZDF i ARD, który oglądnęło ok. sześć milionów Niemców. I rzeczywiście nauczanie papieża w trakcie pielgrzymki było przede wszystkim przejrzystą i klarowną katechezą. Papież swoim rodakom wskazał, jego zdaniem, zbyt drastyczną dysproporcję, jaka istnieje między elementem ekonomiczno–technicznym a duchowym w życiu niemieckiego Kościoła. Kościół ten znany jest na całym świecie ze swojej hojności. Liczne organizacje katolickie pomagają materialnie Kościołom w Ameryce Łacińskiej, Afryce, krajach byłego bloku postkomunistycznego. Zresztą także w ramach przygotowań do tej wizyty w niedzielę ją poprzedzającą w trzech bawarskich diecezjach, które odwiedzić miał papież, zbierano ofiary pieniężne na rzecz nowej inicjatywy kościelnej w Nazarecie.

Ale już podczas drugiego dnia pielgrzymki, w trakcie oprawianej w Monachium Eucharystii Benedykt XVI nie zawahał się skrytykować dysproporcji między akcją socjalną a życiem duchowym swoich rodaków:

Jak widać, u niektórych osób panuje opinia, że projekty socjalne należą do najpilniejszych; a sprawy związane z Bogiem czy też z wiarą katolicką mają charakter raczej partykularny i nie są tak bardzo ważne. A przecież z doświadczenia (…) wynika, że ewangelizacja musi postępować, że Bóg i Jezus Chrystus muszą być znani, że trzeba w Nich wierzyć i Ich kochać, że trzeba nawracać serca, aby również sprawy socjalne posuwały się do przodu, aby doszło do pojednania, aby na przykład zwalczać AIDS od głębokich korzeni tej choroby, a chorych móc pielęgnować z konieczną troską i miłością. Nie można oddzielić spraw socjalnych i Ewangelii 1.

Innym aspektem papieskiej homilii w Monachium, której wysłuchało ok. 250 tys. wiernych, był komentarz do Ewangelii o uzdrowieniu głuchoniemego. Zdaniem Ojca Świętego, współczesny człowiek traci zdolność słuchania, a co za tym idzie, dialogowania z Bogiem: „Nie potrafimy Go już słuchać — mamy zbyt dużo innych częstotliwości w uszach”. To prowadzi do zaniku szacunku do Boga i nierespektowania Jego obecności. To, zdaniem papieża, jest źródłem kryzysu Kościoła w społeczeństwach zachodnich.

Mottem wizyty było zdanie: „Kto wierzy, nie jest sam”. Stało się ono tematem przewodnim papieskiej homilii w Ratyzbonie. Tam podczas mszy św. która zgromadziła 260 tys. wiernych, w tym wielu z Austrii, Czech i Polski, papież próbował odpowiedzieć na pytania dotyczące wiary we współczesnym zlaicyzowanym świecie: „W co wierzymy? Czym jest wiara? Czy wiara może jeszcze istnieć we współczesnym świecie?”.

Fundamentem naszej religijności jest, zdaniem Benedykta XVI, prostota wiary, zbudowana na apostolskim wyznaniu wiary, i umiejętność dzielenia się nią. Papież podkreśla: „Idźmy do Boga, idźmy do siebie nawzajem”. „Jeśli wierzymy w Boga — pytał — to w jakiego?”. Po pierwsze, w Stworzyciela, a po drugie, w Boga, który jest miłością, który nie pozostawia nas samym sobie, który ma „ludzkie oblicze”.

Bóg przyjął ludzkie oblicze. Kocha nas tak bardzo, że dał się przybić do krzyża, żeby ludzkie cierpienia zanieść do serca Bożego. Dzisiaj, kiedy widzimy patologie i choroby niebezpieczne dla życia religii i rozumu, niszczenie wizerunku Boga przez nienawiść i fanatyzm, ważne jest, aby wyraźnie powiedzieć, w którego Boga wierzymy i że uznajemy Jego ludzkie oblicze 2.

Przesłaniem płynącym z papieskiej homilii w Ratyzbonie było niewątpliwie stwierdzenie, że misją chrześcijan w świecie jest troska o zbawienie siebie i zbawienie całego świata, a nie postawa lęku.

Ziarno zostało rzucone

Czy papieskie słowa znalazły zrozumienie w Niemczech? Wizyta Benedykta XVI odbiła się szerokim echem w mediach. Setki publikacji, a przede wszystkim tysiące ludzi wiwatujących na cześć papieża i słuchających jego słów, było widokiem już dawno nieoglądanym w Niemczech. Pojawiły się i komentarze mówiące, że podczas niedawnej pielgrzymki Benedykta XVI do Polski tłumy na papieskich nabożeństwach były dużo większe. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że Niemcy to przynajmniej w połowie kraj protestancki, a liczba katolików praktykujących jest znacznie mniejsza niż w Polsce.

Zaskakujący był także fakt, że tak krytyczna niemiecka opinia publiczna zareagowała na papieską wizytę bardzo przychylnie. Próbowano często zestawiać „dawnego” kard. Josepha Ratzingera z osobą „dzisiejszego” papieża Benedykta XVI, jego sposób mówienia o wierze przed wyborem na Stolicę Piotrową i po nim. Wielu komentatorów podkreślało, że stara się on przełamywać wrodzoną nieśmiałość i wychodzić ku pozdrawiającym go ludziom.

To, że tak wiele osób uczestniczyło w tych wydarzeniach, daje Kościołowi niemieckiemu nadzieję na przyszłość. Jeszcze podczas przygotowań, jak i w trakcie samej pielgrzymki dał się odczuć wyraźny duch wspólnotowy. Pozostaje nadzieja, że on również zaowocuje u wielu odkryciem Kościoła już nie jako instytucji, ale przede wszystkim jako wspólnoty, co zważywszy na dysproporcje między liczbą ochrzczonych a liczbą praktykujących w Niemczech, jest bardzo ważne.

1 Benedykt XVI, Homilia wygłoszona w trakcie Eucharystii w Monachium, 10 września 2006 roku. 
2 Benedykt XVI, Homilia wygłoszona w trakcie Eucharystii w Ratyzbonie, 12 września 2006 roku.

Nadzieje i oczekiwania
Mariusz Krawiec SSP

urodzony 17 lipca 1972 r. we Wrocławiu – paulista, publicysta związany z wydawnictwami Medienverlag St. Paulus i Edycją św. Pawła, autor przewodnika Śladami Benedykta XVI. Przewodnik po bawarskim szlaku papieża. D...