„Ten Inny”, „Życie Duchowe”

„Ten Inny”, „Życie Duchowe”

Ryszard Kapuściński, Ten Inny, Znak, Kraków 2006, s. 77

Ja, ten Inny

„Globalna wioska” jest terminem przekornym. Z jednej strony opisuje kurczenie się czy wręcz zanikanie granic i błyskawiczny przepływ informacji, ale jednocześnie dobitnie pokazuje, że nie wszyscy się znamy. Zawsze bowiem znajdzie się ktoś, kto jest dla nas obcy, odmienny, różny. Inny.

Ten Inny jest niewielką książką zawierającą sześć wykładów Ryszarda Kapuścińskiego. Reporter dowodzi, że pojęcie inności powinno nam być bliskie. Inny to nie tylko oglądany w telewizji Arab, Murzyn czy Chińczyk, ale to także każdy człowiek. Wszyscy jesteśmy Inni wobec Innych. Ten Drugi nie musi nieść tylko zniszczenia, rasistowskiej wrogości, fundamentalistycznych haseł. Inny nie jest z założenia wrogiem, grabieżcą i agresorem, podobnie jak świat relacji międzyludzkich nie jest jedynie dwubiegunowy. Opuszczając Europę, ja sam staję się Innym. Ważne jest, jak nawzajem siebie postrzegamy. Kapuściński na podstawie swoich doświadczeń przedstawia trzy kroki poznania. Po pierwsze, jesteśmy postrzegani poprzez kolor skóry. Żyjąc w rodzinnych stronach, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że mamy określony kolor. Drugim etapem wzajemnego postrzegania jest nacjonalizm. Jesteśmy przywiązani do swoich ojczyzn, a one wyciskają na nas swoje piętno. Jesteśmy postrzegani przez ich pryzmat i sami postrzegamy w ten sposób ludzi napotkanych na drogach świata. Ostatnią płaszczyzną jest religia. W wielu kulturach pytanie: „Czy wierzysz w Boga?” jest podstawowe. Odpowiedź twierdząca lub przecząca na stałe już określi relację z Innym.

Inny jest wyzwaniem. Ten Drugi staje się znakiem zapytania o mnie samego. Jeśli on jest Inny, to kim jestem ja? Czy różnimy się tak bardzo? I najważniejsze: w jakim stopniu możemy współpracować? W dobie zamachów terrorystycznych nasz obraz Tego Drugiego jest jednostronny. Inny zaś nie musi być zagrożeniem, żyje wszak na tej samej planecie, jest więc również za nią współodpowiedzialny.

Kapuściński nie jest człowiekiem skorym do snucia posępnych wizji na temat przyszłości ludzkości. Jest jednak świadom, że świat, który znamy, zmienia się, przeobraża. Jak sam pisze: „W każdym razie świat, w który wchodzimy, jest Planetą Wielkiej Szansy, ale nie szansy bezwarunkowej, lecz otwartej tylko dla traktujących swoje zadania serio, dających tym dowód, że siebie samych traktują serio. Jest to świat, który potencjalnie wiele daje, ale i wiele wymaga. (MC)

Duchowe prowadzenie

Wielu wzdraga się dziś na hasło „kierownik duchowy”, widząc w idei duchowego przewodnictwa konieczność zrezygnowania z wolnej woli i podporządkowania się poleceniom kogoś, kto jest tylko (omylnym) człowiekiem. Lektura jesiennego numeru „Życia Duchowego” przekonuje, że ślepe posłuszeństwo i poddanie się kierownictwu to nie to samo, powierzenie zaś komuś prowadzenia na drodze ducha przynieść może piękne owoce. Ojciec duchowy bowiem ma za zadanie coś więcej niż przekazać teoretyczne zasady postępowania. Ma fascynować Bożą prawdą o człowieku i Bożą miłością do człowieka (ks. Marek Dziewiecki).

Funkcje spowiednika i kierownika nie są tożsame, nie zawsze też kierownik musi być księdzem, choć w praktyce bardzo często nim jest. Dla o. Leona Knabita OSB liczy się, aby relacja z penitentem była prosta, pełna zaufania i łączyła się z dyskrecją obowiązującą obie strony. Kontakt między nimi powinien być w miarę możliwości regularny, na początku nieco częstszy. Nie jest dobrze, kiedy zbyt łatwo zmienia się prowadzącego, ale i on nie powinien zostawiać podopiecznego, „chyba że relacje, które nawiązuje się w bliskim kontakcie duchowym, nie oczyszczają się, lecz zmierzają ku zmysłowości. Jeśli się nie da tego zmienić, należy po prostu uciąć wszelki kontakt”. Czy rzeczywiście jednak regularna duchowa pomoc i opieka są niezbędne? W tekście Jeana Daniélou znajdujemy takie oto porównanie św. Grzegorza z Nyssy: „Podobnie jak ten, kto chce się nauczyć obcego języka, nie może sam dla siebie być nauczycielem (…), tak samo jest, jak mniemam, i z życiem, o którym mówimy: żeby nie kroczyło ono drogami czysto naturalnymi (…), nie ma innego sposobu, by owo życie dogłębnie poznać, jak tylko przez poddanie się kierownictwu tego, który już je posiadł”. Francuski jezuita zwraca uwagę na fakt, że życie duchowe ukazano tu jako świat „obcy” życiu czysto naturalnemu, a zatem jest rzeczą niemożliwą wydobyć je z siebie samego.

Ojcowie pustyni, rosyjscy starcy… to charyzmatyczne osobowości, do których po duchową poradę ciągnęły tłumy. Tomasz Špidlík SJ pisze, że już żyjący w IV wieku Ewagriusz z Pontu dostrzegał, iż dobrych kierowników jest za mało. Ustalił on więc „osiem kategorii złych myśli” mających stanowić pomoc na czas braku spotkań z ojcem duchowym. Owe „złe myśli” to znany nam katalog grzechów głównych. Podczas gdy tradycja wschodnia wylicza ich nadal osiem, Zachód zagubił jeden z nich, acedię, czyli, jak określa ją Stanisław Łucarz SJ, swoistą perwersją duchową, w której „kocha” się, a raczej traktuje jako zwyczajne i normalne to, do czego powinno się czuć wstręt, nie uświadamiając sobie demoniczności tego stanu.

Ponadto w kwartalniku warto przeczytać m.in. artykuł Jacka Prusaka SJ o geniuszu psychologicznym św. Ignacego, który uczył, jak kierować się uczuciami w życiu duchowym.

„Ten Inny”, „Życie Duchowe”
Paulina Jeske-Choińska

polonistka, redaktorka, prowadzi projekty wydawnicze....